– Ale rozumie pan, że z powodu różnego rodzaju nacisków i spowodowanych wojną ograniczeń osobistej wygody odpowiedź będzie szybsza, jeśli w jakiś sposób okaże im pan hojność. Nam, biednym mieszczuchom, brakuje szynki, cygar, alkoholu, ubrań, kawy… takich rzeczy.
Oficer myślał chyba, że Oskar wozi ze sobą połowę przedwojennej produkcji rolnej Polski. Tymczasem, żeby skompletować prezent dla panów z Rady, Oskar musiał kupować luksusowe artykuły na berlińskim czarnym rynku. Starszy jegomość w recepcji hotelu „Adlon” zdobył dla Herr Schindlera doskonałego sznapsa za ulgową cenę 80 RM za butelkę. A panom z Rady nie można było posłać mniej niż tuzin. Kawa natomiast była na wagę złota, a za hawańskie cygara żądano już całkiem zawrotnych sum. Mimo to Oskar kupił większą ich ilość i włożył do przygotowanego wcześniej kosza. Panowie z Rady będą potrzebować dużo siły perswazji, żeby przekonać gubernatora Moraw.
W czasie gdy Oskar prowadził negocjacje Amon Göth został aresztowany.
Ktoś musiał na niego donieść. Jakiś zawistny młodszy oficer lub sumienny obywatel, który odwiedził willę komendanta i poczuł się dotknięty jej wygodami i luksusami. Starszy inspektor SS, Eckert, zaczął przyglądać się finansowym operacjom Amona. Nie interesowało go strzelanie z balkonu. Malwersacje i czarnorynkowe machinacje – owszem, jak również skargi podwładnych na zbyt surowe traktowanie.
SS aresztowało Amona, gdy ten był na urlopie u swojego ojca w Wiedniu. Przeszukano także mieszkanie, które miał w tym mieście, i znaleziono skrytkę z pieniędzmi, około 80 000 RM, których pochodzenia Amon nie potrafił w sposób zadowalający wytłumaczyć. Znaleźli także sięgający sufitu stos wzniesiony z blisko miliona papierosów. Wiedeńskie mieszkanie Amona bardziej przypominało magazyn niż stołeczne pied-à-terre.
Na pierwszy rzut oka może się wydać dziwne, że SS, a ściślej oficerowie V Biura Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, zechcieli aresztować tak wydajnego funkcjonariusza jak hauptsturmführer Göth. Ale już wcześniej badali nieprawidłowości w Buchenwaldzie i usiłowali dobrać się do komendanta Kocha. Próbowali nawet znaleźć podstawę do aresztowania niesławnego Rudolfa Hossa i przesłuchiwali wiedeńską Żydówkę, która, jak sądzili, była w ciąży z tym gwiazdorem systemu obozów. W tej sytuacji Amon, wściekły, że przeszukują mu mieszkanie, nie mógł liczyć na bezkarność.
Zawieźli go do Wrocławia i na czas śledztwa i procesu wsadzili do więzienia SS. Równocześnie jednak, przesłuchując Helenę Hirsch na okoliczność jej ewentualnego współudziału w szwindlach Amona, wykazali się nieznajomością obozowych stosunków. Dwukrotnie zabierali Helenę do celi w podziemiach koszar SS w Płaszowie na przesłuchania. Zasypywali ją pytaniami na temat kontaktów Amona z czarnym rynkiem – kim byli jego agenci, jak kierował zakładem jubilerskim w Płaszowie, zakładem krawieckim i tapicerskim. Nikt jej nie uderzył ani też jej nie groził. Byli jednak przekonani, iż ona jest członkiem gangu. Helena, jeśli kiedykolwiek marzyła o nieprawdopodobnym, cudownym ocaleniu, nigdy jednak nie ośmieliłaby się pomyśleć, że nastąpi to dzięki aresztowaniu Amona przez SS. Ale w celi przesłuchań rozsądek opuszczał ją, kiedy próbowali podciągnąć ją pod ten sam co Amona paragraf.
– Chilowicz mógłby wam pomóc – powiedziała. – Ale on nie żyje.
Byli zawodowymi policjantami i po jakimś czasie zorientowali się, że oprócz kilku drobiazgów na temat zbytkownej kuchni Götha niczego się od niej nie dowiedzą. Mogli ją zapytać o sińce na twarzy, ale wiedzieli, że nie dostaną Amona pod zarzutem sadyzmu. Kiedy prowadzili śledztwo w sprawie sadyzmu w Sachsenhausen, wyrzucili ich z obozu uzbrojeni strażnicy. W Buchenwaldzie znaleźli przeciwko komendantowi ważnego świadka, podoficera, lecz zmarł on tajemniczo w swej celi. Szef grupy śledczej SS rozkazał zaaplikować próbki pobrane z żołądka podoficera czterem rosyjskim więźniom. Patrzył, jak umierają, i zdobył tym dowód przeciwko komendantowi i lekarzowi obozowemu. Uzyskał nawet sankcję prokuratorską za morderstwo i akty sadyzmu, ale sankcja ta spowodowała tylko, że personel obozu zacieśnił szeregi i pozbył się żyjących świadków. Tak więc oficerowie V Biura nie pytali Heleny o jej obrażenia. Ograniczyli się do malwersacji i w końcu przestali ją nagabywać.
Przesłuchiwano również Mietka Pempera. Był na tyle mądry, żeby nie mówić zbyt wiele o Amonie, o jego zbrodniach. Znał tylko pogłoski na temat kombinacji Amona. Udawał niezaangażowanego, dobrze ułożonego stenotypistę materiałów jawnych.
– Herr Kommandant nigdy ze mną o tym nie mówił – brzmiały jego często powtarzane odpowiedzi.
Jednak pod tą pozą musiał skrywać takie samo pełne zdziwienia niedowierzanie, jakie odczuwała Helena Hirsch. Jeśli cokolwiek mogło mu dać szansę przetrwania, było to aresztowanie Amona. Wiedział bowiem, że kiedy Rosjanie dotrą do Tamowa, Amon podyktuje ostatni list, a następnie zamorduje stenotypistę. Mietek martwił się więc, żeby nie wypuścili Amona zbyt szybko.
Ale SS interesowały tylko spekulacje Amona. Przesłuchujący Pempera sędzia dowiedział się od oberscharführera Lorenza Landsdorfera, że hauptsturmführer Göth pozwalał żydowskiemu stenografowi przepisywać dyrektywy i plany postępowania garnizonu SS na wypadek partyzanckiego napadu na obóz. Tłumacząc Pemperowi, jak przepisać i ułożyć te plany graficznie, Amon podobno pokazał mu nawet egzemplarze podobnych planów dotyczących innych obozów koncentracyjnych. Sędzia był tak zaniepokojony ujawnieniem tajnych dokumentów żydowskiemu więźniowi, że nakazał Pempera aresztować.
Aresztowany spędził dwa pełne obaw tygodnie w celi pod koszarami SS. Nie bito go, ale był regularnie przesłuchiwany przez kolejnych śledczych Departamentu V i przez dwóch sędziów SS. Zdawało mu się, że widzi w ich oczach wyrok. Któregoś dnia podczas przesłuchania na temat planów na wypadek zagrożenia Plaszowa Pemper zapytał oficerów śledczych: