Выбрать главу

Je­śli cho­dzi o Oska­ra, to wy­su­nął on swo­ją pro­po­zy­cję to­nem lek­kim, swo­bod­nym. W ofer­cie dla Amo­na nie wi­dział chy­ba żad­nej pa­ra­le­li do Boga i Sza­ta­na, gra­ją­cych w kar­ty o ludz­kie du­sze. Nie za­da­wał so­bie py­ta­nia, ja­kim pra­wem pro­po­nu­je dziew­czy­nę jako staw­kę. Je­śli prze­gra, szan­se wy­cią­gnię­cia He­le­ny w ja­kiś inny spo­sób będą mar­ne. Lecz wszyst­kie szan­se były mar­ne tego roku. Na­wet jego wła­sne.

Oskar wstał i ro­zej­rzał się po po­ko­ju za ja­kimś pa­pie­rem z fir­mo­wym na­dru­kiem. Wy­pi­sał we­ksel i dał go Amo­no­wi do pod­pi­sa­nia na wy­pa­dek prze­gra­nej: „Ze­zwa­lam, żeby na­zwi­sko He­le­na Hirsch zo­sta­ło wpi­sa­ne na li­stę ro­bot­ni­ków re­lo­ko­wa­nych wraz z za­kła­da­mi DEF Oska­ra Schin­dle­ra”.

Amon roz­da­wał. Dał Oska­ro­wi ósem­kę i piąt­kę, Oskar po­pro­sił o jesz­cze. Do­stał piąt­kę i asa. Bę­dzie mu­sia­ło wy­star­czyć. Na­stęp­nie Amon roz­dał so­bie. Przy­szła czwór­ka i król.

– Wiel­ki Boże! – wes­tchnął.

Amon klął po dżen­tel­meń­sku; spra­wiał wra­że­nie, że jest zbyt wy­bred­ny, by mó­wić nie­przy­zwo­ito­ści.

– Ko­niec ze mną.

Ro­ze­śmiał się lek­ko, ale tak na­praw­dę nie było mu do śmie­chu.

– Naj­pierw mia­łem trój­kę i piąt­kę – tłu­ma­czył. – Czwór­ka mi pa­so­wa­ła, ale po­tem do­sta­łem tego prze­klę­te­go kró­la.

W koń­cu pod­pi­sał zo­bo­wią­za­nie. Oskar po­zbie­rał bank­no­ty wy­gra­ne od Amo­na i zwró­cił mu je.

– Tyl­ko dbaj o dziew­czy­nę – po­wie­dział. – Wkrót­ce na­dej­dzie czas na­sze­go wy­jaz­du.

Pra­cu­ją­ca w kuch­ni He­le­na Hirsch nie wie­dzia­ła, że zo­sta­ła wy­ba­wio­na za spra­wą gry w kar­ty.

Oskar opo­wie­dział o tym wie­czo­rze Ster­no­wi i pew­nie dla­te­go po­gło­ski o pla­nie Oska­ra ro­ze­szły się po biu­rach i do­tar­ły na­wet do warsz­ta­tów. Za­tem rze­czy­wi­ście ist­nia­ła li­sta Schin­dle­ra. Do­sta­nie się na nią było war­te każ­dej ceny.

XXXI

Jest taki mo­ment w cza­sie każ­dej roz­mo­wy na te­mat Schin­dle­ra, kie­dy ży­ją­cy zna­jo­mi Herr Di­rek­to­ra za­czy­na­ją mru­gać ocza­mi, krę­cić gło­wa­mi i w spo­sób nie­mal ma­te­ma­tycz­ny do­szu­ki­wać się jego mo­ty­wów. Jed­no z naj­częst­szych od­czuć Schin­dle­ro­wych Ży­dów co do jego po­bu­dek spro­wa­dza się do słów: „Nie wiem, cze­mu to ro­bił”. Na wstę­pie moż­na po­wie­dzieć, że Oskar był gra­czem, czło­wie­kiem sen­ty­men­tal­nym, któ­ry lu­bił przej­rzy­stość, pro­sto­tę czy­nie­nia do­bra; że był z uspo­so­bie­nia anar­chi­stą lu­bu­ją­cym się w ośmie­sza­niu sys­te­mu i że pod jego szcze­rą zmy­sło­wo­ścią tkwi­ła wraż­li­wość na be­stial­stwo, zdol­ność re­ago­wa­nia na nie, nie­ule­ga­nia mu. Lecz wszyst­ko to po zsu­mo­wa­niu nie tłu­ma­czy upo­ru, z ja­kim la­tem 1944 Oskar przy­go­to­wy­wał osta­tecz­ną przy­stań dla pod­opiecz­nych „Ema­lii”.

I nie tyl­ko dla nich. Na po­cząt­ku wrze­śnia po­je­chał do Pod­gó­rza i od­wie­dził Ma­drit­scha, któ­ry wte­dy za­trud­niał w swej fa­bry­ce mun­du­rów po­nad trzy ty­sią­ce więź­niów. Jego za­kład też li­kwi­do­wa­no. Mia­ły zo­stać tyl­ko ma­szy­ny do szy­cia, na­to­miast lu­dzie… Oskar pod­su­nął mu myśl, że współ­dzia­ła­jąc mo­gli­by ra­zem wy­wieźć czte­ry ty­sią­ce lu­dzi i umie­ścić ich w ja­kimś bar­dziej bez­piecz­nym miej­scu na Mo­ra­wach.

