– Serce – wyszeptała. – Obudził mnie jakiś czas temu, miał bóle w piersi, a później padł zemdlony.
Mikael mocno objął wierną gosposię i stali tak, podczas gdy pielęgniarze wynosili na noszach niedającego znaku życia Henrika. Za pielęgniarzami szedł wyraźnie zestresowany Martin Vanger. Telefon Anny musiał go wyrwać z łóżka; na bosych stopach miał kapcie, zapomniał zapiąć rozporek. Ukłoniwszy się pospiesznie Mikaelowi, wydał Annie instrukcje.
– Jadę z nim do szpitala. Zadzwoń do Birgera i Cecilii. I nie zapomnij o Dirchu Frodem.
– Ja mogę się do niego przejść – zaproponował Mikael.
Anna skinęła z wdzięcznością.
Ktoś, kto puka do drzwi po dwunastej w nocy, zazwyczaj ma złe wieści, pomyślał Mikael, przyciskając dzwonek w domu adwokata. Upłynęło kilka minut, zanim ewidentnie zaspany Frode otworzył drzwi.
– Mam niedobrą wiadomość. Karetka pogotowia właśnie zabrała Henrika do szpitala. Prawdopodobnie atak serca. Martin chciał, żeby pana zawiadomić.
– Boże wielki! – wykrzyknął Frode i spojrzał na swój zegarek. – Dzisiaj jest piątek, trzynasty – dodał z niezrozumiałą logiką i skonsternowanym wyrazem twarzy.
MIKAEL WRÓCIŁ do domu o wpół do trzeciej w nocy. Po chwili wahania postanowił odłożyć rozmowę z Eriką na później. Zadzwonił do niej dopiero następnego ranka o dziesiątej, upewniwszy się najpierw – podczas błyskawicznej rozmowy z Frodem – że Henrik żyje. Przekazał jej wiadomość o tym, że najnowszy współudziałowiec znajduje się w szpitalu. Erika przyjęła informację ze zrozumiałym smutkiem i niepokojem.
DIRCH FRODE przyszedł do Mikaela z dokładniejszymi informacjami o stanie Henrika dopiero późnym wieczorem.
– Żyje, ale nie ma się najlepiej. Miał rozległy zawał serca, a oprócz tego złapał jakąś infekcję.
– Widział się pan z nim?
– Nie. Leży na OIOM-ie. Czuwają przy nim Martin i Birger.
– Szanse?
Dirch Frode zakołysał dłonią tam i z powrotem.
– Przeżył zawał, a to jest zawsze dobry znak. No i tak w ogóle jest w dosyć dobrej kondycji fizycznej. Ale ma swoje lata. Zobaczymy.
Siedzieli przez chwilę w milczeniu, zastanawiając się nad kruchością życia. Mikael dolał kawy. Frode wyglądał na przygnębionego.
– Muszę zadać kilka pytań. Chodzi o dalsze losy mojego zlecenia – przerwał ciszę Mikael.
Frode spojrzał na niego bez wyrazu.
– Warunki pańskiego zatrudnienia nie ulegają zmianie. Reguluje je umowa, która wygasa w końcu roku, niezależnie od tego, czy Henrik żyje, czy nie. Nie ma pan powodu do niepokoju.
– Ależ ja się nie niepokoję i nie o to mi chodziło. Zastanawiam się, komu mam teraz zdawać sprawozdania z postępów w pracy.
Frode westchnął.
– Panie Mikaelu, wie pan tak samo jak ja, że ta historia z Harriet to dla Henrika tylko zajęcie dla zabicia czasu.
– Nie jestem taki pewien.
– Co pan przez to rozumie?
– Znalazłem nowy materiał dowodowy – powiedział Mikael. – Wczoraj poinformowałem o tym Henrika. Obawiam się, że mogło się to przyczynić do zawału…
Frode popatrzył na Mikaela osobliwym wzrokiem.
– Pan żartuje.
Mikael pokręcił głową.
– Panie Dirchu, przez ostatnie dni wygrzebałem więcej materiału o zniknięciu Harriet, niż prowadzącym oficjalne dochodzenie udało się zgromadzić w ciągu co najmniej trzydziestu pięciu lat. Mój problem polega na tym, że nigdy nie ustaliliśmy, komu mam zdawać raporty pod nieobecność Henrika.
– Może je pan zdawać mnie.
– W porządku. Muszę coś z tym zrobić. Ma pan chwilkę?
