Выбрать главу

To był talent. Babcia nigdy nie miała dość cierpliwości, by go u siebie rozwijać. Od czasu do czasu tylko zastanawiała się, czy byłby to dobry pomysł.

— Kurtyna w górę za półtorej godziny — stwierdziła niania. — Obiecałam pomóc Giselle…

— Kto to jest Giselle?

— Robi charakteryzację.

— Przecież nie masz pojęcia, jak się robi charakteryzację!

— Pomalowałam naszą wygódkę, prawda? A w każdy Duchociastny Wtorek maluję buzie na jajkach. Dla dzieciaków.

— Masz jeszcze coś załatwić? — zapytała sarkastycznie babcia. — Podnieść kurtynę? Zastąpić jakąś baletnicę, która źle się poczuła?

— Powiedziałam, że pomogę przy drinkach na sułare — odparła niania, pozwalając, by ironia spłynęła po niej jak woda z rozpalonej blachy. — Wiesz, sporo ludzi się wyniosło z powodu Upiora. To już za pół godziny w wielkim foyer. Myślę, że powinnaś tam być, bo przecież jesteś patronką.

— Co to jest sułar? — zdziwiła się babcia.

— Coś w rodzaju takiego eleganckiego przyjęcia przed operą.

— A co mam tam robić?

— Pić sherry i prowadzić uprzejme rozmowy — wyjaśniła niania. — No, w każdym razie rozmowy. Widziałam, jakie szykują jedzenie na tego sułara. Mają nawet takie małe kostki sera na patyczkach wbitych w grapefruita, a trudno o coś bardziej wytwornego.

— Gytho Ogg, nie przygotowałaś chyba żadnych… specjalnych potraw?

— Nie, Esme — zapewniła potulnie niania.

— Bo wiesz, siedzi w tobie psotny chochlik…

— Nie miałam czasu, żeby się tym zajmować.

Babcia skinęła głową.

— W takim razie lepiej poszukajmy Greeba — rzekła.

— Jesteś pewna, że to dobry pomysł, Esme?

— Może się okazać, że mamy dziś sporo do zrobienia. Przyda nam się dodatkowa para rąk.

— Łap.

— W tej chwili tak.

To był Walter. Agnes wiedziała o tym. I nie była to wiedza płynąca z umysłu, ale niemalże coś, czym oddychała. Czuła to tak, jak drzewo wyczuwa słońce.

Wszystko się zgadzało. Mógł się dostać wszędzie i nikt nie zwracał na niego uwagi. Ponieważ zawsze tu był, stał się w pewnym sensie niewidzialny. A gdyby człowiek urodził się Walterem Plinge, czyby nie marzył, by zostać kimś tak olśniewającym i pełnym fantazji jak Upiór?

Jeśli człowiek urodził się kimś takim jak Agnes Nitt, czy nie marzyłby, aby zostać kimś tak mrocznym i tajemniczym jak Perdita X. Dream?

Ta zdradziecka myśl pojawiła się, zanim Agnes zdążyła ją powstrzymać. Dodała więc szybko: Ale ja nigdy nikogo nie zabiłam.

Ponieważ właśnie w to wszyscy wierzyli: jeśli jest Upiorem, zabija ludzi.

Wszystko jedno… Wygląda dziwnie i mówi tak, jakby słowa próbowały uciec…

Ktoś dotknął jej ramienia. Agnes odwróciła się gwałtownie.

— To tylko ja!! — uspokoiła ją Christine.

— …Och!

— Nie sądzisz, że to cudowna suknia?!

— Co?

— No, ta suknia, głuptasie!!

Agnes obejrzała ją od stóp do głów.

— A tak. Bardzo ładna — powiedziała. Brak zainteresowania spływał z jej słów niczym nocna ulewa z chodnika.

— Chyba nie zrobiła na tobie wrażenia!! Doprawdy, Perdito, nie ma powodów do zazdrości!!

— Nie jestem zazdrosna. Zastanawiałam się…

Widziała Upiora tylko przez chwilę, ale na pewno nie poruszał się jak Walter. Walter chodził tak, jakby całe jego ciało było wleczone do przodu za głowę. Ale jej pewność nabrała już twardości marmuru.

— W każdym razie nie wyglądasz na zachwyconą, muszę stwierdzić!!

