Выбрать главу

A co do Hu­ja­ra i jego ko­le­gów, to te­raz wie­dzie­li już, że na­tych­mia­sto­we eg­ze­ku­cje będą w Pła­szo­wie czymś co­dzien­nym i bez­kar­nym.

XX

W dwa dni po wi­zy­cie sze­fów fa­bryk w Pła­szo­wie Schin­dler po­ka­zał się w tym­cza­so­wym biu­rze Götha w Kra­ko­wie, przy­no­sząc upo­mi­nek w po­sta­ci bu­tel­ki ko­nia­ku. Wia­do­mość o za­bój­stwie Dia­ny Re­iter do­tar­ła już do biur „Ema­lii” i na­le­ża­ła do tych czyn­ni­ków, któ­re utwier­dzi­ły Oska­ra w za­mia­rze trzy­ma­nia swej fa­bry­ki z dala od Pła­szo­wa.

Dwóch po­tęż­nych męż­czyzn sie­dzia­ło te­raz na­prze­ciw sie­bie i pa­no­wa­ło mię­dzy nimi pew­ne wza­jem­ne zro­zu­mie­nie, tak jak w krót­ko­trwa­łym kon­tak­cie Amo­na z Dia­ną Re­iter. Zda­wa­li so­bie mia­no­wi­cie spra­wę, że obaj są w Kra­ko­wie po to, by zbić ma­ją­tek, i że w związ­ku z tym Oskar bę­dzie pła­cił Amo­no­wi za przy­słu­gi. W tym wzglę­dzie Oskar i ko­men­dant ro­zu­mie­li się do­sko­na­le. Oskar miał w so­bie coś z ko­mi­wo­ja­że­ra: po­tra­fił trak­to­wać lu­dzi, któ­ry­mi się brzy­dził, jak po­krew­ne du­sze, a Amo­na uda mu się zwieść tak da­le­ce, że ten za­wsze bę­dzie uwa­żał Oska­ra za przy­ja­cie­la.

Lecz ze świa­dectw Ster­na, jak rów­nież in­nych osób, wy­ni­ka nie­zbi­cie, że Oskar od po­cząt­ku czuł wstręt do Götha jako do czło­wie­ka, któ­ry trak­tu­je swój za­wód mor­der­cy z ta­kim spo­ko­jem, jak urzęd­nik swo­je biu­ro. Oskar roz­ma­wiał z Amo­nem-ad­mi­ni­stra­to­rem, z Amo­nem-spe­ku­lan­tem, ale przez cały czas wie­dział, że dzie­więć dzie­sią­tych psy­chi­ki ko­men­dan­ta leży poza sfe­rą nor­mal­nych ludz­kich od­ru­chów. In­te­re­sy i sto­sun­ki to­wa­rzy­skie Oska­ra z Amo­nem szły tak do­brze, że ktoś mógł­by się po­ku­sić o przy­pusz­cze­nie, iż Oskar w pe­wien spo­sób i wbrew so­bie fa­scy­no­wał się złem tego czło­wie­ka. Lecz nikt, kto znał Oska­ra wte­dy, a tak­że póź­niej, nie do­strzegł śla­dów ta­kie­go za­uro­cze­nia. Oskar gar­dził Göthem, po pro­stu i z prze­ko­na­niem. Jego po­gar­da bę­dzie ro­sła bez mia­ry, a jego ka­rie­ra sta­nie się tego do­bit­nym do­wo­dem. Nie­mniej jed­nak trud­no po­wstrzy­mać się od re­flek­sji, że Amon był czar­ną od­mia­ną Oska­ra, po­my­lo­nym, fa­na­tycz­nym ka­tem, ja­kim Oskar, za spra­wą ja­kiejś nie­szczę­snej zmia­ny ról, mógł­by się stać.

