Выбрать главу

Alek zorientował się, że Dirak go przed czymś ostrzega, ale przed czym — nie wiedział.

— To zupełnie proste — ciągnął. — Jeden plus jeden daje dwa.

— Ten sposób myślenia jest dosyć uproszczony — powiedział Łoś. — Węgiel plus tlen dają, jeśli się nie mylę, truciznę.

— Przyznają, że wybrałem niefortunny przykład — powiedział Alek. — Ale na pewno pozytywnym zjawiskiem jest fakt, że dzięki owej dwoistości natury człowieka jego życie duchowe jest bogatsze i intensywniejsze.

— Tak, to prawda — zgodził się Łoś. — Ale czy intensywność życia duchowego należy uważać za coś, co jest najważniejsze, co ma przewagę nad innymi zjawiskami? Czy nie ważniejsze od intensywności przeżyć są harmonia wewnętrzna i jedność życia duchowego?

— Chciałem tylko powiedzieć, że równoczesne współistnienie dwóch pierwiastków w naturze ludzkiej powoduje, że wzajemnie się one uzupełniają, wzbogacają i wypełniają wewnętrzną treścią. Indywiduum pozbawione jednego z tych dwóch pierwiastków jest w istocie półindywiduum.

— Tak, teraz już pojąłem twój punkt widzenia — powiedział w zamyśleniu Łoś. — A więc uważasz, że na planecie War żyją półistoty. („Uważaj, Alek” — znów dodał od siebie Dirak.)

Dopiero teraz Alek zauważył, ku czemu zmierza rozmowa.

— Ależ nie, wybacz, wcale nie to miałem na myśli! — zaprotestował. — Wasze społeczeństwo być może jest doskonalsze i zorganizowane na bardziej naturalnych zasadach niż nasze… Ale czy nie żałujesz niekiedy, że jesteś pozbawiony możliwości odczucia piękna, bogactwa przeżyć, tego wszystkiego, co dane jest motylom?

— Rozumiem, o co ci chodzi. Ale w końcu każdy najzwyklejszy obywatel naszej planety może tego szczęścia dostąpić i to w postaci tak czystej, że wy nie jesteście w stanie nawet sobie tego wyobrazić.

— Na pewno masz rację — powiedział z wahaniem Alek.

— Zastanów się przez chwilą — podjął znów rozmowę Łoś. Mówił jakby z większym ożywieniem. — Czyż kolejne pojawianie się każdego z tych pierwiastków nie świadczy o większej celowości? Egzystują wtedy w czystej postaci, nie przeszkadzają sobie wzajemnie, a co za tym idzie, przejawiają się z większą siłą.

— To nie takie proste — nie ustępował Alek. — My na przykład dążymy do tego, by nasze najbardziej wartościowe uczucia wpływały dodatnio na nasz umysł, a z kolei umysł kontroluje uczucia, pogłębia je, użycza im swojej przenikliwości.

— To nie jest odpowiedź wnikająca w istotę rzeczy — przerwał mu Łoś. — Ta sama zależność istnieje i u nas, chociaż elementy, o których mówimy, pojawiają się kolejno, etapami. Gdyby nie było tej zależności, życie duchowe motyli byłoby niezwykle prymitywne.

— Wierz mi, nie mam zamiaru udowadniać, który z naszych dwóch światów jest lepszy. Skoro obydwa stworzyła natura, nie mogą być one niezgodne z naturą i pozbawione sensu. Ale nie mogą też być doskonałe. Każdy z nich musi dopiero szukać tej doskonałości zgodnie z prawami swojego rozwoju.

— Tak, to prawda — zgodził się Łoś, a Dirak dodał: „Teraz udało ci się wyjść z opresji”. — Wydaje mi się — powiedział Łoś jakby serdeczniejszym tonem — że wasze społeczeństwo napotyka w swoim rozwoju na większe trudności niż my. Obydwa pierwiastki bowiem nie tylko się różnią, ale też niezwykle silnie przejawiają tę swoją odrębność. Nieuniknione jest wobec tego dążenie każdego z tych pierwiastków do przewagi nad tym drugim. To, że staracie się doprowadzić do harmonijnego współistnienia i kontaktu między nimi, wydaje mi się trudnym zadaniem.

— I tak jest naprawdę — powiedział Alek. — Ale czy w naszym świecie istniałby jakiś rozwój, gdyby nie te dwie sprzeczności, które działają jak bodziec?

— A jeśli się wzajemnie wykluczają?

