Выбрать главу

Oskar pró­bo­wał so­bie wy­obra­zić, że par­ty­zan­ci ata­ku­ją Ra­szów, wy­pusz­cza­ją wszyst­kich Po­la­ków i Ży­dów i na­tych­miast ro­bią z nich woj­sko. Pięk­ne ma­rze­nie, ale kto by w to uwie­rzył? W ta­kim ra­zie o co szło Amo­no­wi?

– Mam na­dzie­ję, Amon, że kie­dy par­ty­zan­ci na­pad­ną na twój dom, mnie tam nie bę­dzie – po­wie­dział Bosch.

– Amen, amen – do­rzu­cił Schin­dler.

Po spo­tka­niu, o co­kol­wiek mia­ło w nim cho­dzić, Oskar za­brał Amo­na do swo­je­go sa­mo­cho­du, któ­ry stał przed bu­dyn­kiem ad­mi­ni­stra­cji. Otwo­rzył ba­gaż­nik. We­wnątrz le­ża­ło bo­ga­to zdo­bio­ne sio­dło ze wzo­ra­mi w sty­lu za­ko­piań­skim. Oskar mu­siał fa­sze­ro­wać Amo­na pre­zen­ta­mi na­wet te­raz, kie­dy pie­nią­dze za przy­mu­so­wą siłę ro­bo­czą w DEF-ie nie tra­fia­ły już w po­bli­że haupt­sturm­füh­re­ra Götha, tyl­ko szły bez­po­śred­nio do kra­kow­skie­go re­jo­no­we­go przed­sta­wi­ciel­stwa ora­nien­bur­skiej cen­tra­li.

Oskar za­pro­po­no­wał, że pod­wie­zie Amo­na i jego sio­dło do wil­li ko­men­dan­ta.

W taki upal­ny dzień, jak ten dzi­siej­szy, za­trud­nie­ni przy pcha­niu wóz­ków wy­ka­zy­wa­li niż­szy, niż na­le­ży, po­ziom za­pa­łu, ale sio­dło dzia­ła­ło na Amo­na ła­go­dzą­co, a poza tym nie miał już pra­wa bez­tro­sko strze­lać do więź­niów. Sa­mo­chód po­to­czył się koło ko­szar gar­ni­zo­nu i pod­je­chał do bocz­ni­cy ko­le­jo­wej, przy któ­rej stał sznur wa­go­nów by­dlę­cych. Po mgieł­ce wi­szą­cej nad nimi, mie­sza­ją­cej się i drga­ją­cej od cie­pła pro­mie­niu­ją­ce­go z da­chów, Oskar po­znał, że są peł­ne. Na­wet przez szum sil­ni­ka sły­chać było ze środ­ka gło­sy, bła­ga­nia o wodę.

Oskar za­trzy­mał auto i słu­chał. Wol­no mu to było zro­bić ze wzglę­du na wspa­nia­łe, kosz­tow­ne sio­dło w ba­gaż­ni­ku. Amon uśmiech­nął się wy­ro­zu­mia­le do swe­go sen­ty­men­tal­ne­go przy­ja­cie­la.

– To lu­dzie z Pła­szo­wa – po­wie­dział Amon – oraz z obo­zu pra­cy w Szeb­niach. A tak­że Po­la­cy i Ży­dzi z Mon­te­lu­pich. Jadą do Mau­thau­sen – do­dał lek­ko. – Na­rze­ka­ją? Jesz­cze nie wie­dzą, co ich cze­ka…

Da­chy wa­go­nów były roz­ża­rzo­ne od upa­łu.

– Nie bę­dziesz miał za­strze­żeń, je­śli we­zwę two­ją straż po­żar­ną?

Amon ro­ze­śmiał się w spo­sób, któ­ry ozna­czał: „cie­ka­we, co też jesz­cze wy­my­ślisz?” Dał Oska­ro­wi do zro­zu­mie­nia, że ni­ko­mu in­ne­mu nie po­zwo­lił­by we­zwać stra­ża­ków, ale jemu po­zwo­li, bo Oskar to Oskar, no i bę­dzie o czym opo­wia­dać na przy­ję­ciu.

Ale gdy Oskar rze­czy­wi­ście po­słał Ukra­iń­ców po ży­dow­skich stra­ża­ków, Amon za­sta­no­wił się. Oskar wie, co ozna­cza Mau­thau­sen. Je­śli tych lu­dzi te­raz po­le­je się wodą, to da im się pew­ną obiet­ni­cę na przy­szłość. A czyż ta­kie obiet­ni­ce nie będą sta­no­wić pod każ­dym wzglę­dem praw­dzi­we­go okru­cień­stwa? Gdy więc roz­wi­nię­to węże i stru­mie­nie wody z sy­kiem po­la­ły się na roz­pa­lo­ne wa­go­ny, w du­szy Amo­na nie­do­wie­rza­nie mie­sza­ło się z to­le­ran­cyj­nym za­cie­ka­wie­niem. Po­ja­wił się też Neu­schel. Ki­wał gło­wą i uśmie­chał się, gdy wa­go­ny wy­krzy­ki­wa­ły swą wdzięcz­ność. Gran, go­ryl Amo­na, stał i ga­wę­dził z unter­sturm­füh­re­rem Joh­nem, kle­pał się po boku i po­gwiz­dy­wał na wi­dok le­ją­cej się wody. Nie­ste­ty, roz­wi­nię­te do koń­ca stra­żac­kie węże się­ga­ły tyl­ko do po­ło­wy skła­du, w związ­ku z czym Oskar po­pro­sił Amo­na o wy­po­ży­cze­nie cię­ża­rów­ki lub fur­man­ki i paru Ukra­iń­ców, po to, by po­je­cha­li na Za­bło­cie i przy­wieź­li węże stra­żac­kie z DEF-u, któ­re mia­ły dwie­ście me­trów dłu­go­ści. Z ja­kie­goś po­wo­du Amon uznał to za nie­zwy­kle ko­micz­ne.

