Выбрать главу

– A jaki błąd popełniła twoim zdaniem policja? – spytał Martin Beck.

– W samym planie zabezpieczenia nie było większych błędów – uznał Gunvald Larsson. – Był podobny do tego, jaki amerykańska Secret Service opracowała po zamachu na Kennedy’ego. Ale skoro ten gość był tak niepopularny, nie należało ujawniać wcześniej trasy przejazdu kolumny.

– Wtedy ludzie nie mogliby wiwatować i machać flagami – zauważył komendant sztokholmski.

– A poza tym to koszmar ciągle zmieniać trasę przejazdu kolumny – dodał Möller. – Pamiętam, jakie było zamieszanie, kiedy przyjechał do nas Chruszczow.

– Przypominam sobie, jak mówił, że nigdzie na całym świecie nie widział tylu ładnych policyjnych pleców.

– To była jego wina – odrzekł Möller. – Nie miał nawet dość rozumu, by się bać.

– Sytuacja na świecie była wtedy trochę inna – podsumował Martin Beck. – Nie było takiej desperacji i zwątpienia.

Naczelny komendant nie odpowiedział. Wtedy nie był naczelnym komendantem i nic nie zapowiadało, że kiedyś nim zostanie.

– Innym błędem było zbyt późne wprowadzenie środków zapobiegawczych – ciągnął Gunvald Larsson. – Kontrolę w portach i na lotniskach wprowadzono na dwa dni przed oficjalną wizytą. A tacy ludzie jak chłopcy z ULAG potrzebują więcej czasu na przygotowania. Przyjeżdżają kilka tygodni wcześniej.

– To już czyste domysły – wtrącił Möller.

– Niezupełnie. Tamtejsza opozycja zdobyła trochę interesujących informacji. Poza tym fakty dotyczące zamachu w Indiach nie są takie skąpe, jak mówiłeś. Policjant, który został ciężko ranny i potem zmarł, powiedział, że terroryści nie byli zamaskowani, nie licząc kasków podobnych do tych, jakie noszą robotnicy na budowie. Miał też pewność, że wśród tych trzech, których zauważył, było dwóch Japończyków i jeden Europejczyk, wysoki mężczyzna koło trzydziestki. Kiedy wskakiwał do samochodu, spadł mu hełm i ranny policjant zobaczył, że ma blond włosy i baczki. Indyjska policja sprawdziła oczywiście wszystkich, którzy opuszczali kraj. Jeden człowiek odpowiadał opisowi. Miał rodezyjski paszport i spisano jego nazwisko. Ponieważ nie mieli wtedy jeszcze zeznania policjanta w szpitalu, nie można było wiele zrobić. Władze w Rodezji oświadczyły, że nie znają nikogo o tym nazwisku.

– Zawsze coś – rzekł Martin Beck.

– Przed wysadzeniem prezydenta w powietrze policja w tamtym kraju nie miała żadnego kontaktu z policją indyjską. Zanotowano jednak wszystkich wyjeżdżających w najbliższych dniach i okazało się, że była wśród nich osoba o tym nazwisku i z tym samym paszportem. Paszport jest prawie na sto procent fałszywy, podobnie jak nazwisko, ale to drugie jest dość interesujące. Jestem pewny, że ludzie przyjmują je z mieszanymi uczuciami.

– A jak się nazywał? – zapytał Martin Beck.

– Reinhard Heydrich – oznajmił Gunvald Larsson.

Naczelny komendant chrząknął i zauważył:

– Ten ULAG wydaje się dość nieprzyjemny. Poza tym Heydrich jest postacią historyczną.

– Niewątpliwie historyczną – potwierdził Gunvald Larsson. – Jednak dotychczasowe akcje ULAG pokazują całkowitą pogardę dla ludzkiego życia.

– Jak można chronić kogoś przed ludźmi, którzy używają sterowanych radiowo bomb? – zapytał ponuro Möller.

– To się załatwi – skwitował Gunvald Larsson. – Jeśli ty się zajmiesz ochroną osobistą.

– To nie takie proste, jeżeli wszyscy wylecimy nagle w powietrze – stwierdził szef wydziału bezpieczeństwa. – Jak wtedy będziemy mogli go chronić?

– Nie martw się o bomby i takie tam. To nasza działka.

