Выбрать главу

Ktoś za­su­ge­ro­wał, że sko­ro Schin­dler dzia­ła w bran­ży ema­lier­skiej, moż­na by wy­tła­czać luk­su­so­wą od­zna­kę z ema­lii w za­kła­dzie Schin­dle­ra i roz­pro­wa­dzać ją przez sklep nad­zo­ro­wa­ny przez jego przy­ja­ciół­kę In­grid. Ktoś inny za­uwa­żył, że prze­cież gwiaz­da jest sym­bo­lem na­ro­do­wym Ży­dów, sym­bo­lem pań­stwa znisz­czo­ne­go przez Rzy­mian, pań­stwa, któ­re te­raz ist­nia­ło tyl­ko w umy­słach sy­jo­ni­stów. Może no­sze­nie tej od­zna­ki jest dla nich po­wo­dem do dumy?

– Rzecz w tym – po­wie­dział Ge­bau­er – że nie mają żad­nej or­ga­ni­za­cji dla wła­snej obro­ny. Mają tyl­ko or­ga­ni­za­cje na­sta­wio­ne na prze­trwa­nie bu­rzy. Ale ta bu­rza bę­dzie inna. Po­kie­ru­je nią SS.

Głos Ge­bau­era zno­wu brzmiał tak, jak­by apro­bo­wał, nie roz­wo­dząc się nad tym zbyt­nio, pro­fe­sjo­nal­ną skru­pu­lat­ność SS.

– Nie prze­sa­dzaj­my – po­wie­dział Pla­the. – Naj­gor­sze, co może ich spo­tkać, to to, że zo­sta­ną wy­sła­ni na Ma­da­ga­skar, gdzie kli­mat jest dużo lep­szy niż w Kra­ko­wie.

– Wąt­pię, czy kie­dyś zo­ba­czą Ma­da­ga­skar – od­parł Ge­bau­er.

Oskar po­pro­sił o zmia­nę te­ma­tu. Czyż nie było to jego przy­ję­cie?

W ba­rze ho­te­lu „Cra­co­via”{3} Oskar wi­dział raz, jak Ge­bau­er wrę­cza ży­dow­skie­mu przed­się­bior­cy fał­szy­we pa­pie­ry na wy­jazd na Wę­gry. Może brał za to pie­nią­dze; ale spra­wiał wra­że­nie zbyt wraż­li­we­go, by han­dlo­wać do­ku­men­ta­mi, sprze­da­wać pod­pi­sy i pie­cząt­ki. Ale jest pew­ne, mimo gra­ne­go przed Tof­flem przed­sta­wie­nia, że nie czuł do Ży­dów nie­na­wi­ści. Ani on, ani po­zo­sta­li uczest­ni­cy przy­ję­cia. W grud­niu 1939 roku Oskar znaj­do­wał w ich to­wa­rzy­stwie wy­tchnie­nie od na­pu­szo­ne­go tonu ofi­cjal­nej po­li­ty­ki. Póź­niej bę­dzie miał z nich bar­dziej zna­czą­cy po­ży­tek.

VI

Ak­tion w noc 4 grud­nia prze­ko­na­ła Ster­na, że Oskar Schin­dler jest jed­nym ze spra­wie­dli­wych go­jów. Ist­nie­je taka tal­mu­dycz­na le­gen­da o Ha­si­dei Um­mot Ha­olam, Spra­wie­dli­wych wśród Na­ro­dów, któ­rych w każ­dym mo­men­cie hi­sto­rii ma być trzy­dzie­stu sze­ściu. Stern nie wie­rzył do­słow­nie w tę licz­bę, ale le­gen­da mia­ła we­dług nie­go zdro­we psy­cho­lo­gicz­ne pod­sta­wy, uznał więc, że mą­drze i przy­zwo­icie bę­dzie, je­śli spró­bu­je uczy­nić z tego Niem­ca pro­tek­to­ra i obroń­cę.

