Выбрать главу

— Nikt poza tobą, Septachu Melaynie, nie odważyłby się tak do mnie mówić.

— Znasz mnie dobrze. — Nie było ucieczki przed świdrującym spojrzeniem błękitnych oczu Septacha Melayna. — Żyjesz w straszliwej samotności, Prestimionie. Był taki czas, na krótko przed Granią Thegomar, kiedy byłeś pełen życia, radosny, jakbyś nagle odzyskał brakujący fragment samego siebie. Tym fragmentem była Thismet. Wszyscy widzieliśmy, że zatriumfujemy w tej bitwie, bo byłeś naszym wodzem i otaczała cię jakby aura niezwyciężoności. I tak się stało, jednak w chwili zwycięstwa Thismet została zabita i nic już nie było dla ciebie takie samo.

— Nie mówisz mi nic, czego sam bym nie…

Koronal czy nie, Septach Melayn wszedł mu w słowo.

— Pozwól mi skończyć, Prestimionie. Thismet umarła i był to dla ciebie koniec świata. Krążyłeś po polu bitwy jakbyś to ty przegrał wojnę. Wezwałeś do wymazania pamięci, jakbyś próbował ukryć mroczne okoliczności objęcia przez ciebie władzy, lecz kto by ci się podówczas sprzeciwił? W dzień twojej koronacji znalazłem cię rozpaczającego w Sali Hendighaila i powiedziałeś mi wtedy rzeczy, w które nie uwierzyłby nikt, gdybym nawet próbował to powtarzać. Mówiłeś, że bycie królem nic dla ciebie nie znaczy, poza latami pracy bez cienia radości i oczekiwaniem w Labiryncie na śmierć. Przypisuję tę rozpacz stracie Thismet.

— A jeśli nawet, to co?

— Musisz wypędzić Thismet ze swojego umysłu, Prestimionie! Na Boginię, człowieku, nie rozumiesz, że pora się od niej uwolnić? Może i będziesz ją zawsze kochał, ale miłość do ducha to ulotna pociecha. Potrzebujesz żywej małżonki, która będzie z tobą dzielić chwałę rządzenia, kiedy wszystko układa się pomyślnie i służyć ci wsparciem w mroku złych czasów.

Blada skóra Septacha Melayna była zarumieniona z podniecenia własnymi słowami. Prestimion wpatrywał się w niego, zszokowany. To była bezczelność. Septach Melayn był wyjątkowo uprzywilejowanym przyjacielem, tylko on mógł tak się odzywać. Ale to, co mówił teraz, zakrawało na nadużycie wszelkich przywilejów. Powstrzymując się z niemałym wysiłkiem, Prestimion zapytał:

— I przypuszczam, że masz upatrzoną kandydatkę na to stanowisko?

— Tak się składa. To Varaile ze Stee.

— Varaile?

— Kochasz ją, Prestimionie! Proszę, nie zaprzeczaj. To jasne jak słońce.

— Spotkałem ją tylko raz, zaledwie przez godzinę, kiedy występowałem pod innym imieniem i miałem doklejone wąsy.

— Potrzeba było nie więcej niż pięciu sekund, żeby między wami zaiskrzyło. Wbiła się w twoje serce jak topór i skrzesała iskry, które rozświetliły cały pokój.

— Uważasz, że mam serce z metalu, skoro topór krzesze o nie iskry? A może jestem z kamienia?

— Nie ma wątpliwości: ona jest dla ciebie, ty dla niej.

Zaprzeczenia na nic by się nie przydały, Prestimion był jednak oburzony, że ktokolwiek, nawet Septach Melayn, tak wdziera się w jego prywatność. Wziął ze stołu karafkę z winem i długo się jej przyglądał, zanim napełnił kielichy. W końcu powiedział:

— To, co proponujesz, jest niemożliwe. Varaile pochodzi z ludu, Septachu Melaynie, a jej ojciec jest nieokrzesany i gburowaty.

— Nie poślubiasz jej ojca. Co się tyczy jej samej, Koronalowie nie raz poślubiali kobiety z ludu. Jeśli chcesz, poszukam przykładów w annałach. Zresztą wszyscy arystokraci pochodzą z ludu, wystarczy odpowiednio daleko sięgnąć. Bez urazy, Prestimionie, ale czy twoja książęca rodzina z Muldemar nie pochodzi od farmerów i winiarzy?

— To było wieki temu, na długo przed rządami Stiamota, Septachu Melaynie. Kiedy rozpoczęła się budowa tego Zamku, już byliśmy szlachtą.

— Więc zmusisz się i podniesiesz Simbilona Khayfa do godności diuka lub para. Nie będzie, jak sądzę, pierwszym odstręczającym lichwiarzem, którego spotka ten zaszczyt. W ten zaś sposób będziesz mógł uczynić jego córkę królową.

