Nawet Gutterów zamordowali! Zdarzyło się to zeszłego roku, po obiedzie u Amona. Oskar poszedł do domu wcześniej, ale potem dowiedział się, co się stało. John i Neuschel przyczepili się do Boscha. Uznali, że jest nadwrażliwy. Ciągle mówił, jaki to z niego weteran okopów, a tymczasem oni nie widzieli, by wykonywał egzekucje. Trwało to godzinami – żart wieczoru. W końcu Bosch kazał obudzić i przyprowadzić Dawida Guttera z synem oraz Gutterową z córką. I znów chodziło o wierne sługi. Dawid Gutter był ostatnim przewodniczącym Judenratu i współdziałał z władzami we wszystkim – nigdy nie chodził na Pomorską wykłócać się o rozmiary akcji SS w getcie czy ó liczebność transportów do Bełżca. Podpisywał wszystko i żadne żądanie nie wydawało mu się nieuzasadnione. Poza tym Bosch używał Guttera jako agenta – w Płaszowie i poza Płaszowem, posyłał go bowiem i do Krakowa z ciężarówkami nowych tapicerowanych mebli albo z kieszeniami wypchanymi biżuterią, żeby je sprzedał na czarnym rynku. A Gutter robił to wszystko, ponieważ był draniem, ale i dlatego, że uważał, iż to zapewni jego żonie i dzieciom nietykalność.
O drugiej nad ranem żydowski policjant Zauder, znajomy Pfefferberga i Sterna, rozstrzelany potem przez Pilarzika podczas jednego z pijackich wypadów tego ostatniego, ale tej nocy stojący na warcie przy bramie sektora kobiecego, usłyszał, jak Bosch rozkazuje Gutterom stanąć w zagłębieniu ziemi koło obozu kobiecego. Dzieci prosiły i płakały, ale rodzice stali spokojnie, wiedzieli, że nie mają nic do powiedzenia. I oto wszystkie te dowody – Gutterowie, Spirowie, buntownicy, kapłani, dzieci, ładne dziewczyny złapane na aryjskich papierach – wracały na to obłędne wzgórze, bo jak przyjdą Rosjanie, to mogą zrobić z tego zbyt wielki użytek.
Należy – pisał Oranienburg w liście do Amona – skrupulatnie likwidować wszystkie zwłoki. W tym celu wysyłamy przedstawiciela hamburskiej firmy budowlanej, żeby dokonał oględzin terenu krematoriów. A tymczasem zabitych należy przechowywać w dobrze oznaczonych mogiłach.
Gdy podczas drugiej wizyty Oskar zobaczył rozmiary stosów na Chujowej Górce, jego pierwszym odruchem było zostać w samochodzie, tym normalnym niemieckim mechanizmie, i wrócić do domu. W końcu jednak odwiedził znajomych w warsztatach, a potem wpadł do pokoju Sterna w biurze. Sądził, że więźniowie, widząc opadający na okna pył, mogą zacząć myśleć o samobójstwie. Ale na najbardziej przygnębionego wyglądał on sam. Nie zadawał swoich zwykłych pytań: „Dobrze, Herr Stern, jeśli Bóg stworzył człowieka na swój obraz, to która rasa jest do Niego najbardziej podobna? Czy Polak bardziej Go przypomina niż Czech?” Dziś nie był w nastroju do żartów. Zamiast tego burknął:
– Co myślą ludzie?
Stern odpowiedział, że więźniowie są jak więźniowie. Robią, co im się każe, i mają nadzieję, że przeżyją.
– Wyciągnę pana – powiedział szybko Oskar. Położył zaciśniętą pięść na biurku. – Wszystkich wyciągnę.
– Wszystkich? – spytał Stern. Nie zdołał się powstrzymać. Taki wielki, biblijny ratunek nie pasował do epoki.
– W każdym razie pana na pewno – odrzekł Oskar. – Pana.
XXVIII
Biuro Amona, mieszczące się w budynku administracji, zatrudniało do przepisywania na maszynie dwie osoby. Jedną z nich była młoda Niemka, Frau Kochmann, drugą – młody, pilny więzień, Mietek Pemper. Pemper zostanie kiedyś sekretarzem Oskara, ale latem 1944 pracował u Amona i jak każdy inny więzień Płaszowa nie miał zbyt wielkich nadziei na przeżycie.
Po raz pierwszy miał kontakt z Amonem tak przypadkowo, jak służąca Helena Hirsch. Wezwano go do gabinetu Amona po tym, jak ktoś go komendantowi polecił. Młody więzień był studentem rachunkowości, umiał pisać na maszynie bez patrzenia na klawisze i stenografować pod polskie i niemieckie dyktando. Jego wspaniała pamięć była niemal przysłowiowa. W taki więc sposób Pemper, więzień własnych umiejętności, znalazł się w głównym biurze Płaszowa, pod bokiem Amona, a czasem pisał pod dyktando także w willi komendanta.
Ironia polegała na tym, że dzięki fotograficznej pamięci Pempera Amon w końcu zawiśnie. Pemper nie przypuszczał, że taki czas nadejdzie. Gdyby w roku 1944 ktoś go zapytał, kto mógłby ewentualnie być ofiarą jego doskonałej pamięci, odpowiedziałby pewnie, że przede wszystkim on sam, Mietek Pemper.
W zasadzie Pemper był stenotypistą pomocniczym. Tajne dokumenty miała przepisywać Frau Kochmann, która jednak nie była ani tak kompetentna, ani tak szybka jak Mietek. Czasem Amon łamał zasadę i dyktował tajne materiały młodemu Pemperowi. A Mietek, siedząc przy biurku naprzeciw Amona, z notatnikiem na kolanach, nie mógł uwolnić się od podejrzeń, które nie pozwalały mu się skupić. Pierwsze podejrzenie było takie, że wszystkie te wewnętrzne raporty i memoranda, których szczegóły zapamiętywał, uczynią z niego głównego świadka w dniu, gdy Amon stanie przed sądem. Drugie podejrzenie było takie, że Amon w końcu „skasuje” Mietka, tak jak później kasował tajne nagrania na taśmie.
Tak więc Mietek przygotowywał co rano nie tylko własny zestaw papieru maszynowego, kalki i przebitek, ale i tuzin kompletów dla Niemki. Gdy Niemka kończyła pisać, Pemper zabierał kalki, aby je zniszczyć. Wcześniej jednak je czytał. Nie przechowywał żadnych pisanych dokumentów – w końcu od czasów szkolnych znany był ze swojej pamięci. Wiedział, że jeśli kiedykolwiek zbierze się sąd, przed którym stanie Amon, to on, ze swoją fotograficzną pamięcią, wprawi komendanta w osłupienie.
Pemper widział kilka nieprawdopodobnych dokumentów. Czytał na przykład memoranda o chłoście kobiet. Komendantom obozów przypominano, że kara ta powinna być wykonana z jak największym efektem. A że takie zajęcie jak chłosta byłoby dla personelu SS poniżające, więc Czeszki powinny być chłostane przez Słowaczki, a Słowaczki przez Czeszki. W taki sam sposób należało przeciwstawiać sobie Polki i Rosjanki. I tak dalej, według uznania komendantów, według ich znajomości antagonizmów narodowych i kulturowych.