Po południu, kiedy upał stawał się nie do zniesienia, robili przerwę. Kilka razy kąpali się w kanale, parokrotnie przeszli się na taras kawiarni Susanny. Susanna nagle zaczęła traktować Mikaela ostentacyjnie chłodno. Domyślił się, że chodziło o Lisbeth, którą łatwo było wziąć za niepełnoletnią, a która mieszkała u niego w domu, co w oczach właścicielki kawiarni zamieniało go w podstarzałego lubieżnika. To nie było przyjemne.
Mikael biegał każdego wieczoru. Gdy wracał zdyszany do chatki, Lisbeth pozostawiała jego treningi bez komentarza. Przeskakiwanie w biegu przez pieńki i kamienie najwyraźniej nie mieściło się w jej wyobrażeniu o wakacyjnych rozrywkach.
– Mam ponad czterdzieści lat – powiedział kiedyś. – Jeżeli nie chcę straszliwie zaokrąglić się w pasie, to muszę trenować.
– Aha.
– A ty nigdy nie trenujesz?
– Czasami boksuję.
– Boksujesz?
– Tak. No wiesz, w rękawicach.
Stojąc pod prysznicem, Mikael próbował sobie wyobrazić Lisbeth na ringu. Nie był pewien, czy dziewczyna sobie z niego nie kpi. Musiał postawić to pytanie.
– W jakiej klasie wagowej?
– W żadnej. Od czasu do czasu sparinguję z chłopakami w klubie bokserskim na Sóder.
Dlaczego mnie to nie dziwi, pomyślał Mikael. Stwierdził jedynie, że przynajmniej coś mu o sobie powiedziała. W dalszym ciągu nie wiedział o niej podstawowych rzeczy, a mianowicie: jak to się stało, że zaczęła pracować u Armanskiego, jakie ma wykształcenie i co robią jej rodzice. Gdy tylko próbował zadać jakieś osobiste pytanie, zamykała się jak małż i odpowiadała monosylabami albo najzwyczajniej go ignorowała.
PEWNEGO POPOŁUDNIA Lisbeth odłożyła nagle skoroszyt i – marszcząc brwi – popatrzyła na Mikaela.
– Co wiesz o Ottonie Falku, pastorze?
– Niewiele. Na początku roku spotkałem parę razy obecną pastor i od niej dowiedziałem się, że Falk żyje i mieszka w jakimś domu opieki w Hedestad. Alzheimer.
– Skąd pochodzi?
– Stąd, z Hedestad. Studiował w Uppsali i wrócił tutaj, gdy miał kolo trzydziestki.
– Nie był żonaty. I Harriet się z nim spotykała.
– Dlaczego pytasz?
– Stwierdzam tylko, że ten Moreli, glina, był wobec niego dość łagodny w trakcie przesłuchania.
– W latach sześćdziesiątych duchowni mieli ciągle jeszcze szczególną pozycję w społeczeństwie. To, że mieszkał na wyspie, blisko centrum władzy, że tak powiem, było czymś zupełnie naturalnym.
– Zastanawiam się, jak dokładnie policja przeszukała plebanię. Ze zdjęcia wynika, że to był dość duży drewniany dom. Musiało tam być sporo miejsc, w których można było na jakiś czas ukryć zwłoki.
– To prawda. Ale w materiale nie ma niczego, co wskazywałoby na jego powiązanie z seryjnymi morderstwami albo ze zniknięciem Harriet.
– Właśnie że jest – powiedziała Lisbeth, uśmiechając się krzywo. – Po pierwsze był pastorem, a pastorzy, jeżeli ktoś w ogóle, mają specyficzny stosunek do Biblii. A po drugie był ostatnią osobą, która widziała Harriet i rozmawiała z nią.
– Ale zaraz potem poszedł na miejsce wypadku i spędził tam kilka godzin. Widać go na mnóstwie zdjęć, szczególnie tych zrobionych w czasie, kiedy zniknęła Harriet.
– Eee tam, mogłabym bez trudu podważyć jego alibi. Ale pomyślałam o czymś innym. To jest historia o sadystycznym mordercy kobiet.
– No i?
– Byłam… Wiosną miałam trochę czasu i czytałam sporo o sadystach w zupełnie innej sprawie. Jednym z tekstów była instrukcja FBI, w której podkreślano, że uderzająco wielu morderców seryjnych pochodzi z dysfunkcyjnych rodzin i w dzieciństwie torturowało zwierzęta. A oprócz tego część amerykańskich seryjnych morderców schwytano z powodu wzniecania przez nich pożarów.
– Ofiary zwierzęce, ofiary całopalne, to masz na myśli?
– Tak. Zarówno męczone zwierzęta, jak i pożary pojawiają się kilkakrotnie w przypadkach morderstw zapisanych przez Harriet. Ale chodzi mi głównie o to, że w latach siedemdziesiątych spłonęła na wyspie plebania.
Mikael zadumał się.