Herr Schin­dler po­trze­bo­wał ka­pi­ta­łu – fa­bry­ka „Re­kord” zo­sta­ła czę­ścio­wo po­zba­wio­na ma­szyn, z wy­jąt­kiem ma­łe­go od­dzia­łu wy­po­sa­żo­ne­go w pra­sy, po­jem­ni­ki na ema­lię, pie­ce, to­kar­ki. Być może Stern wy­wie­rał du­cho­wy wpływ na Oska­ra, ale czło­wie­kiem, któ­ry mógł umoż­li­wić Oska­ro­wi do­stęp do ka­pi­ta­łu na do­god­nych wa­run­kach, był Abra­ham Ban­kier, kie­row­nik „Re­kor­du”, któ­re­go Oskar w tym wła­śnie celu po­zy­skał.

Ro­sły, zmy­sło­wy Oskar i krę­py, mały Ban­kier ra­zem skła­da­li wi­zy­ty po­ten­cjal­nym in­we­sto­rom. De­kre­tem z 23 li­sto­pa­da de­po­zy­ty ban­ko­we i sej­fo­we wszyst­kich Ży­dów od­da­ne zo­sta­ły do dys­po­zy­cji ad­mi­ni­stra­cji nie­miec­kiej, tak że wła­ści­cie­le nie mie­li pra­wa ani do nich, ani do od­se­tek. Nie­któ­rzy za­moż­niej­si prze­my­słow­cy ży­dow­scy, ci, któ­rzy mie­li ja­kieś po­ję­cie o hi­sto­rii, trzy­ma­li w ukry­ciu twar­dą wa­lu­tę. Lecz do­my­śla­li się, że pod rzą­da­mi gu­ber­na­to­ra Han­sa Fran­ka wa­lu­ta sta­nie się ry­zy­kow­na; lep­sze będą kosz­tow­no­ści – dia­men­ty, zło­to, dy­wa­ny, inne to­wa­ry.

W Kra­ko­wie było wie­lu lu­dzi chęt­nych wy­ło­żyć pie­nią­dze w za­mian za to­war. Umo­wa mo­gła ozna­czać in­we­sty­cję pięć­dzie­się­ciu ty­się­cy zło­tych w za­mian za tyle a tyle ki­lo­gra­mów garn­ków i pa­tel­ni mie­sięcz­nie, dwa­na­ście mie­się­cy nie­prze­rwa­nych do­staw, od lip­ca po­cząw­szy. Dla kra­kow­skie­go Żyda, ma­ją­ce­go Han­sa Fran­ka na Wa­we­lu, na­czy­nia ku­chen­ne były ła­twiej zby­wal­ne niż zło­tów­ki.

Stro­ny za­wie­ra­ją­ce kon­trakt: Oskar, in­we­stor i Ban­kier jako po­śred­nik, nie wy­no­si­ły ze spo­tkań ni­cze­go, na­wet pro­to­ko­łu umo­wy. Pi­sa­ne kon­trak­ty były bez­u­ży­tecz­ne, bo i tak nie moż­na było ich eg­ze­kwo­wać. Ni­cze­go nie moż­na było eg­ze­kwo­wać. Wszyst­ko za­le­ża­ło od Ban­kie­ra, to zna­czy od jego oce­ny tego su­dec­kie­go pro­du­cen­ta na­czyń ema­lio­wa­nych.

Spo­tka­nia od­by­wa­ły się na przy­kład w miesz­ka­niu in­we­sto­ra w cen­trum Kra­ko­wa. Świad­ka­mi trans­ak­cji były uwiel­bia­ne przez żonę in­we­sto­ra pol­skie pej­za­że i fran­cu­skie po­wie­ści, któ­ry­mi de­lek­to­wa­ły się jego in­te­li­gent­ne i de­li­kat­ne cór­ki. Mo­gło też być tak, że in­we­stu­ją­cy je­go­mość zo­stał już usu­nię­ty z miesz­ka­nia i zaj­mo­wał uboż­szą kwa­te­rę w Pod­gó­rzu. Mógł to być czło­wiek nie tyl­ko po­zba­wio­ny miesz­ka­nia, ale za­trud­nio­ny te­raz w swo­jej wła­snej fir­mie. Ta­kie zmia­ny w cią­gu za­le­d­wie kil­ku mie­się­cy. Co bę­dzie za rok?

