Zebrała igły i razem z nabojami z tuszem schowała do plecaka. Później poszła do łazienki umyć ręce. Wracając do sypialni, zdała sobie sprawę, że czuje się znacznie lepiej.
– Dobranoc – powiedziała na pożegnanie.
Zanim opuściła mieszkanie, odpięła kajdanki u jednej ręki i położyła kluczyk na brzuchu adwokata. Wzięła ze sobą film i pęk jego kluczy.
KIEDY PO PÓŁNOCY palili na spółkę papierosa, Mikael powiedział, że przez jakiś czas się nie zobaczą. Cecilia zwróciła ku niemu oniemiałą twarz.
– Co chcesz przez to powiedzieć?
Wyglądał na zawstydzonego.
– W poniedziałek idę na trzy miesiące do więzienia.
Nie potrzebowała dodatkowych wyjaśnień. Przez dłuższą chwilę leżała w milczeniu i nagle zachciało się jej płakać.
DRAGAN ARMANSKI zaczął tracić nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek zobaczy Lisbeth Salander, gdy w poniedziałkowe popołudnie zapukała do jego drzwi. Odkąd na początku stycznia odwołał zlecenie w sprawie Wennerstróma, ślad po niej zaginął. Za każdym razem, gdy próbował do niej dzwonić, albo nie podnosiła słuchawki, albo natychmiast kończyła rozmowę, wyjaśniając, że jest zajęta.
– Masz dla mnie jakąś pracę? – zapytała bez zbędnych wstępów na powitanie.
– Cześć. Fajnie, że się odezwałaś. Myślałem, że umarłaś albo coś.
– Miałam kilka spraw do załatwienia.
– Dosyć często miewasz takie sprawy.
– To był nagły przypadek. Ale teraz wróciłam. Masz dla mnie pracę?
Armanski pokręcił głową.
– Sorry. Akurat teraz nic nie mam.
Salander przyglądała mu się spokojnie.
– Lisbeth, wiesz, że cię lubię i chętnie zatrudniam. Ale nie było cię przez dwa miesiące, a ja miałem masę roboty. Nie można po prostu na tobie polegać. Musiałem porozdzielać te zlecenia między innych i teraz nic nie mam.
– Możesz podgłośnić?
– Co?
– Radio.
… czasopisma „Millennium". Informację o tym, że Henrik Vanger zostaje udziałowcem firmy i członkiem zarządu „Millennium", podano do wiadomości tego samego dnia, w którym wydawca Mikael Blomkvist zaczyna odbywanie trzymiesięcznej kary więzienia za zniesławienie finansisty Hansa-Erika Wennerstróma. Redaktor naczelna czasopisma Erika Berger w trakcie konferencji prasowej oznajmiła, że po odbyciu kary Mikael Blomkvist powróci na zajmowane wcześniej stanowisko.
– O kurza dupa – powiedziała Lisbeth tak cicho, że Armanski dostrzegł tylko ruch warg.
Nagle podniosła się i ruszyła w kierunku drzwi.
– Poczekaj. Dokąd idziesz?
– Do domu. Muszę sprawdzić kilka rzeczy. Jak będziesz coś miał, to zadzwoń.
WIADOMOŚĆ O TYM, że „Millennium" zostało zasilone przez Henrika Vangera, była o wiele większym wydarzeniem, niż Lisbeth oczekiwała. Internetowe wydanie popołudniówki „Aftonbladet" zawierało dłuższą informację agencyjną, w której – podsumowując karierę przemysłowca – stwierdzano, że jego ostatnie publiczne wystąpienie było pierwszym od ponad dwudziestu lat. Fakt, że został akcjonariuszem właśnie tego czasopisma, wydawał się równie nieprawdopodobny jak przypuszczenie, że Peter Wallenberg i Erik Penser nagle pojawią się w roli współudziałowców w ETC czy sponsorów „Ordfront Magasin".
Wydarzenie było tak sensacyjne, że w wieczornym wydaniu wiadomości „Rapport" pojawiło się jako news numer trzy, któremu poświęcono całe trzy minuty. Przeprowadzono wywiad z siedzącą w redakcji Eriką Berger. Nagle afera Wennerstróma znów stała się gorącym tematem.
– W ubiegłym roku zrobiliśmy poważny błąd, w rezultacie którego oskarżono nas o zniesławienie. Oczywiście ubolewamy z tego powodu… i przy najbliższej okazji jeszcze do tej historii powrócimy.
– Co ma pani na myśli, mówiąc o powrocie do tej historii? – zapytał reporter.
– To, że w swoim czasie opublikujemy naszą wersję zdarzeń, czego tak naprawdę nigdy nie uczyniliśmy
– Ale przecież mieli państwo szansę zrobić to w trakcie procesu.
