Выбрать главу

– Cze­mu mnie tu trzy­ma­cie? Wię­zie­nie to wię­zie­nie. I tak mam wy­rok śmier­ci.

Był to ar­gu­ment ob­li­czo­ny na przy­spie­sze­nie za­koń­cze­nia spra­wy: albo wy­pusz­czą go z celi, albo za­strze­lą. Po prze­słu­cha­niu Pem­per w na­pię­ciu cze­kał, co bę­dzie da­lej. W koń­cu otwo­rzo­no drzwi celi i od­pro­wa­dzo­no go do ba­ra­ku w obo­zie. Nie było to jed­nak ostat­nie prze­słu­cha­nie w spra­wach zwią­za­nych z ko­men­dan­tem Göthem.

Wy­da­je się, że po aresz­to­wa­niu Amo­na jego pod­wład­ni nie spie­szy­li się z udzie­le­niem mu po­par­cia. Byli ostroż­ni. Cze­ka­li. Bosch, któ­ry wy­pił mo­rze Amo­no­wej wód­ki, po­wie­dział unter­sturm­füh­re­ro­wi Joh­no­wi, że nie war­to pró­bo­wać prze­ku­pić in­spek­to­rów V De­par­ta­men­tu. A co do prze­ło­żo­nych Amo­na, to Szer­ner zo­stał od­de­le­go­wa­ny do zwal­cza­nia par­ty­zan­tów w Pusz­czy Nie­po­ło­mic­kiej, gdzie w koń­cu zgi­nął w za­sadz­ce. Amon był w rę­kach lu­dzi z Ora­nien­bur­ga, a ci ni­g­dy nie ja­da­li obia­dów w jego domu – a je­śli ja­da­li, to albo byli wstrzą­śnię­ci jego wy­staw­nym try­bem ży­cia, albo czu­li za­wiść.

Kie­dy SS wy­pu­ści­ło He­le­nę Hirsch, była już słu­żą­cą no­we­go ko­men­dan­ta, haupt­sturm­füh­re­ra Büsche­ra. Prze­ka­zał on jej przy­ja­ciel­ski li­ścik od Amo­na, w któ­rym eks-ko­men­dant pro­sił ją o pacz­kę z ubra­niem, ro­man­sa­mi i po­wie­ścia­mi de­tek­ty­wi­stycz­ny­mi oraz odro­bi­ną al­ko­ho­lu dla ulże­nia po­by­to­wi w celi. Ten list od Amo­na był jak list od krew­ne­go. „Czy mo­gła­byś mi wy­świad­czyć przy­słu­gę i ze­brać dla mnie na­stę­pu­ją­ce rze­czy?” – pi­sał, a za­koń­czył w ten spo­sób: „Mam na­dzie­ję wkrót­ce się z tobą zo­ba­czyć”.

Tym­cza­sem Oskar po­je­chał do han­dlo­we­go mia­sta Trop­pau, żeby zo­ba­czyć się z in­ży­nie­rem Sus­smu­them. Przy­wiózł wód­kę i dia­men­ty, ale w tym przy­pad­ku oka­za­ły się one zbęd­ne. Sus­smuth po­wie­dział Oska­ro­wi, że już roz­ma­wiał o za­kła­da­niu ma­łych ży­dow­skich obo­zów pra­cy w przy­gra­nicz­nych mia­stach Mo­raw, obo­zów, któ­re by wy­twa­rza­ły to­wa­ry dla In­spek­to­ra­tu Uzbro­je­nia. Obo­zy ta­kie by­ły­by oczy­wi­ście pod cen­tral­ną kon­tro­lą albo Oświę­ci­mia, albo Gross-Ro­sen, bo­wiem stre­fy wpły­wów du­żych obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych się­ga­ły poza gra­ni­cę pol­sko-cze­cho­sło­wac­ką. Dla więź­niów małe obo­zy pra­cy były bez­piecz­niej­sze niż wiel­ka ne­kro­po­lia sa­me­go Oświę­ci­mia. Oczy­wi­ście Sus­smuth nic nie wskó­rał. Za­mek w Li­ber­cu od­rzu­cił jego pro­po­zy­cję, a on nie miał żad­ne­go klu­cza. Ta­kim klu­czem mógł być Oskar i udzie­lo­ne mu przez puł­kow­ni­ka Lan­ge­go i przez pa­nów z Rady Ewa­ku­acyj­nej po­par­cie.