– Oczy­wi­ście! Weź cię­ża­rów­kę.

Dla ko­mi­zmu Amon mógł zro­bić wie­le.

Oskar prze­ka­zał Ukra­iń­com wia­do­mość dla Ban­kie­ra i Gar­de­go. Cze­ka­jąc na węże, Amon po­zwo­lił na otwar­cie drzwi wa­go­nów, po­da­nie wia­der z wodą i usu­nię­cie zmar­łych z ró­żo­wy­mi, opuch­nię­ty­mi twa­rza­mi – tak bar­dzo spodo­ba­ła mu się cała za­ba­wa. A sto­ją­cy wo­kół bocz­ni­cy zdzi­wie­ni ofi­ce­ro­wie i pod­ofi­ce­ro­wie SS za­da­wa­li so­bie py­ta­nie: „Czy­je­mu się wy­da­je, że ich przed czymś chro­ni?”

Kie­dy z „Ema­lii” przy­by­ły dłu­gie węże i wszyst­kie wa­go­ny zo­sta­ły ob­fi­cie po­la­ne wodą, żart przy­brał nową for­mę. W li­ście do Ban­kie­ra Oskar ka­zał kie­row­ni­ko­wi pójść do swe­go miesz­ka­nia i na­peł­nić ko­szyk al­ko­ho­lem, pa­pie­ro­sa­mi, se­rem i kieł­ba­są itp. Ten ko­szyk wrę­czył te­raz Oskar pod­ofi­ce­ro­wi, któ­ry stał na koń­cu po­cią­gu. Trans­ak­cja od­by­ła się na oczach wszyst­kich i pod­ofi­cer wy­dał się nie­co skrę­po­wa­ny hoj­nym po­da­run­kiem. Ale wrzu­cił wszyst­ko do ostat­nie­go wa­go­nu, by za­trzeć ślad prze­kup­stwa, o któ­rym ktoś mógł do­nieść. Zresz­tą wi­dać było, że Oskar ma wzglę­dy u ko­men­dan­ta, więc pod­ofi­cer słu­chał go z sza­cun­kiem.

– Kie­dy bę­dzie­cie się za­trzy­my­wać przy sta­cjach – mó­wił Oskar – czy mógł­by pan otwie­rać drzwi wa­go­nów?

Po la­tach dwóch oca­la­łych z trans­por­tu lu­dzi, dok­tor Ru­bin­ste­in i dok­tor Feld­ste­in, za­wia­do­mi­ło Oska­ra, że pod­ofi­cer czę­sto ka­zał otwie­rać drzwi i na­peł­niać wia­dra wodą. Dla więk­szo­ści była to oczy­wi­ście tyl­ko mała przed­śmiert­na wy­go­da.

Kie­dy Oskar szedł wzdłuż wa­go­nów, wśród śmie­chu es­es­ma­nów przy­no­sząc da­rem­ne mi­ło­sier­dzie, wi­dać było, że jest już nie tyle nie­roz­waż­ny, co opę­ta­ny. Na­wet Amon za­uwa­żył, że jego przy­ja­ciel włą­czył wyż­szy bieg. Całe to sza­leń­stwo z prze­cią­ga­niem węży aż do naj­dal­sze­go wa­go­nu, z prze­ku­py­wa­niem es­es­ma­na na oczach per­so­ne­lu SS było tego ro­dza­ju, że wy­star­czy­ła­by mała zmia­na na­stro­ju u Sche­id­ta, Joh­na czy Hu­ja­ra, by do­pro­wa­dzić do zbio­ro­wej de­nun­cja­cji Oska­ra, zło­że­nia do­nie­sie­nia, któ­re­go ge­sta­po nie mo­gło­by zi­gno­ro­wać. Po tym Oskar na­praw­dę po­szedł­by na Mon­te­lu­pich, a może na­wet – bio­rąc pod uwa­gę po­przed­nie oskar­że­nia o cha­rak­te­rze ra­so­wym – i do Oświę­ci­mia. Amon był więc prze­ra­żo­ny, że Oskar upie­ra się, by trak­to­wać tych nie­ży­wych już wła­ści­wie lu­dzi jak ubo­gich krew­nych po­dró­żu­ją­cych trze­cią kla­są do ja­kie­goś roz­sąd­ne­go miej­sca prze­zna­cze­nia.

Tro­chę po go­dzi­nie dru­giej lo­ko­mo­ty­wa po­cią­gnę­ła cały ten nędz­ny skład by­dlę­cych wa­go­nów ku głów­nej li­nii ko­le­jo­wej i wszyst­kie węże moż­na było już zwi­nąć. Oskar wy­sa­dził Amo­na z sio­dłem przy wil­li. Amon wi­dział, że Oskar jest na­dal za­afe­ro­wa­ny, i po raz pierw­szy w cią­gu ich zna­jo­mo­ści udzie­lił mu ży­cio­wej rady.

– Mu­sisz się od­prę­żyć – po­wie­dział. – Nie mo­żesz bie­gać za każ­dym po­cią­giem, któ­ry stąd od­jeż­dża.