Выбрать главу

Oskar chy­ba nie zda­wał so­bie spra­wy z tego, że la­tem 1943 roku był, gdy cho­dzi o Pol­skę, jed­nym z re­kor­dzi­stów w nie­le­gal­nym ży­wie­niu więź­niów, a tak­że że ca­łun gło­du, któ­ry zgod­nie z po­li­ty­ką SS po­wi­nien spo­wi­jać wiel­kie fa­bry­ki śmier­ci i wszyst­kie małe, odru­to­wa­ne miej­sca pra­cy przy­mu­so­wej, był na Li­po­wej nie­obec­ny, a jego brak nie­bez­piecz­nie wi­docz­ny.

Tego lata zda­rzy­ło się mnó­stwo in­cy­den­tów, któ­re umoc­ni­ły mit Oska­ra Schin­dle­ra i tym sa­mym wzmo­gły nie­mal re­li­gij­ną wia­rę wie­lu więź­niów Pła­szo­wa i wszyst­kich pra­cow­ni­ków „Ema­lii” w to, że Oskar po­tra­fi wy­ba­wić lu­dzi z nie­praw­do­po­dob­nych opre­sji.

W po­cząt­ku ka­rie­ry każ­de­go po­do­bo­zu wy­żsi ofi­ce­ro­wie ma­cie­rzy­ste­go la­gru skła­da­li tam wi­zy­ty, by się upew­nić, czy ener­gia nie­wol­ni­czej siły ro­bo­czej jest w od­po­wied­ni spo­sób po­bu­dza­na. Nie wia­do­mo do­kład­nie, któ­rzy człon­ko­wie wyż­sze­go per­so­ne­lu Pła­szo­wa od­wie­dzi­li „Ema­lię”, ale część więź­niów, a tak­że sam Oskar, będą póź­niej mó­wić, że znaj­do­wał się wśród nich tak­że Göth. A je­śli nie on, to Leo John albo Sche­idt, albo Jo­sef Neu­schel, pro­te­go­wa­ny Götha. Nie wy­rzą­dzi­my im chy­ba krzyw­dy wy­mie­nia­jąc ich na­zwi­ska w związ­ku z „od­po­wied­nim po­bu­dza­niem ener­gii”. Kim­kol­wiek byli, w hi­sto­rii Pła­szo­wa zdą­ży­li się za­pi­sać jako au­to­rzy bez­li­to­snych ak­cji wy­ko­ny­wa­nych oso­bi­ście lub za ich zgo­dą. Te­raz, wi­zy­tu­jąc „Ema­lię”, za­uwa­ży­li na dzie­dziń­cu więź­nia o na­zwi­sku La­mus, któ­ry zbyt wol­no pchał tacz­ki. Oskar twier­dzi, że to Göth do­strzegł po­wol­ne ru­chy La­mu­sa i przy­wo­łał mło­de­go pod­ofi­ce­ra, Gri­ma, jesz­cze jed­ne­go pro­te­go­wa­ne­go, swo­je­go go­ry­la, by­łe­go za­pa­śni­ka, któ­re­mu ka­zał za­bić więź­nia.

Grün za­trzy­mał ska­za­ne­go, a in­spek­to­rzy kon­ty­nu­owa­li lu­stra­cję fa­bry­ki. Ktoś z ema­lier­ni po­spie­szył do ga­bi­ne­tu dy­rek­to­ra i za­alar­mo­wał Schin­dle­ra. Oskar pę­dem zbiegł po scho­dach, jesz­cze szyb­ciej niż kie­dy biegł na spo­tka­nie Re­gi­ny Per­l­man, i zna­lazł się na dzie­dziń­cu wła­śnie w chwi­li, gdy Grün usta­wiał La­mu­sa pod ścia­ną.

– Tu­taj nie wol­no tego ro­bić! – krzyk­nął Oskar. – Lu­dzie prze­sta­ną mi pra­co­wać, jak bę­dzie­cie tu urzą­dzać strze­la­ni­ny. Ja tu mam prio­ry­te­to­we kon­trak­ty wo­jen­ne do zre­ali­zo­wa­nia!

„Prio­ry­te­to­we kon­trak­ty” były sta­łym ar­gu­men­tem Schin­dle­ra, za­wie­ra­ją­cym su­ge­stię, że Oskar zna pew­nych wyż­szych ofi­ce­rów, do któ­rych do­trze na­zwi­sko Grüna, je­śli bę­dzie za­kłó­cał pro­duk­cję w „Ema­lii”.

Grün był spryt­ny. Wie­dział, że po­zo­sta­li in­spek­to­rzy po­szli do warsz­ta­tów, gdzie hu­czą pra­sy i wyją to­kar­ki, za­głu­sza­jąc strzał, któ­ry mógł paść lub nie. A jed­no­cze­śnie La­mus dla lu­dzi po­kro­ju Götha i Joh­na był taką drob­nost­ką, że nie będą póź­niej o nic wy­py­ty­wać.

– A co ja z tego będę miał? – mło­dzie­niec z SS za­py­tał Oska­ra.

– Może być wód­ka? – za­pro­po­no­wał Oskar. – Pół­to­ra li­tra?

