Выбрать главу

In­ży­nier Adam Gar­de, wię­zień „Ema­lii”, tak­że za­uwa­żył, że Oskar się zmie­nił. Wie­czo­rem 20 lip­ca do ba­ra­ku Gar­de­go wszedł es­es­man. Obu­dził in­ży­nie­ra. Herr Di­rek­tor dzwo­nił do straż­ni­cy i po­wie­dział, że musi się ko­niecz­nie wi­dzieć w spra­wie za­wo­do­wej z in­ży­nie­rem Gar­de w swo­im ga­bi­ne­cie.

Gar­de za­stał Oska­ra na słu­cha­niu ra­dia. Schin­dler miał za­czer­wie­nio­ną twarz. Na sto­le sta­ła bu­tel­ka i dwa kie­lisz­ki. Za jego biur­kiem wi­sia­ła pla­stycz­na mapa Eu­ro­py. Nie było jej tam w cza­sach nie­miec­kiej eks­pan­sji – wi­dać Oskar bar­dziej in­te­re­so­wał się kur­cze­niem się nie­miec­kich fron­tów. Dziś ra­dio na­sta­wił na Deutsch­land­sen­der, a nie, jak zwy­kle, na BBC. Gra­no wznio­słą mu­zy­kę, jaka czę­sto była pre­lu­dium do waż­nych ko­mu­ni­ka­tów.

Oskar słu­chał z za­in­te­re­so­wa­niem. Gdy Gar­de wszedł, wstał i wska­zał ręką krze­sło. Na­lał ko­nia­ku i szyb­ko prze­su­nął kie­li­szek na dru­gą stro­nę biur­ka.

– Był za­mach na ży­cie Hi­tle­ra – po­wie­dział Oskar.

Po­da­no tę wia­do­mość kil­ka go­dzin wcze­śniej. Hi­tle­ro­wi nic się nie sta­ło. Obie­ca­no, że Füh­rer wkrót­ce prze­mó­wi do na­ro­du nie­miec­kie­go. Ale do tej pory jesz­cze to nie na­stą­pi­ło. Mi­ja­ły go­dzi­ny, a Hi­tle­ra nie było sły­chać. Na­dal gra­no Beetho­ve­na, tak jak po klę­sce pod Sta­lin­gra­dem.

Oskar i Gar­de sie­dzie­li ra­zem dłu­go w noc. Akt wy­wro­to­wy: Żyd i Nie­miec ra­zem słu­cha­ją ra­dia – je­śli trze­ba, na­wet całą noc – by się do­wie­dzieć, czy Füh­rer nie żyje. Adam Gar­de oczy­wi­ście rów­nież od­czuł przy­pływ na­dziei. Za­uwa­żył, że Oskar ge­sty­ku­lu­je nie­zgrab­nie, jak­by za­mach na wo­dza roz­stro­ił jego mię­śnie. Pił na­mięt­nie i na­ma­wiał do pi­cia Gar­de­go. Je­że­li to praw­da, mó­wił Oskar, to Niem­cy, zwy­kli Niem­cy, tacy jak on, mogą za­cząć od­ku­py­wać winy. Tyl­ko dla­te­go, że ktoś z oto­cze­nia Hi­tle­ra miał na tyle od­wa­gi, by pró­bo­wać usu­nąć go z tego świa­ta.

– W ta­kim ra­zie to już ko­niec z SS – mó­wił da­lej. – Rano Him­m­ler bę­dzie w wię­zie­niu.

Oskar wy­dmu­chi­wał kłę­by dymu.

– Boże – po­wie­dział – co za ulga! Wresz­cie ko­niec tego sys­te­mu!

Wia­do­mo­ści o dzie­sią­tej wie­czór były po­wtó­rze­niem po­przed­nich.

Był za­mach na Füh­re­ra, ale się nie po­wiódł, za kil­ka mi­nut Füh­rer bę­dzie prze­ma­wiał. Ale mi­nę­ła go­dzi­na, a Hi­tler nie prze­mó­wił. Oskar za­czął snuć ma­rze­nia, któ­re pod ko­niec woj­ny sta­ną się wśród Niem­ców bar­dzo po­pu­lar­ne.

