Septach Melayn potrząsnął głową.
— Sądzę, że mnie przeceniasz. Siebie zaś nie doceniasz. Są na świecie ludzie głupi, ukrywający swoją głupotę pod płaszczykiem powagi czy chełpliwości. Ty jednak jesteś człowiekiem głębokim, udającym lekkoducha. I masz ogromny wpływ na królestwo. Przypadkiem wiem, że to ty zasugerowałeś Lordowi Confalume’owi wybór Prestimiona na swego następcę.
— Ja? Mylisz się, przyjacielu. Confalume odkrył zalety Prestimiona bez mojej pomocy, ja tylko udzieliłem swego poparcia, gdy zapytał mnie o zdanie. — Serithorn uniósł brew. Na usta wpełznął mu lekki uśmiech. — Człowiek głęboki, mówisz? Schlebia mi ta opinia, schlebia ogromnie. Szkoda, że to nieprawda. Może ty, przyjacielu, skrywasz głębię, bardzo to możliwe. Ja jednak jestem lekkoduchem do szpiku kości. Zawsze taki byłem, zawsze będę.
Duże, jasne oczy Serithorna przewiercały Septacha Melayna na wskroś, zaprzeczając wszystkiemu, co właśnie powiedział. W tym człowieku kryją się nieprzebrane pokłady chytrości, pomyślał Septach Melayn.
Nie podjął jednak wyzwania. Z przymilnym śmieszkiem odparł:
— Wygląda na to, że obaj przeceniamy się wzajemnie. Mówisz, że jesteś lekkoduchem do szpiku kości? Doskonale: przyjmuję twoją opinię o samym sobie. Co się zaś tyczy mnie, proponuję przyjąć, że jestem tylko beztroskim kpiarzem, leniwym i wesoło usposobionym, nadmiernie kochającym drogie jedwabie, perły i dobre wino, którego jedynymi zaletami są pewna sprawność w fechtunku i głęboka lojalność wobec przyjaciół. Czy co do tego też możemy być zgodni? Możemy się tak umówić, Serithornie?
— Tak jest. Jesteśmy z tej samej gliny, Septachu Melaynie. Dwóch pustych kpiarzy. Masz więc moje najgłębsze współczucie, że Prestimion zmusił cię do zmagania z tymi biurokratycznymi bzdurami. Masz zbyt radosnego i beztroskiego ducha do tej roboty.
— To prawda. Na czas kolejnej podróży Koronala, ja pojadę z nim, a ty możesz być regentem.
— Ja? Ależ powołuję się na naszą umowę! Nie jestem ani trochę zdatniejszy do siedzenia za biurkiem od ciebie. Nie, niech to stanowisko obejmie stateczniejszy obywatel. Gdybym chciał wykonywać ciężką pracę Koronala, dużo wcześniej zapewniłbym sobie idące z nią w parze chwałę i zaszczyty. Jednak ani przez chwilę nie pragnąłem korony, Septachu, a powodem tego jest właśnie ta góra papierów na twoim biurku.
Septach Melayn wiedział, że Serithorn mówił teraz całkowicie poważnie. Na pewno nie był tak niefrasobliwy, jak udawał, ale zawsze zadowalała go możliwość robienia, co mu się żywnie podobało i znajdowania blisko tronu, ale nigdy na nim. W jego żyłach płynęła krew wielu królów, nikt nie miał od niego lepszego pochodzenia, choć samo to nie mogło uczynić Koronalem. Co innego inteligencja i spryt, a tego Serithorn miał pod dostatkiem. Był w każdym calu królewski, poza jedną cechą: głębokim, z serca płynącym pragnieniem, by nie dźwigać brzemienia władzy.
Prestimion, który słyszał tę historię od swojej matki, opowiadał, że dziesiątki lat temu Lord Prankipin wprost zaproponował Serithornowi sukcesję, gdy sam obejmował urząd Pontifexa, lecz książę miał odrzec: „Nie, oddaj tę robotę księciu Confalume’owi”. Ta historia mogła być prawdą. Nie było innego powodu, dla którego Serithorn nie zasiadł na tronie. A teraz, tyle lat później, Confalume jest Pontifexem po długich i wspaniałych rządach, a Serithorn nigdy nie był nikim więcej, jak tylko osobą prywatną, mile widzianą w kręgach władzy, lecz władzy całkowicie pozbawioną; wesołym, serdecznym człowiekiem, którego gładka twarz i łagodny styl bycia sprawiały, że wyglądał na dwadzieścia, trzydzieści lat młodszego, niż był w istocie.
— No cóż — powiedział po chwili Septach Melayn. — Skoro to już sobie wyjaśniliśmy, zdradzisz mi może, czy twoja wizyta ma jakiś szczególny powód? Czy jest czysto towarzyska?
— Twoje towarzystwo jest nader przyjemne, Septachu. Przyszedłem jednak w interesach. — Serithorn zmarszczył brew, a jego głos stał się poważniejszy. — Czy byłbyś tak uprzejmy i wyjaśnił mi, w największym choćby skrócie, co dzieje się ostatnio pomiędzy Prestimionem i prokuratorem Ni-moya?
