Выбрать главу

Oskar utrzy­my­wał sto­sun­ki z trze­ma ko­bie­ta­mi rów­no­cze­śnie; poza tym miał roz­licz­ne, mniej zo­bo­wią­zu­ją­ce zna­jo­mo­ści z in­ny­mi, i to bez kon­se­kwen­cji, któ­re zwy­kle spo­ty­ka­ją ko­bie­cia­rza. Od­wie­dza­ją­cy jego miesz­ka­nie nie pa­mię­ta­ją, by kie­dy­kol­wiek wi­dzie­li In­grid na­dą­sa­ną. Wy­da­wa­ła się grzecz­na i wiel­ko­dusz­na. Emi­lia, któ­ra mia­ła jesz­cze więk­sze pod­sta­wy do nie­za­do­wo­le­nia, zbyt wie­le po­sia­da­ła god­no­ści, by ro­bić Oska­ro­wi sce­ny, na któ­re jak naj­bar­dziej za­słu­gi­wał. A je­śli Klo­now­ska mia­ła ja­kieś żale, to nie wy­da­je się, by wpły­wa­ły one na jej lo­jal­ność wo­bec dy­rek­to­ra Deut­sche Ema­il­wa­ren Fa­brik ani na jej za­cho­wa­nie w jego ga­bi­ne­cie. Przy ta­kim ży­ciu, ja­kie pro­wa­dził Oskar, moż­na by się spo­dzie­wać pu­blicz­nych kon­fron­ta­cji mię­dzy roz­złosz­czo­ny­mi ko­bie­ta­mi. Lecz żad­na ze zna­jo­mych i nikt spo­śród pra­cow­ni­ków Oska­ra – świad­ków aż nad­to go­to­wych roz­pra­wiać o jego cie­le­snych grze­chach, a cza­sem na­wet się z nich na­śmie­wać – nie pa­mię­ta przy­krych scen, na ja­kie czę­sto są ska­za­ni bar­dziej niż Oskar po­wścią­gli­wi męż­czyź­ni.

Nie­któ­rzy su­ge­ro­wa­li, że każ­da ko­bie­ta by­ła­by za­do­wo­lo­na choć­by z czę­ścio­we­go po­sia­da­nia Oska­ra. To jed­nak ozna­cza­ło­by de­pre­cjo­no­wa­nie zwią­za­nych z nim ko­biet. Pro­blem po­le­gał za­pew­ne na tym, że gdy chcia­ło się po­roz­ma­wiać z Oska­rem o wier­no­ści, w jego oczach po­ja­wia­ło się spoj­rze­nie peł­ne dzie­cię­ce­go, au­ten­tycz­ne­go oszo­ło­mie­nia, tak jak­by mowa była o ja­kiejś kon­cep­cji w ro­dza­ju teo­rii względ­no­ści, któ­rą moż­na zro­zu­mieć tyl­ko wte­dy, gdy słu­chacz ma pięć go­dzin cza­su, by sie­dzieć nie­ru­cho­mo i w sku­pie­niu słu­chać. Oskar ni­g­dy nie miał wol­nych pię­ciu go­dzin, ni­g­dy więc ta­kich rze­czy nie ro­zu­miał.

Chy­ba że cho­dzi­ło o jego mat­kę. Rano w dzień Bo­że­go Na­ro­dze­nia z my­ślą o niej Oskar po­szedł na mszę do ko­ścio­ła Ma­riac­kie­go. Nad głów­nym oł­ta­rzem wid­nia­ło pu­ste miej­sce. Jesz­cze przed kil­ko­ma ty­go­dnia­mi zaj­mo­wał je drew­nia­ny, pe­łen świę­tych po­sta­ci tryp­tyk Wita Stwo­sza. Pust­ka tego miej­sca, bla­dość ka­mien­nych ścian tam, gdzie były daw­niej umo­co­wa­ne rzeź­by, sku­pi­ły uwa­gę Herr Schin­dle­ra i za­wsty­dzi­ły go. Ktoś ukradł oł­tarz. Wy­wie­zio­no tryp­tyk do No­rym­ber­gi. Wręcz nie­praw­do­po­dob­ny stał się ten świat!