Dla Gri­ma było to znacz­ne wy­na­gro­dze­nie. Za cały dzień pra­cy z ka­ra­bi­nem ma­szy­no­wym pod­czas Ein­sat­zak­tio­nen, za co­dzien­ne, ma­so­we eg­ze­ku­cje na wscho­dzie – to jest za roz­strze­li­wa­nie se­tek lu­dzi – do­sta­wa­ło się pół li­tra wód­ki. Chłop­cy usta­wia­li się w ko­lej­ce do ta­kich ak­cji, po to, by wie­czo­rem otrzy­mać swo­je wy­so­ko­pro­cen­to­we wy­na­gro­dze­nie. A tu Herr Di­rek­tor ofia­ru­je mu trzy razy tyle za jed­no od­stęp­stwo.

– Nie wi­dzę bu­tel­ki – po­wie­dział na wszel­ki wy­pa­dek.

Schin­dler po­py­chał już La­mu­sa, by ten ucie­kał i trzy­mał się z da­le­ka.

– Zni­kaj! – krzyk­nął Grün za od­cho­dzą­cym.

– Może pan ode­brać bu­tel­kę w moim ga­bi­ne­cie po skoń­czo­nej in­spek­cji.

Oskar wziął udział w po­dob­nej trans­ak­cji, gdy ge­sta­po zro­bi­ło naj­ście na miesz­ka­nie fał­sze­rza i od­kry­ło wśród in­nych go­to­wych już, lub pra­wie go­to­wych, do­ku­men­tów plik aryj­skich pa­pie­rów dla ro­dzi­ny o na­zwi­sku Wohl­fe­iler: ojca, mat­ki i trój­ki do­ra­sta­ją­cych dzie­ci – wszyst­kich z obo­zu Schin­dle­ra. Dwaj ge­sta­pow­cy przy­szli więc na Li­po­wą, by za­brać ro­dzi­nę na prze­słu­cha­nie, któ­re za­pro­wa­dzi­ło­by, po­przez wię­zie­nie na Mon­te­lu­pich, do po­nu­re­go for­tu na wzgó­rzu. Trzy go­dzi­ny po wej­ściu do ga­bi­ne­tu Oska­ra obaj opu­ści­li DEF za­ta­cza­jąc się, za­do­wo­le­ni z ko­nia­ku i, jak moż­na są­dzić, z ła­pów­ki. Skon­fi­sko­wa­ne pa­pie­ry zo­sta­ły na biur­ku Oska­ra, a on wziął je i wrzu­cił do ognia.

Po­tem byli bra­cia Dan­zi­ger, któ­rzy pew­ne­go piąt­ku ze­psu­li pra­sę do me­ta­lu. Po­czci­wi, nie­świa­do­mi, sła­bo wy­kwa­li­fi­ko­wa­ni lu­dzie, pa­trzy­li sze­ro­ko roz­war­ty­mi oczy­ma znad ma­szy­ny, któ­ra na­gle zgrzyt­nę­ła i znie­ru­cho­mia­ła. Dy­rek­tor wy­je­chał w in­te­re­sach i ktoś (po­tem Oskar mó­wił, że był to za­kła­do­wy szpieg) do­niósł na nich do ad­mi­ni­stra­cji Pła­szo­wa. Bra­ci za­bra­no z „Ema­lii” i na­stęp­ne­go ran­ka na ape­lu w Pła­szo­wie za­po­wie­dzia­no, że zo­sta­ną po­wie­sze­ni: „Dziś wie­czór – gło­sił ko­mu­ni­kat – lud­ność Pła­szo­wa bę­dzie świad­kiem eg­ze­ku­cji dwóch sa­bo­ta­ży­stów”. Tym, co kwa­li­fi­ko­wa­ło Dan­zi­ge­rów do eg­ze­ku­cji bar­dziej niż in­nych, była ota­cza­ją­ca ich aura or­to­dok­syj­no­ści. Oskar wró­cił ze swej służ­bo­wej po­dró­ży do So­snow­ca w so­bo­tę po po­łu­dniu, na trzy go­dzi­ny przed za­po­wie­dzia­ną eg­ze­ku­cją. Wia­do­mość o wy­ro­ku cze­ka­ła na biur­ku. Na­tych­miast wsiadł w sa­mo­chód, za­bie­ra­jąc ko­niak i do­sko­na­łą kieł­ba­sę. Za­par­ko­wał w Pła­szo­wie przed blo­kiem ad­mi­ni­stra­cji i od­szu­kał Götha. Ucie­szył się, że nie musi bu­dzić ko­men­dan­ta z po­po­łu­dnio­wej drzem­ki. Nikt nie zna roz­mia­rów trans­ak­cji, ja­kiej do­ko­na­no wte­dy w ga­bi­ne­cie Götha, w tym ga­bi­ne­cie, któ­ry przy­po­mi­nał kom­na­tę To­rqu­ema­dy, po­nie­waż Göth ka­zał za­mo­co­wać kół­ka w ścia­nie do za­wie­sza­nia lu­dzi – za karę i ku prze­stro­dze. Trud­no wie­rzyć, żeby Amon za­do­wo­lił się je­dy­nie ko­nia­kiem i kieł­ba­są. W każ­dym ra­zie roz­mo­wa uko­iła jego tro­skę o spraw­ność pras fa­brycz­nych Rze­szy i o szó­stej, o wy­zna­czo­nej na eg­ze­ku­cję go­dzi­nie, bra­cia Dan­zi­ger po­wró­ci­li na tyl­nym sie­dze­niu ele­ganc­kiej li­mu­zy­ny Oska­ra do słod­kie­go ubó­stwa „Ema­lii”.