Выбрать главу

– Martwiłam się o ciebie. Nie pokazywałaś się przez całe wieki. – Aisling wyszła na korytarz i wyjrzała przez okno. Popatrzyła chwilę na wyładowane po dach auto.

– Ładny samochód. – Wydawało się, że jest pod wrażeniem. Uradowana Libby na moment przestała mieć się na baczności.

– Chyba nie zamierzałaś się wyprowadzić bez słowa, co?

– dodała Aisling i spojrzała jej prosto w oczy.

Libby poczuła się nieswojo. Aisling, która zawsze sprawiała wrażenie rozkojarzonej, słodkiej idiotki, zachowywała się teraz ze śmiertelną powagą. Nawet jej piskliwy głos obniżył się o oktawę albo i dwie.

– Oczywiście, że zamierzałam was poinformować – odparła.

– Ale dopiero dziś rano wypowiedziałam umowę wynajmu.

– Dość nagłe posunięcie.

– Dużo się działo ostatnio – mruknęła Libby, próbując wyminąć Aisling.

Aisling zgrabnie zastawiła jej drogę.

– Zanim się zmyjesz, może zechciałabyś mi wyjaśnić, co się zdarzyło tamtego dnia w Pasażu Victorii?

– Słuchaj, bardzo mi przykro z powodu tamtego… – Libby westchnęła przepraszająco. – Stało się wówczas coś, o czym wolałabym nie rozmawiać, jeśli pozwolisz.

Podjęła kolejną próbę obejścia Aisling, lecz ta ani drgnęła.

– Dobrze wiem, co tam zaszło – powiedziała. – Rozmawiałam z Bazem. Kochany Baz dał mi numer do Paula. – Uśmiechnęła się spokojnie do Libby, a potem znowu zerknęła na Nigela.

– Pewnie zainteresowałaby go historia Paula i jego kolekcji.

– Nie zrobisz tego!

– Właśnie, że zrobię – odparowała Aisling. – Chyba że zapłacisz za zniszczone płyty Dana.

Libby zaśmiała się cynicznie.

– Tego nie możesz zwalić na mnie.

– Owszem, mogę. Rozmawiałam z Jo i wiem, w jaki sposób weszłaś w posiadanie szalika…

W tym momencie Nigel obrócił się, zerknął na drzwi budynku i nacisnął klakson.

– Zaczyna się niecierpliwić. Czyli jest nas już dwoje – powiedziała Aisling, zbliżając się do drzwi wyjściowych.

Libby cała się trzęsła ze złości. Złapała ją za rękę.

– Dobrze – zapytała rozwścieczona. – Ile?

– Niech pomyślę – odparła Aisling, marszcząc czoło. – Około stu płyt po czternaście funtów… to daje tysiąc czterysta funtów. – Uśmiechnęła się. – Ale dla równego rachunku niech będzie tysiąc, dobrze?

– Tysiąc! – Libby pokręciła głową z niedowierzaniem. – Skąd niby mam wziąć taką forsę?

Aisling zrobiła kolejny krok w stronę auta Nigela.

– Nie udawaj, Libby. Wiem o niespodziewanym zastrzyku gotówki. – Potrząsnęła ze smutkiem głową. – Ostatnio dowiedziałam się o tobie mnóstwa rzeczy, w tym tego, że twój świętej pamięci ojciec tak naprawdę żyje, ma się świetnie i mieszka z twoją matką w Tottenham. Paul okazał się bardzo pomocny.

Libby złapała ją znowu za rękę. Aisling nie blefowała, to było widać. Od samochodu dzieliła je już niewielka odległość.

– Niech będzie – westchnęła głęboko. – Wygrałaś. Muszę iść do samochodu po książeczkę czekową.

– Świetnie – odparła spokojnie Aisling. – Pójdę z tobą. Powiedz mu, że jesteś mi winna za środek do mycia szyb czy coś takiego. Cześć! – Pomachała wesoło do Nigela i ustawiła się przy drzwiach samochodu od strony pasażera.

Libby wiedziała, kiedy przegrywa.

– Cholernie drogi środek do mycia szyb – wymamrotała pod nosem.

Wróciłam do domu chwilę po jedenastej i zastałam na sofie Giovannę z ojcem. Nie działo się nic takiego, co stwierdziłam z ulgą, ale od razu przyszło mi do głowy, że nasze układy mieszkaniowe dalekie są od ideału.

