Pięć wysmukłych postaci odeszło w mrok jaskini. Gdy pojawiły się z powrotem, Oder narzucił na ramiona Agaty długi czarny płaszcz. Aja trzymała w ręce złote nożyce, a Gryms okrągłą złotą miseczkę. Oder niósł kryształowy flakonik, Areta zaś długą złotą igłę.
– Posłuchaj, dziewczynko z innego świata – zaczęła melodyjnym głosem Aja. – To, co cię czeka, nie jest bolesne ani przykre, a dla nas ma ogromne znaczenie. Najpierw rozsiejemy twoje włosy. Choć z pozoru martwe, są jednak żywe, napromieniowała je bowiem twoja życiowa energia. Magiczny sen, który sprowadziliśmy na ciebie przed niespełna godziną, ożywił twe włosy jeszcze bardziej. Być może po ich obcięciu poczujesz się słabsza, ale Oder zaraz wyrówna twą życiową energię swą magiczną sztuką. Idziemy…
Sześć osób w długich czarnych płaszczach ruszyło do wyjścia. Uru i Kusy poderwały się i poszły za nimi. Gdy wyszli z mrocznego korytarza, oślepiło ich jaskrawe światło obu słońc. Bez słowa ruszyli w górę, coraz wyżej, ku wierzchołkowi skały. Droga wydawała się Agacie lekka i łatwa, choć prowadziła po stromiznach, skalnych ścianach i załomach. Po chwili stali na szczycie. Widać stąd było całą okolicę: zielone stoki zbocza z purpurowymi kwiatami, polatujące nad nimi krasnopióre ptaki, białe mury umierającego miasta, martwe i ponure ruiny królewskiego pałacu, groźne i spowite wiecznymi mgłami moczary.
Agata po raz ostatni oglądała ten ginący do niedawna świat, który teraz – z jej pomocą – zaczął się odradzać. Aja wyciągnęła długie i ostre złote nożyce. Areta brała w wąskie palce pasma płomienistych włosów dziewczynki – Aja ścinała je i każde pasmo podawała Grymsowi, który mruczał tajemnicze zaklęcia. Gryms przekazywał pasmo włosów Intenowi, a ten wyciągał dłoń daleko, daleko przed siebie, ponad zieloną, głęboką przepaść – i rozwierał ją. Wiatr z cichym, radosnym śpiewem porywał lśniące, jedwabiste włosy i niósł ze sobą w niezmierzoną przestrzeń…
– Niech się odradza życie w przyrodzie, wśród zwierząt i roślin, ptaków i owadów, życie bujne, bogate, we wszystkich odcieniach czerwieni… Siej, wietrze, siej… Nie żałuj sił… Ratujesz, wietrze, swoją rodzinną planetę, która tobie, wiatrowi, też dała życie… Siej, wietrze, siej… Nie żałuj sił… – mówiła Aja melodyjnym, śpiewnym głosem, a wiatr niósł jej słowa razem z płomiennoczerwonymi włosami dziewczynki.
Jeszcze długą chwilę sześć wysmukłych postaci stało na szczycie góry. Milcząc, długo spoglądali na leżący u ich stóp świat planety Koral, której nazwa już wkrótce miała odzyskać swe pierwotne znaczenie. Potem Aja pierwsza ruszyła w dół. Przed nią biegły uru, za nią szła Agata z Kusym i reszta magów. Minęli znajomą pieczarę i schodzili coraz niżej stromym zboczem góry. Choć żar lał się z nieba, dziewczynka nie odczuwała zmęczenia. Szła lekko za Aja, która wybierała najdogodniejszą drogę wśród skał. Wkrótce znaleźli się u celu: w niedużym skalnym zagłębieniu tryskało źródełko. Jego woda, czysta i chłodna, spływała wyrytymi przez siebie w skale wąskimi korytami.
– Z tych wątłych strumyczków rosną strumienie, a potem rzeki, i opływają całą planetę – powiedział Gryms.
– Ludzie w miastach biorą z nich wodę i co dzień ją piją – dodała Areta.
– Trzynaście kropli twojej krwi, zwielokrotnione magiczną mocą, wlejemy tu, do źródełka – uzupełnił Oder.
– Jeszcze dziś mieszkańcy Korala wypiją tę wodę, a bezbarwny płyn w ich żyłach zyska bladą, różową barwę. Z każdym łykiem tej błogosławionej wody kolor ten będzie intensywnieć, aż odzyska barwę rubinu i właściwości prawdziwej krwi – szepnął Inten.
