Выбрать главу

– Odpocznijcie – poradził kasztelan Michał z Potoka. – Najlepiej będzie, jak pojedziecie do mojego bratanka, do Lipowej. Pan Jakub rad was zobaczy, bo pewnie wiele widzieliście na królewskim dworze.

– Ale mam zadanie – bronił się Filip, któremu nadzieja miękkiego łoża przyjemnie majaczyła przed oczami.

– Wasze zadanie zakończone. Królewski rozkaz wypełniony. Odpocznijcie, ja tu wszystkiego dopilnuję. Dam wam znać, kiedy macie przyjechać. Po co wam męczyć się tutaj, w polowych warunkach, kiedy tuż obok jest wygodny dwór?

Filip nie bardzo wiedział, czy postępuje dobrze, przyjmując rady pana Mikołaja i wybierając miękkie łoże zamiast żołnierskiej ławy. Ale wytłumaczył sobie, że przecież dokładnie wypełnił polecenie króla Kazimierza – dowiózł więźnia żywego do zamku, osobiście osadził go w lochu, sprawdził łańcuchy.

Filip pojechał do Lipowej.

Powiadomiony o przyjeździe gościa pan Jakub wyszedł przed dom na jego powitanie. Zobaczył młodzieńca, ubranego wedle najnowszej mody, który zrobił na nim jak najlepsze wrażenie. Przybysz zsiadł z konia, otrzepał z kurzu, a następnie powiedział, kim jest i co go sprowadza.

– Mam nadzieję, że zechcecie przyjąć mnie pod swój dach, dostojny panie – zaczął z dworskim ukłonem. – Wasz stryj, dostojny pan Mikołaj, kazał mi zajechać do was i przekazać pozdrowienia.

– Jestem wam wielce rad, panie Filipie – powitał go Jakub serdecznie. – Nawet gdybyście przyjechali tu tylko z własnej woli, bez polecenia mojego stryja. Chodźcie i bądźcie gościem w moim domu, jak długo wam się spodoba. Pewnie macie wiele do opowiadania, a my chętnie posłuchamy nowin ze świata. Czy zechcecie zostać u mnie dłużej?

Filip skłonił się ponownie.

– Bardzo wam dziękuję, panie Jakubie. Chętnie skorzystam z waszej gościnności. Ostatnie dni spędziłem w siodle, jadąc tu z ważnym zadaniem, jakie mi wyznaczono, i prawdę mówiąc, wasz stryj wybawił mnie z kłopotu. Ale długo zostać nie mogę, bo też obowiązek każe mi wkrótce wracać.

– Upalnie dziś, więc chodźmy pod dach, tam przy dzbanku zimnego piwa na pewno przyjemniej będzie nam rozmawiać.

Poprowadził gościa najpierw do łaźni, gdzie ten mógł odświeżyć się po podróży, a potem do świetlicy, gdzie młodemu rycerzowi wskazał poczesne miejsce.

Filip czuł, jak płoną mu policzki. Tak, właśnie tak, o to mu chodziło. Jest równy między dostojnymi panami, jest ważny, a opiekują się nim jak jakim wielmożą, podają napitek, wypytują o nowiny.

Krótko jednak trwała ta rozmowa, bo rychło zmęczenie dało o sobie znać i głowa pana Filipa opadła na piersi.

– Dość gadek! – zaśmiał się życzliwie pan Jakub. – Wy jesteście zdrożeni długą jazdą, a ja wypytuję was i wypytuję. Pójdźcie do alkierza, gdzie kazałem przygotować wam posłanie. Wyśpicie się, wypoczniecie, pogadamy później.

– Dziękuję za wyrozumiałość – Filip umiał się zachować. – Staram się dorównać tak znakomitym rycerzom, jak wy czy wasz stryj, ale jestem młody i chyba muszę się jeszcze uczyć.

Ta uwaga bardzo ujęła pana Jakuba. Był wprawdzie sporo starszy od gościa, ale aż tak dworskiego zachowania nie został nauczony.

– Chodźmy spać – Jakub objął ramieniem młodzieńca, któremu zmęczenie, a pewnie i piwo, nieco osłabiły nogi. – Jutro was poznam z żoną, córką i innymi domownikami.

Kiedy następnego dnia Filip obudził się, słońce stało już wysoko. Zza okiennicy dobiegały odgłosy dworskiego życia i gość Lipowej wyraźnie rozpoznał głos gospodarza. Zawstydził się, że spał tak długo, kiedy wszyscy dawno już wstali i pewnie wyśmiewają go teraz, że jest leniwy.

Zerwał się z łoża i ubrał szybko. Kiedy gotowy już cicho i ostrożnie otwierał drzwi, potknął się o kogoś, kto siedział po ich drugiej stronie na progu. Była to kilkuletnia dziewczynka z jasnymi długimi włosami.

