– Klejnoty króla Tutaina. Wszystko, co pozostało z jego potęgi… – usłyszała Agata za sobą głos. Wydał się jej Głosem ze Snu, więc nie odwracając głowy, odparła:
– Jeśli z potęgi króla Tutaina zostało tylko złoto i drogie kamienie, to można powiedzieć, że nie zostało z niej nic. Co komu z martwych, choć pięknych przedmiotów?
– Masz rację – szepnął Głos za jej plecami. – Do tego stopnia nic, że nawet tej zaklętej w martwym rubinie czerwieni nie byliśmy w stanie, za pomocą magii, przeobrazić w czerwień żywą i zbawczą, bez której nasz świat umiera… Dopiero ty dokonałaś pierwszego cudu…
– Ja wiem, ja już to sama odkryłam – powiedziała z dumą Agata. – Długo nie mogłam niczego pojąć, choć zostawiliście dla mnie tak przejrzyste znaki, ale teraz już wiele rozumiem…
– A za chwilę poznasz całą zagadkę życia i śmierci – szepnął Głos.
Ten głos wydawał się Agacie znajomy. Dziewczynka powoli odwróciła głowę przekonana, że za nią nie ma nikogo, że mówi do niej Głos ze Snu. A jednak w mroku skalnego korytarza, w ciemnej, powłóczystej szacie, z wijącym się wężem wokół głowy, stał wysoki mężczyzna. Jego oczy były tak czarne i przepastne, że wydawały się jak studnia bez dna…
– To pan… – szepnęła dziewczynka. – Mogłam się tego domyślić. Teraz widzę, że niewiele wiem i mało sama odkryłam…
– Chodźmy! – powiedział pan Gryms, składając dziewczynce niski, dworny ukłon. Wydawał się wyższy i młodszy niż w sklepie z antykami.
Wijącym się korytarzem przeszli kilkadziesiąt metrów, po czym przed oczami dziewczynki rozwarła się wielka – tak wielka, że wydawało się, iż nie ma ścian ani stropu – pieczara. Pośrodku, wokół płonącego ogniska, leżały rozciągnięte beztrosko uru. Kusy zaraz dołączył do nich i obyczajem wszystkich psów wbił ślepia w pełgające języczki mdłego ognia.
Nagle z mroku jaskini w krąg bijącego od ognia blasku wstąpiły cztery wysokie postacie, ubrane, jak Gryms, w długie, ciemne, powłóczyste szaty. Małe węże wiły się wokół ich głów.
– Witaj nam, Ta, Która Przyszłaś! – powiedział dźwięczny głos, tym razem naprawdę ten, który mówił do niej we śnie; niski, o pełnej barwie, urzekający, nakazujący posłuch, obezwładniający umysł. Jedna z wysmukłych postaci wyciągnęła ku Agacie w powitalnym geście szczupłe ręce, przybrane kilkoma bransoletami w kształcie skręconych wężów…
– Nie mogliśmy wyjść ci naprzeciw, nie dlatego, iż nie mieliśmy siły, choć i to jest prawda, lecz nie chcieliśmy, by Wielka Istota Kosmiczna sądziła, że czarodziejską mocą przyśpieszamy bieg rzeczy lub chcemy go zmienić.
– Kim jest Wielka Istota Kosmiczna? – spytała Agata.
– Jest Nad-Rozumem, Nad-Mądrością, Nad-Wszelką Władzą. Jest – i jej nie ma. Nie widzisz jej, ale czujesz, nie słyszysz, ale wiesz, że ona słyszy. Jej podlegają wszystkie planety i gwiazdy naszego wszechświata, który jest skrzyżowany w kilku niewidocznych punktach z waszym. Przypuszczam, że w waszym świecie na Księżycu, Ziemi czy Marsie są takie miejsca, w których dzieje się czasami coś niezwykłego, czego nawet najwięksi uczeni nie są w stanie wyjaśnić. To są właśnie miejsca, w których nasze wszechświaty krzyżują się. Gdy ktoś przypadkiem trafi w takie miejsce, czasem ogarnia go szaleństwo, a czasem znika bezpowrotnie, gdyż trafia do naszego wszechświata. Za naszych czasów było kilka takich przypadków. Muszę ci powiedzieć, że ludzie z Ziemi czuli się u nas całkiem dobrze, choć bardzo tęsknili. Niestety, nie mogliśmy im ułatwić powrotu, gdyż byłoby to ingerencją w zamiary Wielkiej Istoty Kosmicznej. Ludzie ci trafili do nas w najlepszym okresie panowania króla Tutaina…
– I mówicie, że to za waszych czasów? – zdziwiła się Agata. – Król Tutain ponoć zakończył panowanie trzysta lat temu!
