Выбрать главу

Stern jed­nak nie na­le­żał do opty­mi­stów. Nie są­dził, by pra­wo­daw­stwo mia­ło wkrót­ce osią­gnąć ja­kiś sta­ły po­ziom zno­śnej su­ro­wo­ści. Te cza­sy były inne. Wpraw­dzie nie mógł wie­dzieć, ja­kie for­my przy­bie­rze nad­cho­dzą­ca po­żo­ga, ale na tyle oba­wiał się przy­szło­ści, że po­my­ślał: „Ła­two panu, Herr Schin­dler, ro­bić wiel­ko­dusz­ne ge­sty rów­no­ści”.

– Ten czło­wiek – po­wie­dział Aue przed­sta­wia­jąc Ster­na – był pra­wą ręką Bu­ch­he­iste­ra. Ma po­wią­za­nia z kra­kow­skim śro­do­wi­skiem han­dlo­wym.

Nie na miej­scu by­ło­by, gdy­by Stern spie­rał się o to z Auem. Ale po­my­ślał, że ko­mi­sarz pod­ko­lo­ro­wał ob­raz ze wzglę­du na zna­mie­ni­te­go go­ścia.

Aue prze­pro­sił i wy­szedł.

Zo­staw­szy sam na sam ze Ster­nem, Schin­dler po­wie­dział ści­szo­nym gło­sem, że był­by wdzięcz­ny, gdy­by re­wi­dent ze­chciał mu opo­wie­dzieć tro­chę o miej­sco­wym prze­my­śle. Chcąc go wy­ba­dać, Stern za­pro­po­no­wał, by Oskar po­roz­ma­wiał z przed­sta­wi­cie­la­mi Agen­cji Po­wier­ni­czej.

– To zło­dzie­je – we­so­ło od­parł Oskar. – I biu­ro­kra­ci. Chciał­bym tro­chę swo­bo­dy – wzru­szył ra­mio­na­mi. – Je­stem ka­pi­ta­li­stą z uspo­so­bie­nia i nie lu­bię, jak mnie ktoś ogra­ni­cza i re­gu­lu­je.

W ten spo­sób Stern i sa­mo­zwań­czy ka­pi­ta­li­sta za­czę­li roz­ma­wiać. A Stern był nie­złym źró­dłem in­for­ma­cji; zda­wa­ło się, że ma zna­jo­mych lub krew­nych w każ­dej fa­bry­ce w Kra­ko­wie, w każ­dej bran­ży – w tek­sty­liach, kon­fek­cji, sto­lar­stwie, me­ta­lach. Herr Schin­dler był bar­dzo za­do­wo­lo­ny. Wy­jął z we­wnętrz­nej kie­sze­ni ma­ry­nar­ki ko­per­tę i za­py­tał, czy Stern zna fir­mę o na­zwie „Re­kord”.

Iza­ak Stern znał tę fir­mę. Po­wie­dział, że to zban­kru­to­wa­ne przed­się­bior­stwo. Pro­du­ko­wa­ło na­czy­nia ema­lio­wa­ne. Po­nie­waż splaj­to­wa­ło, część pras skon­fi­sko­wa­no i był to te­raz tyl­ko ka­dłub, któ­ry pod za­rzą­dem krew­ne­go by­łych wła­ści­cie­li wy­ko­rzy­sty­wał je­dy­nie uła­mek swej zdol­no­ści pro­duk­cyj­nej. Brat Ster­na re­pre­zen­tu­je szwaj­car­ską kom­pa­nię, któ­ra jest głów­nym wie­rzy­cie­lem „Re­kor­du”. Stern wie­dział, że wol­no za­de­mon­stro­wać tro­chę bra­ter­skiej dumy, a po­tem wy­ra­zić ła­god­ne obrzy­dze­nie.

– Za­kła­dem fa­tal­nie za­rzą­dza­no – po­wie­dział.

Oskar Schin­dler upu­ścił ko­per­tę na ko­la­na Ster­na.

– To jest ich ze­sta­wie­nie bi­lan­so­we. Co pan o tym my­śli?

Iza­ak Stern po­wie­dział, że Herr Schin­dler po­wi­nien oczy­wi­ście spy­tać tak­że in­nych.

– Oczy­wi­ście – przy­znał Schin­dler – ale rad był­bym znać pań­ską opi­nię.

Stern szyb­ko prze­czy­tał bi­lans, a po­tem, po ja­kichś trzech mi­nu­tach stu­dio­wa­nia go, na­gle zdał so­bie spra­wę z prze­ni­kli­wej ci­szy w ga­bi­ne­cie i pod­niósł wzrok. Herr Oskar Schin­dler wpa­try­wał się w nie­go.

Stern po­sia­dał odzie­dzi­czo­ny po przod­kach dar wy­czu­wa­nia spra­wie­dli­we­go goja, któ­rym moż­na po­słu­żyć się jako bu­fo­rem albo u któ­re­go moż­na szu­kać schro­nie­nia przed bar­ba­rzyń­stwem po­zo­sta­łych. Było to wy­czu­wa­nie przy­sta­ni, stre­fy po­ten­cjal­ne­go bez­pie­czeń­stwa. Od tej chwi­li moż­li­wość uży­cia Herr Schin­dle­ra jako azy­lu oży­wi nie­co roz­mo­wę, tak jak roz­mo­wę męż­czy­zny i ko­bie­ty na przy­ję­ciu oży­wia prze­lot­na, nie wią­żą­ca obiet­ni­ca ero­tycz­na. Z moż­li­wo­ści tej Stern zda­wał so­bie spra­wę le­piej niż Schin­dler, dla­te­go nie po­wie­dział na ten te­mat ni­cze­go kon­kret­ne­go, by nie znisz­czyć kru­che­go związ­ku.