– Pomyślałem o czymś – odezwał się Martin Beck. – Jeśli ochrona ogólna naprawdę tam funkcjonowała, ten, który zdetonował bombę, nie mógł widzieć, co się dzieje.

– Na pewno nie mógł – zgodził się Gunvald Larsson.

– Czy miał jakiegoś współpracownika w pobliżu?

– Nie sądzę.

– To skąd wiedział, kiedy ją zdetonować?

– Przypuszczam, że słuchał transmisji radiowej lub oglądał telewizję. Media transmitowały na żywo całą wizytę. Tak robi się w większości krajów, kiedy dzieje się coś szczególnego.

– Zafrapowało mnie też, że ten ULAG tak szybko wydał oświadczenie, w którym przyznał się do zamachu, i że pojawiło się w stacji francuskiej.

– W rzeczywistości oświadczenie nadała stacja francuskojęzyczna w Indiach Zachodnich. Oni z kolei usłyszeli je ze źródła, którego nie udało się bliżej zlokalizować. To mógł być nawet statek lub samolot.

– Mhm – mruknął Martin Beck. – Zakładam, że powinniśmy się liczyć z ULAG.

– Tak – odparł Gunvald Larsson. – Tak to wygląda. Próbowałem przeanalizować ich sposób działania. O ich filozofii wolę nawet nie myśleć. Coś przecież o nich wiemy. Zawsze atakują znane postacie polityczne. I dotąd za każdym razem zdarzało się to podczas wizyty oficjalnej lub podobnej okazji. W naszym przypadku można wręcz się spodziewać, że będą czegoś próbowali.

– Co z prewencją? – zapytał Möller. – Czy mam wsadzić za kratki każdego narwańca, który ma w domu portret Mao?

Martin Beck roześmiał się jakby z jakiegoś ukrytego dowcipu, ale nikt nie zrozumiał, dlaczego się śmieje.

– Nie – zaprzeczył Gunvald Larsson. – Ten, kto chce, może oczywiście wyjść i demonstrować.

– Nie wiesz, o czym mówisz – skomentował to komendant sztokholmski, który zaczynał służbę w policji porządkowej. – W takim wypadku musimy ściągnąć wszystkich policjantów z kraju. Kiedy McNamara wybierał się kilka lat temu do Kopenhagi, nie odważył się przyjechać, gdy dowiedział się, jakich demonstracji może się spodziewać, a kiedy Reagan był dwa lata temu w Danii i jadł lunch na jachcie królewskim, ledwo wspomnieli o tym w gazetach. Sam powiedział, że jest tam jako osoba prywatna i nie chce żadnego rozgłosu. Pomyślcie, Reagan…

– Gdybym miał w ten dzień wolne, sam bym pewnie wyszedł demonstrować przeciw temu skurczybykowi – rzucił Gunvald Larsson. – Jest znacznie gorszy od Reagana.

Wszyscy spojrzeli na niego podejrzliwie, oprócz Martina Becka zatopionego we własnych myślach. Wszyscy, nadal prócz Martina Becka, pomyśleli: Czy to naprawdę właściwy człowiek do tego zadania?

Potem naczelny komendant doszedł do wniosku, że Gunvald Larsson potrafi być zabawny i prawdopodobnie żartował.

– To było owocne spotkanie – stwierdził. – Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze. Dziękuję wam wszystkim.

Martin Beck zakończył swoje rozważania i zwrócił się do Erica Möllera:

– Dostałem to zadanie i je przyjąłem. To oznacza, że musisz się stosować do moich wytycznych. Nie dokonasz żadnych prewencyjnych aresztowań ludzi o poglądach innych niż twoje, o ile nie będzie ku temu bardzo ważnych powodów i my wszyscy, a głównie ja, to zaakceptujemy. Masz ważne zadanie, ochronę osobistą, i myśl przede wszystkim o tym. Postaraj się również pamiętać, że mamy w naszym kraju prawo do swobodnych demonstracji, i zabraniam ci stosowania prowokacji czy zbędnej przemocy. Nie zapominaj też, że demonstracje trzeba ochraniać i masz w tej kwestii współpracować ze sztokholmskim komendantem i szefem policji porządkowej. Wszystkie plany muszę mieć do wglądu.