Выбрать главу

Pfef­fer­berg są­dził, że uda mu się w nie­da­le­kiej przy­szło­ści prze­do­stać tra­sa­mi nar­ciar­ski­mi koło Za­ko­pa­ne­go i przez wą­skie pa­smo Sło­wa­cji – na Wę­gry lub do Ru­mu­nii. Przy­go­to­wy­wał się do po­dró­ży; przed woj­ną był człon­kiem pol­skiej na­ro­do­wej dru­ży­ny nar­ciar­skiej.

Za ka­flo­wym pie­cem mat­ki prze­cho­wy­wał mały zgrab­ny pi­sto­let ka­li­bru 0,22, któ­ry miał mu po­móc, gdy­by do miesz­ka­nia przy­szło ge­sta­po, i oczy­wi­ście pod­czas uciecz­ki z Pol­ski.

Tą wła­śnie za­baw­ką z per­ło­wą kol­bą pew­ne­go li­sto­pa­do­we­go dnia Pfef­fer­berg o mało nie za­strze­lił Schin­dle­ra. W dwu­rzę­do­wym ubra­niu, z par­tyj­ną od­zna­ką w kla­pie, Schin­dler po­sta­no­wił od­wie­dzić pa­nią Pfef­fer­berg i zło­żyć u niej za­mó­wie­nie. Od władz miesz­ka­nio­wych Rze­szy otrzy­mał ład­ne, no­wo­cze­sne miesz­ka­nie na Stra­szew­skie­go. Wcze­śniej na­le­ża­ło ono do ży­dow­skiej ro­dzi­ny o na­zwi­sku Nuss­baum. Przy­dzia­łów miesz­kań do­ko­ny­wa­no bez żad­nej re­kom­pen­sa­ty dla po­przed­nich lo­ka­to­rów. W dniu wi­zy­ty Oska­ra pani Mina Pfef­fer­berg mar­twi­ła się wła­śnie, że to samo sta­nie się z jej miesz­ka­niem na Grodz­kiej.

Wie­lu przy­ja­ciół Schin­dle­ra bę­dzie póź­niej twier­dzić – choć nie spo­sób tego udo­wod­nić – że Oskar od­szu­kał wy­własz­czo­nych wła­ści­cie­li w Pod­gó­rzu i dał im bli­sko pięć­dzie­siąt ty­się­cy zło­tych jako re­kom­pen­sa­tę. Za tę sumę Nuss­bau­mo­wie ku­pi­li so­bie uciecz­kę do Ju­go­sła­wii. Pięć­dzie­siąt ty­się­cy – to był­by do­wód da­le­ko po­su­nię­tej nie­lo­jal­no­ści wo­bec na­ro­do­we­go so­cja­li­zmu. Ale są inne, po­twier­dzo­ne do­wo­dy jego sprze­ci­wu. Nie­któ­rzy przy­ja­cie­le po­wie­dzą póź­niej, że szczo­drość była cho­ro­bą Oska­ra, jego sza­leń­stwem i na­mięt­no­ścią. Tak­sów­ka­rzom zo­sta­wiał na­piw­ki dwu­krot­nie więk­sze niż opła­ta na licz­ni­ku. Na­le­ży też po­wie­dzieć, że uwa­żał on wła­dze miesz­ka­nio­we Rze­szy za nie­spra­wie­dli­we – tak po­wie­dział mię­dzy in­ny­mi Ster­no­wi, i to nie wte­dy, gdy re­żim hi­tle­row­ski za­czy­nał mieć kło­po­ty, tyl­ko jesz­cze w cza­sie tej tak bar­dzo sprzy­ja­ją­cej mu je­sie­ni.

W każ­dym ra­zie pani Pfef­fer­berg nie wie­dzia­ła, cze­go mógł­by chcieć od niej wy­so­ki, do­brze ubra­ny Nie­miec. Może przy­szedł za­jąć jej miesz­ka­nie, jej fir­mę de­ko­ra­tor­ską, jej an­ty­ki i fran­cu­skie go­be­li­ny?

Inna spra­wa, że przed gru­dnio­wym świę­tem Ha­nu­ka nie­miec­ka po­li­cja z po­le­ce­nia urzę­du kwa­te­run­ko­we­go przyj­dzie do Pfef­fer­ber­gów i każe im, drżą­cym z zim­na, wyjść na uli­cę. Kie­dy pani Pfef­fer­berg za­py­ta, czy może wziąć ze sobą fu­tro, spo­tka się z od­mo­wą, a kie­dy pan Pfef­fer­berg po­dej­dzie do biur­ka po sta­ry, odzie­dzi­czo­ny po przod­kach zło­ty ze­ga­rek, do­sta­nie cios w szczę­kę. „Wi­dzia­łem strasz­ne rze­czy w prze­szło­ści – mó­wił Her­mann Göring. – Szo­fe­rzy i gau­le­ite­rzy tak się wzbo­ga­ci­li na tych trans­ak­cjach, że mają te­raz po oko­ło pół mi­lio­na”. Wpływ cze­goś ta­kie­go, jak ze­ga­rek Pfef­fer­ber­ga na mo­ral­ną tkan­kę par­tii mógł nie­po­ko­ić Görin­ga. Ale ge­sta­po mia­ło swój styl – i wła­śnie do tego sty­lu na­le­ża­ło nie­roz­li­cza­nie się z za­war­to­ści miesz­kań.

