Otworzył tę ostatnią i przeczytał na wewnętrznej stronie okładki: Harriet Vanger, 12/5 1963. Zapewne prezent konfirmacyjny W ponurym nastroju odłożył ją na półkę.
ZARAZ ZA DOMKIEM znajdowało się pomieszczenie łączące funkcję schowka i drewutni. Oprócz drewna leżały tu w nieładzie: kosa, grabie, młotki, piły, a także karton pełen gwoździ, dłut i innych narzędzi. Wychodek stał dwadzieścia metrów dalej, już w lesie. Mikael rozejrzał się dookoła, a później wrócił do chatki. Usiadł z kawą na werandzie, zapalił papierosa i przez zasłonę zarośli przyglądał się zatoce. W rzeczywistości chatka Gottfrieda wyglądała o wiele bardziej bezpretensjonalnie niż w wyobrażeniach Mikaela. A więc to było miejsce, w którym zaszywał się ojciec Harriet i Martina, gdy jego małżeństwo z Isabellą w końcu lat pięćdziesiątych legło w gruzach. Tutaj mieszkał i chlał.
I gdzieś tam, przy pomoście, utonął ze zbyt wieloma promilami we krwi. Życie nad samą wodą było bez wątpienia przyjemne w lecie, ale gdy temperatura spadała do zera, musiało tu być wilgotno, zimno i strasznie. Z opowieści Henrika wynikało, że Gottfried – z wyjątkiem okresów niekontrolowanego picia – pracował w koncernie Vangera nieustannie aż do 1964 roku. Sam fakt, że mieszkając mniej lub bardziej stale w spartańskich warunkach, pojawiał się w pracy ogolony, umyty, w marynarce i krawacie, świadczył mimo wszystko o jakiejś dozie dyscypliny.
Ale to było też miejsce, w którym Harriet przebywała tak często, że właśnie tutaj zaczęto jej szukać. Henrik opowiadał, że przez ostatnie lata Harriet chętnie przychodziła do chatki, najwidoczniej po to, żeby zażyć spokoju. W ostatnie wakacje mieszkała tutaj trzy miesiące, chociaż codziennie bywała w domu. Przez sześć tygodni gościła tu Anitę, siostrę Cecilii Vanger.
Czym zajmowała się w samotności? Czasopisma „Mitt Livs Novell" i „Romans", podobnie jak książki z serii Kitty mówiły same za siebie. Może szkicownik też należał do Harriet? Tutaj leżała również jej Biblia.
Czy chciała być w pobliżu zmarłego tragicznie ojca? Przejść po swojemu okres żałoby? Czy to nie zbyt proste wyjaśnienie? A może chodziło o religijne przemyślenia? Czy przaśna i ascetyczna chatka nie była dla Harriet namiastką zakonu?
MIKAEL RUSZYŁ wzdłuż brzegu na południowy wschód, ale liczne rozpadliny i zarośla jałowca czyniły teren niedostępnym. Zawrócił do chatki i udał się w drogę powrotną do Hedeby. Według mapy niedaleko powinna biec leśna ścieżka prowadząca do Fortów. Znalezienie tej zarośniętej dróżki zajęło mu dwadzieścia minut. Betonowe bunkry rozrzucone wokół schronu dla dowództwa były pozostałością umocnień z czasów drugiej wojny światowej. Wszystko tonęło w gęstych zaroślach.
Idąc ścieżką w kierunku morza, Mikael ujrzał stojącą na skraju poręby szopę do przechowywania łodzi i leżący obok niej wrak drewnianej motorówki. Wróciwszy do Fortów, ruszył w drugą stronę i gdy doszedł do ogrodzenia, stwierdził, że znajduje się na tyłach gospodarstwa Óstergarden.
Szedł przez las krętą i dziką ścieżką, chwilami biegnącą równolegle do pól uprawnych. Od czasu do czasu ze względu na podmokły teren zbaczał ze szlaku. W końcu dotarł do torfowiska za stodołą. Wszystko wskazywało na to, że ścieżka kończyła się właśnie tutaj, sto metrów od głównej drogi do Óstergarden.
Po drugiej stronie wznosiła się góra Sóderberget. Pokonawszy strome podejście, Mikael wdrapał się na szczyt. Jedna z krawędzi opadała niemal pionową ścianą do wody. Mikael szedł długim grzbietem w kierunku Hedeby. Zatrzymawszy się nad ośrodkiem wczasowym, podziwiał widok na stary port rybacki, kościół i własną chatkę. Usiadł na kamiennej płycie i wlał do kubka resztkę letniej kawy.
Nie miał pojęcia, co porabia w Hedeby, ale podobał mu się tutejszy krajobraz.