Mikael przedstawił swoje odkrycia w sposób tak przejrzysty, jak tylko potrafił. Zaprezentował serię zdjęć z Jarnvagsgatan i wyłuszczył swoją teorię. Następnie opowiedział o tym, jak jego córka rozszyfrowała zagadkę numerów z notesu Harriet i zakończył wspomnieniem o brutalnie zamordowanej w 1949 roku Rebece Jacobsson.
W dalszym ciągu zachował dla siebie informację o twarzy w oknie Harriet. Chciał najpierw porozmawiać z Cecilią, zanim rzuci na nią jakiekolwiek podejrzenie.
Czoło adwokata pokryły frasobliwe zmarszczki.
– Sądzi pan, że morderstwo Rebeki ma związek ze zniknięciem Harriet?
– Nie wiem. To mało prawdopodobne. Ale fakt pozostaje faktem, że Harriet zanotowała w swoim notesie inicjały RJ razem z odniesieniem do prawa o ofierze całopalnej. Rebeka Jacobsson została spalona na śmierć. Związek z rodziną Vangerów jest oczywisty; dziewczyna pracowała w koncernie.
– I jak pan to wszystko wyjaśni?
– Nie potrafię tego teraz wyjaśnić. Ale chcę nad tym popracować. Traktuję pana jako przedstawiciela Henrika. Musi pan podjąć decyzję w jego imieniu.
– Może powinniśmy zawiadomić policję?
– Nie. Przynajmniej nie bez zgody Henrika. Dochodzenie w sprawie morderstwa Rebeki umorzono lata temu, a całość uległa przedawnieniu. Policja nie wznowi śledztwa w sprawie przestępstwa sprzed pięćdziesięciu czterech lat.
– Rozumiem. Co pan zatem zamierza?
Mikael wstał i obszedł kuchnię.
– Po pierwsze chciałbym podążyć śladem fotograficznym. Gdybyśmy wiedzieli, co zobaczyła Harriet… Myślę, że to może być klucz do przebiegu wydarzeń. Po drugie potrzebuję samochodu, żeby pojechać do Norsjó i przekonać się, dokąd prowadzi ten trop. A po trzecie chciałbym sprawdzić wypisane przez Harriet cytaty biblijne. Jeden z nich powiązaliśmy z okrutnym morderstwem. Zostały nam cztery. Żeby je rozszyfrować… W zasadzie potrzebowałbym pomocy.
– Jakiego rodzaju pomocy?
– Potrzebowałbym współpracownika, który zna się na researchu, który przekopałby archiwa prasowe w poszukiwaniu Magdy, Sary i pozostałych imion. Jeżeli moje podejrzenia są słuszne, Rebeka nie była jedyną ofiarą.
– Uważa pan, że powinniśmy wtajemniczyć kolejną osobę?
– Raptem okazuje się, że jest mnóstwo do odgrzebania. I trzeba to zrobić. Gdybym był policjantem, gdybym brał udział w śledztwie, mógłbym do tego typu zajęć oddelegować innych. Potrzebuję profesjonalisty, który zna się na archiwach i na którym można polegać.
– Rozumiem… Właściwie to znam taką kompetentną osobę. To ona zrobiła wywiad środowiskowy na pański temat… – powiedział Frode, zanim zdążył się ugryźć w język.
– KTO ZROBIŁ CO? – zapytał Mikael ostrym tonem.
Dirch Frode pojął, że powiedział coś, co powinien był przemilczeć. Starzeję się, przeleciało mu przez głowę.
– Ja tylko głośno myślę. Nikt nic… – próbował.
– Zlecił pan przeprowadzenie wywiadu na mój temat?
– To przecież nic strasznego, panie Mikaelu. Chcieliśmy pana zatrudnić, więc najpierw sprawdziliśmy, kim pan jest.
– To dlatego Henrik zawsze sprawia wrażenie, jakby czytał w moich myślach. Jak dokładne było badanie?
– Dosyć dokładne.
– Obejmowało problemy „Millennium"?
Frode wzruszył ramionami.
– To było wtedy aktualne.
Mikael zapalił papierosa. Piątego tego dnia. Uświadomił sobie, że zaczyna się uzależniać.
– Pisemny raport?
– Panie Mikaelu, nie ma o czym mówić.
– Chcę przeczytać ten raport.
– Proszę pana, to naprawdę nic specjalnego. Chcieliśmy pana sprawdzić przed zleceniem tego zadania, nic więcej.
– Chcę przeczytać ten raport – powtórzył Mikael.
– Tylko Henrik może wydać zezwolenie.
– Na pewno? Ta ja powiem tak: w ciągu godziny chcę dostać ten raport do ręki. Jeżeli go nie dostanę, to z miejsca składam wypowiedzenie i wracam wieczornym pociągiem do Sztokholmu. Gdzie jest ten raport?