– To ab­so­lut­nie zdro­wy in­te­res – orzekł Stern. – Mógł­by pan po­roz­ma­wiać z moim bra­tem. I oczy­wi­ście jest te­raz moż­li­wość kon­trak­tów woj­sko­wych…

– Wła­śnie – szep­nął Oskar.

Nie­mal na­tych­miast po za­ję­ciu Kra­ko­wa, jesz­cze przed ka­pi­tu­la­cją War­sza­wy, w Ge­ne­ral­nej Gu­ber­ni usta­no­wio­no In­spek­to­rat Uzbro­je­nia, któ­re­go za­da­niem było za­wie­ra­nie z od­po­wied­ni­mi pro­du­cen­ta­mi kon­trak­tów na do­sta­wę wy­po­sa­że­nia woj­sko­we­go. W ta­kim „Re­kor­dzie” moż­na by więc ro­bić me­naż­ki i inne po­ło­wę na­czy­nia ku­chen­ne. Na cze­le In­spek­to­ra­tu Uzbro­je­nia stał, o czym Stern wie­dział, ge­ne­rał ma­jor Ju­lius Schin­dler z We­hr­mach­tu. Czy ge­ne­rał jest krew­nym Herr Oska­ra Schin­dle­ra? Nie­ste­ty nie, od­po­wie­dział Schin­dler, ale tak, jak­by chciał, by Stern za­cho­wał ten fakt bra­ku po­kre­wień­stwa dla sie­bie.

W każ­dym ra­zie, zda­niem Ster­na, na­wet obec­na szcząt­ko­wa pro­duk­cja w „Re­kor­dzie” jest war­ta po­nad pół mi­lio­na zło­tych rocz­nie, a nowe pra­sy i pie­ce moż­na zdo­być sto­sun­ko­wo ła­two. To za­le­ży od do­stę­pu Herr Schin­dle­ra do kre­dy­tu.

Na­czy­nia ema­lio­wa­ne, przy­znał Herr Schin­dler, by­ły­by bliż­sze jego bran­ży niż tek­sty­lia. Jego prak­ty­ka do­ty­czy­ła ma­szyn rol­ni­czych i znał się na przy­kład na pa­ro­wych pra­sach.

Stern nie miał już ocho­ty do­cie­kać, dla­cze­go ele­ganc­ki nie­miec­ki przed­się­bior­ca ży­czy so­bie py­tać go o zda­nie w in­te­re­sach. Spo­tka­nia ta­kie jak to zda­rza­ły się w prze­cią­gu ca­łej hi­sto­rii jego ple­mie­nia i zwy­kle roz­mo­wy o in­te­re­sach nie­zu­peł­nie je wy­ja­śnia­ły. Mó­wił więc da­lej, in­for­mu­jąc, że Sąd Han­dlo­wy na­ło­ży opła­tę za wy­na­ję­cie zban­kru­to­wa­nej fir­my. Dzier­ża­wa z moż­li­wo­ścią kup­na to coś znacz­nie lep­sze­go niż sta­no­wi­sko ko­mi­sa­rza, któ­re jest pod ab­so­lut­ną kon­tro­lą Mi­ni­ster­stwa Go­spo­dar­ki.

Stern zni­żył głos i za­ry­zy­ko­wał stwier­dze­nie:

– Spo­tka się pan z re­stryk­cja­mi w sto­sun­ku do lu­dzi, ja­kich pan za­trud­ni…

Schin­dler ro­ze­śmiał się.

– Skąd pan to wszyst­ko wie? – za­py­tał roz­ba­wio­ny.

– Prze­czy­ta­łem w „Ber­li­ner Ta­ge­blatt”. Jesz­cze wol­no Ży­do­wi czy­tać nie­miec­kie ga­ze­ty.

Schin­dler na­dal się śmiał. Wy­cią­gnął rękę i opu­ścił ją na ra­mię Ster­na.

– Więc to tak? – za­py­tał.

W rze­czy­wi­sto­ści Stern wie­dział to wszyst­ko, po­nie­waż Aue otrzy­mał ob­szer­ne dy­rek­ty­wy od se­kre­ta­rza sta­nu Rze­szy, Eber­har­da von Ja­gwit­za z Mi­ni­ster­stwa Go­spo­dar­ki, wy­ty­cza­ją­ce po­li­ty­kę, jaką na­le­ży przy­jąć przy przej­mo­wa­niu pry­wat­nych przed­się­biorstw od Ży­dów. Aue po­le­cił Ster­no­wi stre­ścić ten do­ku­ment. Von Ja­gwitz za­zna­czył w nim, bar­dziej ze smut­kiem niż ze zło­ścią, że będą mia­ły miej­sce na­ci­ski z in­nych in­stan­cji par­tyj­nych i rzą­do­wych, ta­kich jak Hey­dri­chow­ska RHSA, Głów­ny Urząd Bez­pie­czeń­stwa Rze­szy, by ode­brać Ży­dom pra­wo wła­sno­ści firm, ale tak­że usu­nąć ich z za­rzą­du i spo­śród ro­bot­ni­ków. Im szyb­ciej ko­mi­sa­rze „od­fil­tru­ją” wy­kwa­li­fi­ko­wa­nych ży­dow­skich pra­cow­ni­ków, tym le­piej – oczy­wi­ście za­wsze ma­jąc na uwa­dze utrzy­ma­nie za­do­wa­la­ją­ce­go po­zio­mu pro­duk­cji.