Zakazana melodia Tej ostatniej niedzieli przez powtórzenia została zalegalizowana w salonie Götha i teraz Henryk wypowiedział za jej pomocą wojnę, a Leopold, uspokojony pełnym wdzięcznej melancholii spojrzeniem przystojnego oficera, towarzyszył mu w niej. Henryk pocił się w przekonaniu, że Amon lada moment odkryje intencję skrzypka i zaraz zabierze go za dom, żeby go rozstrzelać. Nie wiadomo, jaki był poziom wykonania tego utworu, zresztą nie ma to żadnego znaczenia. Ten koncert był magiczny. I tylko jeden człowiek, ów siwy oficer SS, odbierał go, aprobował i poprzez zgiełk czyniony przez pijanego Boscha i Szernera, Czurdę i Amona nie przestawał patrzeć ze swego miejsca prosto w oczy Henryka, tak jakby lada moment chciał wstać i powiedzieć: „Ależ tak, panowie! Skrzypek ma absolutną rację. Nie ma sensu nosić w sobie takiego smutku”.
Rosnerowie powtarzali piosenkę w kółko tyle razy, że normalnie Amon już dawno krzyknąłby: „Dość!” Potem oficer wstał i wyszedł na balkon. Henryk natychmiast pojął, że zrobił wszystko, co mógł zrobić. Płynnie przeszli teraz z bratem na von Suppego i Lehara, zacierając ślady pełnokrwistą operetką. Gość był na balkonie sam. Po pół godzinie przerwał przyjęcie strzelając sobie w głowę.
Takie było w Płaszowie życie seksualne. Wszy, mendy i pośpiech wewnątrz drutów, morderstwa i obłęd na ich obrzeżu. A w środku Józef Bau i Rebeka Tannenbaum wykonywali swój rytualny taniec zalotów.
Tej zimy dokonała się niekorzystna dla zakochanych zmiana statusu płaszowskiego obozu. W pierwszych dniach stycznia 1944 obóz przemianowano na obóz koncentracyjny, przekazując go tym samym pod centralną kontrolę generała Oswalda Pohla i jego Głównego Urzędu Administracyjno-Gospodarczego w Oranienburgu pod Berlinem. Podobozy Płaszowa, takie jak „Emalia” Schindlera, też znalazły się pod kontrolą Oranienburga. W tej sytuacji szefowie policji Scherner i Czurda stracili część swojej władzy. Opłaty za pracowników, których zatrudniali Oskar i Madritsch, nie szły już na Pomorską, tylko do biura generała Richarda Glücksa, szefa Sekcji D (Obozy Koncentracyjne) u Pohla. Teraz jeśli Oskar potrzebował jakiejś przysługi, musiał nie tylko jechać do Płaszowa i nadskakiwać Amonowi albo zapraszać Juliana Szernera na obiad, ale przede wszystkim szukać dojść do urzędników w wielkim biurokratycznym kompleksie Oranienburga.
Przy pierwszej okazji Oskar udał się do Berlina, żeby spotkać ludzi, którzy mieli kontrolować jego sprawy. Oranienburg był z początku obozem koncentracyjnym. Teraz przekształcił się w kompleks baraków administracyjnych. Z biur Sekcji D regulowano każdy aspekt obozowego życia i obozowej śmierci. To właśnie Richard Glücks razem z Pohlem ustalali proporcje między robotnikami a kandydatami do gazu, układali równanie, w którym X oznaczało niewolniczą siłę roboczą, a Y – skazanych na szybką zagładę. Glücks określał też sposoby postępowania w każdej sytuacji; z jego wydziału spływały memoranda napisane nieczułym żargonem planisty, biurokraty, beznamiętnego specjalisty.
Główny Urząd Gospodarki
i Administracji SS
Szef Sekcji D (Obozy Koncentracyjne)
DI-AZ: fl-Ot-S-GEH TGB NO 453-44
Do Komendantów Obozów Koncentracyjnych
Da, Sah, Bu, Mau, Sio, Neu, Au I-III Gr-Ro,
Natz, Stu, Rav, Herz, A-L-Bels, Gruppenl.
