Выбрать главу

Wyciągnął Pierre’a z ukrycia i jego również usmażył.

To był wspaniały dzień.

Tak skończyła babka Drackman. Od tamtej pory Bryan żył według własnych reguł. Wkrótce podporządkuje im cały świat.

Wstał i poszedł do lodówki. Była wypchana po brzegi słodyczami i deserami. Nie uświadczyłoby się w niej ani jednego grzybka czy kawałka melona. Wyjął słoik masy karmelowej i dodał dużą porcję do lodów.

– Tralala, zdechła wiedźma zła! – zaśpiewał radośnie.

Sfałszował odpowiednio urzędowe rejestry, wystawił babce akt zgonu, zmienił swój wiek na dwadzieścia jeden lat (aby sąd nie wyznaczył mu opiekuna) i uczynił się jedynym spadkobiercą w jej testamencie. Było to dziecinnie łatwe. Zamki i sejfy nie stanowiły dla niego najmniejszej przeszkody; dzięki swojej Największej Tajemnej Mocy mógł się dostać, gdzie chciał, nie zostawiając żadnych śladów. Po objęciu domu w posiadanie opróżnił go doszczętnie i urządził na nowo według własnego gustu, usuwając wszystkie ślady marchewkożernej czarownicy.

Przez ostatnie dwa lata wydał więcej, niż wynosił spadek po babce, ale nie miał żadnych kłopotów finansowych. W każdej chwili mógł zdobyć dowolną sumę pieniędzy. Nie potrzebował ich wiele, bo dzięki Największej Tajemnej Mocy mógł też wziąć sobie dosłownie wszystko, co chciał, nic nie ryzykując.

– Twoje zdrowie, babciu – powiedział, podnosząc czubatą łyżkę lodów z kremem.

Nie potrafił na razie sprawić, by zniknął mu choćby mały siniak, ale bez trudu utrzymywał właściwą wagę. Wystarczyło, że przez kilka minut skoncentrował się na własnym metabolizmie. Z tego czerpał pewność, że już niedługo, po którymś kolejnym przypływie siły, zyska odporność na ciosy, a wkrótce potem nieśmiertelność.

Toteż mimo objadania się słodyczami i chrupkami zachował doskonałą kondycję fizyczną. Był dumny ze swej szczupłej, muskularnej sylwetki; lubił przechadzać się nago po domu i widzieć własne odbicia w niezliczonych lustrach.

Wiedział, że podoba się kobietom. Gdyby go obchodziły, mógłby mieć każdą, może nawet bez uciekania się do swoich nadprzyrodzonych zdolności.

Seks jednak wcale go nie pociągał. Po pierwsze, seks był największym błędem starego Boga. Ludzie popadli w przesadę i rozmnażając się w niepohamowanym tempie, doprowadzili świat do ruiny. Właśnie z winy seksu nowy Bóg musiał przetrzebiać stado i oczyszczać planetę. Poza tym, u Bryana orgazm wywoływał nie stosunek seksualny, lecz gwałtowny koniec ludzkiego życia. Po zabiciu kogoś rękami jednego z golemów, przeniósłszy całą świadomość z powrotem do swojego prawdziwego ciała, często widział na czarnych jedwabnych prześcieradłach wilgotne strużki spermy.

Co by na to powiedziała babka!

Roześmiał się.

Mógł robić, co mu się żywnie podoba, jeść wedle własnego uznania, a jak skończyła ta stara nudziara? Spaliła się, zdechła, znikła na zawsze.

Miał dwadzieścia lat, a możliwe, że będzie żył tysiąc albo całą wieczność. Po jakimś czasie prawdopodobnie zapomni o swojej babce, i to będzie fajne.

– Głupia stara krowa – powiedział i zachichotał. Bawiło go niezmiernie, że może tak o niej mówić w jej własnym domu.

Przygotował sobie lody w głębokim talerzu, ale zjadł wszyściutko do końca. Używanie Mocy ogromnie wyczerpywało. Potrzebował więcej snu i dużo więcej kalorii dziennie niż zwykli ludzie. Często drzemał i podjadał, ale sądził, że potrzeba jedzenia i spania zniknie, kiedy stanie się nareszcie nowym Bogiem. Wtedy nie będzie w ogóle spał, a jadł będzie wyłącznie dla przyjemności.

Wyskrobał łyżeczką resztki z dna i wylizał talerz.

Babka Drackman wprost tego nie znosiła.

Wylizał go starannie. Kiedy skończył, naczynie było czyste jak po umyciu.

– Mogę robić wszystko, co zechcę – powiedział. – Wszystko.

Na stole stał słoik, w którym pływały oczy Ricky’ego Estefana, patrzące na niego z uwielbieniem.