Jed­nak kie­dy Schin­dler po raz pierw­szy przy­szedł do miesz­ka­nia Pfef­fer­ber­gów, nie­pew­na ju­tra ro­dzi­na cią­gle jesz­cze je zaj­mo­wa­ła. Pani Pfef­fer­berg i jej syn roz­ma­wia­li wła­śnie po­śród bel ma­te­ria­łu i ta­pet, gdy Schin­dler za­pu­kał. Le­opold nie prze­stra­szył się zbyt­nio. Miesz­ka­nie mia­ło dwa wyj­ścia – drzwi dla klien­tów i drzwi ku­chen­ne były na­prze­ciw sie­bie po obu stro­nach klat­ki scho­do­wej. Le­opold wy­co­fał się do kuch­ni i przez szpa­rę w drzwiach ob­ser­wo­wał go­ścia. Zo­ba­czył ogrom­ne­go męż­czy­znę w mod­nie skro­jo­nym gar­ni­tu­rze. Wró­cił do sa­lo­ni­ku mat­ki. Po­wie­dział jej, że ma wra­że­nie, iż to ge­sta­po. Je­śli mat­ka wpu­ści go drzwia­mi do za­kła­du, on za­wsze bę­dzie się mógł wy­mknąć ty­łem.

Pani Mina Pfef­fer­berg drża­ła. Otwo­rzy­ła drzwi. A po­tem na­słu­chi­wa­ła od­gło­sów z ko­ry­ta­rza.

Tym­cza­sem Pfef­fer­berg wziął pi­sto­let i wsu­nął go za pa­sek; za­mie­rzał otwo­rzyć swo­je drzwi w tym sa­mym mo­men­cie, co mat­ka. Na­gle wy­da­ło mu się dziw­ne, że chce ucie­kać, a nie zna celu wi­zy­ty nie­miec­kie­go urzęd­ni­ka. Jed­no­cze­śnie oba­wiał się, że bę­dzie mu­siał tego czło­wie­ka za­bić – a wte­dy trze­ba by zor­ga­ni­zo­wać uciecz­kę do Ru­mu­nii nie tyl­ko dla sie­bie, ale i dla mat­ki.

Gdy­by ja­kaś ma­gne­tycz­na chęć dzia­ła­nia po­pchnę­ła Le­opol­da do za­strze­le­nia Oska­ra i do uciecz­ki, re­pre­sje z tego po­wo­du ni­ko­go by nie zdzi­wi­ły. Po śmier­ci Herr Schin­dle­ra na­stą­pi­ła­by krót­ka ża­ło­ba, a za­raz po­tem – od­wet. A poza tym był­by to oczy­wi­ście ko­niec wszyst­kich al­tru­istycz­nych dzia­łań Oska­ra. A w Zwit­tau za­py­ta­li­by: Czy to nie był czyjś mąż?

Ton, ja­kim prze­mó­wił Oskar, za­sko­czył Pfef­fer­ber­gów. Był spo­koj­nie mo­du­lo­wa­ny, od­po­wied­ni do in­te­re­sów, na­wet do ubie­ga­nia się o przy­słu­gę. W cią­gu sze­ściu ty­go­dni oku­pa­cji zdą­ży­li się już przy­zwy­cza­ić do tonu roz­po­rzą­dzeń i do­raź­nych wy­własz­czeń. Na­to­miast ten czło­wiek mó­wił to­nem bra­ter­skim. Było to pod pew­nym wzglę­dem gor­sze, lecz tak­że in­try­gu­ją­ce.

Pfef­fer­berg wśli­zgnął się z po­wro­tem do miesz­ka­nia i ukrył za po­dwój­ny­mi drzwia­mi ja­dal­ni. Wi­dział tyl­ko frag­ment po­sta­ci Niem­ca.

– Pani Pfef­fer­berg? – za­py­tał Nie­miec. – Po­le­cił mi pa­nią Herr Nuss­baum. Wła­śnie otrzy­ma­łem miesz­ka­nie na Stra­szew­skie­go i chciał­bym zmie­nić wy­strój wnę­trza.

Mina Pfef­fer­berg prze­trzy­my­wa­ła go­ścia u pro­gu. Mó­wi­ła tak nie­do­rzecz­nie, że syn zli­to­wał się nad nią i po­ka­zał w drzwiach z ma­ry­nar­ką za­pię­tą tak, by za­sła­nia­ła broń. Po­pro­sił go­ścia do środ­ka i rów­no­cze­śnie szep­nął mat­ce po pol­sku sło­wo uspo­ko­je­nia.

Oskar Schin­dler przed­sta­wił się. Te­raz mu­siał się do­sto­so­wać do no­wej sy­tu­acji, bo zro­zu­miał, że ten mło­dy czło­wiek speł­nia tu rolę obroń­cy. Pfef­fer­berg miał zwa­li­stą, sło­wiań­ską fi­gu­rę. Schin­dler oka­zał swój sza­cu­nek, zwra­ca­jąc się do nie­go jak­by do tłu­ma­cza.

– Moja żona przy­jeż­dża z Cze­cho­sło­wa­cji – po­wie­dział – i chciał­bym prze­me­blo­wać miesz­ka­nie we­dług jej gu­stu.

Po­wie­dział, że miesz­ka­nie Nuss­bau­mów jest w bar­dzo do­brym sta­nie, ale gu­sto­wa­li oni w cięż­kich dra­pe­riach i ciem­nych ko­lo­rach, gdy tym­cza­sem pani Schin­dler ma styl tro­chę bar­dziej fran­cu­ski, może tro­chę szwedz­ki…