— Nawet jeśli tak jest… Mimo wszystko stają się podnietą do rywalizacji i postępu. Ale obecnie sytuacja w naszym świecie jest inna…

— Chcesz powiedzieć, że rozum ustąpił miejsca uczuciom?

— Przeciwnie, wydaje mi się, że rozum z natury swej jest nieustępliwy i bardziej agresywny. I właśnie kilka jego poważnych osiągnięć w historii rozwoju naszego społeczeństwa było dowodem na to, że pozostawienie go samego na placu boju jest straszliwą omyłką.

— Ziemianie z natury swej ulegają emocjom, są zuchwali, żywotni i silni. Rozum chyba ma niewiele do powiedzenia.

— A dlaczego tak uważasz? — spytał z ciekawością Alek.

— Jak się zorientowałem, należycie do gatunku zwierząt drapieżnych…

Alek popatrzył na niego ze zdziwieniem.

— A to dlaczego?

— Nadal jecie mięso zwierząt. Na naszej planecie tylko drapieżniki w czasach przedhistorycznych żywiły się mięsem…

— To jeszcze o niczym nie świadczy — zmieszał się Alek. — Ten fakt nie może mieć znaczenia dla rodu ludzkiego, który ma za sobą tak długi okres rozwoju historycznego.

— Dowolna interpretacja — powiedział Łoś z ironią. — Nawet najdłuższy okres rozwoju zostaje zakodowany w genach przekazujących cechy dziedziczne. W przeciwnym razie jak wyjaśnić takie zjawiska, jak wojny, rewolucje, wzajemne wyniszczanie się… Przecież to trwało u was całe wieki. Skąpana we krwi historia waszego rozwoju, na którą niemały wpływ miał wasz sposób odżywiania się, musiała nadać odpowiednio silne zabarwienie waszym przeżyciom emocjonalnym. A w związku z tym trudno oczekiwać, by tego rodzaju uczucia mogły współistnieć z czystym, nie ulegającym namiętnościom rozumem…

Alek stwierdził ze zdumieniem, że słowa Łosia go drażnią. Czyżby człowiek — gąsienica miał rację? Czy też chce po prostu sprowokować go do niebezpiecznie szczerej wypowiedzi?

— Niełatwo byłoby mi znaleźć w tej chwili przekonywające dowody. Niestety, fakty wskazują na coś przeciwnego. W ostatnim okresie borykaliśmy się na naszej planecie z problemem, który polegał nie na tym, że zbyt bujnie rozkwitały w nas uczucia, ale przeciwnie — stwierdziliśmy ich zanikanie. I wbrew wszelkim waszym przypuszczeniom twierdzę, że nasze społeczeństwo jest bardziej humanitarne od waszego. Nigdy nie niszczyliśmy żadnych przejawów życia na naszej planecie. Żyją u nas na wolności tysiące dzikich i oswojonych zwierząt…

— Po to, byście mogli je zabijać? Żebyście nie wyszli z wprawy w swoim pięknym, starym rzemiośle?

— Nie, tak wcale nie jest. To prawda, że zabijamy niektóre zwierzęta. Ale równocześnie zakładamy ogromne rezerwaty, do których człowiek w ogóle nie ma prawa wejść.

— Między innymi niszczycie gąsienice i motyle…

— Wybacz! Na naszej planecie nie są one istotami rozumnymi, to są po prostu owady. Zresztą to nieprawda, że je niszczymy. Choć gąsienice powodują duże szkody w naszych lasach, zachowujemy je ze względu na piękno motyli, których widok sprawia taką radość naszym dzieciom.

— Szkoda, że nie przywieźliście choćby jednego z nich — powiedział z zadumą Łoś. — Byłoby to niezwykle interesujące dla naszych uczonych…

— Następnym razem nie zapomnimy.

— Chcecie nawiązać z nami stały kontakt? („Strzeż się, Alek!”)

— Cel naszej wędrówki jest tylko jeden: poznanie. — Alek starał się teraz ostrożnie formułować zdania. — Ale jeśli wy macie jakieś problemy i potrzebna byłaby nasza pomoc, na pewno jej nie odmówimy.

— Dziękuję — powiedział krótko Łoś. — To jest właśnie to, co chciałem wiedzieć. A teraz jestem do twojej dyspozycji.

Alek popatrzył na niego uważnie.

— Przede wszystkim mam do was prośbę. Pozwólcie mi nawiązać łączność z naszym statkiem.

— Z kim chcesz nawiązywać łączność? Przecież w statku, który opuściliście, nikogo nie ma.