Martin Beck potarł nos.
– To brzmi dość prawdopodobnie – zgodził się. – Sprawdziłeś, czy tam w ogóle można się ukryć? Nie stoją przy samej ścianie?
Benny Skacke pokręcił głową.
– Nie. Jest przestrzeń, akurat wystarczająca. Kollberg na przykład może by się tam nie zmieścił ze swoim grubym brzuchem, ale normalnie zbudowany mężczyzna tak.
Umilkł. Negatywne wypowiedzi o Kollbergu nie były dobrze widziane przez Martina Becka, ale tej chyba nie przyjął źle, więc Skacke mówił dalej:
– Zajrzałem za skrzynie, a tam zebrało się dość dużo piasku, kurzu i ziemi na podłodze. Czy nie można by zrobić badania technicznego? Zdjąć sprayem odciski stóp, przesiać ziemię i sprawdzić, czy się czegoś nie znajdzie?
– Może to niegłupi pomysł – pochwalił Martin Beck. – Dopilnuję, by zrobili to od razu.
Kiedy Skacke poszedł, Martin Beck zadzwonił i zażądał niezwłocznego badania technicznego w garażu Maud Lundin.
Kiedy odłożył słuchawkę, Åsa weszła do jego pokoju bez pukania. Była zdyszana i wyglądała na co najmniej tak przejętą, jak wcześniej Benny Skacke.
– Usiądź i uspokój się – polecił. – Czy widziałaś znowu film porno? Jakie były te wyznania nocnej pielęgniarki?
– Ohydne. Ale miała całkiem niezłych pacjentów. Zdumiewająco zdrowych, muszę powiedzieć.
Martin Beck się roześmiał.
– No, mam nadzieję, że obejrzałam ostatni film pornograficzny w życiu – zauważyła Åsa. – A teraz posłuchaj.
Martin Beck oparł łokcie na biurku i przybrał postawę słuchacza, podpierając podbródek dłońmi.
– Znasz listę, o której ci mówiłam? – zapytała Åsa. – Wszystkich osób występujących w filmach Petrusa?
Martin Beck skinął głową, a Åsa mówifa dalej:
– W kilku najgorszych filmach, sądzę, że część z nich widziałeś, czarno-białe krótkometrażowe filmy z seksem na starej kanapie i takimi tam, wystąpiła dziewczyna o nazwisku Kiki Hell. Próbowałam ją odnaleźć, ale okazało się, że nie mieszka już w Szwecji. Znalazłam jednak jej koleżankę i trochę się od niej dowiedziałam. Kiki Hell nazywa się naprawdę Kristina Hellström i mieszkała kilka lat temu w Djursholm na tej samej ulicy co Walter Petrus. Co na to powiesz?
Martin Beck wyprostował się i uderzył dłonią w czoło.
– Hellström – oznajmił. – Ogrodnik.
– Właśnie – przytaknęła Åsa. – Kiki Hellström jest córką ogrodnika Waltera Petrusa. Nie udało mi się na razie dowiedzieć o niej czegoś więcej. Mówią, że wyjechała ze Szwecji parę lat temu i nikt nie wie, gdzie teraz jest.
– To brzmi tak, jakbyś coś znalazła, Åsa. Masz tu samochód?
Åsa kiwnęła głową.
– Stoi na parkingu. Jedziemy do Djursholm?
– Natychmiast. Dokończymy rozmowę w samochodzie.
W samochodzie Åsa zapytała:
– Myślisz, że to on?
– Ma w każdym razie powód, by nienawidzić Waltera Petrusa – stwierdził Martin Beck. – Jeśli było tak, jak myślę. Petrus wykorzystał córkę ogrodnika w swoich filmach, a kiedy jej ojciec się o tym dowiedział, nie był zachwycony. Ile ona ma lat?
– Teraz dziewiętnaście. Ale filmy są sprzed czterech lat, więc miała tylko piętnaście, kiedy zostały nakręcone.
Po chwili milczenia Åsa zagadnęła:
– A jeśli było na odwrót?
– Co masz na myśli?
– Że ojciec ją zachęcał, żeby grała w tych filmach, żeby dostać od Petrusa pieniądze.
– Sygerujesz, że mógł sprzedać własną córkę. Uch, Åsa, masz kosmatą wyobraźnię po obejrzeniu tego chłamu.
Zaparkowali samochód przy krawężniku i weszli przez furtkę na posesję sąsiadującą z posiadłością Petrusów. W betonowych słupkach nie było fotokomórek.
