Выбрать главу

— Mam wiadomość od Akbalika z Ni-moya — powiedział, podając mu otwartą kopertę. — Bardzo dziwna wiadomość. Młody Dekkeret zapisał się w poczet biurokratów Pontyfikatu i wyruszył na Suvrael.

Zszokowany Prestimion gapił się na papier w ręku Septacha Melayna, nie biorąc go do ręki.

— Co powiedziałeś? Chyba nie rozumiem.

— Pamiętasz pewnie, wysłałeś Akbalika na Zimroel, żeby pilnował, czy Dantirya Sambail nie próbuje sprawiać nam kłopotów na rodzinnym kontynencie. I pamiętasz, że w ostatniej chwili zasugerowałem, żeby Dekkeret pojechał z nim i nabrał trochę dyplomatycznego doświadczenia?

— Tak, tak, pamiętam. Ale o co chodzi z tą pracą dla Pontyfikatu? I dlaczego ze wszystkich możliwych miejsc wybrał Suvrael?

— Wygląda na to, że odbywa pokutę.

— Pokutę?

Septach Melayn skinął głową i szybko rzucił okiem na list od Akbalika.

— Z tego, co tu widzę, polowali na stitmoje na Bagnach Khyntoru — muszę przyznać, że to również był mój pomysł — i wydarzył się jakiś wypadek. Podczas polowania zginęła miejscowa przewodniczka, jak rozumiem z winy Dekkereta. Przynajmniej on uważa, że to przez niego. W każdym razie, Dekkeret poczuł się z tym tak źle, że postanowił udać się w najbardziej nieprzyjemne miejsce na całym znanym mu świecie i dokonać czegoś wielkiego i trudnego w skrajnie niesprzyjających warunkach fizycznych, żeby odpokutować w ten sposób za krzywdę, którą — jak sądzi — spowodował, polując na północy. Z tego powodu kupił bilet na Suvrael. Oczywiście Akbalik próbował go od tego odwieść. Ale tak się złożyło, że przedstawiciele Pontyfikatu w Ni-moya szukali młodych ludzi, którzy podjęliby się jakiejś absurdalnej misji na Suvraelu, polegającej zdaje się na sprawdzeniu, czemu kontynent nie wywiązuje się z dostaw zakontraktowanych ilości wołowiny. Kiedy więc jeden ze znajomych Dekkereta, pracujący dla Pontyfikatu, dowiedział się, że chłopak i tak jedzie na Suvrael, załatwił mu tymczasowe zatrudnienie. I Dekkeret wyjechał. Pewnie już dotarł do Tolaghai. Bogini raczy wiedzieć, kiedy wróci.

— Suvrael — powiedział Prestimion, potrząsając głową. Czuł, jak wzbiera w nim furia. — Mówi, że to akt pokuty. Idiota! Na wszystkie demony Triggoinu, co z nim jest nie tak?! Jego miejsce jest na Zamku, a nie na tej przeklętej, pustynnej, jałowej ziemi! Jeśli czuł potrzebę pokuty, to czy Wyspa Snu nie jest zwyczajowym do tego miejscem? I byłaby to dużo krótsza podróż.

— Sądzę, że Wyspa wydała mu się za spokojna. A może nawet nie pomyślał, żeby tam pojechać.

— Więc Akbalik powinien mu to był zasugerować. Suvrael! Jak mógł to zrobić? Miałem wobec niego plany! Akbalik za to odpowie!

— Mój panie, Dekkeret jest bardzo uparty. Wiesz o tym. Jeśli postanowił, że pojedzie do Suvraelu, nie zmusiłbyś go do zmiany zdania.

— Może i tak — Prestimion próbował opanować gniew i niezbyt mu to wychodziło. — Być może. — Skrzywił się gniewnie, odwrócił, zapatrzył w okno. — W porządku. Policzę się z młodym Dekkeretem, kiedy wróci z tej swojej pokutnej misji. Już ja mu dam powód, żeby pokutować! Raportowanie Pontifexowi o wołowinie z Suvraelu! Od lat panuje tam susza, pastwiska się wypaliły, wyrżnęli całe bydło, bo nie mieli go czym karmić, dlatego zmniejszył się eksport wołowiny! Po co Pontifex chce tam kogoś wysyłać, żeby tylko stwierdzić wiadome sprawy? Słyszałem, że susza już się skończyła. Dajmy im dwa, trzy lata na odtworzenie stad i będą wysyłać tyle samo wołowiny, ile…

— Ważna tutaj nie jest informacja, którą Pontyfikat uznał za słuszne zdobyć. Ważne jest, że Dekkeret ma przesadne poczucie honoru i poczuł, że musi dokonać ekspiacji za coś, co uznał za potworny grzech, poprzez długie, osobiste cierpienie. Wiesz, młody człowiek może mieć gorsze wady. Jesteś dla niego zbyt surowy.

— Tak? Może i masz rację — powiedział niechętnie Prestimion po chwili zastanowienia. — A co z Akbalikiem? Co jeszcze ma nam do przekazania i gdzie jest teraz?

