Выбрать главу

Gdy czekali na powrót Navigorna, Abrigant gwałtownie przerwał rozważania Prestimiona.

— Bracie, czy pojedziesz szukać prokuratora na południu?

To pytanie zaskoczyło Prestimiona, gdyż sam właśnie zaczął o tym myśleć. Cóż, on i Abrigant byli jednej krwi, a czasami także jednego umysłu. Wyszczerzył zęby i oparł:

— Sądzę, że mógłbym. Trzeba by to oczywiście przedyskutować przy pełnym składzie Rady. Jego wysokość Pontifex chce, żebym przybył do Labiryntu, i ma słuszność. Skoro więc pojadę tak daleko na południe, prawdopodobnie wyruszę dalej w stronę Stoien z nadzieją, że znajdę…

— Skoro mowa o pełnej Radzie — powiedział Septach Melayn — póki Navigorn nie wrócił, pozwól, Prestimionie, że cię o coś zapytam. Załóżmy, że któryś z członków Rady — Serithorn, dajmy na to, albo mój kuzyn Dembitave — zażąda wyjaśnień, dlaczego Dantirya Sambail jest zbiegiem, którego ścigasz po całym Alhanroelu. Co mu wtedy powiesz?

— Powiem po prostu, że popełnił czyny niezgodne z prawem i skierowane przeciw osobie Koronala.

— I niczego nie będziesz wyjaśniał?

— Przypominam ci, Septachu Melaynie, że on jest Koronalem — powiedział Gialaurys ostro. — Może robić, co mu się podoba.

— Bynajmniej, drogi przyjacielu — zaprotestował Septach Melayn. — Jest królem, tak, ale nie władcą absolutnym, despotą. Podlega zarządzeniom Pontifexa jak my wszyscy i do pewnego stopnia odpowiada przed Radą. Ogłoszenie, że potentat jak Dantirya Sambail jest przestępcą, bez wyjaśnienia tego Radzie — tego nie może zrobić nawet Koronal.

— Wiesz, czemu musi to zrobić — powiedział Gialaurys.

— Tak. Dlatego, że pewien poważny fakt został ukryty przed wszystkimi na świecie, poza piątką tu obecnych i nieobecnym Teotasem — tu Septach Melayn skinął głową Maundigandowi-Klimdowi i Abrigantowi, którzy prawdę o wydarzeniu pod Granią Thegomar poznali później. — Ale im dłużej próbujemy skrywać nasz sekret, tym głębiej brniemy w matactwa, wykręty i zwykłe kłamstwa.

— W porządku, Septachu Melaynie — powiedział Prestimion. — Nie mam gotowych odpowiedzi na twoje pytania, wiem tylko, że jeśli Rada będzie zbytnio naciskać w kwestii tajemniczej zbrodni Dantiryi Sambaila, ucieknę w matactwa i wykręty. Być może nawet skłamię. Ale nie podoba mi się to bardziej, niż tobie. Navigorn wraca, skończmy ten temat.

Kiedy Navigorn stanął w drzwiach, Abrigant powiedział:

— Jeszcze jedno, bracie. Jeśli wyruszysz na południe do Aruachozji, chciałbym, jeśli tylko pozwolisz, towarzyszyć ci przez część drogi.

— Tylko część?

— Jest pewne miejsce, nazywa się Skakkenoir, rozmawialiśmy o nim niedawno. Można pozyskiwać użyteczne metale z łodyg i liści roślin tam rosnących. Znajduje się na południu, gdzieś na wschód od Aruachozji, może nawet na wschód od Vrist. Kiedy będziesz polował na Dantiryę Sambaila na południu, ja poszukałbym Skakkenoir.

Rozbawiony Prestimion rzekł:

— Widzę, że nic nie sprawi, że porzucisz swoje poszukiwania. Ale wiedz, że metalonośne rośliny Skakkenoir są mrzonką, Abrigancie.

— Skąd wiesz, bracie? Pozwól mi pojechać i się przekonać.

Prestimion znów się uśmiechnął. Abrigant był nieprzejednany.

— Porozmawiamy o tym później, w porządku, Abrigancie? Teraz nie pora na to. Navigornie, czujesz się już lepiej? Proszę, napij się wina. Ukoi twoją duszę. Wracając do tematu: Pontifex Confalume przypomniał mi, że już dawno powinienem był odwiedzić go w jego nowym domu, i w związku z tym…

* * *

Tego wieczoru, gdy jedli kolację we dwóch w apartamentach Koronala, Septach Melayn zapytał Prestimiona:

— Widzę, jak zmagasz się z naszym wielkim sekretem i wiem, ile cię to kosztuje. Jak zamierzasz się z tym uporać, Prestimionie?