Szeroka żwirowana ścieżka prowadziła na lewo wzdłuż żywopłotu do garażu i otynkowanego na żółto parterowego domu. Między domem i garażem stał niższy budynek, prawdopodobnie coś w rodzaju warsztatu lub szopy na narzędzia.
– On na pewno mieszka tam. – Åsa wskazała kierunek i poszli w stronę żółtego domu.
Ogród wydawał się ogromny, a główny budynek, który widzieli wchodząc przez furtkę, zasłaniały teraz w całości wysokie drzewa.
Hellström słyszał widocznie ich kroki na ścieżce przez otwarte drzwi szopy. Stanął w progu i patrzył na nich wyczekująco.
Wyglądał na około czterdzieści pięć lat, był wysoki i mocno zbudowany. Stał zupełnie nieruchomo, z rozstawionymi nogami i lekko przygarbiony.
Oczy miał niebieskie, przymrużone, a rysy twarzy grube i posępne. Jego ciemne kręcone włosy były przyprószone siwizną, a krótkie baczki prawie białe. W ręce trzymał hebel, a na brudnym niebieskim kombinezonie miał trochę wiórów jasnego drewna.
– Przeszkodziliśmy panu w pracy, panie Hellström – zauważyła Åsa.
Mężczyzna wzruszył ramionami i spojrzał w głąb pomieszczenia.
– Nie – odrzekł. – Tylko heblowałem listwy. Mogą poczekać.
– Chcieliśmy chwilę porozmawiać – wyjaśnił Martin Beck. – Jesteśmy z policji kryminalnej.
– Był tu już jeden policjant – odparł Hellström. – Nie sądzę, bym miał coś więcej do powiedzenia.
Åsa pokazała legitymację, ale Hellström odwrócił się i poszedł odłożyć hebel na stół roboczy za drzwiami. Åsa schowała dokument, na który nawet nie spojrzał.
– Niewiele mogę powiedzieć o dyrektorze Petrusie – rzekł Hellström. – Prawie go nie znałem, byłem tylko jego pracownikiem.
– Ma pan córkę, prawda? – zapytał Martin Beck.
– Tak, ale już tu nie mieszka – odpowiedział Hellström.
Stał do nich bokiem, szukając czegoś wśród narzędzi leżących na stole.
– Chętnie byśmy trochę o niej pomówili – oznajmił Martin Beck. – Czy moglibyśmy gdzieś przejść, by spokojnie porozmawiać?
– Możemy wejść do mnie – rzekł Hellström. – Tylko zdejmę kombinezon.
Åsa i Martin czekali, kiedy mężczyzna zdejmował strój roboczy i wieszał go na haku w ścianie. Pod spodem miał niebieskie dżinsy i czarną koszulę z podwiniętymi rękawami. Wokół bioder miał szeroki skórzany pas z masywną sprzączką w kształcie końskiej podkowy.
Przestało padać, ale ciężkie krople spadały z pluskiem przez gałęzie dużego kasztanowca rosnącego przy ścianie szczytowej domu.
Drzwi wejściowe nie były zamknięte na klucz. Hellström otworzył je i zaczekał na schodkach, a Åsa i Martin Beck weszli do sieni. Potem zaprowadził ich do pokoju.
Pokój nie był duży i przez uchylone drzwi mogli zajrzeć do sypialni. Oprócz małej kuchni, którą widzieli z sieni, w domu nie było więcej pomieszczeń.
Kanapa i dwa różne fotele zajmowały prawie cały pokój. W rogu stał stary telewizor, a przy jednej ze ścian biblioteczka domowej roboty, do połowy wypełniona książkami.
Kiedy Åsa usiadła na kanapie, a Hellström znikł w kuchni, Martin Beck przeczytał tytuły na grzbietach. Było tam trochę klasyków, między innymi Dostojewski, Balzac i Strindberg, oraz zdumiewająco dużo poezji – kilka antologii i pozycje z klubu książki, a także sporo broszurowych wydań takich autorów jak Nils Ferlin, Elmer Diktonius i Edith Södergran.
Hellström odkręcił wodę w kuchni i po chwili stanął w drzwiach, wycierając ręce w brudny ręcznik.
– Zrobić herbaty? Tylko tym mogę poczęstować. Sam nie piję kawy, więc nie mam jej w domu.
– Proszę sobie nie robić kłopotu – uznała Åsa.
– Sam chciałem się napić – wyjaśnił Hellström.