Выбрать главу

Ale jak się tam dostać?

Miał kilka możliwości. Parę z nich już dawno odrzucił. Na przykład regularną żeglugę, która była zbyt łatwa do kontrolowania. Podobnie jak sposób Levallois. Był dobry dla niego – pięć lat zajęło mu zbudowanie potrzebnych kontaktów. Heydt takich kontaktów nie miał. Ryzyko, że ktoś go wyda, było zbyt duże.

Podróż do Finlandii wydała mu się złym pomysłem. Po pierwsze, połączenia były dobrze kontrolowane. Po drugie – mówiono o fińskiej policji, że jest groźniejsza od kolegów w pozostałych krajach skandynawskich.

Nie, drogi wyjazdu były nieliczne, lecz obiecujące. Osobiście najbardziej go kusiło, by pojechać pociągiem lub samochodem do Oslo, a stamtąd duńskim statkiem pasażerskim do Kopenhagi. To byłby poza tym satysfakcjonujący odwrót, który mógłby spędzić w luksusowej kabinie i eleganckich salonach.

Ale czy to była najpewniejsza droga? Czasami Heydt tak myślał, a czasami sądził, że połączenie promowe z Helsingborga do Helsingør jest bardziej atrakcyjne z punktu widzenia bezpieczeństwa. Przed Świętami linia będzie miała pełne obłożenie. Dotyczyło to w jeszcze większym stopniu wodolotów z Malmö do Kopenhagi, gdzie panował chaos niezależnie od świąt.

Były też inne drogi, na przykład promy i małe statki z Landskrony do Tuborga i Kopenhagi. Poza tym inne możliwości, jak promy samochodowe z Helsingborga, Malmö i Trelleborga do RFN czy znakomite połączenia promem kolejowym z Trelleborga do NRD i z Ystad do Swinemünde, które teraz znajdowało się w Polsce i trochę dziwnie nazywało. Swinouscie czy jakoś tak.

Kontrola paszportowa w Polsce i w NRD była jednak bardzo dokładna, a poza tym nie miał w Niemczech nic do roboty. Nie, pozostaje statek pasażerski z Oslo do Danii, promy do Helsingør lub wahadłowe wodoloty między Malmö a Kopenhagą. W największej gorączce przedświątecznej.

Wykupił już miejsce w luksusowej kabinie na statku „Król Olav V” z Oslo. Ale jeszcze się nie zdecydował.

Studiował mapę i przeciągał się tak, że trzeszczało mu w stawach.

Reinhard Heydt był przystojnym mężczyzną, blondynem o wzroście metr dziewięćdziesiąt pięć. Miał doskonałą sprawność fizyczną i niewzruszoną kondycję psychiczną. Myślał przez chwilę o Kaitenie i Kamikaze, ale bez niepokoju. Ani brutalność policji, ani tortury nie mogłyby ich zmusić do wyjawienia czegoś istotnego.

Miał natomiast silne przeczucie, że gdzieś w tym szarym, smaganym wiatrem mieście znajduje się inny człowiek, który próbuje teraz odgadnąć, gdzie jest Heydt i co zamierza zrobić. Może to jednak dobry pomysł, by się pozbyć tego Martina Becka? Policja nie może sobie pozwolić na stratę nielicznych tęgich głów, jakimi dysponuje. Heydt miał karabin z noktowizorem do strzelania z dużych odległości. Złożył go parę dni temu i stał teraz wyczyszczony i gotowy w garderobie. Martin Beck?

Tak, to była myśl.

Ale czy to naprawdę Beck schwytał Kaitena i Kamikaze, a teraz próbował złapać w sidła jego samego? Wątpił w to. Może to jednak rozsądny pomysł, by pozbyć się Becka na dobre. Jeśli to on stał za tym całym planowaniem?

Heydt poszedł nago do garderoby, wziął broń, rozłożył ją i dokładnie sprawdził części. Wszystko było tak, jak powinno. W najlepszym stanie. Ponownie złożył broń. Na koniec wyjął garść naboi z walizki z podwójnym dnem. Naładował broń i wsunął pod łóżko.

Reinhard Heydt miał rację, nawet jeśli jego niewidzialny wróg był znacznie dalej, niż mu się zdawało.

Nawet według miary dużego miasta spora odległość dzieli Huvudsta w Solnej na północnym wschodzie i ponure przedmieście Bollmora, leżące daleko na południu i jeszcze spory kawałek na wschód.

