Выбрать главу

– Nie chcę pracować na cały etat. Ale wiesz, że jestem wobec ciebie lojalna. Nie wypiąłeś się na mnie, gdy tu zaczynałam. Chcę się tylko upewnić, że ta umowa jest okej, chcę wiedzieć, czy nie popsuje naszych stosunków.

– Rozumiem – powiedział i po krótkim namyśle dodał: – Jak najbardziej okej. Dziękuję, że zapytałaś. I jeżeli w przyszłości powstaną podobne sytuacje, to chciałbym, żebyś mnie informowała. Żeby uniknąć nieporozumień.

Lisbeth siedziała jeszcze przez jakąś minutę, zastanawiając się, czy ma coś więcej do powiedzenia. Nieustannie milcząc, przyszpiliła Armanskiego wzrokiem. W końcu skinęła nieznacznie głową, wstała i – jak zwykle bez pożegnania – wyszła. Zdobywszy informację, na której jej zależało, zupełnie straciła zainteresowanie osobą pracodawcy. A on uśmiechnął się pod nosem, uznając sam fakt, że zapytała go o radę, za ważny krok w procesie jej socjalizacji.

Otworzył teczkę z raportem o stanie zabezpieczenia muzeum, w którym wkrótce miała zostać otwarta ogromna wystawa francuskich impresjonistów. Ale zaraz odłożył ją, wpatrzony w drzwi, za którymi przed chwilą zniknęła Salander. Przypomniawszy sobie, jak śmiała się w towarzystwie Blomkvista, zastanawiał się, czy ta dziewczyna zaczyna dorośleć, czy bardziej kusi ją sam sprawca śmiechu. Nagle ogarnął go niepokój. Armanski nigdy nie potrafił uwolnić się od przekonania, że Lisbeth jest urodzoną ofiarą. Która teraz na odludziu ugania się za jakimś szaleńcem.

W DRODZE POWROTNEJ na północ Lisbeth, kierując się impulsem zboczyła z trasy i podjechała pod dom opieki w Appelviken. Nie licząc sobótkowego weekendu, nie widziała się z mamą od Wigilii i czasami miała wyrzuty sumienia, że tak rzadko poświęca jej czas. Kolejna wizyta w ciągu kilku tygodni to doprawdy rekord. Lisbeth wyprowadziła mamę z salonu i wzięła na spacer po parku, aż do stawu z kaczkami. Matka w dalszym ciągu myliła Lisbeth z jej siostrą, jak zwykle sprawiała wrażenie nieobecnej duchem i tym razem wyjątkowo niespokojnej. Przy pożegnaniu nie chciała puścić ręki córki, mimo zapewnień Lisbeth, że niedługo znów się zobaczą. Nieszczęśliwa i zdjęta niepokojem, odprowadziła Lisbeth wzrokiem.

Jak gdyby przeczuwała nadchodzącą katastrofę.

SIEDZĄC W OGRÓDKU, Mikael spędził dwie godziny na przeglądaniu Apokryfów. Nie doszedł do żadnych innych wniosków niż ten, że marnuje czas.

Uderzyła go jednak następująca myśclass="underline" czy Harriet naprawdę była religijna? Zainteresowała się Biblią mniej więcej na rok przed zniknięciem. Połączyła kilka biblijnych cytatów z serią morderstw, a później studiowała nie tylko Pismo Święte, ale również Apokryfy, a oprócz tego fascynował ją katolicyzm.

A może po prostu poświęciła się podobnemu dochodzeniu, jakie trzydzieści siedem lat później z pomocą Lisbeth prowadził Mikael? Może to pogoń za mordercą wzbudzała jej zainteresowanie Pismem, a nie religijność sama w sobie? Pastor Falk dał do zrozumienia, że jemu Harriet jawiła się raczej jako osoba poszukująca Boga, a nie dobra chrześcijanka.

Telefon od Eriki przerwał mu rozmyślania.

– Chciałam ci tylko powiedzieć, że wybywam z Gregerem na urlop. Na cztery tygodnie.

– Dokąd jedziecie?

– Do Nowego Jorku. Greger ma tam wystawę. A później na Karaiby. Znajomy Gregera pożyczy nam na dwa tygodnie dom na Antigui.

– Wspaniałe plany! Baw się dobrze. I pozdrów Gregera.

– Przez ostatnie trzy dni pracowałam na okrągło. Nowy numer jest już zamknięty a kolejny prawie gotowy. Dobrze byłoby, gdybyś to ty mógł zrobić redakcję, ale Christer obiecał, że się za to weźmie.

– Jeżeli będzie potrzebował pomocy, to niech dzwoni. A co z Janne Dahlmanem?

Erika zawahała się.

– On też idzie na urlop w przyszłym tygodniu. Wcisnęłam Henry'ego na stanowisko tymczasowego sekretarza redakcji. Razem z Christerem poprowadzi cały interes.