Sus­smuth po­sia­dał w swym biu­rze li­stę miejsc, któ­re nada­wa­ły się na za­ło­że­nie za­kła­dów ewa­ku­owa­nych ze stre­fy dzia­łań wo­jen­nych. Nie­da­le­ko Zwit­tau, ro­dzin­ne­go mia­sta Oska­ra, na skra­ju wsi Brin­ri­litz sta­ła duża fa­bry­ka tek­styl­na, wła­sność bra­ci Hof­f­ma­nów z Wied­nia. Po­przed­nio dzia­ła­li w bran­ży na­bia­ło­wej w swym ro­dzin­nym mie­ście, ale po przy­by­ciu do Su­de­ten­lan­du (przy­je­cha­li tam za woj­skiem, tak jak Oskar do Kra­ko­wa) szyb­ko sta­li się ma­gna­ta­mi tek­styl­ny­mi. Cały je­den pa­wi­lon ich fa­bry­ki stał bez­pro­duk­tyw­nie, uży­wa­no go je­dy­nie jako ma­ga­zy­nu prze­sta­rza­łych ma­szyn przę­dzal­ni­czych. Miej­sce to ob­słu­gi­wał wę­zeł ko­le­jo­wy Zwit­tau, gdzie szwa­gier Schin­dle­ra za­wia­dy­wał dwor­cem to­wa­ro­wym. A jed­na z li­nii ko­le­jo­wych bie­gła nie­da­le­ko bra­my.

– Bra­cia Hof­f­ma­no­wie to spe­ku­lan­ci – po­wie­dział Sus­smuth z uśmie­chem. – Mają na miej­scu po­par­cie par­tii; Rada Po­wia­to­wa i se­kre­tarz okrę­go­wy sie­dzą u nich w kie­sze­ni. Ale pan ma za sobą puł­kow­ni­ka Lan­ge­go. Na­pi­szę nie­zwłocz­nie do Ber­li­na i za­le­cę sko­rzy­sta­nie z pa­wi­lo­nu Hof­f­ma­nów.

Oskar od dzie­ciń­stwa znał zniem­cza­łą wieś Brin­n­litz. Jej cha­rak­ter na­ro­do­wo­ścio­wy od­da­wa­ła jej na­zwa, jako że Cze­si na­zwa­li­by ją Brne­nec, tak jak Zwit­tau to po cze­sku Zvi­ta­va. Miesz­kań­cy Brin­n­litz nie by­li­by za­chwy­ce­ni są­siedz­twem ty­sią­ca Ży­dów. Oby­wa­te­lom Zwit­tau, spo­śród któ­rych re­kru­to­wa­li się pra­cow­ni­cy Hof­f­ma­nów, tak­że nie spodo­ba się to, że na tak póź­nym eta­pie woj­ny zo­sta­nie ska­żo­ny ich wiej­sko-prze­my­sło­wy za­ścia­nek.

W każ­dym ra­zie Oskar po­je­chał tam, żeby rzu­cić okiem na te­ren. Nie zbli­żał się do biu­ra, bo w ten spo­sób nie­po­trzeb­nie ostrzegł­by „tward­sze­go” z Hof­f­ma­nów, tego, któ­ry dy­rek­to­ro­wał fir­mie. Mimo to wszedł do pa­wi­lo­nu nie za­cze­pio­ny. Była to sta­ro­świec­ka, zbu­do­wa­na wo­kół dzie­dziń­ca pię­tro­wa hala prze­my­sło­wa. Par­ter miał wy­so­ki strop i był wy­peł­nio­ny ma­szy­na­mi i pa­ka­mi weł­ny. Pię­tro mu­sia­ło być prze­zna­czo­ne na biu­ra i lżej­szy sprzęt. Jego po­sadz­ka nie wy­trzy­ma­ła­by cię­ża­ru du­żych pras. Par­ter nada­wał­by się na warsz­ta­ty DEF-u, biu­ra i, w rogu, miesz­ka­nie dy­rek­to­ra. Na pię­trze moż­na by za­kwa­te­ro­wać więź­niów.

Obiekt bar­dzo przy­padł mu do gu­stu. Po­je­chał do Kra­ko­wa. Nie mógł do­cze­kać się prze­no­sin, wy­da­nia ko­niecz­nych sum, dru­giej roz­mo­wy z Ma­drit­schem. Sus­smuth mógł tak­że zna­leźć miej­sce dla Ma­drit­scha – może na­wet ja­kąś halę w Brin­n­litz.