CECILIA VANGER trzymała się z daleka, a Mikael nie chciał być nachalny. Ale po tygodniu zapukał do jej drzwi. Wpuściła go do środka i nastawiła ekspres do kawy.
– Pewnie uważasz, że jestem okropnie śmieszna; pięćdziesięciosześcioletnia stateczna nauczycielka zachowująca się jak nastolatka.
– Cecilio, jesteś dorosłym człowiekiem, który ma prawo robić to, co mu się żywnie podoba.
– Wiem. Dlatego postanowiłam, że nie będę się już z tobą spotykać. Nie potrafię…
– Nie jesteś mi winna żadnych wyjaśnień. Mam nadzieję, że pozostaniemy przyjaciółmi.
– Chcę, żebyśmy dalej byli przyjaciółmi. Ale nie potrafię być z tobą w związku. Nigdy nie byłam dobra w utrzymywaniu związków. Chyba potrzebuję pobyć sama ze sobą.
Rozdział 16
PO SZEŚCIU MIESIĄCACH bezowocnych rozmyślań Mikael nagle dokonał przełomu w sprawie zniknięcia Harriet. W ciągu kilku dni na początku czerwca odnalazł trzy nowe fragmenty układanki. Za dwa z nich odpowiadał sam. W znalezieniu trzeciego ktoś mu pomógł.
Po wizycie Eriki przez kilka godzin siedział nad albumem i oglądając zdjęcie za zdjęciem, próbował zrozumieć, na co w nich wcześniej zwrócił uwagę. W końcu odłożył fotografie i wrócił do pracy nad kroniką.
Któregoś dnia na początku czerwca pojechał do Hedestad. Gdy autobus skręcał w Jarnvagsgatan, pogrążony w zupełnie innych myślach nagle pojął owo nieuchwytne coś, co od jakiegoś czasu kiełkowało mu w głowie. Spadło to na niego jak grom z jasnego nieba. Był tak skonfundowany, że dojechawszy do końcowego przystanku przy dworcu, udał się od razu w powrotną podróż do Hedeby, żeby sprawdzić, czy dobrze zapamiętał.
Chodziło o pierwsze zdjęcie w albumie.
Ostatnie zrobione Harriet fatalnego dnia, na Jarnvagsgatan w Hedestad, gdzie przyglądała się świątecznemu korowodowi.
Fotografia stanowiła dziwaczny wtręt w albumie. Znalazła się tam tylko dlatego, że wykonano ją tego samego dnia, ale jako jedyna nie dotyczyła zdarzenia na moście. Uwagę Mikaela (i – jak przypuszczał – każdego innego oglądającego album) przyciągały przede wszystkim osoby i szczegóły związane z wypadkiem. Zdjęciu przedstawiającemu tłum ludzi w Hedestad na wiele godzin przed tragedią brakowało dramatyzmu.
Henrik Vanger z pewnością oglądał je tysiąc razy, stwierdzając z żalem, że już nigdy więcej nie zobaczy Harriet. Być może irytował go fakt, że w tak skadrowanym obrazie dziewczyna tonęła w morzu ludzkich głów.
Ale nie to przykuło uwagę Mikaela.
Zdjęcie zostało zrobione z drugiej strony ulicy, prawdopodobnie z okna na drugim piętrze. Szeroki kąt uchwycił przód jednej z ciężarówek w korowodzie. Kobiety w błyszczących strojach kąpielowych i szarawarach, pląsając na platformie, rzucały w publiczność cukierkami. Przed maską samochodu tańczyło w podskokach trzech klaunów.
Harriet stała w pierwszym rzędzie, tuż przy krawężniku. Obok niej trzy koleżanki z klasy, a wokół co najmniej sto innych osób tworzących publiczność.
Właśnie to podświadomie zauważył Mikael i właśnie to uświadomił sobie, gdy autobus przejeżdżał obok miejsca, w którym zrobiono zdjęcie.
Widzowie zachowywali się dokładnie tak, jak powinni się zachowywać widzowie. Ich zbiorowe spojrzenie podąża przecież zawsze za piłeczką tenisową czy hokejowym krążkiem. Tak więc osoby po lewej stronie fotografii patrzyły na przechodzących właśnie klaunów. Stojący najbliżej ciężarówki zawiesili wzrok na platformie ze skąpo ubranymi kobietami. Rozbawione twarze. Przejęte dzieci. Roześmiane buzie. Wszyscy wyglądali na zachwyconych.
Wszyscy oprócz jednej osoby.
Harriet patrzyła w bok. Wszyscy w jej pobliżu obserwowali klaunów. Twarz dziewczyny była zwrócona o trzydzieści albo trzydzieści pięć stopni w prawo. Jak gdyby zatrzymała spojrzenie na czymś po drugiej strony ulicy, czymś znajdującym się poza kadrem fotografii.