Whisky bardzo mi pomogła i z ciekawością słuchałam żywej relacji Daouda z podróży. Miał bilety powrotne pierwszej klasy – nigdy nie każemy naszym pracownikom znosić niepotrzebnych niewygód – i dość gotówki. Lia udała, że idzie się położyć, i spotkała się z nim przed hotelem. Zamieniła swój płaszcz na długą szatę i chustę, którą kazała Daoudowi kupić na targu, a potem poszli razem do pociągu. Podróż była długa i męcząca, lecz Daoud bardzo się starał, żeby upłynęła jego towarzyszce wygodnie – kupował owoce i przekąski na stacjach i przynosił wodę do odświeżenia twarzy i rąk, a większość czasu przedrzemała w bezpiecznym schronieniu jego ramienia.
– No i przyjechaliśmy – dokończył Daoud. – Przybyła niczym gołębica, wracająca do gniazda, a ja jej strzegłem, Sitt Hakim, przed drapieżnymi ptakami po drodze.
Tymczasem zapadł już zmrok. Fatima przyniosła lampy i została z nami, żeby także posłuchać.
Emerson odetchnął głośno.
– Doskonała opowieść, Daoudzie – rzekł. – I… dobra robota. Rozumiem, jak to się stało, i że nie twoja to… że starałeś się jak najlepiej. Na pewno też jesteś zmęczony, idź więc do domu i prześpij się.
Nefret dodała do tego swoje podziękowanie w formie serdecznego uścisku i Daoud odszedł z taką miną, jakby otrzymał medal.
– Zasnęła – powiedziała Nefret, nim zdążyłam zapytać. – Jest z nią David. Pomyślałam, że dobrze będzie, jeśli zobaczy po obudzeniu się znajomą twarz, bo może w pierwszej chwili nie pamiętać, gdzie się znajduje. Może wejdziemy do środka? Kolacja już chyba gotowa, ponieważ Mahmud zaczyna łomotać patelniami… jak zawsze, kiedy się spóźniamy.
Fatima syknęła z konsternacją i popędziła do kuchni. Nie miałam jej jednak za złe zaniedbania obowiązków – wszyscy zapomnieliśmy o całym bożym świecie, słuchając relacji Daouda.
– No i tak – podsumowałam, gdy zasiedliśmy wokół stołu. – Uważałam siebie za doskonałą znawczynię ludzkich charakterów, lecz wyznam, że Lia poważnie wstrząsnęła moją pewnością. Nie przypuszczałam, że stać ją na taką przebiegłość!
– I taką odwagę – dorzucił cicho Ramzes.
– To prawda. Kiedy pomyślę o tym kruchym stworzeniu wśród tłumów na stacji, a potem o tej długiej, męczącej podróży, o całej tej sytuacji, tak dla niej nowej i budzącej lęk… Czy coś ci powiedziała, Nefret?
– Niewiele. – Nefret oparła łokcie na stole. Przejęła ten nieelegancki zwyczaj od Emersona i nie mogłam go u niej wyplenić. – Była tak zmęczona, że zasnęła, kiedy ścieliłam jej łóżko. Powtarzała, żebyśmy nie winili Daouda, że to wszystko jej wina. Zostawiła rodzicom wiadomość i…
– Rany boskie! – krzyknęłam. – Jak mogłam o nich zapomnieć! Biedactwa, pewnie odchodzą od zmysłów.
– Podejrzewam, że są już w drodze do nas – rzekł Ramzes.
I tak w istocie było. Okazało się, że Mustafa przyniósł telegramy, ale widząc, że jesteśmy zajęci, położył je na stole w bawialni. Pierwszy Walter wysłał rano, kiedy odkryli zniknięcie Lii. W drugim powiadamiał nas już, że wsiadają razem z Selimem do następnego ekspresu, który przybędzie do Luksoru koło północy. Powstało wobec tego pytanie, kto po nich wyjedzie. Emerson rozstrzygnął to od razu, mówiąc stanowczym tonem:
– Ramzes z Davidem i ze mną. Nie, Peabody, w przeciwieństwie do ciebie uważam, że nie potrzeba nam twojej ochrony. Pamiętaj też, żebyś nie wychodziła z domu. Jeśli otrzymasz napisaną krwią wiadomość, że masz natychmiast przybyć mi na ratunek, możesz od razu przyjąć, że to nie ode mnie.