– Ko­niec na­szych kło­po­tów – po­wie­dział. – Świat zno­wu jest nor­mal­ny. Te­raz Niem­cy mogą już sprzy­mie­rzyć się z Za­cho­dem prze­ciw­ko Ro­sji.

Na­dzie­je Gar­de­go były bar­dziej umiar­ko­wa­ne. Bę­dzie nie naj­go­rzej, je­śli zno­wu po­zwo­lą im żyć w ta­kim get­cie jak za Fran­cisz­ka Jó­ze­fa.

I gdy tak pili, a mu­zy­ka gra­ła, wy­da­wa­ło się, że ta noc rze­czy­wi­ście za­koń­czy się nie­zbęd­ną dla zdro­wia Eu­ro­py śmier­cią jed­ne­go czło­wie­ka. Znów byli oby­wa­te­la­mi tego kon­ty­nen­tu – nie więź­niem i Herr Di­rek­to­rem. Ra­dio­we obiet­ni­ce, że Füh­rer prze­mó­wi po­wtó­rzy­ły się jesz­cze kil­ka razy. Po każ­dej z nich Oskar śmiał się z co­raz więk­szym prze­ko­na­niem.

O pół­no­cy już prze­sta­li zwra­cać uwa­gę na to, co za­po­wia­da­no w ra­diu. A ich od­dech w no­wym, po­hi­tle­row­skim Kra­ko­wie stał się jak­by lżej­szy. Byli prze­ko­na­ni, że rano wszy­scy będą tań­czyć – bez­kar­nie, na każ­dym miej­skim pla­cu. A We­hr­macht aresz­tu­je Fran­ka na Wa­we­lu i oto­czy ese­sow­ski kom­pleks na Po­mor­skiej.

Tuż przed pierw­szą po pół­no­cy usły­sze­li głos Hi­tle­ra. Prze­ma­wiał z Ra­sten­ber­gu. Oskar tak był pe­wien, że tego gło­su już ni­g­dy nie usły­szy, że w pierw­szej chwi­li go nie roz­po­znał; wy­da­wa­ło mu się, że jest to głos jesz­cze jed­ne­go gra­ją­ce­go na zwło­kę rzecz­ni­ka par­tii. Na­to­miast Gar­de od razu po­znał, czyj to głos.

– To­wa­rzy­sze, Niem­cy – mó­wił Hi­tler. – Mó­wię do was dziś po pierw­sze dla­te­go, że­by­ście usły­sze­li mój głos i wie­dzie­li, że je­stem cały i zdro­wy, a po dru­gie, że­by­ście się do­wie­dzie­li o zbrod­ni bez pre­ce­den­su w hi­sto­rii Nie­miec.

Prze­mó­wie­nie skoń­czy­ło się po czte­rech mi­nu­tach wzmian­ką o spi­skow­cach.

– Tym ra­zem wy­rów­na­my ra­chun­ki z nimi w taki spo­sób, w jaki my, na­ro­do­wi so­cja­li­ści, zwy­kli­śmy to ro­bić.

Gar­de przez cały wie­czór nie pod­dał się ma­rze­niom Oska­ra. Hi­tler to nie tyl­ko czło­wiek, to cały sys­tem z mnó­stwem od­nóg. Na­wet gdy­by zmarł, nie by­ło­by to gwa­ran­cją, że sys­tem zmie­ni swój cha­rak­ter. Poza tym tego ro­dza­ju zja­wi­ska jak Hi­tler nie zwy­kły zni­kać w cią­gu jed­ne­go wie­czo­ra.

Oskar zaś od kil­ku go­dzin wie­rzył w tę śmierć z tak go­rącz­ko­wym prze­ko­na­niem, że aż Gar­de mu­siał go po­cie­szać.

