Выбрать главу

– No wiesz! W porównaniu z Brianem Dickiem jesteś najinteligentniejszym człowiekiem na ziemi.

Nie był to zbyt pochlebny komplement, ale na szczęście tato nie zauważył dwuznaczności tego, co właśnie powiedziałam.

– Byłem nieugięty. Kiedy następnym razem mieliśmy iść do Dicków, odmówiłem. I mama postanowiła dać mi lekcję. I nawet nie wie, jaką przysługę mi wyrządziła.

– Czy to znaczy, że nie masz zamiaru wrócić?

– Nie wiem, Jo. Naprawdę tego nie wiem.

Nie to chciałam usłyszeć. Chciałam, żeby był teraz silny i zdecydowanie przeciwstawił się mamie. Tylko że nie wypadało, żebym to ja mówiła mu podobne rzeczy.

– A co z Giovanną? – zapytałam. Popatrzył na mnie zaskoczony.

– Nie zaprosiłem jej nawet na kolację we dwoje. A jeśli da mi kosza?

Jednak ze spojrzeń, które wymieniliśmy, jasno wynikało, że żadne z nas w to nie wierzy.

– Wszystko zależy od tego, jak potoczą się sprawy – zakończył rozmowę tato i oboje poszliśmy spać.

Ale nie mogłam zasnąć. W głębi ducha bałam się, że jeśli mama sprytnie to rozegra, uda jej się ściągnąć tatę do domu.

Po co dwoje ludzi, którzy się nie kochają, ma być ze sobą? A byłam pewna, że od dawna są już sobie całkiem obcy.

Potem uświadomiłam sobie coś znacznie gorszego. Ja też wypominałam Danowi, że nie jest taki jak moi nowi, błyskotliwi koledzy. Ludzie, z którymi nie widziałam się od dnia, kiedy padł Pisus. Z którymi nie rozmawiałam od tamtego czasu, bo nie miałam takiej potrzeby.

Ja też zarzucałam Danowi, że jest nudny.

Czyżby w tym, co mi powiedział, było trochę prawdy? Przypomniałam sobie wytarte powiedzenie, że prawda bywa bolesna. Teraz na własnej skórze przekonałam się, że tak jest.

Rozdział 12

Tej nocy nie spałam dobrze. Wstałam, gdy jeszcze było ciemno, i na palcach powędrowałam do kuchni, żeby zrobić sobie herbatę. Wracając z filiżanką w rękach, uchyliłam na chwilę zasłonę w salonie i wyjrzałam na rzekę. Uderzyło mnie, że właściwie nigdy tego nie robiłam. A przecież widok z okna miał być jednym z największych plusów tego mieszkania.

Tak naprawdę, nigdy nie polubiłam tego miejsca i nie uznałam go za swoje. Wstyd się przyznać, ale wynajęłam je dlatego, że było takie drogie. W powszechnej opinii bogatych dzieci szczęścia była to w tej chwili najlepsza lokalizacja w mieście. Jeśli tu zamieszkałeś, było jasne, że trzeba się z tobą liczyć.

Z podobnych powodów moja matka uparła się, żebyśmy przenieśli się na Piper Hill. Tam należało mieszkać. Tam mieszkali Dickowie i im podobni.

W sypialni włączyłam komputer. Po przeczytaniu ostatniego listu Dana do Sary poczułam ulgę, że nie zajrzałam do niego wczoraj. Nie muszę teraz kłamać, że Sara nie przeczytała wiadomości na czas.

I jeszcze coś. Przyznaję, że zdarzało mi się wracać myślami do maila o dumie, z powodu której Dan nie telefonował do mnie. A tu proszę. To czyste brednie. Nie zadzwonił do mnie, bo zajął się Aisling. Teraz, kiedy Aisling go rzuciła, zajął się Sarą. Dlatego w odpowiedzi przeprosiłam go krótko i rzeczowo. Dopiero po chwili przestraszyłam się, że taki list może oznaczać koniec naszej korespondencji i zrobiłam szybki dopisek, pytając, nad czym teraz pracuje.

W tej chwili ważniejszy był list do mamy. List! Wysyłany przez internet! Paranoja. Dlaczego ona nie może do mnie zadzwonić jak inne matki? Specjalnie nagrywa się wtedy, kiedy jestem w pracy, bo nie chce ze mną rozmawiać. Nie bierze jednak pod uwagę jednego: pisząc, człowiek pozwala sobie na większą szczerość. I mnie to także dotyczy. A tego ranka miałam ochotę na skrajną szczerość.

