Выбрать главу

Mo­sze Bej­ski, kre­ślarz w Brin­n­litz, pa­mię­ta za­mie­sza­nie, ja­kie po­wsta­ło w cza­sie nie­obec­no­ści Oska­ra, róż­ne po­gło­ski i py­ta­nia, co to wszyst­ko ozna­cza. Ale Stern, Mau­ry­cy Fin­der, Adam Gar­de i inni za­się­ga­li rady Emi­lii co do żyw­no­ści, har­mo­no­gra­mu pra­cy, roz­dzia­łu prycz. Oni pierw­si od­kry­li, że Emi­lia to nie tyl­ko bier­ny pa­sa­żer. Nie była szczę­śli­wą ko­bie­tą, a do jej utra­pień do­łą­czy­ło się aresz­to­wa­nie Oska­ra. Było w tym pew­ne okru­cień­stwo, że SS prze­szko­dzi­ło mał­żon­kom po­ro­zu­mieć się na nowo.

Lecz dla Ster­na i in­nych było ja­sne, że go­spo­dy­ni ma­łe­go miesz­ka­nia na par­te­rze nie jest tu je­dy­nie w roli przy­kład­nej żony. Było w tym też coś, co moż­na by na­zwać de­kla­ra­cją ide­olo­gicz­ną. Na ścia­nie miesz­ka­nia wi­siał ob­ra­zek Je­zu­sa z oto­czo­nym pło­mie­nia­mi ser­cem. Stern wi­dy­wał ta­kie ob­raz­ki w do­mach pol­skich ka­to­li­ków. W kra­kow­skich miesz­ka­niach Oska­ra nie było ta­kiej de­ko­ra­cji. W pol­skiej kuch­ni Je­zus z otwar­tym ser­cem nie za­wsze uspo­ka­jał. W miesz­ka­niu Emi­lii jed­nak był obiet­ni­cą. Oso­bi­stą obiet­ni­cą Emi­lii.

Na po­cząt­ku li­sto­pa­da jej mąż wró­cił po­cią­giem, nie ogo­lo­ny i prze­siąk­nię­ty za­pa­chem wię­zie­nia. Był za­sko­czo­ny, że ko­bie­ty na­dal po­zo­sta­ją w Oświę­ci­miu.

Na pla­ne­cie Au­schwitz, gdzie ro­bot­ni­ce Schin­dle­ra po­ru­sza­ły się tak ostroż­nie, jak­by rze­czy­wi­ście były w ko­smo­sie, wła­dał Ru­dolf Hoss. Był za­ło­ży­cie­lem, bu­dow­ni­czym i naj­wyż­szą mą­dro­ścią. Czy­tel­ni­cy po­wie­ści Wil­lia­ma Sty­ro­na „Wy­bór Zo­fii” po­zna­li go jako pana Zo­fii – zu­peł­nie in­ne­go ro­dza­ju pana niż ten, ja­kim dla He­le­ny Hirsch był Amon; le­piej uło­żo­ny, za­cho­wu­ją­cy więk­szy dy­stans, zdro­wy na umy­śle. A jed­nak był nie­ugię­tym ka­pła­nem tej ka­ni­ba­li­stycz­nej kra­iny. Mimo że w la­tach dwu­dzie­stych za­mor­do­wał w Za­głę­biu Ruh­ry na­uczy­cie­la za to, że ten za­de­nun­cjo­wał nie­miec­kie­go dzia­ła­cza, i za tę zbrod­nię sie­dział w wię­zie­niu, w Oświę­ci­miu wła­sno­ręcz­nie nie uśmier­cił ni­ko­go. Uwa­żał sie­bie za tech­ni­ka. Jako pio­nier cy­klo­nu B, kap­su­łek cy­ja­no­wo­do­ru, któ­re w ze­tknię­ciu z po­wie­trzem wy­dzie­la­ły gaz, wdał się w na­uko­wy, ale jed­no­cze­śnie bar­dzo oso­bi­sty kon­flikt ze swo­im ry­wa­lem, ko­mi­sa­rzem kry­mi­nal­nym Chri­stia­nem Wir­them, któ­ry spra­wo­wał wła­dzę nad obo­zem w Bełż­cu i pa­tro­no­wał szko­le tlen­ku wę­gla. W Bełż­cu wy­da­rzy­ło się coś okrop­ne­go: me­to­da ko­mi­sa­rza Wir­tha do­pie­ro po trzech go­dzi­nach uśmier­ci­ła gru­pę stło­czo­nych w ko­mo­rze Ży­dów. Świad­kiem tej klę­ski był ofi­cer che­micz­ny SS, Kurt Ger­ste­in. O tym, że Höss po­pie­rał bar­dziej wy­daj­ną tech­ni­kę, świad­czy czę­ścio­wo cią­gły roz­rost Oświę­ci­mia i upa­dek Bełż­ca.

W 1943, kie­dy Ru­dolf Höss opu­ścił Oświę­cim, by prze­jąć funk­cję za­stęp­cy sze­fa Sek­cji D w Ora­nien­bur­gu, in­sty­tu­cja ta była już czymś wię­cej niż obo­zem, czymś wię­cej niż cu­dem or­ga­ni­za­cji. Była fe­no­me­nem. Świat mo­ral­ny nie tyle tu upadł, co zo­stał wy­wró­co­ny ni­czym czar­na dziu­ra pod ci­śnie­niem ludz­kiej nie­na­wi­ści – miej­sce to za­sy­sa­ło całe ludy i ich dzie­je i ani­hi­lo­wa­ło je, a jego ję­zyk od­wró­cił się pod­szew­ką na wierzch. Pod­ziem­ne ko­mo­ry na­zy­wa­ły się „piw­ni­ca­mi de­zyn­fek­cyj­ny­mi”, ko­mo­ry na­ziem­ne „łaź­nia­mi”, a Obe­rschar­füh­rer Moll, któ­re­go za­da­niem było nad­zo­ro­wa­nie wsy­py­wa­nia błę­kit­nych krysz­tał­ków przez otwór w stro­pie „piw­nic” i w ścia­nie „łaź­ni”, rzu­cał swym asy­sten­tom ko­men­dę: „Do­brze. Daj­my im te­raz po­od­dy­chać”.

