Выбрать главу

Powodem był Simbilon Khayf, znajdujący się wśród tłumu obywateli, którzy mieli tego dnia stanąć przed Koronalem. Widać go było doskonale — z niczym nie dało się pomylić sztywnej wieży ze srebrnych włosów — a u boku ojca stała Varaile, wysoka, dostojna i piękna. Septach Melayn zaś — niech go! — też tu był, aby nadzorować spotkanie bankiera z Koronalem.

— Jego Wysokość Koronal Prestimion pragnie powitać was w Zamku — tubalnie obwieścił Zeldor Luudwid — i chce, byście wiedzieli, że z wielką uwagą zapoznał się z waszymi osiągnięciami i uważa każdego z was za ozdobę królestwa.

Było to zwyczajowe powitanie. Prestimion prawie nie słuchał, przybrał jednak pozę pozornej uwagi. Siedział idealnie prosto i spokojnie patrzył na oczekujący tłum. Uważał jednak, by jego wzrok nie zatrzymał się na nikim. Spoglądał wysoko ponad ich głowami tak, że jego wzrok spoczywał na przeciwległej ścianie, na błyszczącym arrasie przedstawiającym Lorda Stiamota przyjmującego hołd pokonanych Metamorfów.

Nie po raz pierwszy Prestimion zastanawiał się, ile tysięcy rojali wydać musiał Confalume, kiedy jeszcze był Koronalem, na stworzenie fantastycznej sali tronowej, która nosiła teraz jego imię. Zanotował w pamięci, by sprawdzić to któregoś dnia w archiwach. Mogła to być suma większa od tej, którą wydał Stiamot na zbudowanie pierwotnego Zamku. Całe lata trwała budowa tej wysoko sklepionej sali, z belkowaniem sufitu wysadzanym klejnotami i pokrytym młotkowanymi arkuszami bladoczerwonego złota, z zapierającymi dech arrasami i podłogą z drogocennego drewna gurna. Sam tron musiał kosztować fortunę — wydaną nie tylko na ten kolosalny blok czarnego opalu, z którego go wykonano, lecz także na stojące obok grube podpory ze srebra i oparty na nich baldachim ze złota wykładanego macicą perłową i na górujący nad wszystkim symbol rozbłysku gwiazd, wykonany z białej platyny i kul z fioletowego onyksu.

Oczywiście Confalume miał pieniądze na takie wydatki. Majipoor nigdy nie zaznał takiego dobrobytu i powodzenia, jak za jego rządów.

Zawdzięczał to głównie szczęściu. Od wielu dekad nie było susz, powodzi, wielkich burz i innych naturalnych katastrof. Poza tym poprzedni Koronal, kontynuując dzieło poprzednika, Lorda Prankipina, mocno obciął podatki i osiągnął z tego natychmiastowe korzyści, a także z wielkim zaangażowaniem i wysiłkiem wyszukał i zniósł stare i głupie zakazy handlowe, które ograniczały swobodny przepływ dóbr między prowincjami. Na wiele sposobów eliminował niepotrzebne ograniczenia prawne. Miał w tym jakże cenne poparcie Dantiryi Sambaila, który, jako prokurator Ni-moya, doszedł przez lata do pozycji, w której praktycznie rządził mniejszym kontynentem Majipooru jak niezależny monarcha. Wiele tych dawnych ograniczeń miało chronić interesy Zimroelu przed starszym i lepiej rozwiniętym Alhanroelem, ale Dantirya Sambail rozumiał, że były to prawa nieadekwatne do ówczesnej sytuacji i robiły więcej szkody niż pożytku, nie protestował więc przeciwko usunięciu ich z kodeksów. Skutkiem tego nastąpił ogromny, światowy wzrost produkcji i ogólnego dobrobytu.

Z punktu widzenia Prestimiona było to zarazem dobre i złe. Otrzymał tron wspaniale rozwijającego się królestwa i chociaż obecnie trzeba było poradzić sobie z konsekwencjami wojny domowej i faktem, że Dantirya Sambail zmienił się ze współsprawcy ogólnego dobra w przeszkodę w rozwoju, Prestimion wierzył, że obydwa te problemy da się łatwo rozwiązać. Oby tak było. Jego imię zostanie na wieki przeklęte, jeśli w nadchodzących latach nie uda mu się utrzymać poziomu życia, który osiągnięto za panowania Lorda Confalume.

* * *

Jeden po drugim, ozdoby królestwa, z których osiągnięciami Koronal zapoznał się z tak wielką uwagą, wzywano przed tron, gdzie miały otrzymać wyrazy uznania za swe dokonania.

Nie było pośród nich szlachciców. Arystokrację nagradzano w inny sposób. Grupa zgromadzona przed Koronalem składała się z ludzi prostszych: przedstawicieli władz miast i prowincji, biznesmenów, rolników, którzy w znaczący sposób wpłynęli na rozwój upraw, artystów, pisarzy, aktorów, sportowców, nawet jednego czy dwóch naukowców.

