Выбрать главу

Harry poszedł do toalety umyć ręce. Istotnie czuł się parszywie, a lustro nad umywalką świadczyło, że wyglądał jeszcze gorzej, niż się czuł. Z trudem mógł uwierzyć, że ta zarośnięta, pobrużdżona twarz o zapadniętych oczach należy do niego.

Energicznie szorował ręce, lecz pod paznokciami i w zadrapaniach pozostał brud. Jego dłonie przypominały dłonie mechanika samochodowego.

Ochlapał twarz zimną wodą, lecz nie pozbył się dzięki temu zmęczenia ani zastygłego w oczach strachu ściganego zwierzęcia. Dzisiejszy dzień wyrył na nim głębokie, może niezatarte piętno. Utrata domu i wszystkiego, co posiadał, makabryczna śmierć Ricky’ego i łańcuch niesamowitych wydarzeń zburzyły cały jego świat i wtrąciły go w otchłań koszmaru. Nie wiadomo, czy się kiedykolwiek z tego otrząśnie – zakładając, że przeżyje najbliższe kilka godzin.

Niemal oczekiwał, iż lustro okaże się magicznym lustrem z bajki – bramą do innego świata, oknem, w którym widać przeszłość lub przyszłość, czarodziejskim zwierciadłem z bajki o królewnie Śnieżce, odpowiadającym złej macosze, że nie jest już najpiękniejsza na świecie. Przyłożył dłoń do gładkiej tafli, lecz poczuł pod palcami tylko chłodne szkło.

Nic dziwnego, że po zdarzeniach ostatnich dwunastu godzin doszukuje się wszędzie czarnoksięskich mocy. Miał wrażenie, że znalazł się w okrutnej bajce, takiej jak “Czerwone Trzewiczki”, w której mała Karen nie mogąc przestać tańczyć dała sobie odrąbać nogi. Wprawdzie po śmierci spotkało ją wiekuiste szczęście w niebie, ale cóż z tego? Harry nie był wcale pewien, czy tam w górze rzeczywiście jest niebo, gdzie czekają na niego z otwartymi rękami.

Tylko jedno przekonywało, że n i e znalazł się w świecie fantazji – brak gadających zwierząt. Gadające zwierzęta pojawiały się w bajkach z jeszcze większą częstotliwością niż psychopatyczni mordercy we współczesnych amerykańskich filmach.

Bajki. Okrucieństwo. Potwory. Magia i czary.

Harry poczuł nagle, że balansuje na krawędzi ważnego odkrycia dotyczącego Tiktaka.

Myśli jednak mu się rozbiegały.

Usiłował się skupić. Nadaremnie.

Przyłapał się na tym, że nie dotyka już lustra opuszkami palców, lecz przyciska dłoń z całej siły. Odjął rękę. Na lustrzanej powierzchni został wilgotny, niewyraźny ślad. Był widoczny przez chwilę, po czym wyparował.

Wszystko przeminie. Harry Lyon również. Może już o świcie.

Wrócił do stolika, gdzie czekała Connie.

Okrucieństwo. Baśnie. Magia i czary.

Orkiestra grała składankę melodii Duke’a Ellingtona w nowoczesnej jazzowej interpretacji. Muzyka była do kitu. Ellington nie wymagał żadnych ulepszeń.

Na stoliku stały dwie parujące filiżanki kawy i dwa kieliszki z koniakiem, połyskującym jak płynne złoto.

– Hamburgery będą za kilka minut – oznajmiła Connie, kiedy wysunął czarne drewniane krzesło i usiadł.

Okrucieństwo. Magia i czary.

Nic.

Postanowił przez pewien czas nie myśleć o Tiktaku. Dać podświadomości szansę, żeby mogła popracować spokojnie, bez żadnej presji.

Nagle przypomniały mu się piosenki Presleya.

– I Gotta Know - muszę wiedzieć – rzekł.

– Wiedzieć? Co? – zdziwiła się Connie.

– Tell Me Why - powiedz czemu.

– Hę?

– It’s Now or Never - teraz lub nigdy.

Uśmiechnęła się, zrozumiała.

– Uwielbiam Presleya.

– Tego sam się domyśliłem.

– Akurat się przydało.

– Najprawdopodobniej powstrzymało Ordegarda od rzucenia kolejnego granatu i uratowało nam życie.

– Za króla rock and rolla! – Uniosła swój kieliszek.

Orkiestra przestała znęcać się nad Ellingtonem i zapadła błogosławiona cisza. Może jednak jest Bóg na niebie.

