Zatem była na niego lekko zirytowana.
Po bardzo późnej kolacji, kiedy miała zamiar iść do łóżka, usłyszała jego nieoczekiwane pytanie, czy jest dobrą hakerką. Ku swojemu zdziwieniu odpowiedziała mu szczerze i bez zastanowienia.
– Najprawdopodobniej jestem najlepsza w Szwecji. Są jeszcze dwie, może trzy osoby na mniej więcej tym samym poziomie.
Nie miała wątpliwości, że odpowiada zgodnie z prawdą. Plague był kiedyś lepszy, ale już dawno go wyprzedziła.
A jednak poczuła się bardzo dziwnie, wypowiadając te słowa. Nigdy wcześniej nie miała ich w ustach. Nie znała nawet nikogo, z kim mogłaby porozmawiać na ten temat teraz nagle ucieszył ją fakt, że potrafi zaimponować Mikaelowi swoim umiejętnościami. Szkoda tylko, że Mikael tak szybko zepsuł jej radość, zadając kolejne pytanie:
– Jak się tego nauczyłaś?
Nie miała pojęcia, co powiedzieć. Zawsze to umiała. Tak więc zamiast udzielić odpowiedzi, poszła do siebie, nie mówiąc nawet dobranoc.
Żeby jeszcze bardzie ją rozdrażnić, Mikael w ogóle nie zareagował. Leżąc w gabinecie, nasłuchiwała jego kroków i dochodzących z kuchni odgłosów sprzątania. Mikael zawsze kładł się później niż ona, ale teraz widocznie też zbierał się do spania. Słyszała, jak wychodzi z łazienki i zamyka drzwi do sypialni. Po chwili doszło ją znajome skrzypienie. Wiedziała, że właśnie położył się do łóżka, pół metra od niej, po drugiej stronie ściany.
Ani razu z nią nie flirtował. Przez cały tydzień był zajęty dochodzeniem. Pytał ją o zdanie, ale dawał po łapach, gdy popełniała błędy, i przyznawał rację, gdy słusznie go karciła. No, kurza dupa, traktował ją jak człowieka!
Niespodziewanie dotarło do niej, jak dobrze czuje się w jego towarzystwie. Uświadomiła sobie, że mogłaby mu zaufać. Nigdy nikomu nie ufała, być może z wyjątkiem Holgera Palmgrena. Chociaż z zupełnie innych powodów. Palmgren jako dogooder był przewidywalny.
Nie mogąc sobie znaleźć miejsca, podeszła do okna i zaczęła wpatrywać się w ciemność. Pokazać się komuś nago po raz pierwszy to najtrudniejsza rzecz na świecie. Lisbeth była przekonana, że jej chude ciało jest odrażające, piersi – żałośnie śmieszne, a biodra… Jakie biodra? W swoich oczach nie miała dużo do zaoferowania. Ale abstrahując od tego, była najzwyklejszą kobietą, która podobnie jak inne odczuwała żądzę i popęd seksualny. Zastanawiała się jeszcze przez dwadzieścia minut. W końcu podjęła decyzję.
MIKAEL OTWORZYŁ właśnie powieść Sary Paretsky, gdy usłyszał zgrzyt klamki. Lisbeth stanęła w drzwiach bez słowa. Ciało miała owinięte prześcieradłem, wyglądała na zamyśloną.
– Coś nie tak?
Pokręciła głową.
– No więc o co ci chodzi?
Podeszła do niego, wyjęła mu z rąk książkę i położyła na stoliku obok. A później, pochyliwszy się, pocałowała go w usta. Czy można wyraźniej przedstawić swoje zamiary? Wdrapała się błyskawicznie na łóżko i siedząc, nie spuszczała z Mikaela oczu. Położyła dłoń na jego przykrytym prześcieradłem brzuchu i – gdy nie protestował – pochyliła się ponownie, by ugryźć go w brodawkę.
Mikael był kompletnie zaskoczony. Po kilku sekundach chwycił Lisbeth za ramiona i odepchnął od siebie, wpatrzony w jej twarz. Wyglądał na poruszonego.
– Lisbeth… Nie wiem, czy to jest dobry pomysł. Mamy razem pracować.
– Chcę się z tobą kochać. A jeżeli chodzi o współpracę, to… nie będę miała żadnych problemów. Natomiast będę miała cholerny problem z tobą, jeżeli mnie teraz stąd wyrzucisz.
– Ale przecież prawie w ogóle się nie znamy.
Jej suchy śmiech zabrzmiał prawie jak kaszel.