– Naciągane – powiedział w końcu.
Lisbeth skinęła głową.
– Zgadza się. Ale warte odnotowania. Nigdzie w śledztwie nie znalazłam wzmianki o przyczynie pożaru. Ciekawe, czy w latach sześćdziesiątych miały miejsce jakieś inne tajemnicze pożary. No i dobrze byłoby wiedzieć, czy w tym samym czasie zdarzały się tutaj przypadki znęcania się nad zwierzętami.
GDY LISBETH KŁADŁA się spać w Hedeby po raz siódmy, była lekko zirytowana na Mikaela. Przez cały tydzień codziennie spędzała z nim prawie każdą minutę. W normalnych przypadkach zaledwie siedmiominutowe towarzystwo innej osoby wystarczyło, żeby przyprawić ją o ból głowy.
Już dawno stwierdziła, że relacje z innymi nie są jej mocną stroną i że żyje jak odludek. Zupełnie jej to wystarczało, pod warunkiem że ludzie zostawiali ją w spokoju. Niestety otoczenie nie wykazywało się aż tak wielką mądrością i rozsądkiem. Lisbeth musiała bronić się przed organami opieki społecznej, władzami zajmującymi się opieką nad dziećmi, komisjami nadzorującymi działalność opiekunów, władzami podatkowymi, policjantami, kuratorami, psychologami, psychiatrami, nauczycielami i ochroniarzami (z wyjątkiem tych rozpoznających ją w Kvarnen), którzy odmawiali jej wstępu do knajp, mimo że skończyła dwadzieścia pięć lat. Istniała cała armia ludzi, którzy widocznie nie mieli innego zajęcia niż sterowanie jej życiem i którzy – przy nadarzających się okazjach – próbowali korygować sposób, w jaki zdecydowała się żyć.
Dość wcześnie zrozumiała, że płacz na nic się nie zdaje. Nauczyła się też, że za każdym razem, gdy zwraca czyjąś uwagę na pewien aspekt swego życia, sytuacja ulega pogorszeniu. Dlatego też tylko sobie powierzyła rozwiązywanie problemów. I rozwiązywała je metodami, które sama uznawała za stosowne, o czym przekonał się adwokat Nils Bjurman.
Mikael Blomkvist posiadał tę samą irytującą właściwość co inni ludzie, a mianowicie węszył w jej prywatnym życiu i zadawał pytania, na które nie miała ochoty odpowiadać. Ale poza tym zachowywał się zupełnie inaczej niż mężczyźni, z którymi miała wcześniej do czynienia.
Kiedy ignorowała jego pytania, wzruszał tylko ramionami, nie wracał do tematu i zostawiał ją w spokoju. Zadziwiające.
Oczywiście jeszcze pierwszego ranka, gdy tylko dorwała iBooka, wczytała całą zawartość dysku do swojego komputera. W ten sposób zapewniła sobie dostęp do materiałów, na wypadek gdyby Mikael chciał wykluczyć ją z pracy nad zleceniem.
Gdy wszedł do kuchni, świadomie go prowokowała, demonstracyjnie czytając dokumenty w jego komputerze. Spodziewała się wybuchu wściekłości. Ale Mikael, bardziej zrezygnowany niż zły, wymamrotał tylko jakiś ironiczny komentarz na jej temat i poszedł do łazienki, by później podyskutować na temat tego, co przeczytała. Dziwny facet. Można by prawie ulec złudzeniu, że obdarzył ją zaufaniem.
Niepokoił natomiast fakt, że Mikael odkrył jej hakerskie talenty. Lisbeth zdawała sobie sprawę, że to, czym zajmuje się zawodowo i prywatnie, określa się w języku prawniczym mianem przestępstwa przeciwko ochronie informacji i że grozi za to kara do dwóch lat więzienia. To uderzało w jej czuły punkt. Nie chciała trafić do pudła, a oprócz tego obawiała się, że kara więzienia oznacza utratę komputera, co byłoby jednoznaczne z pozbawieniem jej jedynego zajęcia, na którym naprawdę się znała. Nigdy nawet nie przyszło jej na myśl, żeby zdradzić Armanskiemu czy innemu zleceniodawcy, w jaki sposób zdobywa informacje, za które jej płacą.
Z wyjątkiem Plague'a i kilku nielicznych internautów, którzy podobnie jak ona zajmują się hakerstwem na profesjonalnym poziomie i z których większość zna ją tylko jako Wasp, nie wiedząc, kim jest i gdzie mieszka – tylko Kalle Blomkvist odkrył jej tajemnicę. Nakrył Lisbeth, ponieważ dała plamę, której nie dałby nawet początkujący w branży dwunastolatek, co było jedynie dowodem na to, że jej mózg zżerało robactwo, a ona sama zasługiwała na karę chłosty. A przecież Mikael nie oszalał ze złości, nie poruszył nieba i ziemi, tylko po prostu ją zatrudnił.