– Cała na­sza wi­zja wy­ba­wie­nia na nic – po­wie­dział Oskar z ogrom­nym ża­lem. Znów na­peł­nił lamp­ki ko­nia­kiem, po­tem po­pchnął bu­tel­kę po biur­ku i otwo­rzył pu­deł­ko z pa­pie­ro­sa­mi.

– Niech pan weź­mie ko­niak i pa­pie­ro­sy i prze­śpi się – po­wie­dział. – Bę­dzie­my mu­sie­li jesz­cze tro­chę po­cze­kać na na­szą wol­ność.

Oszo­ło­mio­ny ko­nia­kiem, wia­do­mo­ścią o za­ma­chu i prze­mó­wie­niem Hi­tle­ra, a tak­że póź­ną porą, Gar­de nie zdzi­wił się, że Oskar mó­wił o „na­szej wol­no­ści”, jak gdy­by obaj jed­na­ko­wo jej po­trze­bo­wa­li, jak­by obaj byli więź­nia­mi bier­nie ocze­ku­ją­cy­mi wy­zwo­le­nia. Ale kie­dy le­żał już na pry­czy, po­my­ślał, że to dziw­ne, iż dy­rek­tor mó­wił w taki spo­sób – jak ktoś, kto ła­two pod­da­je się ma­rze­niom i na­pa­dom de­pre­sji. Za­wsze był taki prag­ma­tycz­ny…

Pod ko­niec lata Po­mor­ską i pod­kra­kow­skie obo­zy obie­gły po­gło­ski o nad­cho­dzą­cych prze­ta­so­wa­niach mię­dzy obo­za­mi. Po­gło­ski nie­po­ko­iły Oska­ra na Za­bło­ciu, a w Pła­szo­wie Amon otrzy­mał nie­ofi­cjal­ną wia­do­mość, że obo­zy zo­sta­ną wkrót­ce roz­wią­za­ne.

Tak na­praw­dę na tym ze­bra­niu na te­mat bez­pie­czeń­stwa nie cho­dzi­ło o ochro­nę Pła­szo­wa przed par­ty­zan­ta­mi, lecz o to, że obóz zo­sta­nie za­mknię­ty. Amon we­zwał Ma­drit­scha, Oska­ra i Bo­scha do Pła­szo­wa i zro­bił ze­bra­nie, po to tyl­ko, by mieć pod­sta­wy do dal­sze­go, rze­ko­mo obron­ne­go dzia­ła­nia. A po­tem po­je­chał do Kra­ko­wa, do Wil­hel­ma Kop­pe­go, no­we­go sze­fa po­li­cji Ge­ne­ral­nej Gu­ber­ni. Usiadł po dru­giej stro­nie biur­ka Kop­pe­go i wy­ła­mu­jąc so­bie pal­ce ze zmar­twie­nia opo­wie­dział Kop­pe­mu tę samą hi­sto­ryj­kę, co Oska­ro­wi i in­nym – że w obo­zie po­wsta­ły par­ty­zanc­kie or­ga­ni­za­cje, że sy­jo­ni­ści za dru­ta­mi są w kon­tak­cie z ra­dy­ka­ła­mi z Ar­mii Lu­do­wej i Ży­dow­skiej Or­ga­ni­za­cji Bo­jo­wej. Obe­rgrup­pen­füh­rer ro­zu­mie chy­ba, że ta­kim kon­tak­tom trud­no prze­szko­dzić – wia­do­mo­ści mogą przy­cho­dzić na przy­kład w szmu­glo­wa­nych bo­chen­kach chle­ba. Więc przy pierw­szych ozna­kach re­be­lii on, Amon Göth, jako ko­men­dant obo­zu po­wi­nien mieć moż­li­wość pod­ję­cia nie­zwłocz­nych kro­ków. Py­ta­nie, z któ­rym chce się zwró­cić, brzmi na­stę­pu­ją­co: czy je­śli bę­dzie naj­pierw strze­lał, a do­pie­ro po­tem wy­peł­niał pa­pier­ki dla Ora­nien­bur­ga, to czy sza­now­ny Obe­rgrup­pen­füh­rer udzie­li mu swe­go po­par­cia?