Zazwyczaj Prestimion był w stanie przywołać z pamięci powód, dla którego dana osoba znalazła się na tej ceremonii, albo zgadywał go na podstawie prezentacji, którą każdorazowo wygłaszał Zeldor Luudwid. Jeśli nie mógł przypomnieć sobie niczego konkretnego, zawsze mógł wygłosić ogólną uwagę i to wystarczało. Tak więc, kiedy wystąpiła burmistrz Khyntoru w Zimroelu, która miała zostać nagrodzona za jakieś wybitne osiągnięcie, Prestimion w żaden sposób nie mógł przywołać w pamięci czynów tej dobrej kobiety, ale bez trudu wygłosił pean na cześć sławnych mostów w Khyntorze, perełek sztuki inżynierskiej, cudownie rozciągniętych nad zdumiewająco szeroką rzeką Zimr, o których słyszało każde dziecko Majipooru. Kiedy przyszła kolej psychomalarza Sefarada, który stworzył sławną serię obrazów przedstawiających baseny pływowe w Varfanir, Prestimion zdał sobie sprawę, że myli mu się on z innym psychomalarzem, znanym z portretów baletnic i że nie potrafi sobie przypomnieć, który z nich zajmuje się basenami, a który jest koneserem tańca. Zaczął więc mówić o psychomalarstwie jako takim, o swojej fascynacji tą gałęzią sztuki, polegającą na przelewaniu wizji artysty na psychoczuły materiał i wyraził nadzieję, że sam będzie kiedyś miał okazję się tego nauczyć, o ile pozwolą mu na to monarsze obowiązki. I tak dalej, jedna za drugą sypały się sprytne przemowy, wdzięczne, zgrabne, królewskie. Po każdej z nich Zeldor Luudwid wręczał odpowiednie insygnia nagrody, czy to jaskrawą szarfę, czy połyskliwy medalion, czy coś innego i delikatnie odsyłał nagrodzonego na miejsce, a ten odchodził przyjemnie oszołomiony spotkaniem z wielkością.

Simbilon Khayf był jednym z ostatnich przedstawionych. W jego wypadku Prestimion nie miał najmniejszych problemów z pamięcią. Najpierw mówił, jak ważną rolę grają prywatne banki w stymulowaniu gospodarczego rozwoju Majipooru, a potem płynnie przeszedł do wybitnego życiorysu samego Simbilona Khayfa, który z biednych szeregów robotników ze Stee wzniósł się do swojej obecnej pozycji pana świata finansów. Simbilon Khayf nie odrywał oczu od Koronala przez cały czas trwania jego przemowy i Prestimion kolejny raz zastanawiał się, czy ten nieprzyjemny, choć sprytny człowiek jest w stanie skojarzyć zasiadającego na tronie króla z wąsatym kupcem, który przyszedł do jego posiadłości w Stee prosić o pożyczkę.

Nawet jeśli tak, to w niczym się nie zdradził. Przez cały czas, który spędził przed tronem, jego twarz pozostawała zastygła w wyrazie pokory i podziwu, a kiedy odbierał z rąk Zeldora Luudwida złoty wieniec orderu Lorda Havilbove i dukał podziękowania, głos miał zduszony z podniecenia, a ręce mu drżały. Wyglądał, jakby ledwo był w stanie znieść olbrzymią wagę zaszczytu, którego właśnie dostąpił.

Po ceremonii Koronal urządzał kolejną audiencję w przyległym pomieszczeniu, przeznaczoną dla tych, którzy otrzymali ważniejsze odznaczenia. Tu i teraz — Prestimion dobrze o tym wiedział — nastąpi ukoronowanie planu Septacha Melayna, ci bowiem, którzy otrzymali order Lorda Havilbove, mieli prawo uczestniczyć w drugiej audiencji. Prestimion miał więc ponownie spotkać się z Simbilonem Khayfem i jego córką i to w okolicznościach, w których uniknięcie dłuższej rozmowy było bardzo trudne. Właściwie niemożliwe.

A na tym właśnie zależało Septachowi Melaynowi.

* * *

Prestimion poruszał się po zatłoczonym pokoju zręcznie i płynnie, zamieniając parę słów z każdym z gości. Nienaturalnie grube podeszwy butów sprawiały mu tylko nieznaczny problem, choć dziwnie się czuł ze swoim nowym wzrostem. Po pewnym czasie zobaczył przed sobą wieżę z włosów Simbilona Khayfa. Co dziwne, nigdzie w pobliżu ojca nie było widać Varaile, lecz po chwili Prestimion dostrzegł ją po drugiej stronie pokoju, pogrążoną w rozmowie z Septachem Melaynem.