Septach Melayn poczuł, jak napięły się jego mięśnie. Tak bezpośrednio zadane pytanie w niczym nie przypominało typowego dla Serithorna, beztroskiego podejścia. Należało działać ostrożnie.
— Sądzę — powiedział — że najlepiej będzie, jeśli porozmawiasz o tym z Prestimionem osobiście.
— To właśnie bym zrobił, gdyby nie to, że go tu zabrakło. Postanowił wyruszyć w niekończącą się podróż po wschodnich rubieżach, nieprawdaż? A ty zajmujesz teraz jego miejsce. Septachu Melaynie, nie chcę sprawiać problemów, wręcz przeciwnie, chciałbym pomóc. Brakuje mi jednak podstawowych informacji, potrzebnych do właściwej oceny tego kryzysu — o ile „kryzys” jest w ogóle właściwym określeniem obecnej sytuacji. Chodzą wszakże słuchy, że podczas tygodnia koronacyjnego Dantirya Sambail z jakichś przyczyn był uwięziony w tunelach Sangamora.
— Mógłbym temu oficjalnie zaprzeczyć.
— Mógłbyś, ale nie kłopocz się. Słyszałem tę historię od Navigorna, który mówił, że Prestimion powierzył mu dozór nad prokuratorem. Sam był tym faktem zaskoczony, podobnie jak my wszyscy. Czy możemy więc zgodzić się, że faktem jest, iż Prestimion przetrzymywał Dantiryę Sambaila w podziemiu podczas koronacji, a także po niej? Zapewne mając ku temu dobry i słuszny powód, o który chwilowo nie pytam?
— Można tak przyjąć, Serithornie.
— Dobrze. Zauważ, że mówiłem w czasie przeszłym. Prokurator jest teraz na wolności, prawda?
— Naprawdę chciałbym, żebyś skierował te wszystkie pytania do Prestimiona — powiedział Septach Melayn niepewnie.
— Nie wątpię, że chciałbyś. Proszę cię, przestań odpowiadać ciosem na cios, to nie pojedynek. Faktem jest, że Dantirya Sambail uciekł, a Prestimion wraz z Gialaurysem, Abrigantem i sporym oddziałem wojska błądzi gdzieś pomiędzy Zamkiem i Wielkim Morzem, licząc, że znów go pochwyci. Wiem o wszystkim, Septachu Melaynie. Nie ma sensu zaprzeczać. Teraz zapomnij, proszę, że pytałem o szczegóły niezgody pomiędzy Prestimionem i prokuratorem. Powiedz tylko, że ta niezgoda ma miejsce. Że w gruncie rzeczy ci dwaj są zajadłymi wrogami. Mam rację?
— Tak — powiedział Septach Melayn, kiwając głową i wzdychając — masz rację.
— Dziękuję. — Serithorn wyciągnął ze zwojów płaszcza kartkę papieru. — Jeśli Prestimion jeszcze o tym nie wie, sądzę, że powinieneś go poinformować, że szuka w niewłaściwym miejscu.
— A szuka? — spytał Septach Melayn, na chwilkę szeroko otwierając oczy ze zdumienia.
Serithorn uśmiechnął się.
— Jak wiesz, mam w swoim posiadaniu dość rozległe włości. Nieustannie otrzymuję sprawozdania od zarządców moich ziem w różnych częściach świata. To akurat przyszło od niejakiego Haigina Harthy, z miasta Bailemoona w prowincji Balimoleronda. Opisuje wyjątkowo dziwne zdarzenie. Ponoć grupa obcych — Haigin Hartha nie pisze, jak liczna — została przyłapana na kłusowaniu na gambilaki na moich ziemiach pod Bailemoona. Kiedy mój łowczy ich upomniał, jeden z kłusowników oświadczył, że mięso potrzebne było Dantiryi Sambailowi, prokuratorowi Ni-moya, który odbywa wielki objazd tych ziem. Na to inny kłusownik… Czy cię nudzę, Septachu Melaynie?
— Bynajmniej.
— Sprawiałeś wrażenie nieobecnego.
— Myślałem.
— Ach. Wracając: inny kłusownik uderzył wtedy tego pierwszego w twarz, oświadczył mojemu łowczemu, że historia o prokuratorze była całkowicie zmyślona i że najlepiej będzie, jeżeli łowczy natychmiast wymaże ją z pamięci. Twierdził, że polowali wyłącznie na własny użytek. Zaproponował mojemu człowiekowi pięćdziesiąt koron, a ponieważ wszystko wskazywało na to, że alternatywą jest natychmiastowa utrata życia, łowczy pieniądze przyjął, a kłusownicy odjechali ze zwierzyną. Nieco później, Haigin Hartha — jak zapewne pamiętasz, mój zarządca w Bailemoonie — usłyszał od znajomego, że owego ranka na przedmieściach widziano kogoś bardzo podobnego do Dantiryi Sambaila, podróżującego z grupą ludzi. Tenże znajomy mojego zarządcy zastanawiał się, czy spodziewana jest oficjalna wizyta prokuratora w naszej posiadłości. Jak rozumiesz, Haigin Hartha mocno zaniepokoił się tą perspektywą. A w chwilę później pojawił się łowczy i opowiedział mu historię o kłusownikach i łapówce. Co sądzisz o tym wszystkim, Septachu Melaynie?