9

Jechali na północ wzdłuż wybrzeża, zostawiwszy martwego Ricky’ego w Dana Point.

– To moja wina, że zginął – powiedział Harry.

– Akurat! – odparła Connie.

– Właśnie że tak.

– I pewnie to twoja wina, że wlazł nie w porę do tego sklepu trzy lata temu.

– Dzięki, że próbujesz poprawić mi samopoczucie, ale nie trzeba.

– Nie ma sprawy, mogę ci pogorszyć. Jak według ciebie mamy wpaść na ślad tego Tiktaka? Przecież nie możesz przewidzieć, co zrobi dalej.

– Mogę się domyślić. Zaczynam go trochę wyczuwać. Zaczynam łapać, czego się po nim spodziewać, ale jestem krok w tyle za bydlakiem. Od razu jak zobaczyłem tę klamrę od paska, wiedziałem, że on zabierze się do Ricky’ego. Tym mi między innymi groził. Tylko za późno to zrozumiałem.

– To właśnie mam na myśli. Jego w ogóle chyba nie da się wyprzedzić. Cholernie się różni od innych ludzi i myśli zupełnie inaczej niż zwykły człowiek czy zwykły bandzior. Nie pasuje do żadnych schematów. Nie można oczekiwać od ciebie ani nikogo innego, żeby przechytrzył tego skurwysyna. Zrozum, Harry, nie ponosisz tu żadnej odpowiedzialności.

– To właśnie największy problem dzisiejszych czasów! Brak odpowiedzialności! – Wybuchnął gniewem, zupełnie niesprawiedliwie, bo Connie nic tu nie zawiniła. Dobrze jeszcze, że nie zaczął jej o nic oskarżać. – Wszyscy chcą urzędowego pozwolenia na zrobienie każdej głupoty, jaka im strzeli do głowy, ale nikt nie chce za to potem płacić!

– Masz rację.

Powiedziała to z przekonaniem, nie zdawkowo, ale to było za mało, żeby go uspokoić. Wciąż wrzał oburzeniem.

– Dzisiaj jak ktoś pochrzani sobie życie, zawiedzie rodzinę i przyjaciół, to nie jego wina. Jest pijakiem? Pewnie ma wrodzone predyspozycje. Zdradza żonę, ma sto kochanek na rok? Pewnie jako dziecko nie czuł się kochany albo rodzice nie poświęcali mu dosyć uwagi. Co za cholerna bzdura!

– Właśnie – zawtórowała.

– Ktoś rozwalił głowę sklepikarzowi albo zatłukł staruszkę dla dwudziestu dolców? Ale to przecież nie znaczy, że jest zły, skądże! On ma być winny?! Winni są rodzice, nauczyciele, społeczeństwo, nasza cywilizacja, ale nie on, nigdy nie on, jak można w ogóle coś takiego sugerować, co za zacofanie, ignorancja, okrucieństwo!

– Gdybyś prowadził program radiowy, słuchałabym go co dzień.

Wymijał inne samochody, nie zważając na podwójną ciągłą linię. Nigdy tego nie robił, nawet gdy siedział w radiowozie z włączoną syreną i migającym kogutem na dachu.

Zdziwił się, co go opętało, i dalej jechał tak samo. Wyminął furgonetkę z wymalowanym na boku widokiem Gór Skalistych, która i tak przekroczyła dozwoloną prędkość.

Pienił się dalej:

– Możesz porzucić żonę i dzieci, nie płacić alimentów, kantować ludzi na grube miliony, zrobić jakiemuś gościowi marmoladę z mózgu, bo jest pedałem albo okazał ci brak szacunku…

– …wyrzucić swoje dziecko do zsypu na śmieci, bo zmieniłaś zdanie na temat rozkoszy macierzyństwa… – włączyła się Connie.

– …oszukiwać na podatkach, naciągać opiekę społeczną…

– …sprzedawać narkotyki dzieciakom z podstawówki…

– …napastować własną córkę i wciąż wolno ci utrzymywać, że to ty jesteś ofiarą. Dziś każdy czuje się prześladowany. Nie ma prześladowców. Każdy, kto popełni jakieś draństwo, domaga się współczucia, jęczy, że jest ofiarą rasizmu, rasizmu na opak, dyskryminacji wiekowej, klasowej, dyskryminacji płci, uprzedzenia do otyłych, szpetnych, głupich, sprytnych. Dlatego napadł na bank albo rozwalił tego gliniarza, że jest ofiarą, można być ofiarą z miliona powodów! Na tym tracą ci naprawdę pokrzywdzeni, bo ich głos ginie w tłumie, ale co, u diabła, każdy ma prawo do sprawiedliwości, a w ogóle to kogo obchodzą prawdziwe ofiary, to zwykłe życiowe niedojdy!