– Czerwień wróci do was, lecz tylko z przybyszem z innej planety. rzekłam…
Słowa Grymsa odbiły się echem o niewidoczne skalne ściany i wróciły do rozświetlonego ogniem kręgu.
– Nikt nie był już zdolny do myślenia i analizowania słów Wielkiej Kosmicznej Istoty – mówiła dalej Aja. – Największe umysły naszego świata były tak słabe, że myślały jedynie o przetrwaniu, bez wyczerpującego ich życiodajne siły wysiłku czy to umysłowego, czy fizycznego. Tylko my zaczęliśmy zastanawiać się nad tymi słowami. Wiedzieliśmy doskonale, że wkrótce życie na planecie Koral skończy się raz na zawsze. Z roku na rok malała liczba mieszkańców, zwierzyny, ptaków, owadów. Każde kolejne pokolenie tak ludzi, jak i zwierząt żyło coraz krócej. Ongiś był to wspaniały, długowieczny naród, obecnie przeżycie dwudziestu kilku lat stawało się wydarzeniem. Wiedzieliśmy, że rychło nadejdzie taki dzień, w którym umrze wszystko i już się nie odrodzi.
Długo i z uporem analizowaliśmy słowa Wielkiej Kosmicznej Istoty: „Czerwień wróci, lecz tylko z przybyszem z innej planety…” I czekaliśmy, a czas mijał i każdy rok, ba, każdy miesiąc niósł dalszy upadek naszego świata. Mimo to nadal, pełni nadziei, szeptaliśmy śpiącym mieszkańcom Korala wróżbę o przyjściu Tej Osoby, która będzie mieć na sobie Ten Kolor, a jej nadejście przyniesie upragnioną zmianę. Nakazaliśmy im nie tylko na nią czekać, ale przyjąć ją gościnnie i zrobić wszystko, czego tylko zażąda.
Jednak Ta Osoba nie nadchodziła. Minęło trzysta lat i znikąd nie było widać ratunku dla planety Koral. I wtedy – pełni lęku przed Wielką Kosmiczną Istotą, która nie lubi, by ktokolwiek przyspieszał naturalny bieg rzeczy – stworzyliśmy magiczne lustro na wzór lustra Ety i Hiksa, ale służące innym celom. Te cele nie powinny, naszym zdaniem, wzbudzić gniewu Wielkiej Kosmicznej Istoty. Z pomocą lustra zaglądaliśmy na sąsiednie planety, by poszukiwać Przybysza Niosącego Czerwień. Nic jednak nie zwróciło naszej uwagi. Wtedy zdobyliśmy się na ogromny wysiłek i dzięki talentom Grymsa udoskonaliliśmy lustro tak, że mogliśmy zajrzeć na planety sąsiedniego, krzyżującego się z naszym wszechświata – tego, którego cząstką jest twoja Ziemia. Nie mieliśmy pojęcia, czego szukamy. Naszą uwagę przykuwały czerwone stroje mieszkańców Ziemi, czerwone ozdoby na ich rękach, szyjach, na ich domostwach, dopiero znacznie później odkryliśmy, ku swojemu zdumieniu, że niektórzy mieszkańcy Ziemi mają też czerwone włosy! Była to jednak czerwień o wielu odcieniach, zaczęliśmy więc szukać barwy najbardziej intensywnej. Wśród nielicznych osób o włosach w kolorze płomiennej, żywej czerwieni byłaś także i ty. Nasz wybór padł na ciebie…
– Dlaczego? – spytała Agata. – Dlaczego wybraliście właśnie mnie?
– Tylko dziecko, z całą swą dziecięcą wiarą w czary, było zdolne wejść w świat naszego lustra. Człowiek dorosły traci raz na zawsze możność widzenia i czucia tego, co według niego nie istnieje realnie – wyjaśniał Gryms. – A ty jesteś szczególnym dzieckiem, zaczynasz już bowiem przekraczać granice między dzieciństwem a dorosłością, ale ciągle nie tracisz tego niezwykłego daru obcowania z Niemożliwym. Dlatego nasz wybór padł na ciebie. Na Ziemię wysłany został magiczny sobowtór Grymsa. Podobny sobowtór zastępuje teraz ciebie w domu…
– Mój sobowtór! – krzyknęła Agata z oburzeniem. – Zapewniam was, że moja mama od razu go rozpozna!
– Nasze magiczne sobowtóry są doskonałe, mają tylko jedną wadę: nie wolno ich dotknąć; dotyk unicestwia ich żywot. Nie mają bowiem ciała, są tylko obrazem. Takim stworem utkanym z magii był Wrzosowy Ludek, wysłany przez Etę i Hiksa, aby wciągnąć cię w bagna…
– Więc ktokolwiek dotknie mego sobowtóra, od razu odkryje, że to nie ja? Mama i tata całują mnie na dzień dobry, na dobranoc… i w ogóle… – zdenerwowała się Agata. – Jestem tu już kilka dni i przez te kilka dni fałszywa Agata zastępuje mnie w domu? I w szkole? Na ulicy, gdzie każdy może ją potrącić?
