— Ale podejrzewa prawdę i to może narobić kłopotów.
— O, nie tylko podejrzewa — rzucił lekko Septach Melayn. Uśmiechnął się i wykonał teatralny gest obiema dłońmi. Prestimion znał ten ruch aż za dobrze. Oznaczał on, że Septach Melayn zrobił coś po swojemu i prosi o wybaczenie, choć wcale nie żałuje. — Wezwałem ją następnego dnia i opowiedziałem jej wprost całą historię naszej przebieranki.
Prestimionowi opadła szczęka.
— Mówisz poważnie?
— Musiałem. Kobiety takiej jak ona nie można okłamywać, Prestimionie. A już na pewno nie wierzyłaby moim zaprzeczeniom.
— Spodziewam się, że powiedziałeś jej też, kim byli twoi dwaj towarzysze?
— Tak.
— Och, doskonale, Septachu Melaynie! Znakomicie! I ciekawe, co powiedziała, kiedy dowiedziała się, że gościła w salonie Koronala Majipooru, Wysokiego Doradcę i Wielkiego Admirała?
— Westchnęła z zaskoczenia. Mocno poczerwieniała. Sprawiała wrażenie bardzo podekscytowanej. Wydaje mi się, że również lekko rozbawionej i może zadowolonej.
— Rozbawionej, tak? Zadowolonej?! — Prestimion wstał i zaczął chodzić po pokoju. Zatrzymał się przy oknie, wychodzącym na lekki most z lśniącego, różowego agatu, przeznaczony do wyłącznego użytku Koronala i prowadzący nad Dworem Pinitora z królewskich gabinetów do sal ceremonialnych w Zamku Wewnętrznym. — Chciałbym czuć się tak samo. Wyznam ci coś. Septachu Melaynie: nie widzę nic przyjemnego w fakcie, że Simbilon Khayf wie, że myszkowałem po Stee w jakimś operetkowym przebraniu i udawałem tępego sprzedawcę maszyn liczących. Zastanawiam się, jak wykorzysta tę informację.
— Nijak, Prestimionie. Nie ma o tym pojęcia i nigdy się nie dowie.
— Nie?
— Nie. Jego córka obiecała, że dochowa tajemnicy.
— I oczywiście dotrzyma słowa?
— Tak myślę. Dobrze zapłaciłem ze jej milczenie. Ona i Simbilon Khayf zostaną zaproszeni na najbliższe formalne przyjęcie na dworze i oficjalnie ci przedstawieni. Przy tej okazji on zostanie odznaczony Orderem Lorda Havilbove’a lub innym, podobnym zaszczytem bez znaczenia.
Z gardła Prestimiona wyrwał się jakby skrzek, wyrażający niedowierzanie.
— Czy ty mówisz poważnie? Naprawdę chcesz, żebym pozwolił jakiemuś szkaradnemu klaunowi postawić stopę w królewskich komnatach? Pozwolić mu stanąć przed tronem Confalume’a?
— Prestimionie, ja zawsze mówię poważnie… na swój sposób. Zamkniemy jej usta. Koronal i jego przyjaciele wybrali się na mały wypad do Stee i nikt nie musi o tym wiedzieć. Ona dotrzyma swojej części umowy, jeśli ty dotrzymasz swojej. Będziesz siedział na tronie, oni zbliżą się z wielką czcią, zrobią znak gwiazd, uśmiechniesz się, łaskawie przyjmiesz ich hołd i będzie po wszystkim. Simbilon Khayf do końca życia będzie zachwycony, że przyjęto go na dworze.
— Ale jak mogę…
— Posłuchaj mnie, Prestimionie. Uważam tę umowę za sprytną z trzech powodów. Po pierwsze, skoro chcesz ukryć naszą wycieczkę do Stee, to ją w ten sposób ukryjesz. Po drugie, Simbilon Khayf pożycza pieniądze połowie książąt z Zamku i prędzej czy później któryś z nich, pragnąc lepszych warunków lub przedłużenia spłaty, będzie próbował załatwić mu zaproszenie na dwór. I choć masz Simbilona Khayfa za pogardy godnego gbura, przystaniesz na to, bo prośba wyjdzie od kogoś tak wpływowego i użytecznego jak Fisiolo, Belditan czy mój kuzyn Dembitave. A tak, dasz Simbilonowi Khayfowi wstęp na dwór, który i tak by kiedyś otrzymał, ale na korzystnych dla ciebie warunkach.
Prestimion rzucił Septachowi Melaynowi ponure spojrzenie, ale musiał niechętnie przyznać, że argumenty przyjaciela nie były pozbawione logiki, choć cała sprawa wydawała mu się okropna.