Gdy wró­cił, do­wie­dział się, że alianc­ki bom­bo­wiec, ze­strze­lo­ny przez my­śli­wiec Luft­waf­fe, spadł na dwa ostat­nie ba­ra­ki przy­fa­brycz­ne­go obo­zu. Jego po­czer­nia­ły ka­dłub le­żał po­chy­ło na ru­inach spłasz­czo­nych ba­ra­ków. W „Ema­lii” w tym cza­sie po­zo­sta­wa­ła już tyl­ko mała gru­pa więź­niów, po­trzeb­na do za­koń­cze­nia pro­duk­cji i utrzy­ma­nia fa­bry­ki. Więź­nio­wie ci wi­dzie­li, jak ma­szy­na spa­da­ła w pło­mie­niach. We­wnątrz znaj­do­wa­ło się dwóch lu­dzi; ich cia­ła spło­nę­ły. Lu­dzie z Luft­waf­fe, któ­rzy przy­szli za­brać zwło­ki, po­wie­dzie­li Ada­mo­wi Gar­dę, że to bom­bo­wiec typu Stir­ling, a człon­ko­wie za­ło­gi byli Au­stra­lij­czy­ka­mi. Je­den miał w rę­kach zwę­glo­ne reszt­ki an­giel­skiej Bi­blii, mu­siał ją trzy­mać w cza­sie ka­ta­stro­fy. Dwóch in­nych wy­sko­czy­ło na spa­do­chro­nach nad przed­mie­ścia­mi. Jed­ne­go zna­le­zio­no – za­mo­ta­ny w sznu­ry zmarł od ran. Dru­gie­go prze­chwy­ci­li par­ty­zan­ci i gdzieś ukry­li. Za­da­niem Au­stra­lij­czy­ków był zrzut dla par­ty­zan­tów w pusz­czy na wschód od Kra­ko­wa.

Je­śli Oskar po­trze­bo­wał po­twier­dze­nia swo­ich do­my­słów – to wła­śnie je otrzy­mał. Lu­dzie przy­by­wa­li z nie­wy­obra­żal­nie da­le­kich mia­ste­czek głę­bo­kiej au­stra­lij­skiej pro­win­cji po to, by przy­spie­szyć ko­niec Kra­ko­wa. Na­tych­miast za­dzwo­nił do funk­cjo­na­riu­sza w biu­rze sze­fa ko­lei wschod­niej, Ger­te­isa, któ­ry był od­po­wie­dzial­ny za ta­bor ko­le­jo­wy, i za­pro­sił go na obiad, by po­roz­ma­wiać o za­po­trze­bo­wa­niu DEF-u na plat­for­my ko­le­jo­we.

W ty­dzień po roz­mo­wie Oska­ra z Sus­smu­them pa­no­wie z ber­liń­skiej Rady Ewa­ku­acyj­nej po­in­for­mo­wa­li gu­ber­na­to­ra Mo­raw, że za­kła­dy zbro­je­nio­we Oska­ra Schin­dle­ra zo­sta­ną umiesz­czo­ne w pa­wi­lo­nie fa­bry­ki tek­styl­nej Hof­f­ma­nów w Brin­n­litz. W tej sy­tu­acji urzęd­ni­cy gu­ber­na­to­ra mo­gli tyl­ko zwol­nić tem­po pa­pier­ko­wej ro­bo­ty. Jed­nak Hof­f­man i inni człon­ko­wie par­tii w re­jo­nie Zwit­tau już roz­po­wszech­nia­li re­zo­lu­cje prze­ciw­ko in­tru­zom. Par­tyj­ny kre­isle­iter z Zwit­tau na­pi­sał do Ber­li­na skar­gę, że Ży­dzi z Pol­ski będą sta­no­wić za­gro­że­nie dla zdro­wia mo­raw­skich Niem­ców. Po raz pierw­szy w no­wo­cze­snej hi­sto­rii tego re­gio­nu może się po­ja­wić ty­fus pla­mi­sty, a fa­brycz­ka Schin­dle­ra, ma­jąc wąt­pli­wą war­tość dla wy­sił­ku wo­jen­ne­go, przy­cią­gnie tyl­ko alianc­kie bom­bow­ce, do­pro­wa­dza­jąc do znisz­cze­nia waż­ne­go za­kła­du Hof­f­ma­nów. Ży­dow­scy prze­stęp­cy z pro­po­no­wa­ne­go obo­zu będą li­czeb­nie prze­wyż­szać małą i przy­zwo­itą lud­ność Brin­n­litz, sta­ną się jak rak na zdro­wym cie­le Zwit­tau.