Właśnie tam mieszkał Gunvald Larsson. Kupił trochę jedzenia w supersamie, gdzie wszyscy wyglądali na mniej lub bardziej znerwicowanych przed świętami. Nawet jemu nie udało się zachować jasności umysłu. Kiedy próbowano nakłonić klientów do impulsywnych zakupów lekką muzyką, puszczając po raz piąty Rudolfa Czerwononosego w głupawym tłumaczeniu, skołowany kupił niewłaściwy gatunek sera, szwedzki camembert zamiast duńskiego brie, a na domiar złego nie tę herbatę, gunpowder earl greya zamiast lapsang souchong twininga, zanim przebrnął przez kolejkę do kasy i wyszedł ze sklepu, zmęczony, obolały i zły.

Teraz zaczynało się robić późno. Po kolacji długo leżał w wannie, rozważając różne możliwości. Potem wytarł się ręcznikiem, włożył czystą białą piżamę z jedwabiu, kapcie i szlafrok i rozłożył na podłodze dużą mapę Skandynawii.

Leżał w łóżku na brzuchu, podparty poduszkami, ponieważ walka z Kaitenem pozostawiła na jego ciele bolesne sińce po niesamowitych ciosach w klatkę piersiową i uda. Potem skupił całą uwagę na mapie.

Był czas, właściwie dobre parę lat, kiedy Gunvald Larsson nigdy nie zabierał pracy do domu, a często nawet udawało mu się zapomnieć, że jest policjantem, gdy tylko przekraczał próg mieszkania. Ale ten czas przeminął.

Teraz myślał niemal wyłącznie o Reinhardzie Heydcie.

W tej sytuacji zdawało mu się niemal, że go zna, tak jak się zna nielubianego kolegę ze szkoły czy pracy.

Gunvald Larsson był przekonany, że Heydt nadał jest w kraju. Był też prawie pewny, że wykorzysta zwariowaną przedświąteczną gorączkę, by próbować się wymknąć.

Narysował na mapie pewną liczbę niebieskich strzałek i trochę mniej czerwonych.

Czerwone oznaczały drogi ucieczki, które ocenił jako najbardziej prawdopodobne i trudne do upilnowania, niebieskie – rozwiązania bardziej wyrafinowane.

Sporo niebieskich strzałek prowadziło na wschód, większość do Finlandii i kilka do Związku Radzieckiego, oraz parę na południe, do Polski, NRD i RFN.

Na zachodzie niebieskie strzałki wskazywały drogę z Göteborga do Tilbury Docks i ujścia Tamizy, do Immingham i do Fredrikshavn na Jutlandii oraz z Varbergi do Grenaa.

Wszystkie międzynarodowe lotniska, na szczęście niezbyt liczne, otoczone były szerokimi niebieskimi kołami. Lotniska były łatwe do pilnowania, a po fali porwań samolotów w ostatnich latach wprowadzono całkiem przyzwoite kontrole, które teraz należało tylko trochę zaostrzyć.

Naprawdę gorące linie prowadziły w innych kierunkach. Czerwone strzałki oznaczały główną drogę na południe Norwegii, zwłaszcza drogi europejskie 6 i 18, podobnie jak połączenia kolejowe do głównych norweskich miast. Gunvald Larsson oznaczył także szeroką czerwoną linią drogę morską z Oslo do Kopenhagi i długo się jej przyglądał.

Potem przeniósł spojrzenie na południową Szwecję. Szeroka czerwona linia z Helsingborga do Helsingør oznaczała duńskie promy kolejowe, szwedzkie promy samochodowe i mniejsze statki pasażerskie kursujące na tym szlaku. Częstotliwość połączeń między Szwecją a Danią jest największa właśnie w tym miejscu. Promy i statki kursują co piętnaście minut, a zwykle nawet częściej.

Landskrona ma dwa odrębne połączenia ze stolicą Danii, prom samochodowy do Tuborga i mniejsze statki pasażerskie do portu wewnętrznego.Ale statki odpływają stamtąd rzadziej i nawet w szczycie przedświątecznej gorączki nie ma takiego ruchu, by nie dało się go rozsądnie kontrolować.

Zadowolił się niebieskimi strzałkami.

Sytuacja w Malmö była zupełnie inna. Kursy do Kopenhagi obsługiwał prom kolejowy do wolnego portu, dwa przedsiębiorstwa ze średnimi statkami do portu wewnętrznego oraz słynne wodoloty, które w sytuacjach krytycznych, na przykład w ważne święta, kursowały nieprzerwanie, podwójnie i bez ścisłego rozkładu. Na domiar złego były jeszcze promy samochodowe z Limhamn do Dragør na Amager, linia, którą na przykład w dni przedświąteczne obsługiwało co najmniej pięć promów.