Hoss po­wró­cił do Oświę­ci­mia w maju 1944. W tym cza­sie ko­bie­ty Schin­dle­ra prze­by­wa­ły w ba­ra­kach Brze­zin­ki, bli­sko dow­cip­ne­go obe­rschar­füh­re­ra Mol­la. We­dług mi­to­lo­gii Schin­dle­ra on sam wy­mógł na Hos­sie zwol­nie­nie swych trzy­stu pra­cow­nic. Oskar nie­wąt­pli­wie pro­wa­dził roz­mo­wy te­le­fo­nicz­ne z Hös­sem, jak rów­nież utrzy­my­wał z nim inne kon­tak­ty, ale nie mógł w tej spra­wie po­mi­nąć sturm­ban­n­füh­re­ra Frit­za Har­tjen­ste­ina, ko­men­dan­ta Oświę­ci­mia II, tj. Brze­zin­ki, ani unter­sturm­füh­re­ra Fran­za Hös­sle­ra, mło­de­go czło­wie­ka od­po­wie­dzial­ne­go w tym wiel­kim mie­ście za dziel­ni­cę ko­biet.

Wia­do­mo na pew­no, że Oskar wy­słał mło­dą ko­bie­tę z wa­liz­ką peł­ną al­ko­ho­lu, szyn­ki i dia­men­tów, by do­bi­ła tar­gu z tymi wła­śnie funk­cjo­na­riu­sza­mi. Nie­któ­rzy mó­wią, że Oskar po­je­chał w ślad za dziew­czy­ną i że miał przy so­bie wpły­wo­we­go ofi­ce­ra SA, stan­dar­ten­füh­re­ra Pelt­ze, któ­ry we­dle tego, co Oskar póź­niej opo­wia­dał, oka­zał się bry­tyj­skim agen­tem. Inni utrzy­mu­ją, że Oskar sam trzy­mał się z dala od Oświę­ci­mia z przy­czyn stra­te­gicz­nych, po­je­chał na­to­miast do Ora­nien­bur­ga i do In­spek­to­ra­tu Uzbro­je­nia do Ber­li­na i pró­bo­wał na­ci­skać Hos­sa i spół­kę od tej stro­ny.

Hi­sto­ria, jaką Stern przed­sta­wił pu­blicz­nie w Tel Awi­wie, jest na­stę­pu­ją­ca. Po uwol­nie­niu Oska­ra z wię­zie­nia Stern za­gad­nął go i „ule­ga­jąc na­ci­skom to­wa­rzy­szy nie­do­li” po­pro­sił Oska­ra, żeby zro­bił coś kon­kret­ne­go w spra­wie ko­biet prze­trzy­my­wa­nych w Oświę­ci­miu. Pod­czas tej roz­mo­wy we­szła jed­na z se­kre­ta­rek Oska­ra – któ­ra, tego Stern nie po­wie­dział. Schin­dler przyj­rzał się dziew­czy­nie i wska­zał na swój pa­lec, na któ­rym miał duży sy­gnet z dia­men­tem. Za­py­tał ją, czy chcia­ła­by ten po­kaź­ny klej­not. We­dług Ster­na dziew­czy­na bar­dzo się za­pa­li­ła. Stern za­cy­to­wał sło­wa Oska­ra: „Weź li­stę ko­biet i za­pa­kuj do wa­liz­ki naj­lep­sze je­dze­nie i al­ko­hol, ja­kie znaj­dziesz w mo­jej kuch­ni. Po­tem jedź do Oświę­ci­mia. Wiesz, że ko­men­dant lubi ład­ne dziew­czy­ny. Je­śli uda ci się rzecz prze­pro­wa­dzić, do­sta­niesz ten dia­ment. I nie tyl­ko to”.

Jest to sce­na god­na Sta­re­go Te­sta­men­tu. Tam też mówi się o tym, że dla do­bra ple­mie­nia na­le­ży po­świę­cić na­jeźdź­cy ko­bie­tę. Jest to rów­nież sce­na środ­ko­wo­eu­ro­pej­ska, gdzie z jed­nej stro­ny jest ol­brzy­mi, ja­rzą­cy się dia­ment, a z dru­giej – pro­po­zy­cja han­dlu cia­łem.

We­dług Ster­na – se­kre­tar­ka zgo­dzi­ła się. Kie­dy po dwóch dniach nie wró­ci­ła, spra­wę po­je­chał za­ła­twić Schin­dler i ta­jem­ni­czy Pelt­ze.

Schin­dle­row­ski mit mówi, że Oskar rze­czy­wi­ście wy­słał swo­ją dziew­czy­nę, by się prze­spa­ła z ko­men­dan­tem – obo­jęt­ne któ­rym: Hös­sem, Har­tjen­ste­inem lub Hös­sle­rem – i zo­sta­wi­ła na po­dusz­ce dia­men­ty. Jed­ni (np. Stern) twier­dzą, że była to „jed­na z jego se­kre­ta­rek”, inni wy­mie­nia­ją ład­ną blond es­es­man­kę, przy­ja­ciół­kę Oska­ra z gar­ni­zo­nu w Brin­n­litz. Lecz ta, jak się wy­da­je, prze­by­wa­ła jesz­cze w Oświę­ci­miu ra­zem z Schin­dler­frau­en.