Droga Mamo - zaczęłam i skończyła się moja grzeczność.

Jak możesz pouczać mnie, co powinnam, a czego nie powinnam robić w związku z tatą? Teraz masz dwa wyjścia. Albo dalej będziesz żądać i utrudniać, albo napiszesz lub zadzwonisz do niego i razem spróbujecie rozwiązać wasze problemy. TO NIE MOJA SPRAWA. Odmawiam wszelkiego pośrednictwa.

Joanna

Wysłałam list tak szybko, jak się dało. Bałam się, że puszczą mi nerwy, ale i tak mi puściły. Kiedy na ekranie pojawił się komunikat „wysłano”, byłam strzępem człowieka.

– Szybko przyszła – powiedziałam, kiedy Giovanna pokazała mi pocztówkę od Marca: banalne zdjęcie przedstawiające fragment plaży, z mało oryginalnym tekstem w rodzaju „bardzo miło spędzam czas”. Jednak jedno krótkie zdanie, w którym prosił matkę o przekazanie mi pozdrowień, wystarczyło, żeby wywołać typowy, pomidorowy rumieniec na mojej twarzy.

– Ale o tej porze tam nie może być ładnie – powiedziałam szybko, żeby odwrócić uwagę Giovanny. – We Włoszech zresztą też nie. W listopadzie po słońce trzeba jeździć na Kanary albo na Florydę.

W oczach Giovanny, która za nic nie mogła ogarnąć mojego słowotoku, malowało się zdumienie. Rzadko zalewałam ją podobnym potokiem elokwencji.

– Grunt, że jest szczęśliwy – przerwała mi, chowając pocztówkę do kieszeni fartucha i widać było, jak na myśl o szczęściu syna rozpromienia się jej twarz. Za chwilę uściskała mnie – serdecznie i bez powodu, jak to ona, i patrząc na mnie badawczo, powiedziała: – Źle wyglądasz, Joanno. Chyba nie spałaś dobrze, co?

Giovanna była całkowitym przeciwieństwem mojej chłodnej i skupionej tylko na sobie matki.

– Takie tam nieważne zmartwienia – spróbowałam się uśmiechnąć.

– Ale nie jesteś zła, że twój papa zaprosił mnie do was na kolację?

Opowiedziałam jej o zmianie planów, nie wspominając nic o kłopotach z mamą. To sprawa ojca. Niech mówi Giovannie, co sam uzna za stosowne. Pomysł wyprawy do restauracji wprawił ją w lekkie zakłopotanie, chociaż nie wydawała się niezadowolona z tego powodu. Dulcie też o tym powiedziałam.

– Czy wiesz, że ta piękna kobieta od lat nie umówiła się z żadnym facetem? – zwierzyła mi się pomiędzy jednym zamówieniem a drugim. – Nic, tylko Marco i bistro. A nie myśl sobie, że nie miała okazji.

Nie miałam wątpliwości, że teraz wykorzysta okazję.

– Czy to z powodu ojca Marca? – dopytywałam się.

– Możliwe. Bardzo ją skrzywdził.

– A jeśli nie chciała innych, bo żaden nie mógł się z nim równać?

– Co?! Z tym podłym wieprzem, który zniknął bez śladu, kiedy była w ciąży! – Dulcie waliła prosto z mostu i nie było w niej nawet cienia mojego sentymentalizmu.

– Ale dobrze sobie poradziła. – Rozejrzałam się po lokalu, pełnym zadowolonych klientów.

– Wszystko zawdzięcza swojej ciężkiej pracy. Tylko że to nie wynagrodzi człowiekowi utraty rodziny. Teraz czasy się zmieniły, ale trzydzieści lat temu dziewczyna z dobrej, katolickiej rodziny z powodu nieślubnego dziecka była wyrzucana z domu. – Gniew Dulcie przeszedł w smutek. – Ten człowiek mówił jej, że jest wolny, a tymczasem miał żonę. Jak on mógł?

O, Boże. Ale mój ojciec nie jest taki. Nie jest uwodzicielem. Nie zawracałby w głowie Giovannie, gdyby miał zamiar wrócić do mamy.

Czy aby na pewno? Znałam mamę. Wiedziałam, że jeśli czegoś chce, jest zdolna do wszystkiego. A właśnie teraz chciała mieć go z powrotem w domu. I co z tego, że nie kierują nią uczciwe pobudki? Że chodzi tylko o zachowanie twarzy przed sąsiadami? Bo można wyrzucić męża na chwilę z domu, żeby dać mu nauczkę. Znacznie gorzej jest, kiedy on nie chce potem wrócić.