– Masz rację, ale my jesteśmy nieśmiertelni – szepnął pan Gryms. – Wprawdzie nasze ciała żyją krótko, ale pamięć, rozum, doświadczenie i magiczny talent zostają, przechodząc w następne ciała. Jeszcze nie wiesz, kim jesteśmy…
– Wiem – przerwała Agata. – Wiem, kim jesteście. Widziałam starą królewską bibliotekę w ruinach pałacu. Jesteście królewskimi magami i czarownicami!
– Mylisz się! – powiedziała kobieta, a wąż na jej włosach wpił w dziewczynkę zielone, nieruchome oczy. – Nigdy nie byliśmy w służbie u żadnego z władców. Jesteśmy i zawsze byliśmy wolni, a sztukę magiczną uprawiamy wyłącznie dla dobra wszystkich istot naszego świata, a nie dla potrzeb panujących. Niestety, Eta i Hiks, nasza siostra i brat, złamali tę zasadę, uwierzyli, że oddając swą sztukę na usługi władcy, umocnią nie tylko królewską, ale i własną potęgę. To oni sprowadzili zgubę na nasz świat i właśnie oni chcieli cię zabić najpierw na bagnach, potem wysyłając stado dzikich huringów, a wreszcie usiłowali usunąć cię z naszej planety, zawracając czas. Są nieśmiertelni tak jak my, ale ich los wypełni się, gdy do naszego świata powróci czerwień. Dlatego walczyli z tobą do ostatniej chwili, gdyż była to walka o życie. Dzięki tobie czerwień już częściowo wróciła, więc słabną z każdą godziną i tracą swoją moc.
– Co się stało z czerwienią na tej planecie? Dlaczego zaginęła?
– Usiądźmy wokół ogniska – szepnął pan Gryms. – To długa opowieść. Zyskaliśmy trochę czasu, niespodziewanie sama bowiem odkryłaś najprostszy, choć bolesny dla ciebie sposób przywrócenia nam czerwieni. Teraz już rozkwita na całej naszej planecie. Nim wyjdziesz z wnętrza tej góry, na łąkach rosnąć będzie nie kilkanaście, lecz kilka tysięcy purpurowych kwiatów, a w powietrzu fruwać będą radosne, wielotysięczne stada śpiewających ptaków. Zbliża się koniec twej misji. Siądźmy zatem…
Wszyscy usiedli wokół ogniska, obok leżących swobodnie uru, które przyjaźnie trącały ich nosami, dopominając się o pieszczotę. Ogień rzucał łagodny krąg światła wokół, Agata zaś utwierdziła się w pierwotnym przekonaniu, że ściany i strop jaskini są niewidoczne i albo toną gdzieś w mroku, albo wcale ich nie ma. Srebrna taca z fioletowymi, soczystymi owocami krążyła wśród siedzących i nawet uru częstowały się z niej ochoczo, gasząc pragnienie.
– Pozwól, że ci się najpierw przedstawimy – powiedziała kobieta, wręczając Agacie najpiękniejszy owoc. – Jestem Aja i ja opowiem ci smutną historię świetności i upadku naszego świata, obdarzona jestem bowiem magicznym darem mowy. Dlatego to właśnie mój głos przemawia we śnie do mieszkańców planety i choć są oni ospali umysłowo, jednak zapamiętują część moich słów dzięki ich magicznym właściwościom. Ja też przemawiałam we śnie do ciebie. Oto Gryms. Ma on dar tworzenia magicznych przedmiotów, które jednak nie mogą żyć dłużej niż siedem dni, gdyż potem ich działanie obraca się przeciw magowi. To właśnie Gryms stworzył lustro, poprzez które nasze światy skrzyżowały się na krótko i dzięki temu mogliśmy sprowadzić cię do nas. Oto nasz brat Oder. Ma on dar leczenia. Niestety, nie ma zdolności przemieniania bezbarwnego płynu w żyłach mieszkańców naszego świata w ożywczą i błogosławioną krew, która w nich niegdyś płynęła. A bez tej krwi są oni wiecznie zmęczeni, ospali, niezdolni do żadnego wysiłku i zmuszeni do częstego snu. My także jesteśmy pozbawieni krwi i jedynie dzięki magicznym sztukom Odera nie musimy spać co godzinę; jesteśmy też zdolni do myślenia i częściowo działania. Częściowo, gdyż, niestety, męczymy się bardzo szybko. Dlatego nie opuszczamy naszej pieczary. Nie tracimy jednak kontaktu ze światem dzięki naszemu bratu Intenowi. Inten widzi na odległość. Widzi, co się działo, dzieje i będzie dziać w naszym świecie. To on dostrzegł usiłowania zabicia cię i zawrócenia z naszego świata przez naszą siostrę i brata z bagien. Niestety, może on tylko obserwować, nie jest w stanie niczemu przeciwdziałać. Jednak dzięki niemu skierowaliśmy w stronę bagien stado uru z twoim psem, który uratował ci życie…