Nie­mniej jed­nak in­te­re­sy szły tej zimy do­sko­na­le. Po No­wym Roku zna­jo­mi z Rüstung­sin­spek­tion po­wie­dzie­li Oska­ro­wi o moż­li­wo­ści otwar­cia wy­dzia­łu zbro­je­nio­we­go, pro­du­ku­ją­ce­go po­ci­ski prze­ciw­czoł­go­we. Oskar jed­nak bar­dziej za­in­te­re­so­wał się garn­ka­mi niż po­ci­ska­mi. Garn­ki to pro­sta tech­no­lo­gia. Tnie się i pra­su­je bla­chę, za­nu­rza w wan­nach, wy­pa­la we wła­ści­wej tem­pe­ra­tu­rze. Taka pra­ca nie wy­ma­ga żad­nej do­kład­no­ści, nie trze­ba ka­li­bro­wać na­rzę­dzi, poza tym łu­ska­mi ar­ty­le­ryj­ski­mi nie da się han­dlo­wać spod lady, a Oskar lu­bił han­dlo­wać spod lady, lu­bił ry­zy­ko, nie­le­gal­ność, szyb­kie do­cho­dy, omi­ja­nie biu­ro­kra­cji.

Jed­nak ze wzglę­dów tak­tycz­nych za­ło­żył dział uzbro­je­nia, in­sta­lu­jąc w hali nu­mer 2 kil­ka ol­brzy­mich ma­szyn „Hilo” do pre­cy­zyj­ne­go tło­cze­nia i ob­ra­bia­nia łu­sek po­ci­sków. Na ra­zie dział ten był w fa­zie roz­wo­jo­wej; upły­nie kil­ka mie­się­cy pla­no­wa­nia, po­mia­rów i pro­duk­cji prób­nej, za­nim po­ka­żą się pierw­sze łu­ski. Nie­mniej jed­nak wiel­kie ma­szy­ny nada­wa­ły za­kła­dom Schin­dle­ra przy­naj­mniej po­zo­ry prio­ry­te­to­wej pro­duk­cji, cho­ciaż w grun­cie rze­czy sta­no­wi­ły tyl­ko za­bez­pie­cze­nie przed nie­pew­nym ju­trem.

Za­nim jesz­cze „Hi­lo­sy” zo­sta­ły na­le­ży­cie wy­re­gu­lo­wa­ne, Oskar za­czął do­sta­wać od swo­ich wty­czek w SS na Po­mor­skiej in­for­ma­cje, że ma po­wstać get­to dla Ży­dów. Na­po­mknął o tym Ster­no­wi, ot tak, nie­zo­bo­wią­zu­ją­co, bo nie chciał wzbu­dzać nie­po­trzeb­nej pa­ni­ki. Rze­czy­wi­ście, od­rzekł Stern, cho­dzą ta­kie słu­chy. Nie­któ­rzy się na­wet z tego cie­szą. My bę­dzie­my w środ­ku, a wróg na ze­wnątrz. Sami zaj­mie­my się swo­imi spra­wa­mi. Nikt nam nie bę­dzie za­zdro­ścił, nikt nie bę­dzie nas ob­rzu­cał ka­mie­nia­mi na uli­cy. Get­to zo­sta­nie oto­czo­ne mu­rem. Mur bę­dzie osta­tecz­ną, trwa­łą for­mą na­szej tra­ge­dii.

De­kret, sy­gno­wa­ny „Gen. Gub. 44/91”, wy­da­ny 3 mar­ca 1941 roku, opu­bli­ko­wa­no w kra­kow­skich dzien­ni­kach i ob­wiesz­czo­no z me­ga­fo­nów umiesz­czo­nych na cię­ża­rów­kach na Ka­zi­mie­rzu. Prze­cho­dząc przez swój wy­dział amu­ni­cji Oskar usły­szał, jak je­den z nie­miec­kich tech­ni­ków ko­men­to­wał tę no­wi­nę. „Czyż nie bę­dzie im tam le­piej?” – py­tał. – „Prze­cież Po­la­cy tak ich nie cier­pią”.

