Выбрать главу

– Nie wszystkie. Nawet nie większość. Większość ma względnie dobrze poukładane w głowie.

– Nie chciałabym myśleć, że ta zbieranina to typowi reprezentanci tak zwanego pokolenia przyszłości.

– Na pewno nie.

– Bo jeśli tak – ciągnęła – początek nowego tysiąclecia będzie jeszcze paskudniejszy niż to, czego doświadczyliśmy przez ostatnie lata.

– Ekstaza robi w tkance mózgowej dziury wielkości łebka od szpilki.

– Wiem. Tylko pomyśl o rządzie złożonym z takich imbecyli i Kongresie pełnym ramoli, którzy lubią jeździć Expresem.

– Skąd wiesz, że już tak nie jest?

Zaśmiała się cierpko.

– To by wiele wyjaśniało.

Nie było chłodno, lecz oni coraz bardziej dygotali z zimna.

W magazynie panowała śmiertelna cisza.

– Szkoda twojego mieszkania – powiedziała Connie.

– Co?

– Przecież się spaliło, nie pamiętasz?

– Trudno. – Wzruszył ramionami.

– Wiem, jak bardzo byłeś do niego przywiązany.

– Wypłacą mi ubezpieczenie.

– Ale było takie miłe, przytulne, wszystko leżało na swoim miejscu.

– Miłe, czyżby? Byłaś tam jeden jedyny raz i orzekłaś, że jest to doskonałe więzienie własnej roboty, a ja jestem najbardziej klasycznym wzorem stukniętego pedanta od Bostonu do San Diego.

– Tak nie powiedziałam!

– Powiedziałaś.

– Naprawdę?

– Byłaś wtedy na mnie zła.

– Musiałam być. O co?

– To było tego dnia, gdy aresztowaliśmy Nortona Lewisa, który trochę nas przegonił po mieście, a ja nie pozwoliłem ci go zastrzelić.

– Racja. Serio chciałam go zastrzelić.

– To nie było konieczne.

Westchnęła.

– Byłam od tego o krok.

– I tak go zwinęliśmy.

– Ale mogło się to kiepsko skończyć. Mieliśmy trochę szczęścia. A zresztą ten sukinsyn nie zasługiwał na nic lepszego.

– Z tym się mogę zgodzić – przytaknął. – No, w każdym razie nie myślałam tego poważnie – to znaczy o twoim mieszkaniu.

– Owszem, myślałaś.

– Dobrze, myślałam, ale teraz patrzę na to inaczej. Na tym popieprzonym świecie wszyscy musimy wynaleźć jakiś sposób, żeby nie zwariować. Twój jest całkiem niezły. W gruncie rzeczy lepszy niż mój.

– Wiesz, co się tu między nami święci? Psycholodzy nazywają to chyba “zacieśnianiem więzi emocjonalnej”.

– Cholera, mam nadzieję, że nie.

– A ja, że tak.

Uśmiechnęła się.

– Podejrzewam, że to się stało już dawno, tylko my nie chcieliśmy się do tego przyznać.

Przez chwilę stali w przyjacielskim milczeniu.

Harry próbował obliczyć, ile czasu minęło od chwili, kiedy uciekli sprzed baru. Uznał, że już chyba godzina, ale trudno było ocenić upływ czasu, kiedy przebywało się poza nim.

Oboje skostnieli z zimna. Możliwe, że w miarę jak tracili ciepło, Tiktakowi coraz trudniej było odróżnić ich od nieruchomego tła. Mimo jego wysiłków, by kontrolować odmienioną przez siebie rzeczywistość, Harry i Connie mogli stopniowo z ruchomych pionków w grze zmieniać się w stałe elementy planszy.

Harry coraz bardziej skłaniał się ku myśli, że pauza nie potrwa dłużej niż godzinę. Miał przeczucie, że ich prześladowca nie jest aż tak wszechwładny, jak się wydaje, że nawet jego fenomenalna moc ma granice i wytworzenie pauzy stanowiło zbyt wielki wysiłek, by Tiktak mógł utrzymywać ją w nieskończoność. To przeczucie częściowo opierało się na faktach, a nie tylko na pobożnych życzeniach. Harry przypomniał sobie wstrząs, jaki przeżył, jadąc do Connie, kiedy usłyszał w radio chrapliwy głos włóczęgi. Dopiero teraz jednak uświadomił sobie w pełni znaczenie słów golema: “Muszę odpocząć, bohaterze… muszę odpocząć… zmęczony… trochę się zdrzemnę…” Padło potem wiele gróźb, zanim gardłowy głos rozpłynął się w trzaskach. Najważniejsze jednak było nie to, że Tiktak mógł w jakiś sposób ingerować w eter i mówić do niego przez radio, lecz fakt, że ta istota o niemal boskiej mocy podlegała pewnym ograniczeniom i od czasu do czasu potrzebowała odpoczynku jak każdy zwykły śmiertelnik.