D. Riga, Gruppenl. D. Krakau (Płaszów).
Wnioski do Komendantów Obozów o karę chłosty w przypadkach sabotażu dokonywanego przez więźniów w przemyśle produkcji wojennej są coraz liczniejsze.
Proszę, by w przyszłości we wszystkich dowiedzionych przypadkach sabotażu (należy załączyć raport dyrekcji) składano wniosek o egzekucję przez powieszenie. Egzekucje powinny się odbywać przed zgromadzonymi członkami danego oddziału roboczego. Powód egzekucji należy podać do wiadomości, tak aby był czynnikiem odstraszającym.
(-) SS Obersturmführer
W tej dziwnej kancelarii zastanawiano się też, jaka długość włosów więźnia jest najekonomiczniejsza do użytku w „produkcji włosianych skarpet dla załóg U-bootów i włosiano-filcowych butów dla kolejarzy Rzeszy” i rozważano, czy kwestionariusz rejestracji „przypadków śmierci” powinien być umieszczony w aktach ośmiu departamentów, czy może wystarczy tylko list załączony do danych personalnych po aktualizacji kart indeksowych.
A tu przyjechał jakiś Schindler z Krakowa i chce rozmawiać o swoim małym obozie fabrycznym na Zabłociu. Trzeba więc mu było dać kogoś, kto by się nim zajął, kogoś niezbyt ważnego, na przykład oficera personalnego w randze polowej.
Oskar nie był tym zmartwiony. Przed nim byli dużo więksi niż on właściciele Żydów. Krupp i IG Farben, fabryka kabli w Płaszowie, Walter C. Toebbens, przedsiębiorca z Warszawy, którego Himmler próbował wcielić do Wehrmachtu… Była huta w Stalowej Woli, zakłady lotnicze w Budzyniu i Zakopanem, zakłady Steyr-Daimler-Puch w Radomiu…
Oficer miał przed sobą plany „Emalii”.
– Mam nadzieję – powiedział oschle – że nie zamierza pan powiększać obozu. Nie dałoby się tego zrobić bez narażania się na epidemię tyfusu.
Oskar odrzucił sugestię urzędnika. Powiedział, że interesuje go wyłącznie to, aby jego załoga miała zapewniony byt. Poinformował oficera, że rozmawiał już na ten temat ze swym kolegą, pułkownikiem Erichem Lange. Zauważył przy tym, że nazwisko to coś znaczyło dla esesmana. Oskar pokazał list od pułkownika, a personalny zagłębił się w fotelu i czytał. W gabinecie było tak cicho, że z innych pokoi dobiegało skrzypienie piór, szelest papieru i cicha, poważna rozmowa; było tak, jakby nikt tu nie wiedział, że znajduje się w samym środku sieci dobywających się z milionów gardeł krzyków.
Pułkownik Lange był człowiekiem wpływowym; szefem sztabu Inspektoratu Uzbrojenia w Kwaterze Armii w Berlinie. Oskar poznał go na przyjęciu w biurze Inspektoratu w Krakowie. Polubili się niemal od razu. Na przyjęciach często się zdarzało, że dwóch ludzi, wyczuwając u siebie pewien sprzeciw wobec reżimu, wycofywało się do kąta, by się poznać i być może nawiązać przyjaźń. Erich Lange był przerażony obozami fabrycznymi w Polsce, zakładami „Buna” należącymi do IG Farben, gdzie brygadziści przyjmowali „tempo pracy” SS i kazali więźniom rozładowywać cement w biegu, gdzie ciała zagłodzonych i zakatowanych wrzucano do rowów na kable i zalewano razem z kablami cementem. Lange zacytował słowa jednego z kierowników zakładów, który nowo przybyłym więźniom powiedział: „Nie jesteście tu po to, aby żyć, tylko po to, żeby zginąć w betonie”. „Kiedy to usłyszałem – mówił dalej Lange – poczułem się jak potępiony”.