– To na pewno Teddy – ucieszył się Filip. – A inni?
Jack jednak nic więcej nie wiedział.
Filip z mozołem jął się przeciskać przez tłum rozbitków, kierując się w stronę pokładu w nadziei, że tam spotka siostrę. Niestety, na próżno się łudził, toteż przerażony myślą, że mógłby już nigdy nie zobaczyć osób, które kocha, wrócił do salonu, gdzie naraz dostrzegł tył głowy Edwiny i jej szczupłe ramiona, a obok niej stojącego ze spuszczoną głową George'a. O słodki Boże! Płacząc z radości Filip przepychał się ku nim. Dotarłszy do siostry bez słowa wziął ją za rękę i odwrócił twarzą do siebie. Kiedy ją przytulił, Edwinie na moment zabrakło tchu, po chwili zaś wybuchnęła płaczem.
– O mój Boże, Filip… Filip – powtarzała, nie mogąc wykrztusić nic więcej. Zabrakło jej odwagi, by zapytać, czy wie coś o pozostałych. Wokół słychać było ciche łkanie tych, którzy nie mieli szczęścia odnaleźć swych bliskich. Dopiero po dłuższej chwili Filip pierwszy zdecydował się zapytać o resztę rodziny. Już wcześniej widział George'a, a teraz za plecami Edwiny spostrzegł zawiniętą w koc Fannie i Teddy'ego, który opatulony pledami leżał w prowizorycznej kołysce skleconej naprędce z kilku desek.
– Nic mu nie jest? – zapytał cicho.
Edwina przecząco pokręciła głową. Do oczu znowu napłynęły jej łzy, Teddy bowiem oddychał ciężko, a wargi miał ciemnogranatowe, prawie czarne. Filip zdjął płaszcz i okrył braciszka, po czym uścisnął dłoń Edwiny, by dodać jej otuchy. W końcu pięciorgu z nich udało się uratować. Być może przed końcem dnia odnajdą się pozostali.
Teddy i Fannie spędzili noc w szpitalnych łóżkach pod troskliwą opieką. Lekarz obawiał się, że dziewczynka odmroziła dwa palce dłoni. George spał jak zabity na koi w korytarzu. Późną nocą Edwina i Filip stali na pokładzie, w milczeniu patrząc na bezkresne morze. I tak żadne nie mogłoby usnąć. Dziewczynie zdawało się, że coś w niej umarło, że nigdy już nie zazna snu, nie zdoła się oddać marzeniom. Wciąż nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Łudziła się w głębi ducha, że gdy wczesnym rankiem przerzedzi się tłum w salonie, zobaczy rozmawiających w rogu rodziców i stojącego obok nich Charlesa. Nie mogła się pogodzić z myślą, że zginęli, że nie ma już rodziców, nie ma Alexis i Charlesa, że w sierpniu nie będzie ich ślubu, a materiał na suknię ślubną poszedł na dno wraz z jej marzeniami. Ciągle zdawało jej się, że katastrofa "Titanica" jest tylko koszmarnym snem i że niebawem się z niego przebudzi. Uporczywie powracały do niej pytania: czy matka do końca trzymała Alexis za rękę?… czy śmierć była straszna?… czy szybka?… czy bolesna?… Stali obok siebie na pokładzie, zatopieni w myślach. Wyobraźnia podsuwała Edwinie straszliwe obrazy, lecz nie mówiła o nich, by nie przerazić brata. Cały ten dzień spędziła z Fannie i Teddym. Filip dawał baczenie na George'a, ale ten, spokojniejszy niż zwykle, nie sprawiał kłopotu. Obydwaj, poważni i zadumani, czekali na bliskich, którzy już nigdy nie mieli się pojawić, na tych, których nade wszystko kochali.
"Carpathia", zanim wyruszyła w dalszą drogę do Nowego Jorku, raz jeszcze opłynęła miejsce katastrofy. Nie natrafiono jednak więcej na rozbitków.
– Filip? – głos Edwiny zabrzmiał w ciemnościach miękko i smutno.
– Tak? – odwrócił ku niej głowę, patrząc na siostrę wzrokiem człowieka znacznie starszego niż szesnastoletni chłopiec. Filip w ciągu tych kilku godzin, które spędził w łodzi ratunkowej, postarzał się o wiele lat.
– Co my teraz poczniemy? – Myśl o życiu bez tych, którzy odeszli, była straszna. Zawalił się ich świat. Teraz Edwina, jako najstarsza, musi zatroszczyć się o tych, którzy przeżyli. – Chyba pojedziemy do domu – cicho rzuciła w otaczającą ich ciemność.
A cóż innego mogli zrobić? Edwina postanowiła tylko, że przedtem zabierze Teddy'ego do lekarza w Nowym Jorku… Jeżeli dziecko dożyje! Powiedziano jej, że ta noc zadecyduje o wszystkim. Myśl, że Teddy mógłby umrzeć, była nie do zniesienia. Nie mogą do tego dopuścić. Po prostu nie mogą! Teraz skupiła się na tym, aby go uratować. Ostatnie dziecko jej najdroższej matki musi żyć! Gdy tej nocy trzymała braciszka w ramionach, wsłuchując się w jego ciężki oddech, pomyślała o dzieciach, których nigdy nie będzie miała – o dzieciach Charlesa… Wraz z nim umarły wszystkie jej marzenia. Ogarnęła ją nieutulona tęsknota za narzeczonym i Edwina gorzko zapłakała.