Przez jakiś czas trwało zamieszanie i zgiełk jak przed bitwą pod Waterloo. Lia niesamowicie zakłóciła nasz zwykły porządek działań, ale gdy spojrzałam na jej zmierzwione loki i drobną bladą twarzyczkę, nie potrafiłam się na nią gniewać. Spała w łóżku Nefret zwinięta w kłębek, a David siedział przy niej na krześle. Widząc jego ściągniętą niepokojem twarz, położyłam mu uspokajająco dłoń na ramieniu.
– Idź coś zjeść, Davidzie. Nie ma powodów do niepokoju, Lia jest bezpieczna, a Walter z Evelyn już tu jadą, razem z Selimem. Emerson chce, żebyś mu towarzyszył na stację.
– Oczywiście. Nie… zbesztasz jej, prawda, ciociu Amelio?
– Może troszeczkę – odparłam z uśmiechem. – Twoja braterska troska dobrze o tobie świadczy, ale nie martw się; zbyt wielką czuję ulgę, żeby się gniewać. Na pewno można podziwiać jej odwagę, chociaż nie rozsądek.
Przyjrzawszy się policzkom dziewczynki i posłuchawszy jej oddechu, uznałam, że nie dolega jej nic takiego, czego nie uleczyłby odpoczynek. Moje doświadczenie medyczne podpowiedziało mi, że będzie spała aż do rana, jeśli jej nic nie przeszkodzi. Nie gasząc nocnej lampki i zostawiając uchylone drzwi, poszłam poszukać innych. W salonie nie było nikogo poza Fatimą… i sir Edwardem, który słuchał jej z wyraźnym zainteresowaniem.
Kiedy mnie zobaczyła, zamilkła i wyszła pospiesznie, mamrocząc coś na temat ręczników i prześcieradeł.
– Opowiadała mi o państwa bratanicy – oznajmił sir Edward. – Bardzo chciałbym poznać pannę Emerson. Wygląda na równie niezależną i odważną jak pozostałe kobiety z rodziny.
– Jest nieco zbyt niezależna jak na siedemnastoletnią dziewczynę – odparłam. – Ale wszystko dobre, co się dobrze kończy. Proszę wybaczyć, muszę sprawdzić, czy pokój gościnny jest przygotowany.
– A ja zabiorę swoje rzeczy z tego, który zająłem.
– Nie ma z tym pośpiechu. Dziś Lia śpi u Nefret, a jutro może się okazać, że Walter i Evelyn od razu wrócą z nią do Kairu.
– To chyba byłoby wskazane, pani Emerson.
Przerwał mu ryk wzywającego mnie męża.
– Rany boskie! – wykrzyknęłam. – Przecież obudzi dziecko!
Ktoś jeszcze pomyślał to samo – pod drzwiami pokoju Nefret spotkałam wychodzącego Davida.
– Nie obudziła się – oznajmił.
– To dobrze. Idź już, Emerson się wścieka. Pamiętaj, przekonaj Selima, żeby się za bardzo nie złościł na Daouda.
Emerson potrzebował mojej pomocy w odnalezieniu swego płaszcza, który wisiał na haku tuż przed jego nosem. Pomogłam mu go włożyć, wygładziłam klapy i napomniałam, żeby uważał. W istocie, poważne twarze całej trójki bardziej kojarzyły się z ekspedycją ratunkową niż z grupką dżentelmenów, idących spotkać przyjaciół. Zasugerowałam, żeby wzięli ze sobą sir Edwarda, ale Emerson pokręcił głową.
– Niech lepiej zostanie tutaj. I pamiętaj, Peabody, co ci mówiłem…
Przerwałam jego wykład i pożegnałam ich z wesołym uśmiechem. Pociąg mógł się spóźnić, jak to często bywało, lecz oni musieli być na peronie o czasie. Moja droga Evelyn na pewno umierała z niepokoju o córkę i powinna jak najszybciej usłyszeć, że Lia jest cała i zdrowa.