Za­słu­gi Ma­drit­scha będą za­wsze słusz­nie wy­chwa­la­ne przez jego by­łych więź­niów. Za chleb i kur­czę­ta szmu­glo­wa­ne do jego fa­bry­ki pła­cił z wła­snej kie­sze­ni, po­no­sił przy tym sta­łe ry­zy­ko. Moż­na by rzec, że miał bar­dziej sta­ły cha­rak­ter niż Oskar. Nie tak bły­sko­tli­wy, nie tak ła­two ule­ga­ją­cy ob­se­sjom. Nie do­świad­czył aresz­to­wa­nia. Lecz był bar­dziej ludz­ki, niż po­zwa­la­ło na to jego wła­sne bez­pie­czeń­stwo; gdy­by nie spryt i ener­gia, skoń­czył­by w Oświę­ci­miu.

Te­raz Oskar przed­sta­wił mu wi­zję obo­zu Ma­drit­scha-Schin­dle­ra gdzieś w wy­so­kich Je­sio­ni­kach, w ja­kimś za­dy­mio­nym, bez­piecz­nym, prze­my­sło­wym mia­stecz­ku.

Po­mysł przy­padł Ma­drit­scho­wi do gu­stu, ale z od­po­wie­dzią się nie spie­szył. Mimo że wszy­scy wie­dzie­li, iż woj­na jest prze­gra­na, SS było cią­gle groź­ne, a może na­wet groź­niej­sze niż do­tych­czas. Ma­dritsch słusz­nie przy­pusz­czał, że więź­nio­wie Pła­szo­wa w nad­cho­dzą­cych mie­sią­cach znik­ną w obo­zach śmier­ci po­ło­żo­nych da­lej na za­chód. I choć Oskar był upar­ty i opę­ta­ny swą wi­zją, po­dob­nie rzecz się mia­ła z Głów­nym Urzę­dem SS i jego ce­nio­ny­mi funk­cjo­na­riu­sza­mi te­re­no­wy­mi: ko­men­dan­ta­mi obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych.

Nie po­wie­dział jed­nak „nie”. Po­trze­bo­wał cza­su do za­sta­no­wie­nia. Choć nie zdra­dził tego Oska­ro­wi, to jed­nak bał się chy­ba dzie­lić te­ren fa­brycz­ny z lek­ko­myśl­nym, de­mo­nicz­nym ty­pem po­kro­ju Schin­dle­ra.

Oskar wy­ru­szył w dro­gę bez wy­raź­ne­go po­par­cia ze stro­ny Ma­drit­scha. Po­je­chał do Ber­li­na i za­pro­sił na obiad puł­kow­ni­ka Eri­cha Lan­ge­go.

– Mogę się prze­rzu­cić w ca­ło­ści na pro­duk­cję po­ci­sków – po­wie­dział mu. – Mogę prze­wieźć swo­je cięż­kie ma­szy­ny.

Lan­ge był nie­zbęd­ny. Mógł za­gwa­ran­to­wać kon­trak­ty, mógł na­pi­sać ser­decz­ne re­ko­men­da­cje, któ­rych Oskar po­trze­bo­wał dla Rady Ewa­ku­acyj­nej i nie­miec­kich urzęd­ni­ków na Mo­ra­wach.

Póź­niej Oskar po­wie o tym ta­jem­ni­czym ofi­ce­rze szta­bo­wym, że słu­żył mu on sta­łą po­mo­cą. Lan­ge na­dal był w sta­nie eg­zal­to­wa­nej de­spe­ra­cji i mo­ral­ne­go obu­rze­nia, ty­po­we­go dla wie­lu pra­cu­ją­cych w ra­mach sys­te­mu, ale nie za­wsze dla jego do­bra.

– To się da zro­bić – od­po­wie­dział Lan­ge – ale po­trze­ba bę­dzie pie­nię­dzy. Nie dla mnie, dla in­nych.

Dzię­ki Lan­ge­mu Oskar od­był roz­mo­wę z ofi­ce­rem z Rady Ewa­ku­acyj­nej przy OKH na Ben­dler­stras­se. Wła­ści­wie, mó­wił ofi­cer, moż­na by ewa­ku­ację za­apro­bo­wać, ale jest jed­na prze­szko­da. Gu­ber­na­tor vel gau­le­iter Mo­raw, rzą­dzą­cy na zam­ku Li­be­rec, pro­wa­dzi po­li­ty­kę nie­wpusz­cza­nia ży­dow­skich obo­zów pra­cy na swój te­ren. Ani SS, ani In­spek­to­ra­to­wi Uzbro­je­nia nie uda­ło się go prze­ko­nać do zmia­ny tej po­li­ty­ki. Od­po­wied­nią oso­bą, z któ­rą moż­na by ten pro­blem omó­wić, jest pe­wien in­ży­nier We­hr­mach­tu z biu­ra In­spek­to­ra­tu Uzbro­je­nia w Trop­pau, czło­wiek o na­zwi­sku Sus­smuth. Od nie­go też Oskar bę­dzie mógł się do­wie­dzieć, ja­kie miej­sca re­lo­ka­cji są do­stęp­ne na Mo­ra­wach. Tym­cza­sem Herr Schin­dler może li­czyć na po­par­cie Głów­nej Rady Ewa­ku­acyj­nej.