Rozważając to, Harry doszedł do wniosku, że Tiktak po każdym bardziej widowiskowym występie znikał na godzinę lub dłużej i dopiero potem wznawiał dręczenie ofiar.

“Muszę odpocząć, bohaterze… zmęczony… trochę się zdrzemnę…”

Harry przypomniał sobie, jak przekonywał Connie, że nawet psychopata o paranormalnych zdolnościach musi mieć jakieś słabe punkty. Kolejne coraz bardziej niewiarygodne wyczyny Tiktaka osłabiły to przekonanie, lecz teraz Harry znów poczuł przypływ otuchy.

“Muszę odpocząć, bohaterze… zmęczony… trochę się zdrzemnę…”

Już miał się podzielić tą pokrzepiającą nowiną z Connie, gdy poczuł, jak dziewczyna nagle przestaje drżeć i sztywnieje. Przez moment obawiał się, że uległa działaniu entropii i stała się częścią pauzy.

Wtedy zobaczył, iż przechyliła głowę, jakby na słaby odgłos, którego on nie dosłyszał, zaprzątnięty swoimi myślami.

Odgłos rozległ się znowu. Stuknięcie.

Potem szuranie.

Donośny grzechot.

Wszystkie dźwięki były płytkie, wyizolowane jak odgłosy ich kroków w czasie długiego biegu z nabrzeżnej autostrady.

Zaniepokojona Connie cofnęła rękę, którą obejmowała Harry’ego.

Na parterze magazynu golem sunął przez odlane w czerni cienie i jasne smugi światła, między skamieniałymi widzami i zamarłymi tancerzami. Wszedł tymi samymi drzwiami co oni, podążając ich śladem.

4

Connie instynktownie chciała cofnąć się od poręczy, by golem jej nie zobaczył, gdy podniesie wzrok, lecz powstrzymała ten odruch. W bezdennej ciszy pauzy nawet cichutkie szurnięcie podeszwy buta o podłogę lub najmniejsze trzaśniecie deski natychmiast przyciągnęłoby uwagę olbrzyma.

Harry również powściągnął chęć ukrycia się i stał niemal tak nieruchomo jak tancerze w dole. Dzięki Bogu.

Connie złapała się na głupiej nadziei, że Tiktak zgodnie ze swoim przyrzeczeniem naprawdę tropi ich tylko za pomocą zwykłych ludzkich zmysłów. Tak jakby po jakimkolwiek psychopacie i wielokrotnym mordercy, z paranormalnymi zdolnościami czy bez, można było oczekiwać, że dotrzyma słowa! A jednak uczepiła się tej myśli. Skoro jeden człowiek mógł rzucić na cały świat tak potężny urok, jak w bajce, to może jej własne nadzieje i pragnienia również mają przynajmniej drobniutką moc?

Życie może być gorzkie jak łzy smoka. Lecz czy łzy smoka są gorzkie, czy słodkie, zależy wyłącznie od tego, jak ktoś odbiera ich smak.

Ten ktoś to ona.

Poczuła, że w jej duszy coś się budzi, zachodzi jakaś ważna zmiana, i zapragnęła żyć, żeby zobaczyć, co z tego wyniknie.

Lecz w dole czyhał golem.

Connie oddychała przez usta, wolno, jak najciszej.

Olbrzym kroczył między zastygłymi tancerzami i kręcił wielką głową w obie strony, metodycznie szukając w tłumie. Przechodził przez nieruchome smugi laserów i punktowców, stawał się czerwony, zielony, żółty, znów czerwony… Niekiedy ginął w mroku między pasmami światła. Tylko jego oczy były wciąż niebieskie, płonące, niesamowite.

Dotarł do miejsca, gdzie tancerze tłoczyli się ciaśniej. Odepchnął w bok młodego mężczyznę w dżinsach i niebieskiej sztruksowej marynarce. Tancerz zaczął wolno przewracać się do tyłu, lecz nie upadł. Zatrzymał się pod kątem czterdziestu pięciu stopni nad podłogą i wisiał w tej nieprawdopodobnej pozycji, wciąż tak samo upozowany, z tym samym wyrazem twarzy, gotów w ułamku sekundy runąć w dół, gdy czas ruszy z miejsca.

Posuwając się ku tyłowi wielkiej hali, olbrzym odpychał z drogi kolejnych tancerzy, inicjując upadki i zderzenia, które nastąpią z końcem pauzy. Wydostanie się cało z budynku będzie wtedy prawdziwą sztuką. Zaskoczeni ludzie, nieświadomi przejścia potwora, zaczną oskarżać sąsiadów o brutalne przepychanki. W mig dojdzie do bójek i wkrótce rozpęta się istne pandemonium. Zamieszanie szybko zrodzi panikę. W hali, omiatanej laserami i wstrząsanej basami muzyki techno, tłum poturbowanych i przerażonych ludzi rzuci się do drzwi i cud będzie, jeśli w tumulcie ktoś nie zostanie stratowany na śmierć.