De­kret też ba­zo­wał na tym prze­ko­na­niu. Jako spo­sób na re­duk­cję kon­flik­tu ra­so­we­go w Ge­ne­ral­nej Gu­ber­ni, usta­na­wiał za­mknię­tą dziel­ni­cę ży­dow­ską. Prze­nie­sie­nie do get­ta do­ty­czy wszyst­kich Ży­dów, przy czym ci, któ­rzy po­sia­da­ją od­po­wied­nią kar­tę pra­cy, będą mo­gli rano do­jeż­dżać do za­kła­dów, a wie­czo­rem wra­cać. Get­to zo­sta­nie zlo­ka­li­zo­wa­ne w Pod­gó­rzu, na przed­mie­ściu Kra­ko­wa po dru­giej stro­nie Wi­sły. Osta­tecz­ny ter­min prze­sie­dle­nia – 20 mar­ca. Przy­by­łym do get­ta Ju­den­rat przy­dzie­li kwa­te­ry, a Po­la­cy, któ­rzy obec­nie je zaj­mu­ją, mu­szą po­sta­rać się we wła­snym urzę­dzie miesz­ka­nio­wym o przy­dział lo­ka­lu w in­nej czę­ści mia­sta.

Do de­kre­tu była za­łą­czo­na mapa. Pół­noc­ną część get­ta ogra­ni­cza­ła Wi­sła i wschod­nia li­nia ko­le­jo­wa do Lwo­wa, po­łu­dnio­wą – wzgó­rza za Rę­kaw­ką, a za­chod­nią – Ry­nek Pod­gór­ski. Te­ren był nie­wiel­ki.

Ist­nia­ła jed­nak na­dzie­ja, że re­pre­sje przy­bio­rą te­raz okre­ślo­ną for­mę i do­star­czą lu­dziom pew­nych pod­staw do ogra­ni­czo­ne­go kie­ro­wa­nia swo­im ży­ciem. Dla czło­wie­ka ta­kie­go jak Juda Dre­sner, hur­tow­ni­ka tek­styl­ne­go ze Stra­do­mia, któ­ry wkrót­ce po­zna Oska­ra, mi­nio­ne pół­to­ra roku przy­nio­sło osza­ła­mia­ją­cą licz­bę de­kre­tów, najść i kon­fi­skat. Agen­cja Po­wier­ni­cza prze­ję­ła jego fir­mę, za­bra­no mu sa­mo­chód i miesz­ka­nie. Jego kon­to ban­ko­we za­mro­żo­no. Szko­ły, do któ­rych uczęsz­cza­ły jego dzie­ci, albo za­mknię­to, albo też dzie­ci z nich re­le­go­wa­no. Ro­dzin­ne kosz­tow­no­ści skon­fi­sko­wa­no; ten sam los spo­tkał ich od­bior­nik ra­dio­wy. Nie wol­no było ani jemu, ani jego ro­dzi­nie po­ka­zy­wać się w cen­trum mia­sta, ode­bra­no im pra­wo po­dró­żo­wa­nia po­cią­giem. Mo­gli tyl­ko ko­rzy­stać z wy­zna­czo­nych tram­wa­jów. Jego żonę, cór­kę i sy­nów cią­gle za­bie­ra­no do usu­wa­nia śnie­gu lub in­nej pra­cy przy­mu­so­wej. Gdy wpy­cha­li czło­wie­ka na cię­ża­rów­kę, ni­g­dy nie było wia­do­mo, czy nie­obec­ność po­trwa krót­ko, czy dłu­go, lub czy nad­zor­cą przy­mu­so­wej pra­cy nie oka­że się ja­kiś ła­two się­ga­ją­cy po broń sza­le­niec. Pod ta­ki­mi rzą­da­mi nie moż­na było zna­leźć żad­ne­go punk­tu opar­cia, spa­da­ło się w prze­paść bez dna. Li­czy­li, że wła­śnie get­to bę­dzie dnem, miej­scem, w któ­rym da się my­śleć w spo­sób bar­dziej rze­czo­wy i zor­ga­ni­zo­wa­ny.