– Kiedy robiłam WŚ na twój temat, widziałam, że akurat TO jakoś ci wcześniej nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, wygląda na to, że nie potrafisz trzymać łap z daleka od kobiet. W czym problem? Nie jestem wystarczająco seksowna?
Mikael pokręcił głową, szukając gorączkowo jakiegoś mądrego wyjaśnienia. Ponieważ nie odpowiadał, zerwała z niego prześcieradło i usiadła mu okrakiem na podbrzuszu.
– Nie mam prezerwatyw – próbował jeszcze.
– Olewam.
KIEDY MIKAEL się obudził, Lisbeth była już na nogach. Słyszał, jak krząta się po kuchni. Dochodziła siódma. Spał tylko dwie godziny, a teraz leżał z zamkniętymi powiekami. Nie wiedział, co sądzić o Lisbeth. Nigdy, nawet przelotnym spojrzeniem, nie dała mu do zrozumienia, że jest nim zainteresowana.
– Dzień dobry – powiedziała, stojąc w drzwiach. Po jej twarzy błąkał się lekki uśmiech.
– Cześć – odpowiedział Mikael.
– Skończyło się mleko. Pojadę na stację benzynową, otwierają o siódmej.
Odwróciła się tak szybko, że Mikael nie zdążył nic powiedzieć. Słyszał, jak zakłada buty, bierze torbę, kask i znika za drzwiami. Zamknął oczy. Ale już po chwili znów otworzyły się drzwi wejściowe i po kilku sekundach Lisbeth ponownie stanęła na progu. Tym razem bez uśmiechu.
– Najlepiej będzie jak wyjdziesz i zobaczysz sam – powiedziała osobliwym tonem.
Mikael błyskawicznie wstał i założył dżinsy. W nocy ktoś ich odwiedził i zostawił niepożądany prezent. Na ganku leżał na wpół zwęglony trup poćwiartowanego kota. Pozbawiony łap i głowy korpus obdarto ze skóry i wypatroszono; resztki wnętrzności leżały rozrzucone obok upieczonego w ogniu tułowia. Nieuszkodzona głowa spoczywała na siodełku motocykla Lisbeth. Mikael rozpoznał rudobrązowe futerko.
Rozdział 22
JEDLI ŚNIADANIE w milczeniu, pijąc kawę bez mleka. Zanim Mikael uprzątnął makabryczną kocią aranżację, Lisbeth sfotografowała ją niewielkim aparatem cyfrowym Canona. Plastikowy worek z trupem spoczął w bagażniku pożyczonego samochodu, ale Mikael nie był pewien, co powinien z nim zrobić. Rozsądek dyktował, żeby pojechać na policję i zgłosić albo przypadek znęcania się nad zwierzętami, albo akt groźby bezprawnej. Mikael nie wiedział jednak, jak sensownie wytłumaczyć powód groźby.
O wpół do dziewiątej zobaczyli idącą w stronę mostu Isabellę. Nie widziała ich, a może tylko udawała, że nie widzi.
– Jak się czujesz? – zapytał w końcu Mikael.
– Dobrze.
Popatrzyła na niego speszona. Okej. Chce, żebym była wstrząśnięta.
– Jak znajdę tego durnia, który zamęczył na śmierć niewinnego kota, tylko dlatego, żeby nas ostrzec, to zrobię użytek z kija bejsbolowego.
– Myślisz, że to ostrzeżenie?
– A możesz to lepiej wytłumaczyć? To na pewno coś znaczy.
Mikael skinął głową.
– Niezależnie od tego, jaka jest prawda, daliśmy komuś wystarczający powód do niepokoju, żeby ten ktoś zaczął robić szalone rzeczy. Ale jest też inny problem.
– Wiem. Ta ofiara przypomina ofiary zwierzęce z 1954 i 1960 roku. Ale to dość nieprawdopodobne, żeby morderca działający pięćdziesiąt lat temu zakradał się teraz do ciebie i zostawiał na progu pokiereszowane ścierwo.
Mikael przyznał jej rację.
– W takim razie jedyne osoby, które wchodzą w rachubę, to Harald i Isabella Vanger. Jest też paru starszych krewnych ze strony Johana Vangera, ale nikt z nich nie mieszka w okolicy.
Mikael westchnął.
– Isabella to złośliwa cholernica i na pewno potrafi zabić kota, ale wątpię, żeby to właśnie ona w latach pięćdziesiątych seryjnie mordowała kobiety. Harald Vanger… Nie wiem, wygląda na takiego, co to ledwie się trzyma na nogach, i trudno mi go sobie wyobrazić, jak skrada się po nocy, poluje na kota i robi całą resztę.