– Zdecydowaliśmy się nie ujawniać wszystkich szczegółów. Ale oczywiście w dalszym ciągu będziemy zajmować się dziennikarstwem śledczym.
– Czy to oznacza, że obstają państwo przy tej wersji historii, która doprowadziła do oskarżenia?
– Pozostawiam to pytanie bez komentarza.
– Po zapadnięciu wyroku sądowego zwolniła pani Mikaela Blomkvista z pracy.
– To zupełnie nie tak. Proszę przeczytać nasze oświadczenie prasowe. Mikael Blomkvist potrzebował czasu na ochłonięcie, na odizolowanie się i odpoczynek. Pod koniec roku powróci na stanowisko wydawcy.
Kamera ślizgała się po redakcji, podczas gdy reporter w błyskawicznym tempie informował o faktach z historii „Millennium". Przedstawił czasopismo jako nietuzinkowe, ale dość agresywne. Mikael Blomkvist nie mógł udzielić komentarza, ponieważ właśnie rozpoczął odbywanie kary w więzieniu Rullaker, nad niewielkim jeziorem w jamtlandzkich lasach, około dziesięciu kilometrów od Ostersundu.
Lisbeth zdołała jednak zauważyć w rogu ekranu, że w drzwiach redakcji mignął przez moment Dirch Frode. Zmarszczyła brwi i przygryzała w zamyśleniu dolną wargę.
TO BYŁ niezbyt obfitujący w newsy poniedziałek i w wiadomościach o dziewiątej poświęcono Henrikowi Vangerowi cztery minuty. Rozmawiano z nim w studiu telewizyjnym w Hedestad. Stwierdziwszy na początku, że po dwóch dekadach milczenia przemysłowiec Henrik Vanger znów stanął w świetle jupiterów, przedstawiono jego życie w biało-czarnych obrazach, na których między innymi pojawiał się w towarzystwie Tage Erlandera, a w latach sześćdziesiątych otwierał fabrykę za fabryką. Później kamera przeniosła się do studia, w którym bohater dnia siedział wygodnie rozparty na kanapie, z nogą założoną na nogę. Miał na sobie żółtą koszulę, wąski zielony krawat i luźną ciemnobrązową marynarkę. Nie uszło niczyjej uwagi, że wyglądał jak chudy i podstarzały strach na wróble. Ale mówił jasnym, pewnym głosem. I absolutnie nie owijał w bawełnę. Reporter zaczął od pytania, co skłoniło Vangera do zostania akcjonariuszem gazety.
– To po prostu dobre czasopismo, kibicowałem mu przez wiele lat. A dzisiaj jest atakowane; potężni wrogowie dążą do jego zniszczenia. Organizują bojkot, który polega na niezamieszczaniu w „Millennium" ogłoszeń.
Reporter, najwyraźniej nieprzygotowany na taką odpowiedź, wyczuł jednak, że ta od początku nietypowa historia przyjmuje zupełnie nieoczekiwany obrót.
– A… kto stoi za bojkotem?
– To jedna ze spraw, które zostaną dokładnie zbadane przez pracowników czasopisma. Korzystając ze sposobności, chciałbym podkreślić, że „Millennium" nie podda się tak łatwo.
– Czy to dlatego został pan współudziałowcem gazety?
– Byłoby wielkim ciosem dla wolności słowa, gdyby przedstawicielom jakiejś sfery udało się uciszyć niewygodny głos w mediach.
Można było odnieść wrażenie, że Henrik Vanger przez całe życie był radykalnym obrońcą swobody wypowiedzi. Mikael, siedząc po raz pierwszy w więziennej sali telewizyjnej, zaśmiał się głośno. Współwięźniowie spojrzeli na niego z niepokojem.
Później, kiedy leżał na łóżku w swojej celi, przypominającej ciasny pokój motelowy z niewielkim stolikiem, krzesłem i półką na ścianie, przyznał, że Henrik i Erika mieli rację co do sposobu wprowadzenia wiadomości na rynek. Nie zamieniwszy z nikim słowa, wiedział, że nastawienie do czasopisma uległo zmianie.
Wystąpienie Henrika to nic innego jak wypowiedzenie wojny Wennerstrómowi. Przesłanie było krystalicznie jasne: nie waż się podnieść ręki na czasopismo zatrudniające sześć osób, o rocznym budżecie, który odpowiada kosztom reprezentacyjnego lunchu Wennerstroem Group. Walcząc z „Millennium", walczysz również z przedsiębiorstwem Vangera, które wprawdzie jest tylko cieniem swojej dawnej świetności, ale stanowi znacznie poważniejsze wyzwanie. Hans-Erik Wennerstróm miał do wyboru: albo wycofać się z konfliktu, albo podjąć się dzieła rozbicia koncernu Vangera w drobny mak.