— Zastanawiam się, czy Walter Plinge jest Upiorem — oświadczyła Agnes i natychmiast sama siebie przeklęła, a przynajmniej zachorobowała. Wystarczająco zawstydziła ją reakcja André.

Christine szeroko otworzyła oczy.

— Przecież to błazen!!

— Dziwacznie chodzi i dziwacznie mówi — zgodziła się Agnes. — Ale gdyby się wyprostował…

Christine parsknęła śmiechem. Agnes poczuła, że ogarniają gniew.

— I praktycznie rzecz biorąc, sam mi o tym powiedział!

— A ty mu uwierzyłaś, co?! — Christine cmoknęła z politowaniem, co Agnes uznała za obraźliwe. — Doprawdy, wy, dziewczęta, wierzycie w najdziwniejsze rzeczy!!

— Co to znaczy: my, dziewczęta?

— No, wiesz przecież!! Tancerki wciąż opowiadają, że wszędzie widzą Upiora!!

— Bogowie! Uważasz mnie za jakąś łatwowierną idiotkę? Zastanów się, zanim odpowiesz!

— No… nie, oczywiście!! Ale…

— Ha!

Agnes odeszła za kulisy, bardziej dbając o efekt niż o kierunek. Gwar sceny ucichł jej za plecami, a po chwili trafiła do magazynu dekoracji. Ta droga nie prowadziła donikąd, najwyżej do podwójnej bramy otwierającej się na świat zewnętrzny. Pełno tu było fragmentów zamków, balkoników i romantycznych cel więziennych, ustawionych byle jak pod ścianami.

Christine biegła za nią.

— Naprawdę nie chciałam… Ale przecież nie Walter… To po prostu bardzo dziwny człowiek do wszystkiego!!

— Wykonuje wszelkie prace! Nikt nigdy nie wie, gdzie akurat jest. Wszyscy zakładają tylko, że kręci się gdzieś w pobliżu.

— No dobrze, ale nie musisz się tak denerwować…

Za nimi rozległ się najcichszy szelest.

Odwróciły się.

Upiór się skłonił.

— Gdzie jest grzeczny kotek? Niania ma dla grzecznego kotka miskę rybich jajeczek! — wołała niania, usiłując zajrzeć pod wielki kuchenny kredens.

— Rybie jajeczka? — spytała podejrzliwie babcia.

— Pożyczyłam z tych talerzy, co je przygotowywali na sułara.

— Pożyczyłaś?

— Właśnie. Chodź, Greebo, chodź do swojej niani…

— Pożyczyłaś? To znaczy, że kiedy kot już z nimi skończy, zamierzasz je oddać?

— To tylko takie powiedzenie, Esme — wyjaśniła niania z urazą. — To nie to samo co kradzież, jeśli człowiek nie zamierza kraść. Chodź tu, kotku, mam pyszne rybie jajeczka…

Greebo wcisnął się głębiej.

Christine westchnęła cicho i upadła zemdlona. Zdołała jednak, co złośliwie zauważyła Agnes, upaść w taki sposób, by nie uderzyć za mocno o podłogę i by leżąc, jak najlepiej demonstrować suknię. Agnes zaczynała wolno pojmować, że Christine jest całkiem sprytna w pewnych specjalistycznych dziedzinach.

Spojrzała na maskę.

— Nie mam ci za złe — powiedziała, ale głos nawet dla niej brzmiał chrapliwie. — Wiem, czemu to robisz. Naprawdę.

Żadna zmiana nie mogła się ujawnić na obliczu barwy kości słoniowej, ale oczy mrugnęły.

Agnes nerwowo przełknęła ślinę. Perditowa część umysłu chciała poddać się od razu, gdyż to byłoby bardziej interesujące, Agnes jednak nie zamierzała ustępować.

— Chcesz być kimś innym, ale musisz być tym, kim jesteś — powiedziała. — Wiem, jakie to uczucie. Ty i tak masz szczęście. Wystarczy ci tylko założyć maskę. Ale dlaczego koniecznie musisz zabijać ludzi? No dlaczego? Pan Pounder nie mógł ci przecież zaszkodzić! Ale… wchodził w różne zakamarki, prawda? I w końcu… w końcu coś znalazł?