Harry i Connie trącili się kieliszkami, pociągnęli po maleńkim łyczku.

– Dlaczego właśnie Presley? – spytał Harry.

Westchnęła.

– Wczesny Elvis Presley to naprawdę był ktoś. Śpiewał o wolności, o tym, żeby być sobą, czyli nie daj się zgnoić tylko dlatego, że jesteś inny. Tak jak w Blue Suede Shoes - “Nie depcz moich niebieskich zamszaków”. Kiedy miałam siedem czy osiem lat, piosenki z początków jego kariery były już złotymi przebojami, ale przemawiały do mnie.

– W wieku siedmiu, ośmiu lat? Nie były za trudne dla takiego dzieciaka? Wiesz, co mam na myśli, wiele z nich jest o samotności, złamanym sercu…

– Elvis był dla mnie tym wyśnionym ideałem – młody, zbuntowany bohater, wrażliwy, ale nie żaden mięczak, romantyczny i cyniczny zarazem. Wychowałam się w sierocińcach i rodzinach zastępczych, więc sporo wiedziałam o samotności i braku uczuć.

Kelnerka przyniosła im hamburgery i dolała kawy.

Harry zaczynał się znowu czuć jak człowiek. Brudny, obolały, zmęczony, przerażony, ale mimo wszystko człowiek.

– Dobra – powiedział – mogę zrozumieć, że Presley w pierwszych latach kariery miał wielu fanów, uczących się na pamięć jego piosenek. A co potem?

Connie wytrząsała keczup na swojego hamburgera.

– Koniec jest na swój sposób równie frapujący jak początek. Przykład amerykańskiej tragedii.

– Też mi tragedia – że ktoś kończy jako opasły śpiewak z Vegas w nabijanym świecidełkami kombinezonie!

– Tak, tak. Piękny, odważny król, tak obiecujący i wyjątkowy, z powodu tragicznej skazy upada coraz niżej i w wieku czterdziestu dwóch lat umiera.

– Na klozecie.

– Nie powiedziałam, że to tragedia szekspirowska. Jest w niej element absurdu. Dlatego jest typowo amerykańska. Żaden inny kraj na świecie nie ma takiego poczucia absurdu.

– Nie wydaje mi się, żeby w najbliższym czasie demokraci czy republikanie wykorzystali to jako slogan w swojej kampanii wyborczej. – Hamburger był świetny. Harry z pełnymi ustami ciągnął dalej: – A jaka była tragiczna skaza Presleya?

– Nie chciał dorosnąć. A może nie potrafił.

– Czy artysta nie powinien w głębi duszy pozostać dzieckiem?

Connie ugryzła kanapkę i pokręciła przecząco głową.

– To nie to samo, co być ciągle dzieckiem. Widzisz, młody Elvis pragnął wolności, to była jego pasja, podobnie jak moja. Dzięki swojej muzyce zdobył tę absolutną wolność. Robił, co mu się żywnie podobało. A kiedy zdobył sławę i niezależność, kiedy mógłby być na zawsze wolny… cóż, co wtedy nastąpiło?

– Powiedz.

Najwyraźniej dużo o tym myślała.

– Elvis się zagubił. Sądzę, że pokochał sławę bardziej niż wolność. Prawdziwa wolność, o jakiej marzy człowiek dorosły, to taka, której towarzyszy poczucie odpowiedzialności, a nie ucieczka od niej. Sława to tylko tani bajer. Ten, kto naprawdę cieszy się ze sławy, musi być niedojrzały, nie uważasz?

– Osobiście nie chciałbym być sławny. Co nie znaczy, że mi to grozi.

– Popularność, sława to bezwartościowa błyskotka, którą tylko dziecko wzięłoby za diament czystej wody. Elvis wyglądał jak dorosły, mówił jak dorosły…

– …na pewno śpiewał jak dorosły, kiedy był w szczytowej formie.

– Tak, ale pod względem emocjonalnym był opóźniony w rozwoju. Dorosłość to tylko jego kostium, przebieranka. Dlatego zawsze otaczał się tłumem ludzi, tworząc coś w rodzaju chłopięcej bandy, i najczęściej jadał kanapki ze smażonym bananem i masłem fistaszkowym, które lubią dzieci. Kiedy chciał pobawić się z przyjaciółmi, wynajmował całe wesołe miasteczka. Nie potrafił się obronić przed naciągaczem pokroju pułkownika Parkera.

Dorośli. Dzieci. Opóźniony rozwój. Okrucieństwo. Sława. Magia i czary. Baśnie. Opóźniony rozwój. Potwory. Przebieranka.