— A trzeci powód? Mówiłeś, że są trzy.
— Przecież chcesz znowu zobaczyć Varaile, nieprawdaż? Oto masz szansę. Jeśli będzie mieszkać w Stee, to równie dobrze mogłaby znajdować się miliony mil stąd. Może już nigdy w życiu nie odwiedzisz Stee. Ale jeśli zamieszka w Zamku jako jedna z dam dworu, co możesz jej zaproponować w rozmowie po przyjęciu w sali tronowej…
— Zaczekaj no — powiedział Prestimion. — Troszkę się zagalopowałeś, przyjacielu. Skąd pomysł, że chcę ją znów zobaczyć?
— A nie chcesz? W Stee bardzo ci się spodobała.
— Skąd ten pomysł?
Septach Melayn roześmiał się.
— Nie jestem ślepy, Prestimionie. Ani głuchy. Nie mogłeś oderwać od niej wzroku. Przez pół pokoju było widać, jak na jej widok rozszerzają ci się źrenice.
— To impertynencja, Septachu. Przyznaję, jest atrakcyjną kobietą. Każdy to dostrzeże, nawet ty. Ale żebyś od razu sugerował, że… że ja…
Prestimion zaczął się jąkać.
— Och, Prestimionie! — powiedział Septach Melayn, uśmiechając się do niego ciepło. — Prestimionie, Prestimionie! — W jego oczach był spryt, było zrozumienie, i nie przemawiał jak poddany do monarchy, ani nawet jak Wysoki Doradca do Koronala, lecz używał łagodnego tonu, właściwego rozmowom przyjaciół, którzy niejedną noc wspólnie przegadali.
Prestimion doznał wyrzutów sumienia. Nie mógł ich w żaden sposób odpędzić. Fakt pozostawał faktem, tamtego wieczora w Stee wpatrywał się w Varaile z głęboką fascynacją. Jej piękno wywołało w nim dreszcz aprobaty. Może nawet pożądania.
Śnił o niej. Nie raz.
— Wkraczamy w rejony — powiedział po dłuższej przerwie — gdzie nie jestem pewien znaczenia własnych uczuć. Błagam cię, Septachu Melaynie, odłóż na razie ten temat. Powinniśmy omówić historię Serithorna o Dantiryi Sambailu.
— Navigorn jest w posiadaniu najnowszych informacji na ten temat. Właśnie do nas idzie. Pozwolisz Simbilonowi Khayfowi i jego córce na audiencję? Dałem słowo.
— Tak, Septachu Melaynie! Niech ci będzie. Gdzie się podziewa ten Navigorn!?
— Najprawdopodobniej znajduje się w tej okolicy — powiedział Navigorn. Przyniósł ze sobą mapę, półkulę z cienkiej, białej porcelany, na której na niebiesko, żółto, różowo, fioletowo, ciemnozielono i brązowo wymalowano szczegóły topografii. Ten rodzaj mapy wyposażony był w podświetlane elementy i tę właśnie funkcję włączył Navigorn.
W dolnej części kontynentu alhanroelskiego pojawiły się ognistoczerwone punkty, połączone jasnozielonymi liniami.
— To Bailemoona, na południe i nieco na wschód od Labiryntu — powiedział, wskazując najjaśniejszą czerwoną kropkę. — Nie ulega wątpliwości, że tam go widziano. Nie tylko ktoś podobny do Dantiryi Sambaila znalazł się w pobliżu ziem Serithorna mniej więcej w czasie, kiedy przyłapano kłusowników, ale i jeden z jego ludzi wyznał, że kradł mięso dla Dantiryi Sambaila.
— Na wschodzie też widziano go wielokrotnie — wspomniał Abrigant. — Był wszędzie. Wszystko to okazało się pułapką, zastawioną przez magów prokuratora, by nas zmylić. Czemu uważasz, że tym razem to nie jest magia?
Navigorn skrzywił się. Prestimion spojrzał prosząco na Maundiganda-Klimda, który powiedział:
— Nie ma wątpliwości, że prokurator przez jakiś czas przebywał na wschodzie. Wierzę, że wieśniacy z okolic Vrambikat widzieli go naprawdę. Jednak większość doniesień, które pchały nas naprzód, była złudzeniem spowodowanym przez zaklęcia i sny, a nie zeznaniami naocznych świadków. Kiedy my goniliśmy za nimi, prokurator wycofał się do centralnego Alhanroelu, a nam pozostało chwytanie stworzonych przez niego mar. Sądzę, że raport z Bailemoony jest autentyczny.
Abrigant nie wyglądał na przekonanego.
— Mówisz nam, że jedne sprawozdania były złudzeniem, a to jest prawdą. Nie masz jednak żadnego dowodu.