Ale kiedy komendant minął go, nie zgłaszając zastrzeżeń, że tak bezczynnie stoi z taśmą mierniczą w ręce, Józef uznał, że jest to znak. Amonowi nie można było umknąć, chyba że było w tym przeznaczenie. Któregoś dnia, ubrany w swój strzelecki mundur, Göth wszedł niespodziewanie do obozu przez boczną bramę i zobaczył Warrenhauptównę, która rozsiadła się w stojącej w garażu limuzynie i przeglądała w lusterku wstecznym. Okna samochodu, które miała wyczyścić, nadal były brudne. Zabił ją za to. I jeszcze ta matka z córką, które Amon zobaczył przez okno kuchni. Zbyt wolno obierały ziemniaki. Przechylił się przez parapet i zastrzelił obie. A tymczasem tu, pod jego domem, było coś, czego nie znosił: nieruchomy Żyd, zakochany kreślarz ze stalowym przymiarem w ręce. I oto Amon po prostu przeszedł mimo. Józef Bau poczuł chęć uświęcenia tego nieprawdopodobnego szczęścia jakimś patetycznym czynem. Najbardziej patetyczne było małżeństwo.
Wrócił do budynku administracji, wszedł schodami na górę, poszedł do pokoju Sterna i odnalazłszy Rebekę, oświadczył się jej. Rebeka z przyjemnością zauważyła, że Józefowi wreszcie zaczęło się spieszyć.
Wieczorem, przebrany w kobiecą suknię, ponownie odwiedził swoją matkę i radę przyzwoitek w baraku 57. Czekali jedynie na przybycie rabina. Ale rabini zatrzymywali się w obozie tylko na kilka dni przerwy w drodze do Oświęcimia – zbyt krótko, by wierni, którym byli potrzebni ich do rytuałów kidusz i nissuin, mogli ich odnaleźć i poprosić o ten ostatni – przed pójściem w ogień – akt kapłaństwa.
Józef poślubił Rebekę w lutowy, mroźny, niedzielny wieczór. Nie było rabina. Ceremonii przewodniczyła matka Józefa. Wszyscy oni byli reformowanymi Żydami, zatem mogli się obejść bez napisanej po aramejsku ketuby. W pracowni złotnika Wulkana ktoś zrobił obrączki ze srebrnej łyżeczki, którą matka Józefa ukryła wśród krokwi. Na podłodze baraku Rebeka okrążyła Józefa siedem razy, a on nogą stłukł szkło: spaloną żarówkę z biura. Młodej parze wydzielono najwyższą pryczę. Dla intymności obwieszono ją kocami. Po ciemku Józef i Rebeka wdrapali się na górę, a wokół sypały się tłuste dowcipy. Na weselach w Polsce zawsze nadchodziła chwila swego rodzaju zawieszenia broni, w której dawano przemówić nieprzyzwoitości. Jeśli goście weselni nie mieli ochoty sami wygłaszać tradycyjnych double entendre-ów, mogli sprowadzić zawodowego weselnego rozbawiacza. Kobiety, które w latach dwudziestych i trzydziestych być może z dezaprobatą patrzyły na wynajętego opowiadacza nieprzyzwoitości i na rozbawienie mężczyzn, tylko od czasu do czasu pozwalając sobie – jako kobiety dojrzałe – na uśmiech, tego wieczora zastąpiły wszystkich nieobecnych i zabitych rozbawiaczy weselnych całej południowej Polski.
Nie upłynęło dziesięć minut tête-à-tête Józefa i Rebeki, gdy w baraku zapaliły się światła. Wyzierając przez zasłonę z koców, zobaczył Józef untersturmführera Scheidta, który przechadzał się między pryczami. Józefem owładnęło stare, porażające uczucie wypełniającego się przeznaczenia. Zauważyli, jego nieobecność w baraku i posłali jednego z najgorszych oficerów do baraku jego matki. Widać Amona zaćmiło coś w zwykły dzień tylko po to, aby Scheidt, który był prędki do cyngla, mógł zabić Józefa w noc poślubną!