– Kilka dni i nocy spędzonych tutaj, w naszym świecie, za sprawą magii ma wymiar zaledwie paru godzin ziemskiego czasu. Na Ziemi dalej trwa noc, w czasie której przekroczyłaś ramy lustra – powiedział spokojnie Gryms. – Gdy wrócisz, właśnie rozpocznie się brzask. Twoi rodzice śpią i jeśli wszystko dobrze pójdzie, nie zdążą zobaczyć twojego sobowtóra. Posłaliśmy go tam jedynie na wypadek, gdyby rodzice zajrzeli w nocy do twego pokoju, chcąc sprawdzić, czy śpisz.
Agata odetchnęła z ulgą. Bała się, nie o siebie, ale o rodziców. Wyobraziła sobie ich straszny lęk, gdyby po dotknięciu córka nagle zniknęła.
– I kiedy wrócę do domu? – spytała niecierpliwie, gdyż nagle ogarnęła ją gwałtowna tęsknota za swoim światem, rodzicami, ulubionym pokojem.
– Wkrótce – powiedziała Aja. – Magiczne lustro Grymsa ma ograniczony czas istnienia. Po siedmiu dniach naszego wymiaru czasu lustro traci magiczną moc i rozpada się na drobne cząstki. Zjawiłaś się u nas w górach dosłownie w ostatniej chwili, dokładnie w siódmym dniu. Gdy skończy się ta noc, lustro bezpowrotnie utraci magiczne właściwości. Pomyśl tylko, gdybyś przyszła jutro, już nigdy nie mogłabyś wrócić do swego świata! Nie przewidzieliśmy zdecydowanych działań Ety i Hiksa. Sądziliśmy, że oni też pragną ratunku dla naszej planety. Nie wiedzieliśmy, że aż tak głęboko zabrnęli w Zło, iż gotowi są nawet na samounicestwienie…
– To okropne – wzdrygnęła się dziewczynka. – Nie mam nic przeciw waszemu światu, sądzę nawet, że jest na swój sposób piękny, mimo braku czerwieni, ale chciałabym być już u siebie w domu…
– …i będziesz w nim na czas – uśmiechnęła się Aja. – Tym bardziej że część swej misji już wykonałaś bez naszej pomocy, kierując się instynktem. A to dowodzi, że słusznie wybraliśmy ciebie. Krwią ze zranionej dłoni zasiałaś czerwień na planecie Koral. Eta i Hiks są już bezsilni, bo wprawdzie znaleźli sposób na unicestwienie daru krwi twojego psa, ale krew człowieka jest silniejsza niż ich nawet najbardziej zdradzieckie czary. Skoro zaś Wielka Kosmiczna Istota do tej pory nie okazała gniewu, widać drzemie nadal i nasze czyny nie irytują jej. Może nawet jest zadowolona? Wątpię, by chciała naszej całkowitej zagłady, skoro zapowiedziała ratunek.
– Więc po co jestem jeszcze potrzebna, skoro już zasiałam czerwień na planecie Koral? – spytała Agata. – Gdyby cokolwiek zaszło, co uniemożliwiłoby mój powrót…
– Nie bój się. Siły Ety i Hiksa są już na wyczerpaniu – uspokoiła ją Aja. – Zasianej przez ciebie czerwieni wystarczy, by uratować przyszłość naszego świata. Ale my marzymy o uratowaniu teraźniejszości, o ocaleniu tych, co żyją obecnie…
– Wiesz, że przeciętna długość życia na naszej planecie wynosi dwadzieścia lat? A kiedyś wynosiła ponad sto! – westchnął Inten. – Uru żyją najwyżej rok, a ptakomotyle zaledwie trzy miesiące. Jedynie my, magowie i czarownice, jesteśmy zdolni przedłużyć życie naszym ciałom do trzydziestu lat. W naszym przypadku nie ma to większego znaczenia, bo jesteśmy nieśmiertelni pamięcią, doświadczeniem, rozumem i nie żal nam cielesnej śmierci, ale jakże to okrutne dla mieszkańców miast! Dwadzieścia lat… Pomyśl, o ile to krócej niż życie mieszkańców Ziemi! W wymiarze waszego ziemskiego czasu ty, Agato, mając trzynaście lat, jesteś ciągle dzieckiem, a u nas byłabyś kobietą w średnim wieku, więcej niż połowę życia miałabyś już za sobą…
– A życie jest tak ciekawe i tak ciągle go mało – szepnęła Agata. – Więc co mam zrobić?
– Daj nam swoje włosy i trzynaście kropli krwi – uroczyście powiedziała Aja.
– Weźcie, co chcecie. W końcu moje włosy po pewnym czasie odrosną… – powiedziała z leciutkim żalem dziewczynka.