Przy bu­tel­ce ko­nia­ku Oskar tłu­ma­czył Amo­no­wi, dla­cze­go nie może się prze­nieść do Pła­szo­wa. Fa­bry­ka jest zbyt duża, żeby ją prze­no­sić. Ow­szem, sły­szał, że jego przy­ja­ciel Ma­dritsch za­mie­rza prze­nieść swo­ich Ży­dów do obo­zu, ale ma­szy­ny Ma­drit­scha są ła­twe do trans­por­tu – w koń­cu to tyl­ko tro­chę ma­szyn do szy­cia. Z prze­no­si­na­mi cięż­kich pras do me­ta­lu to cał­kiem inna spra­wa. Każ­da z nich, jak to skom­pli­ko­wa­ne ma­szy­ny mają w zwy­cza­ju, ma ja­kieś wła­sne ka­pry­sy. Jego wy­kwa­li­fi­ko­wa­ni ro­bot­ni­cy przy­zwy­cza­ili się do tych ka­pry­sów. Ale za­in­sta­lo­wa­ne w no­wej hali ma­szy­ny ob­ja­wią cały ze­staw no­wych dzi­wactw. Będą opóź­nie­nia, a okres roz­ru­chu zaj­mie na pew­no wię­cej cza­su niż jego dro­gie­mu ko­le­dze Ju­liu­so­wi Ma­drit­scho­wi. Herr Unter­sturm­füh­rer ro­zu­mie, że ma­jąc do re­ali­za­cji waż­ne kon­trak­ty wo­jen­ne, DEF nie może so­bie po­zwo­lić na ta­kie opóź­nie­nia. Herr Beck­mann, któ­ry ma po­dob­ne pro­ble­my, po­zby­wa się wszyst­kich Ży­dów ze swe­go za­kła­du „Ko­ro­na”. Chce unik­nąć za­mie­sza­nia z prze­mar­sza­mi Ży­dów z Pła­szo­wa do fa­bry­ki rano i z fa­bry­ki do Pła­szo­wa wie­czo­rem. Ale on, Schin­dler, ma o kil­ka­set wy­kwa­li­fi­ko­wa­nych ro­bot­ni­ków ży­dow­skich wię­cej niż Beck­mann. Gdy­by się ich po­zbył, na ich miej­sce trze­ba by przy­uczyć Po­la­ków i znów był­by prze­stój w pro­duk­cji, i to jesz­cze więk­szy, niż gdy­by przy­jął atrak­cyj­ną pro­po­zy­cję Götha i prze­pro­wa­dził się z za­kła­dem do Pła­szo­wa.

Amon w skry­to­ści du­cha przy­pusz­czał, że Oskar oba­wia się, iż prze­nie­sie­nie do Pła­szo­wa ude­rzy w jego ko­rzyst­ne ukła­dzi­ki, ja­kie wy­ro­bił so­bie w Kra­ko­wie. Ko­men­dant po­spie­szył więc z za­pew­nie­niem, że nie bę­dzie żad­nej in­ge­ren­cji w za­rzą­dza­nie za­kła­dem.

– Mar­twią mnie wy­łącz­nie pro­ble­my pro­duk­cyj­ne – od­rzekł Schin­dler z miną świę­tosz­ka. I do­dał, że nie chciał­by spra­wiać ko­men­dan­to­wi kło­po­tów i że bę­dzie wdzięcz­ny, a In­spek­to­rat Uzbro­je­nia też z pew­no­ścią to do­ce­ni, je­śli DEF bę­dzie mo­gła po­zo­stać na obec­nym miej­scu.

Wśród lu­dzi po­kro­ju Amo­na i Oska­ra sło­wo „wdzięcz­ność” nie mia­ło zna­cze­nia abs­trak­cyj­ne­go. Wdzięcz­ność to za­pła­ta. Wdzięcz­ność to al­ko­hol i dia­men­ty.

– Ro­zu­miem pań­skie trud­no­ści, Herr Schin­dler – oświad­czył Amon. – Gdy tyl­ko get­to zo­sta­nie zli­kwi­do­wa­ne, chęt­nie do­star­czę straż­ni­ków do eskor­to­wa­nia pań­skich pra­cow­ni­ków z Pła­szo­wa na Za­bło­cie.