– Okej.

– Nie ufam Dahlmanowi. Ale nie mam mu nic do zarzucenia. Wrócę siódmego sierpnia.

OKOŁO SIÓDMEJ wieczorem Mikael znów spróbował zadzwonić do Cecilii. Po pięciu, nieudanych próbach wystał jej SMS-a z prośbą o kontakt, ale na niego też nie otrzymał odpowiedzi.

Zatrzasnął z impetem Apokryfy, założył ubranie do treningu i zamknąwszy chatkę, wyruszył na swoją codzienną rundę w terenie.

Po krótkiej przebieżce wzdłuż brzegu skręcił w las. Pokonywał gęste chaszcze tak szybko, jak potrafił, i dotarł do Fortów wykończony, z szaleńczo przyspieszonym pulsem. Zatrzymał się przy jednym z betonowych umocnień i zaczął rozciągać mięśnie.

Wtem usłyszał przeraźliwy huk i zrozumiał, że w ścianę, zaledwie kilka centymetrów od jego głowy, trafiła kula. Ból poczuł dopiero po chwili, gdy odłamek rozdarł mu skórę u nasady włosów.

Przez moment, który wydawał mu się wiecznością, stał sparaliżowany i niezdolny do refleksji. A później rzucił się całym ciałem na ziemię, tłukąc dotkliwie bark. W tym samym momencie padł drugi strzał. Kula uderzyła w betonowy fundament budowli, przy którym przed sekundą stal.

Rozejrzał się dookoła. Stał mniej więcej w środku umocnienia. Na lewo i prawo rozchodziły się wąskie, niezbyt głębokie, zarośnięte rowy, tworząc swoisty labirynt łączący kilka fortyfikacji, które ciągnęły się przez dwieście pięćdziesiąt metrów. Pod ich osłoną Mikael zaczął przemieszczać się na południe.

Nagle usłyszał echo charakterystycznego głosu kapitana Adolfssona. Szkolenie komandosów, zimowy obóz w Kirunie. Do jasnej cholery, Blomkvist, schyl porządnie łeb, bo inaczej odstrzelą ci dupę! Po dwudziestu latach w dalszym ciągu pamiętał te dodatkowe, prowadzone przez Adolfssona ćwiczenia.

Po jakichś sześćdziesięciu metrach zatrzymał się z walącym sercem, żeby zaczerpnąć powietrza. Oprócz własnego oddechu nie słyszał żadnych odgłosów. Ludzkie oko dostrzega ruch o wiele szybciej niż kształty i cienie. W czasie rozpoznania poruszaj się wolno i spokojnie. Mikael podniósł ostrożnie głowę i wyjrzał ponad krawędź okopu. Oślepiające słońce uniemożliwiało mu rozróżnienie szczegółów, ale nie zauważył żadnego ruchu.

Znów schylił głowę i ruszył do ostatniego elementu fortyfikacji. Wróg może mieć nawet najlepszą broń, to nie ma znaczenia. Jeżeli cię nie widzi, to nie może cię trafić. Osłona, osłona i jeszcze raz osłona! Pamiętaj, żeby nigdy się niepotrzebnie nie pokazywać.

Mikael znajdował się teraz trzysta metrów od granicy gospodarstwa Óstergarden. Przed sobą miał młodnik o dość gęstym poszyciu. Ale żeby do niego dotrzeć, musiałby przebiec około czterdziestu metrów zupełnie nagim zboczem. To była jedyna droga ucieczki. Za plecami miał morze.

Siedząc w kucki, próbował zebrać myśli. Nagle uświadomił sobie ból skroni i odkrył, że ciągle krwawi. Jego t-shirt był przesiąknięty krwią. Odłamek kuli albo betonu wyżłobił głęboki rowek u nasady włosów. Skaleczenie głowy powoduje obfite krwawienie, pomyślał, zanim ponownie skoncentrował się na analizie sytuacji. Ta pierwsza kula mogłaby być zabłąkaną kulą. Ale dwa strzały świadczyły o tym, że ktoś go próbował zabić. Mikael nie wiedział, czy strzelec ciągle jeszcze czai się gdzieś z ponownie załadowaną bronią.

Starał się odzyskać spokój i myśleć racjonalnie. Miał do wyboru: albo czekać, albo próbować uciec. Jeżeli ten człowiek ciągle na niego czyha, ta druga możliwość była zdecydowanie niestosowna. Ale czekając tutaj, ryzykował, że strzelec podejdzie do Fortów, odnajdzie go i uśmierci z bliska.

On (albo ona?) nie może wiedzieć, czy poszedłem w prawo, czy w lewo. Karabin, może sztucer na łosie. Prawdopodobnie z celownikiem optycznym. A to znaczy, że strzelec wpatrzony w obiektyw miał ograniczone pole widzenia.