Выбрать главу

– Nie, to może zaczekać – zaprotestowała nerwowo.

– Nie, to wcale nie może czekać. Prawdopodobnie potrzebujesz ciasnego obandażowania klatki piersiowej, ale pozwól, że najpierw to sprawdzę. No, ściągaj sweter!

– Ja… ja…

Zrozumiała, że zachowuje się niemądrze, i ściągnęła sweter tak gwałtownie, że omal nie urwała sobie uszu, a w piersiach zabolało ją tak, że aż nie mogła złapać tchu.

– No, teraz dobrze – stwierdził Antonio. – Doprawdy, nie masz się czego wstydzić. Zdejmij też biustonosz! Zresztą nawet gdybyś nie była idealnie zgrabna, to i tak nie miałabyś powodów do wstydu – prawiąc jej komplementy, naciskał to tu, to tam klatkę piersiową. – Nikt nie powinien się wstydzić swego ciała. Każdy człowiek jest wyjątkowy i powinien być wręcz dumny ze swoich wyimaginowanych wad, uważać je raczej za swoje cechy charakterystyczne.

– Au! – zawyła nagle Vesla.

– No, to mamy! Wydaje mi się, że tylko jedno żebro jest złamane.

– Mam wrażenie, jakby co najmniej piętnaście.

– W to nie wątpię – uśmiechnął się ciepło.

Vesla drżała pod dotykiem jego delikatnych palców na skórze, lecz dreszcz, który ją przenikał, był przyjemny. Nie mogę teraz stracić głowy, myślała trzeźwo. On przecież nawet miną nie zdradził, że jest mną zainteresowany.

A może jednak jest?

Nie wiem. Wiem tylko, że można sobie tłumaczyć słowa, spojrzenia, gesty i uśmiechy tak jak się chce. To bardzo pociągający mężczyzna… A ja, do diabła, jestem tylko zwyczajną dziewczyną, z jak najnormalniejszymi uczuciami. Pragnę go! A jakie za tym kryją się motywy, nikogo nie powinno obchodzić. Sama nawet ich nie znam.

A zresztą, czy trzeba mieć jakiś motyw, żeby lubić człowieka?

Musiała przyznać, że pod wpływem bliskości Antonia jej mózg pracuje na jałowym biegu. Lepiej też milczeć, by się nie zdradzić, jak bardzo brakuje jej tchu.

W tym czasie Unni i Jordi przygotowali dla wszystkich prędki posiłek. Załadowali też niezbędne rzeczy do dwóch samochodów.

Cudownie było móc się przebrać w suche ubranie. Unni zebrała wszystkie przemoczone rzeczy i wrzuciła je do wielkiego, czarnego worka na śmieci. Wysuszą je po dojechaniu do letniego domku. Tu nie chcieli zostawać dłużej, niż było to absolutnie konieczne.

Jordi pomógł Unni zanieść worek do samochodu.

– Jak się czujesz, moja kochana? Mam wrażenie, że wciąż jesteś w kiepskim humorze.

– Nie, to… Owszem, rzeczywiście – odparła, zatrzymując się przy samochodzie. – Jordi, ja za cztery lata umrę!

– Postaram się temu zapobiec – obiecał.

– A jeśli ci się nie uda? Jeśli ty umrzesz za rok? Co mi wtedy przyjdzie z całego życia?

Nim zdążył odpowiedzieć, Unni pobiegła z powrotem do domu.

Jordi spoglądał za nią zaskoczony. Unni użyła naprawdę mocnych słów, nie miał jednak wątpliwości, że myślała tak, jak mówiła.

Powoli poszedł za nią do środka. Stała w kuchni i piła wodę mineralną z butelki, wyraźnie było widać, że ma zamiar ją opróżnić.

– Zostaw mi trochę – poprosił cicho.

Unni chciała obetrzeć szyjkę, lecz on spokojnie wyjął butelkę z rąk dziewczyny i zaczął pić, nie wycierając. Gdy oddał butelkę, na dnie zostało tylko kilka kropel, lecz Unni uczyniła to, co on – natychmiast je wypiła, także nie wycierając szyjki.

Popatrzyli na siebie, zaraz jednak do kuchni weszła Gudrun i powrócili do swoich zajęć.

Dziecinne? Może, ale nie dla nich.

Unni uśmiechała się i serce wypełniła jej radość. Jordiego natomiast Gudrun wprost spytała, co go tak cieszy. On tylko pokręcił głową i zbył ją śmiechem.

Z głębokim westchnieniem opuścili ciepły, przytulny dom. Obawiali się, że na pewien czas muszą się pożegnać z wygodami.