Zrobiłam herbatę i po krótkiej wymianie uprzejmości poszłam do swego pokoju. Zadzwoniłam stamtąd do Cass i opowiedziałam jej o dziewczynach, książce Dana i szansie na zdobycie uznania w ich oczach. Nie była tym szczególnie zainteresowana, ale na wszelki wypadek zagroziłam, że ją zabiję, jeśli wspomni o mnie Danowi.

– Teoretycznie nic o tym nie wiem – powiedziałam, kiedy mnie zapytała o powód.

Zapadła pełna podejrzliwości pauza.

– A skąd to wiesz?

– Opowiedział o tym Sarze.

– Mam nadzieję, że nie ostatnio?

– Całe wieki temu.

Najwidoczniej ją obudziłam, więc teraz chrząknęła tylko z dezaprobatą i odłożyła słuchawkę. A wtedy zrobiłam to, co ostatnio często mi się zdarzało po późnym powrocie z pracy: przeczytałam wszystkie e-maile Dana i Sary. Następnie zajrzałam do swojej skrzynki na hot-mailu, gdzie czekały na mnie dwa listy – na szczęście nie od matki, lecz od Matta.

Ostrzegałem, że jeśli da mi popalić, to do ciebie przyjdę z pretensjami, nie?

Nie był to zbyt obiecujący początek listu numer jeden.

No, więc właśnie przychodzę. Przemeblowała mi dom, mówi mi, co mam jeść, o której wracać do domu i ile ćwiczyć. Wyrzuca mi ubrania, które jej zdaniem nie są odpowiednie dla człowieka „o mojej pozycji”. Wczoraj wieczorem powiedziała mojej dziewczynie, że już najwyższa pora przestać farbować włosy tylko po to, by przypodobać się mężczyznom. Moja dziewczyna (zresztą naturalna blondynka) zarzeka się, że nie postawi nogi w moim mieszkaniu, póki jest tu mama!

Ma dziewczyna głowę na karku!

Mówię ci, Jo, gdyby nie świadomość, że za dziesięć dni wraca do domu (uwierz mi, odliczam), sam bym wyjechał.

A tak na marginesie, znalazła sobie nową przyjaciółkę. To taka jedna szurnięta sąsiadka, która wkłada jej do głowy różne bzdury o Kalifornii… Dwa tygodnie temu zabrała ją na seminarium na temat „Jak przeżyć rozwód” i zupełnie poprzewracało się jej od tego w głowie. Była już na kilku seminariach na różne tematy, ale wszystkie sprowadzają się do jednego i tego samego - KAŻDY MĘŻCZYZNA TO ŁAJDAK (oczywiście z wyjątkiem jej ukochanego syna!). Szkoda, że nie widzisz, jak ona się teraz ubiera! Pozbyła się wszystkiego, co ze sobą przywiozła, a zastąpiła to ogrodniczkami i bluzkami z etaminy… Wygląda jak podstarzała hipiska, a gada jak kolejna inkarnacja przywódczyni ruchu kobiecego.

Podpisał się: Głęboko zaniepokojony z Santa Monica.

Drugi list był kontynuacją pierwszego.

Tak naprawdę wcale nie uważam, że to ty jesteś odpowiedzialna za moją niedolę. Szczerze mówiąc, bardzo cię podziwiam, że jesteś w stanie mieszkać w tym samym kraju co ona i udaje cię się nie postradać zmysłów.

Ściskam

Matt

PS

Pozdrów ode mnie tatę.

Miałam ochotę wydrukować listy i pokazać je tacie, ale nie chciałam przeszkadzać jemu i Giovannie, a poza tym to by było odrobinę nielojalne. Więc wystukałam tylko krótką odpowiedź do Matta z prośbą, by wytrwał, a potem zamknęłam komputer.

A kiedy w końcu zapadłam w sen, wcale nie śniłam o moim aktualnym chłopaku, lecz o Danie.

Wieczorem Aisling wpadła do Dana na piwo.

– Nie wydaje ci się, że powinniśmy go ostrzec? – zapytał Dan z myślą o nieznajomym mężczyźnie, do którego przeprowadzała się Libby.

Aisling pokręciła głową.

– Wyglądał mi na takiego, który umie o siebie zadbać – odparła z przekonaniem. – Zresztą teraz, gdy dostałeś odszkodowanie, to już nie twoja sprawa.