Pew­ne­go dnia, po po­łu­dniu, przy­szedł na Za­bło­cie, wy­sła­ny służ­bo­wo przez za­kła­dy „Po­stęp”, Iza­ak Stern. Za­stał Oska­ra przy­gnę­bio­ne­go i wy­czuł w nim nie­bez­piecz­ne uczu­cie nie­mo­cy. Klo­now­ska wnio­sła kawę, któ­rą Herr Di­rek­tor wy­pił jak za­wsze z do­dat­kiem ko­nia­ku. Kie­dy Klo­now­ska wy­szła, Oskar po­wie­dział Ster­no­wi, że znów był w Pła­szo­wie. Pod pre­tek­stem obej­rze­nia te­re­nu chciał wy­son­do­wać, kie­dy obóz bę­dzie go­to­wy na przy­ję­cie get­to­men­schów.

– Zro­bi­łem parę ob­li­czeń – po­wie­dział Oskar.

Po­li­czył ta­ra­so­wo po­ło­żo­ne ba­ra­ki na zbo­czu od stro­ny Kra­ko­wa i do­szedł do wnio­sku, że je­śli Amon bę­dzie chciał wpa­ko­wać do każ­de­go po dwie­ście ko­biet, a jest to bar­dzo praw­do­po­dob­ne, to w gór­nym sek­to­rze wy­star­czy miej­sca na ja­kieś sześć ty­się­cy ko­biet. Sek­tor mę­ski, po­ło­żo­ny po­ni­żej, nie ma tylu ukoń­czo­nych bu­dyn­ków, ale bio­rąc pod uwa­gę do­tych­cza­so­we tem­po, do­koń­cze­nie ich bu­do­wy to kwe­stia dni.

– Wszy­scy w fa­bry­ce wie­dzą, co się sta­nie – po­wie­dział Oskar. – Nie ma sen­su trzy­mać tu noc­nej zmia­ny, bo po­tem nie bę­dzie już get­ta, do któ­re­go moż­na by wró­cić. Mogę im tyl­ko po­wie­dzieć – mó­wił pi­jąc dru­gą lamp­kę ko­nia­ku – żeby nie pró­bo­wa­li się cho­wać, je­śli nie mają pew­ne­go miej­sca.

Sły­szał, że pla­nu­je się do­kład­ne prze­szu­ka­nie ca­łe­go get­ta po li­kwi­da­cji. Spraw­dzą każ­dą dziu­rę w ścia­nie, pod­nio­są każ­dy chod­nik na stry­chu, od­kry­ją każ­dy za­ka­ma­rek, przej­rzą każ­dą piw­ni­cę.

– Mogę im tyl­ko po­wie­dzieć, żeby nie sta­wia­li opo­ru.

Tak się dziw­nie sta­ło, że to Stern, je­den z obiek­tów nad­cho­dzą­cej ak­cji, po­cie­szał dy­rek­to­ra Schin­dle­ra, jej świad­ka je­dy­nie. Tro­ska Oska­ra o ży­dow­skich ro­bot­ni­ków roz­my­wa­ła się, sta­wa­ła w cie­niu więk­szej tra­ge­dii, jaką mia­ła być li­kwi­da­cja get­ta. Pła­szów to miej­sce pra­cy, mó­wił Stern, więc bę­dzie tam moż­na prze­żyć. To nie Beł­żec, gdzie pro­du­ku­ją śmierć tak, jak Hen­ry Ford pro­du­ku­je sa­mo­cho­dy. To po­ni­ża­ją­ce stać w ko­lej­ce do Pła­szo­wa, ale to jesz­cze nie ko­niec wszyst­kie­go. Kie­dy Stern skoń­czył go prze­ko­ny­wać, Oskar wło­żył oba kciu­ki pod sko­śną kra­wędź bla­tu biur­ka i przez chwi­lę spra­wiał wra­że­nie, że chce go wy­rwać.