Siedzieli naprzeciwko siebie w prywatnej jadalni Prestimiona, podwyższonym, siedmiokątnym pokoju, oddzielonym od otoczenia siedmioma stopniami z bali czarnego dębu i ozdobionym wiekowymi tapiseriami przedstawiającymi sceny polowań, wykonanymi z kolorowego jedwabiu przeplatanego złotymi i srebrnymi nićmi.

— Gdybym znał odpowiedź — odparł Prestimion — powiedziałbym ci dziś po południu.

Septach Melayn przez moment wpatrywał się w prawie nietkniętego pieczonego kaspoka, spoczywającego na jego talerzu. Był to rzadki przysmak, ryba z północnych rzek, o mięsie słodkim jak leśne owoce. Wziął łyk wina, po czym zaraz wypił więcej.

— Mówiłeś mi, że chciałeś wyleczyć świat z bólu wymazując wspomnienia o wojnie. Chciałeś dać każdemu szansę, by zaczął od nowa. Bardzo to piękne. Ale to szaleństwo, które wydaje się nasz świat ogarniać…

— Nie spodziewałem się tego. Nigdy nie zdecydowałbym się na czar zapomnienia, gdybym mógł przewidzieć, co się wydarzy. Wiesz o tym, Septachu Melaynie.

— Oczywiście, że wiem. Myślisz, że cię obwiniam?

— Tak to wygląda.

— Bynajmniej. Jest dokładnie odwrotnie. To już się stało, a ty próbujesz przyjąć za to odpowiedzialność i widzę, jak to na ciebie działa. Powiem więc jeszcze raz: co się stało, to się nie odstanie. Przestań marnować siły na poczucie winy i zajmij się wyzwaniami, które przed nami stoją. Inaczej zrobisz sobie krzywdę. Kiedy Navigorn dostał tego ataku…

— Posłuchaj mnie — powiedział Prestimion. — Jestem odpowiedzialny za to szaleństwo. I odpowiadam za wszystko, co stało się od czasu mojej koronacji i co wydarzy się za moich rządów. Jestem Koronalem, a to oznacza, przede wszystkim, dźwiganie ciężaru odpowiedzialności za losy świata. Jestem gotów.

Septach Melayn próbował coś powiedzieć, ale Prestimion nie dopuścił go do głosu.

— Nie. Wysłuchaj mnie. Czy myślisz, że spodziewałem się, że noszenie korony to tylko Wielkie Procesje, wspaniałe bankiety i siedzenie w pełnych przepychu pokojach Zamku, wśród zabytkowych draperii i rzeźb? Kiedy pod Granią Thegomar zadecydowałem o wymazaniu ze świata wspomnień o wojnie, była to decyzja pospieszna i teraz rozumiem, że mogłem popełnić błąd. Tym niemniej była to moja decyzja, którą podjąłem nie bez powodu i która wciąż nie wydaje mi się całkiem błędna. Czy brzmię jak ktoś dręczony wyrzutami sumienia?

— Sam użyłeś dzisiaj podobnego określenia. Pamiętasz? „To kolejna rzecz, za którą ponoszę winę”.

— Chwilowy kaprys, nic więcej.

— Chyba nie tak chwilowy. I nie tylko kaprys, Prestimionie. Nie muszę być magiem, by czytać w twoim umyśle. Każda nowa informacja o szaleństwie przeszywa cię bólem.

— A nawet jeśli, czy warto psuć dobrą kolację przypominaniem mi o tym? Ból z czasem mija. Tego kaspoka przywieźli dzisiaj kurierzy z brzegów Sintalmondu, byśmy mogli się nim delektować, a ty pozwalasz mu się zmarnować, męcząc mnie tym gadaniem. Jedz, Septachu Melaynie. Pij. Zapewniam cię, jestem gotów żyć pomimo możliwego dyskomfortu spowodowanego konsekwencjami mojej decyzji pod Granią Thegomar.

— W porządku. Pozwól mi więc przejść do rzeczy. Skoro musisz żyć w bólu, czemu decydujesz się znosić go samotnie?

Prestimion patrzył na niego, nie rozumiejąc.

— O czym ty mówisz? Jak to samotnie? Mam ciebie. Mam Gialaurysa. Mam mądrość i pociechę płynącą z obu głów Maundiganda-Klimda. Mam dwóch braci. Mam…

— Thismet nie zmartwychwstanie, Prestimionie.

Odważne słowa Septacha Melayna były dla Prestimiona jak policzek.

— Co? — zapytał po chwili. — Czy i ciebie dopadło szaleństwo, że mówisz takie kretynizmy? Tak, Thismet jest martwa i martwa pozostanie. Ale…

— Zamierzasz spędzić resztę życia w żałobie po niej?