Na pierw­szy rzut oka mo­gło­by się wy­da­wać, że fakt, iż Oska­ra ni­g­dy nie oskar­żo­no o nad­uży­wa­nie tych nie­for­mal­nych umów, zo­stał tu przy­to­czo­ny w celu upięk­sze­nia opo­wie­ści. W na­stęp­nym roku doj­dzie do kłót­ni z pew­nym de­ta­li­stą, Ży­dem, na te­mat ilo­ści to­wa­ru, jaką miał on pra­wo ode­brać z ram­py Deut­sche Ema­il­wa­ren Fa­brik na Li­po­wej. Czło­wiek ten bę­dzie na tej pod­sta­wie rzu­cał oskar­że­nia na Oska­ra do koń­ca ży­cia. Ale tego, że Oskar nie wy­wią­zy­wał się z umów, nikt ni­g­dy nie po­wie­dział.

Oskar bo­wiem miał taką na­tu­rę, że lu­bił pła­cić, spra­wiał wra­że­nie, jak­by mógł wy­pła­cać nie­ogra­ni­czo­ne sumy z nie­ogra­ni­czo­nych za­so­bów. W każ­dym ra­zie Oskar i inni nie­miec­cy opor­tu­ni­ści w cią­gu naj­bliż­szych czte­rech lat za­ro­bią tak wie­le, że tyl­ko ktoś opę­ta­ny żą­dzą zy­sku nie spła­cił­by tego, co oj­ciec Oska­ra na­zwał­by dłu­giem ho­no­ro­wym.

Emi­lia Schin­dler po raz pierw­szy przy­je­cha­ła do Kra­ko­wa od­wie­dzić męża po No­wym Roku. Mia­sto wy­da­ło się jej naj­pięk­niej­szym, ja­kie kie­dy­kol­wiek wi­dzia­ła, o wie­le przy­jem­niej­sze, wdzięcz­niej­sze i bar­dziej sta­ro­mod­ne niż mo­raw­skie Brno spo­wi­te chmu­rą prze­my­sło­we­go dymu.

Nowe miesz­ka­nie męża zro­bi­ło na niej duże wra­że­nie. Okna wy­cho­dzi­ły na Plan­ty, ele­ganc­ki pier­ścień zie­le­ni ota­cza­ją­cy mia­sto w miej­scu, gdzie daw­niej sta­ły obron­ne mury. Na koń­cu uli­cy wy­ra­sta­ła wiel­ka for­te­ca Wa­we­lu – a wśród tych re­lik­tów hi­sto­rii no­wo­cze­sne miesz­ka­nie Oska­ra. Ro­zej­rza­ła się po tka­ni­nach i ki­li­mach od pani Pfef­fer­ber­go­wej. Oczy­wi­ste było, że Oska­ro­wi po­wio­dło się.

– Do­brze ci idzie w Pol­sce – za­uwa­ży­ła.

Oskar wie­dział, że w rze­czy­wi­sto­ści cho­dzi­ło o po­sag, któ­re­go wy­pła­ce­nia od­mó­wił jej oj­ciec dwa­na­ście lat temu, gdy miesz­kań­cy Zwit­tau po­spie­szy­li do wio­ski Alt-Mol­ste­in z wia­do­mo­ścią, że zięć żyje i pije jak ka­wa­ler. Mał­żeń­stwo jego cór­ki sta­ło się do­kład­nie ta­kie, ja­kie on prze­wi­dział; te­raz sam dia­beł nie zmu­sił­by go do wy­pła­ce­nia po­sa­gu.