Prestimion z trudem powstrzymał się, by nie wyrzucić Septacha Melayna z pokoju. Szukał w sobie spokoju, znalazł go w końcu i powiedział:

— Zaskakujesz mnie, przyjacielu. Przyznaję, że w chwili obecnej rozpaczanie po Thismet byłoby głupie, a Koronal powinien mieć małżonkę. Ale czy naprawdę chcesz, bym poślubił kobietę, którą widziałem tak krótko? Zapomnijmy o kwestii urodzenia, ale chcę ci przypomnieć, że jesteśmy sobie zupełnie obcy.

— To można łatwo naprawić. Ona jest już na Zamku. W przyszłym tygodniu stanie przed tobą na audiencji. Jak już mówiłem, jeśli poprosisz ją, by dołączyła do dam dworu, nie będzie mogła odmówić. A wtedy będziecie mieli wiele okazji, by…

Gniew, którym przed chwilą Prestimion mógł wybuchnąć, zamienił się w śmiech.

— Ach, wszystko już rozumiem! Bardzo sprytnie wymyśliłeś, żeby zaproponować im audiencję.

— To było konieczne, by zapewnić sobie jej milczenie, w przeciwnym razie Simbilon Khayf wiedziałby, kim byli trzej kupcy, którzy odwiedzili go w Stee.

— Tak twierdzisz. Zastanawiam się, czy nie dało się tego załatwić prościej. W każdym razie, Septachu Melaynie, skończmy z tym. Chcę, żebyś wiedział, że chwilowo daleki jestem od myślenia o małżeństwie. Czy to jasne?

— Proszę cię tylko, byś wykorzystał tę szansę, aby lepiej ją poznać. Czy to tak wiele?

— Widzę, że naprawdę ci zależy.

— Owszem.

— W takim razie, zrobię to dla ciebie, Septachu Melaynie. Ale nie podsycaj w niej fałszywej nadziei. Może ci nie wiem jak zależeć, ale nie zamierzam się teraz żenić. Jeśli tak pragniesz, by na Zamku odbył się ślub, możesz sam ją brać.

— Jeśli ty jej nie poślubisz — rzucił beztrosko Septach Melayn — to tak właśnie zrobię.

5

Było zwyczajem Lorda Confalume’a, a przed nim Lorda Prankipina, by w drugi dzień gwiazdy każdego miesiąca udzielać oficjalnych audiencji. Tego dnia prominenci królestwa przybywali przed oblicze Koronala, który zaszczycał ich chwilą lub dwiema swej uwagi. Prestimion, choć uważał ten zwyczaj za niedorzeczny, a wręcz niesmaczny, rozumiał, jak użyteczny był on w tworzeniu więzów, które ułatwiały rządzenie. Chwila spędzona przed obliczeniem Koronala pozostawała w pamięci obywatela na całe życie, sprawiając, że czuł się w jakiś sposób związany z wielkością i potęgą władcy. Wzbogacało go to, przepełniało wdzięcznością i czyniło na zawsze lojalnym.

Było to zaledwie trzecie oficjalne przyjęcie, na które Prestimion znalazł czas od chwili wstąpienia na tron. Jako ważna część politycznego przedstawienia, wydarzenie to wymagało dokładnego przygotowania i wielu prób. Między innymi Prestimion zmuszony był poprzedniego wieczora spędzić godzinę czy dwie z szambelanem Zeldorem Luuwidem na zapamiętywaniu jakiejś pochlebnej informacji o każdym z zaproszonych. Później, w sam dzień audiencji, przynajmniej godzina potrzebna była na przywdzianie odpowiedniego stroju. Musiał wyglądać aż do przesady królewsko. Oznaczało to nie tylko strój w tradycyjnych odcieniach zieleni i złota, kolorów, które jak świat szeroki symbolizowały urząd i potęgę Koronala. Konieczne też były wyszukane dodatki: futrzane opończe, jedwabne chusty, sztywne, szerokie epolety, różne diademy i klejnoty, falbany i falbanki, i lamówki. Wszystko to zakładano na niego i zdejmowano, aż wreszcie osiągnięto właściwy poziom wspaniałości.

Tego dnia podstawę jego stroju stanowił luźny dublet z wysokim stanem uszyty ze złotego aksamitu, rozcięty z przodu i z tyłu tak, by ukazywać założoną pod spód zieloną, jedwabną koszulę. Szerokie rękawy dubletu były podobnie rozcinane aż do łokcia, opinały jego przedramiona i kończyły się w nadgarstkach wykładanymi mankietami z czarnej koronki, częściowo ukrytymi pod zgrabnymi rękawiczkami z karmazynowej skóry. Wykonane z tej samej skóry buty także były wywinięte i ukazywały zielone, jedwabne pończochy.