Filip ułożył się do snu przy George'u w korytarzu, a późną nocą zajrzał do Edwiny, by sprawdzić, czy wszystko w porządku. Był zmęczony i smutny. Bez ustanku się zastanawiał, czy rodzice próbowali wyskoczyć ze statku, nim zatonął, i czy udało im się przeżyć choć chwilę po katastrofie. A może dopłynęli do szalupy, lecz nikt nie podał im pomocnej dłoni i umarli w lodowatej wodzie? Setki ludzi pozostawiono na pewną śmierć w oceanie. Choć wołali o ratunek, nikt im nie pomógł. Utrzymywali się na powierzchni, jak długo mogli, po czym szli na dno za innymi…
Kłębiące się w głowie myśli nie pozwalały Filipowi zasnąć. Wreszcie dał za wygraną i przyszedł do Edwiny. Długą chwilę siedzieli w milczeniu. Podobnie było na całym statku, jakby rozbitkowie uznali, że w ciszy i skupieniu łatwiej stawią czoło cierpieniom. Wszędzie widać było pojedyncze osoby wpatrzone w bezmiar oceanu albo małe grupki, także pogrążone w milczeniu.
– Zastanawiam się… – zaczął Filip, lecz w tonącym w ciemnościach pomieszczeniu trudno mu było znaleźć właściwe słowa. W kajucie obok przebywali inni pasażerowie "Titanica", wśród nich około tuzina nie zidentyfikowanych dzieci.
– Wciąż myślę o ich ostatnich chwilach… – Filipowi załamał się głos i chłopiec odwrócił głowę, aby ukryć wzruszenie. Edwina delikatnie dotknęła jego ramienia.
– Daj spokój… To niczego nie zmieni – rzekła, aczkolwiek ona także przez całą noc rozmyślała o tym samym: o rodzicach i o tym, dlaczego jej matka wolała zostać na statku, i o Charlesie, i o Alexis… Co się z nią stało? Czy ją odnaleźli? Czy utonęła razem z nimi? Filip dowiedziawszy się, że nie ma jej z Edwiną, wpadł w przerażenie, rodzice bowiem do końca byli przekonani, że dziewczynka opuściła bezpiecznie pokład w szalupie z najstarszą siostrą.
Chłopiec westchnął głęboko i popatrzył na Teddy'ego. Maleństwo spało głęboko, spod koca wystawały miękkie loczki. Śmiertelnie bladym Filipem wstrząsały co chwila ataki kaszlu, lecz nie zwracał na nie uwagi. Twierdził, że kaszle już od dwóch dni, Edwina zaś wspomniała słowa matki, która wyraziła obawę, że chłopiec się przeziębi wyczekując w lodowatych powiewach wiatru, aż na pokładzie drugiej klasy pokaże się "jego wybranka". Edwina pomyślała, że dziewczyna pewno utonęła, bo jak inni pasażerowie drugiej klasy nie miała szansy na ratunek.
– Jak on się czuje? – zapytał Filip, spoglądając na najmłodszego brata.
– Nie pogorszyło mu się… – Edwina uśmiechnęła się czule i pochyliła nad maleństwem, by pogłaskać je po główce i ucałować. – Wydaje mi się, że oddycha lżej. Oby tylko nie przyplątało się zapalenie płuc – dodała.
– Posiedzę przy nim, a ty się prześpij – zaproponował Filip, lecz Edwina tylko westchnęła.
– I tak nie mogłabym zasnąć – odparła.
Nie potrafiła zapomnieć o porannym przeszukiwaniu miejsca, gdzie zatonął "Titanic". Kapitan Rostron chciał mieć pewność, że na morzu nie ma już nikogo, dlatego "Carpathia" kilkakrotnie okrążyła miejsce katastrofy. Natrafiono jednak tylko na pływające po powierzchni oceanu leżaki, kawałki drewna, kamizelki ratunkowe, dywan przypominający dokładnie ten, który Edwina miała w kabinie, wreszcie na zwłoki marynarza unoszące się na fali. Wspomnienie tych scen przejmowało Edwinę grozą. Zaledwie poprzedniego wieczoru Widenerowie wydawali przyjęcie na cześć kapitana Smitha, a teraz, dwadzieścia cztery godziny później, nie było ani statku, ani kapitana, ani pana Widenera i jego syna Harry'ego, nie było ponad tysiąca pięciuset pasażerów! Edwina wciąż się zastanawiała, jak mogło dojść do takiej tragedii. Myślała o Charlesie, o tym, jak bardzo go kochała. Dopiero co zachwycał się jej błękitną atłasową suknią, mówił, że jest dokładnie koloru jej oczu, komplementował jej fryzurę. Upięła wtedy swoje czarne lśniące włosy wysoko, podobnie jak pani Astor. Suknię nadal miała na sobie, tyle że mocno sfatygowaną. Po południu nieznajoma kobieta podarowała jej czarną wełnianą sukienkę, lecz Edwina była tak zajęta przy dzieciach, że nie zdążyła się przebrać. Jakie to zresztą miało teraz znaczenie? Przecież Charlesa już nie ma, przecież i ona, i jej młodsze rodzeństwo zostali osieroceni!