Mgła wciąż spowijała Selje, gdy stamtąd wyruszali. Jacht z powrotem cumował przy kei. Właścicieli zapewne zdziwią zadrapania na dziobie.

Nikomu z szóstki nawet przez myśl nie przeszło, że jacht należy do Leona. Ten łajdak, choćby nie wiadomo jakich przestępstw się dopuścił, nigdy nie zdołałby zgromadzić dostatecznie dużo pieniędzy, by móc sobie sprawić taką luksusową łódź.

Unni i jej przyjaciele nie mieli wątpliwości, że Leon miał przed sobą tylko jeden jedyny cel i zmierzał do niego z uporem. Cel ten zaś miał związek z rycerzami i mnichami.

Ale kim Leon tak naprawdę był i do czego dążył?

22

Nawet Gudrun wyglądała na zaskoczoną małymi rozmiarami chatki.

Nie odwiedzała tego miejsca od kilku lat, był to właściwie domek rybacki jej męża, a ponieważ mąż zmarł tak wcześnie, nie bardzo interesowała się chatynką. Zachowała jednak domek, od czasu do czasu, choć właściwie bardzo rzadko, przyjeżdżała tu z kimś znajomym, a kiedy na świat przyszedł Morten, postanowiła zachować chatkę dla niego, jedynego wnuka i jedynego zresztą członka rodziny.

– No, proszę, proszę – powiedziała Unni, gdy Gudrun już im to wszystko wyjaśniła. – Jesteś właścicielem ziemskim, człowieku. I właścicielem leśnym, spójrz tylko, na działce rosną aż dwa świerki!

– Od tej pory masz się do mnie odnosić z większym szacunkiem – odparł Morten z godnością, a Unni żartobliwie wykonała rewerans.

Wyraźnie było widać, że Gudrun od dawna nie przebywała w chacie. Zostawiły tu swoje ślady mrówki, myszy, małe ptaki i owady. Okna niemal całkiem zasłoniły pajęczyny.

Chatka stała jednak ukryta głęboko w lesie, nad niewielkim rybnym jeziorkiem. Prowadząca do niej droga była dostatecznie kręta na to, by sama Gudrun miała trudności z trafieniem na miejsce. Jakże więc mógł tego dokonać Leon i jego kompania?

Tu szóstka przyjaciół była najzupełniej bezpieczna.

Tu mogli liczyć na chwilę wytchnienia, a właśnie tego potrzebowali, by od nowa zebrać siły.

Tylko jak się tu wszyscy zmieszczą?

W chatce było tylko jedno pomieszczenie. Kuchnia, to znaczy piec, w którym paliło się drewnem, stał w jednym kącie, było też jedno szerokie łóżko, przymocowany do ściany stół pod oknem i dwa krzesła.

To wszystko. Sprzęt rybacki i rozmaite drobne przedmioty na półeczce pod sufitem właściwie się nie liczyły.

Kiedy wszyscy stanęli w izdebce, wyglądała na wypełnioną po sufit.

– Damy radę – orzekła Vesla. – No, bierzmy się do roboty, posprzątamy tutaj! Chłopcy, wy pójdziecie po drewno, widziałam, stos na dworze pod ścianą, a ja nastawię wodę. Unni, masz tu szczotkę, zamieć! Morten, ty zetrzyj kurz ze stołu i z parapetu, możesz to robić na siedząco…

Optymizm dziewczyny zaraził wszystkich. Gudrun także się ożywiła. I znów pokazała, jak bardzo potrafi być skuteczna. Ale o tym już mieli okazję się przekonać. Przemoczone ubrania rozwieszono nad piecem, dostatecznie wysoko, aby nikt nie zaplątał się w nogawki spodni ani biustonosze. Buty również odstawiono do suszenia. A wkrótce w dużym kociołku do gotowania ryb zaczęła wrzeć woda. Na szczęście Gudrun zabrała ze sobą sporo środków czyszczących. Morten szorował krzesła i stół, Unni zajęła się myciem okien, a Antonio wcierał w podłogę całe mnóstwo naturalnego mydła, tak żeby przyjemnie pachniało. Uszczelnili mysie nory, a pająki troskliwie wynieśli na dwór. Vesla przygotowywała kiełbaski z purée ziemniaczanym i wszyscy wchodzili sobie nawzajem w drogę.

Samochody dla wszelkiej pewności ustawili za domem. Co prawda nie na wiele się to zdało, bo niewielki samochodzik Gudrun akurat się zmieścił, natomiast duży samochód do przewozu niepełnosprawnych wystawał zza węgła niczym ciekawski słoń bez względu na to, jak starali się go ukryć.