– Co ty tu robisz? – spytał Filip zakłopotany. – Mogłem cię przecież uderzyć.

– Ech, nie – zapewniła z uśmiechem. – Nic mi się nie stało. Chciałam tylko zobaczyć gościa.

– Zobaczyłaś. I co powiesz?

Dziewczynka, mająca może osiem czy dziewięć lat, obejrzała go uważnie, a jej ładna twarz z niebieskimi oczami rozpromieniła się uśmiechem – Nianiu! Nianiu! – zawołała nagle głośno. – Jaki on piękny!

Roześmiał się zaskoczony, ale mile połechtany w swojej dumie. W tej chwili podbiegła do nich wysoka, mocna niewiasta i chwyciła dziecko za rękę.

– Alena! Natychmiast zostaw gościa w spokoju! – rozkazała. – To nieładnie naprzykrzać się obcym.

Mam nadzieję, panie, że was nie uraziła.

– Tylko go chciałam zobaczyć przed wszystkimi. Jest naprawdę bardzo urodziwy. Prawda, nianiu?

– Alena! – zawołała zawstydzona opiekunka. – Co ty mówisz?

– Nie gniewajcie się – poprosił pan Filip. – To takie miłe i wdzięczne dziecko. Czy to córka pana Jakuba?

– Sama umiem mówić – oburzyła się dziewczynka, zanim Stronka zdążyła odpowiedzieć na pytanie gościa. – Jestem Alena, córka pana na Lipowej.

– A ja jestem Filip ze Słowika – gość ukłonił się z przesadną elegancją.

Alena zapiszczała z radości.

– Nianiu, nianiu! Zobacz, jaki jest pocieszny!

Filip ze Słowika od razu podbił serca wszystkich mieszkańców Lipowej. Był wesoły, towarzyski i choć młody, znał świat prawie tak dobrze jak pan Jakub, a umiał o nim opowiadać zajmująco i pięknie.

Jeździł konno z Aleną, z którą zaprzyjaźnił się natychmiast i którą traktował trochę jak młodszą siostrę, miał dla jej pomysłów wiele wyrozumiałości i zachowywał się przy niej jak psotny chłopak, a nie młody rycerz, obarczony poważnym zadaniem przez samego króla.

Pan Jakub śmiał się ze wszystkiego i bardzo sobie chwalił pobyt pana Filipa, bo dwór rozbrzmiewał gwarem i wesołą zabawą, w której nierzadko uczestniczyła nawet czeladź, biegająca po dziedzińcu w czasie licznych harców, jakie gość wymyślał dla Aleny.

Młodzieniec rozmawiał z gospodarzem o poważnych sprawach i pan Jakub musiał przyznać, że chłopak wiele już wie o świecie i sprawach całego królestwa. Podbił błyskawicznie serce Szczepana Sowy, bo znał się znakomicie na koniach, był dobrym jeźdźcem, a okazało się, że rozumie się również na sprawach gospodarskich.

Życie płynęło szybko i wszyscy nadal patrzyli życzliwie na pana Filipa. Ten mówił wiele o królewskim dworze, podnosił zasługi gospodarza, chwalił ciasto Stronki, uśmiechał się do Aleny.

Nawet pani Agnieszka wydawała się zadowolona z jego żartów i opowieści. Słuchała ich jak wszyscy, ale rzadko dawała po sobie znać, że jakoś ją szczególnie zajmują czy bawią. Nie śmiała się z innymi, rzadko też patrzyła wprost na Filipa. Jego wzrok natomiast nie omijał jej wcale, jak to sobie wyobrażała, bo nie przypuszczała nawet, że znaczna część tych zabaw jest przeznaczona właśnie dla niej.

Kiedy odjeżdżał jakiś czas później, nie wyszła, aby go pożegnać.

Przysięgi i obietnice

Szymon Smok, doświadczony dowódca królewskich kuszników, odszukał Jeno na czwarty dzień po pierwszym spotkaniu.

– Chodź ze mną, chłopcze – polecił.

Miał na sobie strój strzelca, ale był bez hełmu. Kowal rozejrzał się za narzędziami, ale kusznik potrząsnął głową.

– To nie będzie potrzebne. Zabierz tylko lekarstwa.

– Mamy iść do… tamtego człowieka? – Tak.

I poszli. Droga, którą niedawno przebyli konno, teraz wydawała się długa, ale przemierzając ją Jeno mógł dokładniej obejrzeć zamek. Przy południowym murze pracowało wielu robotników, wielkie prace trwały też w górnych partiach twierdzy i w obu jej częściach mieszkalnych. Wszędzie leżały stosy drzew, które przycinano, piłowano i na linach wciągano na mury.