– I już dziś nowe siły wstąpią w mieszkańców naszego świata – powiedziała ze wzruszeniem Aja. – Iz każdym dniem będą rosły. Z każdą godziną będzie rosła ich wola życia, wola tworzenia, budowania, zdolność do radości, gniewu, miłości i nienawiści, do wzruszenia i buntu, ciekawości i wszelkiej pasji; bez tych uczuć życie jest jałowe i obumiera…
Areta wyjęła długą złotą igłę i leciutko, bezboleśnie ukłuła Agatę w serdeczny palec. Gryms podstawił złotą miseczkę. Trzynaście rubinowych kropli spłynęło na jej dno. Oder w milczeniu otworzył kryształowy flakonik i wlał jego zawartość do miseczki. Magiczny płyn zmieszał się z krwią, burząc się, sycząc i gwałtownie zwiększając objętość. Gryms przechylił miseczkę i wlał bulgoczący płyn do źródełka. Jego powierzchnia zmętniała, wypłynęły wielkie karminowe bąble, ale za chwilę woda z powrotem zjaśniała.
– Płyń, wodo, płyń i daj nowe życie mieszkańcom planety Koral, tak jak ona dała je tobie, wodo – mówiła Aja melodyjnym głosem, a woda pochłaniała jej słowa i zabierała ze sobą, spływając w dół, coraz niżej, w dolinę, małymi rwącymi strumyczkami. – Płyń, wodo, płyń i nieś ze sobą błogosławione, życiodajne krople, napoisz nimi wszystkich spragnionych: ludzi i zwierzęta, ptaki i owady, każdą bryłę ziemi. Płyń, wodo, płyń i daj nowe życie planecie, która tobie życie dała…
Źródełko, szemrząc łagodnie, rozlewało się na drobne, bystre strużki, które to łączyły się, to znowu rozdzielały, by u podnóża góry zjednoczyć się w rwący, silny strumień; strumień spływał coraz niżej w dolinę, a tam przeobraził się w dostojnie rozlane rzeki.
– Twoja misja jest skończona, Agato – szepnęła Aja zadumanej dziewczynce. – Możemy iść…
Nagle niebo gwałtownie ściemniało i w szalonym pędzie zaczęły gnać po nim brudne, groźne obłoki, zasłaniające całkowicie dobroczynne światło obu słońc. Lodowaty wiatr jął ze świstem obijać się o skały i hucząc opadał w dolinę, łamiąc po drodze słabsze drzewa. Uru lękliwie zbiły się w stadko, patrząc żałośnie na pobladłych magów. Magowie z niepokojem spojrzeli w niebo, po którym ostrymi zygzakami przebiegały błyskawice. Ziemia drżała pod stopami, a woda w źródełku zaczęła wzbijać się w górę jak gejzer…
– Ona obudziła się – usłyszała dziewczynka czyjś wystraszony głos, ale w huku trzeszczących drzew i lecących z góry wielkich głazów, tworzących istną lawinę, nie mogła rozróżnić, kto mówi, Aja czy Gryms, gdyż oboje poruszali pobladłymi wargami.
I gdy zdawało się, że planeta Koral po raz drugi stoczy się w otchłań śmierci, nagle potężnym grzmotem odezwał się głos Wielkiej Kosmicznej Istoty, i usłyszało go każde stworzenie:
– Rzekłam. i stało się…
Gdy grzmot zamarł i tylko echo niosło jego dźwięk, niebo z powrotem było czyste, błękitne, wyzłocone promieniami, a na krańcach horyzontu powoli przybierało charakterystyczną barwę zachodzącego słońca: płomienistą czerwień…
Po raz pierwszy na twarzach wielkich magów z planety Koral Agata ujrzała uśmiech i zrozumiała, ile on znaczy w życiu, jak wiele może zawierać serdeczności, ciepła, braterstwa.
– Możesz teraz pożegnać się z naszym światem i nie niepokoić się o jego dalszy los – rzekła Aja z tym nowym uśmiechem.
– Ci, co teraz żyją, odzyskają cechy właściwe wszystkim żywym istotom, cechy dobre i złe, które tworzą jedność i nie ma bez nich życia – dodał Gryms, a uśmiech odmłodził jego twarz.
– Następne pokolenia przywrócą dawną świetność planecie Koral. Nie będzie im trudno, pomożemy im bowiem odtworzyć to, co było, za pomocą naszej wiecznej pamięci i doświadczenia – uzupełnił Oder, a od jego uśmiechu biło ciepło, w którym Agata grzała się jak kot przy kominku.
– Ci, którzy przywrócą świetność naszemu światu, w końcu będą musieli odejść, ale nadejdą po nich następni i w niespokojnej, twórczej pasji będą szukać coraz nowszych możliwości rozwoju – dodał Inten, a uśmiech nie schodził z jego twarzy.