Pomyślał też, że wszystkie znajdujące się tu kobiety również są zagrożone – jego matka, młoda żona, te, które były świadkami, które najcudowniej pod słońcem opowiadały bezwstydne dowcipy. Zaczął szeptać prośby o przebaczenie. Rebeka kazała mu być cicho. Zdjęła zasłonę z koców. Tłumaczyła, że o tej godzinie Scheidt, jeśli nie ma konkretnego powodu, nie będzie się wdrapywał na górne prycze. Kobiety z niższych prycz podawały jej swoje małe, wypchane słomą poduszeczki. Co prawda Józef zorganizował całe zaloty, lecz teraz był on tylko dzieckiem, które trzeba ukryć. Rebeka wepchnęła go w róg pryczy i przykryła poduszkami. Patrzyła, jak Scheidt przechodzi pod nimi i wychodzi z baraku tylnymi drzwiami. Światła zgasły. Wśród ostatnich słonych kawałów Bauowie na powrót odzyskali intymność.
Po paru minutach zaczęły wyć syreny. W ciemności wszystkie więźniarki podniosły się na pryczach. Dźwięk syreny uświadomił Józefowi, że jego małżeństwo z Rebeką rzeczywiście nie dojdzie do skutku. Na pewno znaleźli jego pustą pryczę w sektorze męskim i teraz zaczęli polować.
Kobiety mieliły językami. One też myślały tak jak Józef. Słyszał, jak o tym mówią. Jego staroświecka miłość sprowadzi na nie śmierć.
Barakowa Älteste – starsza – która tak się w całej tej sprawie sympatycznie zachowała, zostanie zastrzelona zaraz po tym, jak zapalą się światła i znajdą pana młodego w kobiecych łachach.
Józef chwycił swoje ubranie. Szybko pocałował żonę, ześliznął się na podłogę i wybiegł. Na zewnątrz, w ciemności, dźwięk syren kłuł w uszy. Józef biegł przez brudny śnieg z kurtką i sukienką pod pachą. Kiedy zapalą się światła, strażnicy na wieżach zobaczą go. Miał nadzieję, że umknie reflektorom przeskakując przez druty, że może uda mu się je sforsować między zmianami napięcia. A jak już będzie w obozie męskim, wymyśli jakąś historyjkę o rozwolnieniu, o tym, że poszedł do latryny i zemdlał na podłodze, i obudził go dopiero dźwięk syren.
A jeśli nawet porazi go prąd, rozumował biegnąc, to już nie będzie mógł powiedzieć, którą kobietę odwiedzał. Pędząc ku fatalnym drutom nie zdawał sobie sprawy, że będzie musiało dojść na placu apelowym do sceny, w której Rebeka, jak w klasie, zostanie zmuszona takim czy innym sposobem do wystąpienia. Ogrodzenie między sektorem męskim a żeńskim składało się z dziewięciu podłączonych do prądu drutów. Józef skoczył wysoko, tak aby jego nogi znalazły oparcie na trzecim drucie, a wyciągnięte ręce dosięgły drugiego od góry. W wyobraźni widział się wdrapującego po drutach z chyżością szczura. Tymczasem utkwił w plątaninie drutów i po prostu zawisł. Chłód dotkniętego gołą ręką metalu odebrał jak pierwszą oznakę porażenia prądem. Lecz prądu nie było. Nie było świateł. Rozpięty na drutach Józef Bau nie zastanawiał się nad przyczyną braku napięcia. Wspiął się na szczyt i zeskoczył po drugiej stronie. „Jesteś żonatym człowiekiem” – pomyślał. Wśliznął się do latryn przez łaźnię. „Straszne rozwolnienie, Herr Oberscharführer”. Stał w smrodzie i ciężko dyszał. Zaślepienie Amona wtedy, z kwiatkami… ślub, tak długo i cierpliwie oczekiwany… miłość z Rebeką, przerwana… Scheidt i syreny… strach przed światłami i drutami… Zataczając się i krztusząc zastanawiał się, czy uda mu się zachować swoje zagrożone życie. Jak inni chciał bardziej ostatecznego ratunku.