— W tej chwili wraca z Ni-moya przez Alaisor i pisze, że dołączy do nas, gdziekolwiek zechcesz. Co się tyczy prokuratora, w Ni-moya słuch o nim zaginął i z tego, co Akbalik odkrył, nie ma go jeszcze nigdzie w Zimroelu.

— Pewnie więc jest gdzieś na morzu, w drodze. Dobrze, niech i tak będzie. Zajmiemy się nim w swoim czasie. Coś jeszcze?

— Nie, mój panie.

Septach Melayn podał wiadomość Prestimionowi, który bez patrzenia rzucił ją na stół. Gdy odwracał się do Septacha Melayna, spojrzał w kierunku morza, jakby widział przez nie odległy Suvrael.

Suvrael! Dekkeret popłynął na Suvrael!

Co za głupota, myślał Prestimion. Miał o tym chłopcu takie dobre zdanie, szczególnie zaraz po próbie zamachu w Normork, kiedy wydawał się taki wierny, taki szybki, taki zdolny. A teraz to! Cóż, może należało to zapisać na karb młodzieńczego romantyzmu. Prestimionowi zrobiło się prawie żal tego młodego człowieka, znajdującego się gdzieś na spieczonym słońcem południowym kontynencie, który, sądząc z raportów, był smutnym, suchym miejscem, pełnym wydm, żądlących owadów i palących wiatrów.

Prestimion przypomniał sobie własną wędrówkę po Pustyni Valmambra na północy, zaraz po wielkiej porażce przy Tamie Mavestoi, w najczarniejszej godzinie wojny z Korsibarem. Jakże wówczas cierpiał! W końcu popadł w delirium spowodowane wycieńczeniem i głodem, i dwa czy trzy dni później znaleziono by jego zwłoki. Tamta podróż była najtrudniejszym wydarzeniem w jego życiu.

A przecież mówiono, że każdy fragment Suvraelu jest dziesięć razy gorszy od Valmambry. Jeśli tak, Dekkeret na pewno znajdzie tam upragnione męki dla oczyszczenia duszy. Co jednak będzie, jeśli wydostanie się z Suvraelu i podróż na Zamek zajmie mu następne pięć lat? Co wtedy stanie się z tym obiecującym młodzieńcem? A skoro o tym mowa, co będzie, jeśli tam zginie? Prestimion, jak wszyscy, słyszał historie o niedoświadczonych podróżnikach, którzy zeszli z jakiejś pustynnej ścieżki i, zagubieni bez wody do picia w palącym jak piec upale Suvraelu, zmarli w ciągu zaledwie paru godzin.

Cóż, Dekkeret zapewne potrafi o siebie zadbać. A Septach Melayn miał rację, taki wyczyn można było wybaczyć, szczególnie młodzikowi. Przygoda w Suvraelu, o ile ją przeżyje, może dać mu wiele dobrego. Stałby się twardszy, nabrałby głębszego spojrzenia na sprawy życia i śmierci, na odpowiedzialność i obowiązek. Prestimion mógł tylko żywić nadzieję, że chłopak tam na południu szybko wybaczy sobie błąd z polowania i wróci na Zamek w rozsądnym czasie, gotów podjąć czekające na niego obowiązki.

* * *

Głównym problemem, którym chciał się zająć Prestimion w złotym Sippulgarze, był Dantirya Sambail. Prefekt Kameni Poteva niezwłocznie podzielił się z nim wszelkimi informacjami na temat miejsca pobytu prokuratora. Niestety, nie wiedział nic nowego.

— Na wasze polecenie, mój panie, zablokowałem każdy port na wybrzeżu. Odkąd otrzymałem od was informacje dotyczące tej trudnej sytuacji, z Sippulgaru nie wypłynął do Zimroelu żaden statek, póki urzędnicy portowi nie sprawdzili dokładnie jego listy pasażerów. Dantiryi Sambaila nikt nie widział. Sprawdzaliśmy też statki wypływające do innych portów Alhanroelu, które prowadzą handel z Zimroelem. Skutek był taki sam.

— Które to porty? — spytał Prestimion. Prefekt rozwinął przed nim mapę południowego Alhanroelu.

— Wszystkie są położone na zachód stąd. Inne kierunki możemy wykluczyć. Jak widzicie, mój panie, Sippulgar położony jest przy granicy prowincji, oddzielającej nas od Stoien, a tutaj znajduje się wschodnia Aruachozja. Dalej na wschód położone są prowincje Vrist, Sethem, Kinorn i Lorgan. Jedynym portem o jakimkolwiek znaczeniu na całym ich wybrzeżu jest Glystrintai we Wist, a wszystkie statki, które stamtąd wypływają, najpierw przypływają tutaj. Jeśli więc prokurator był tak głupi, że po dotarciu na wybrzeże ruszył na wschód, to i tak wróciłby tutaj, gdzie zostałby przez nas aresztowany.