– Co to była za noc! Odsuń się od wozu, skarbie. Może się przechylić przy szarpnięciu. – Żeby utrwalić jej kiełkujące współczucie. Tucker zarzucił jej rękę na ramię i pozwolił się odprowadzić parę kroków w tył.
– Słabo ci?
Nie było mu słabo, ale w jej głosie usłyszał tyle troski!
– Odrobinę – powiedział zwolna, jakby nadrabiał miną. – To minie. – Stłumił uśmiech, kiedy opasała go w pasie ramieniem.
– Chodźmy do samochodu. Odwiozę cię do domu.
Do domu! Cholera! A już zaczynał robić postępy. – Wolałbym wyciągnąć się na kanapie, zanim odzyskam siły. Czuł, że ona się waha. Wtedy usłyszał klakson i zmełł w ustach przekleństwo. Dwayne zatrzymał swojego białego caddy na samym środku drogi i wyskoczył. Był nie ogolony, a włosy sterczały mu na wszystkie strony. – Jezu miłosierny, chłopie!
Obrzucił Tuckera szybkim spojrzeniem, stwierdził, że brat stoi na obu nogach i przeniósł całą uwagę na samochód, który Junior zdejmował ze słupa.
– Wybrałeś się na niedzielną przejażdżkę, Dwayne?
– Crystal dzwoniła. – Dwayne gwizdnął przez zęby, kiedy zobaczył przód porsche'a. – Singleton Fuller był na stacji, kiedy Junior odebrał telefon. Wpadł na Jeda Larssona, który opowiedział wszystko Crystal, która przyszła po skrzynkę coli. Dobrze, że to ja odebrałem telefon, a nie Josie. – Pod wpływem cudownych leków Josie jego kac ustąpił na tyle, że Dwayne był w stanie odczuwać coś poza własnym bólem głowy. – Kurczę blade, Tucker, załatwiłeś to cacuszko.
Tracąc cierpliwość, Caroline wciągnęła gwałtownie powietrze.
– Twój brat czuje się lepiej, niż można by się spodziewać w tych okolicznościach – wystrzeliła. – Mogło być gorzej, a tak, zadrapał sobie tylko czerep. To zrozumiałe, że niepokoi cię stan brata, ale proszę mi wierzyć, nic mu nie będzie.
Junior przerwał robotę i zamarł z papierosem zwisającym z kącika ust. Dwayne zamrugał bezradnie powiekami. Tucker robił co w jego mocy, by nie ryknąć śmiechem.
Ona za mną szaleje, zdecydował.
– Tak – powiedział Dwayne ze skrupulatną uprzejmością. – Widzę, że nic mu nie jest. Przyjechałem zabrać go do domu.
– Cóż za troskliwa rodzina.
– Faktycznie, trzymamy się razem. – Kiedy się uśmiechał, było w nim coś zniewalającego, mimo przekrwionych oczu i aury przepicia.
– Nigdy nie spotkałam podobnej rodziny – powiedziała Caroline szczerze.
– Załatwione, Tuck – zawołał Junior. – Sprawdzę, co i jak, i dam ci znać.
– Dzięki, Junior. – Tucker musiał się odwrócić. Po prostu nie mógł patrzeć, jak odholowują jego samochód. Było to niemal tak przykre, jak Widok kogoś bliskiego na noszach.
– Miło cię było znowu widzieć, Caroline – powiedział Dwayne, po Czym ruszył w stronę swojego samochodu. – Chodź, Tucker. Zaczynał się mecz, kiedy Crystal zadzwoniła. Straciłem już pierwszą połowę.
– Za chwilę. – Tucker odwrócił się ku Caroline. – Dziękuję za opiekę. – Dotknął jej włosów. – I za to, że mnie wysłuchałaś. Nie cwałem sobie sprawy, jak bardzo chcę z kimś porozmawiać.
Potrzebowała chwili, by uświadomić sobie, że Tucker mówi poważnie. Nie dostrzegła kpiącego błysku w jego oczach.
– Zawsze do usług – powiedziała.
– Chciałbym ci się jakoś odwdzięczyć. – Kiedy cofnęła głowę przed jego dotknięciem, Tucker ujął ją za podbródek. – Chciałbym zaprosić cię dzisiaj na kolację do Sweetwater.
– Naprawdę, Tucker, nie musisz tego…
– Nagle zapragnąłem, byś zobaczyła mnie w bardziej sprzyjających okolicznościach niż te, które udawało mi się stworzyć dotychczas. – Błądził palcami między jej uchem a podbródkiem. – Zapragnąłem cię zobaczyć, kropka.
– Nie chcę niczego zaczynać, z nikim – powiedziała spokojnie, choć puls walił jej w skroniach.
– Zapraszanie sąsiadów na niedzielną kolację jest starą tradycją w tych okolicach.
Musiała się uśmiechnąć.
– Nie będę łamała starych tradycji.
– Cholera, Tuck, pocałuj ją po prostu i chodźmy – zawołał Dwayne. Oddając uśmiech, Tucker przesunął kciukiem po jej wargach.
– Nie pozwoli mi. Na razie. Czekam o piątej, Caro. Oprowadzę cię po Sweetwater.
– Dobrze.
Patrzyła, jak idzie do cadillaka i sadowi się ostrożnie na przednim siedzeniu. Zdążył jeszcze posłać jej szybki uśmiech, zanim Dwayne wystrzelił w stronę Sweetwater, jadąc dokładnie środkiem drogi.
– Lecę jak głupia z kiermaszu, myśląc, że rozbiłeś sobie głowę albo co gorszego, a ty mi mówisz, że mamy gości na kolacji! – Della grzmotnęła wałkiem w bryłę ciasta. – Teraz nie wiem, ile pieniędzy zebrałyśmy. Musiałam zostawić wszystko w rękach Susie Truesdale, a ona tak się zna na handlu jak nie przymierzając ty.
Ponieważ refren ten rozbrzmiewał od dobrych trzech godzin, Tucker uznał, że czas działać. Wyciągnął z kieszeni dwadzieścia dolarów i położył jej na kuchennym blacie.
– Masz. To mój wkład w kiermasz ciast Świętej Trójcy.
– Hmmm. – Zwinne palce Delii chwyciły banknot i upchnęły go w czeluściach fartucha. Ale pieniądze nie mogły kupić jej milczenia.
– Myślałam, że dostanę zawału. Przylatuje Earleen i mówi, żeś rozbił samochód. A mówiłam ci, kiedyś go kupował, że zrobili go cudzoziemcy i nic dobrego z tego nie wyniknie. Podobnie jak ze ścigania się po drogach w dzień święty. – Włożyła rozwałkowane ciasto do formy. – A kiedy przybiegam do domu zobaczyć, czy jesteś żywy czy martwy, ty mi mówisz, że zaprosiło gościa na kolację.
Pofukując, przycinała odstające końce ciasta.
– Jakby szynka się miała upiec sama. Wnuczka Etidht! Miałam dużo sympatii dla Edith. Opowiadała mi, jak to jej wnuczka jeździ do Paryża i Włoch, że była w samym Pałacu Buckingham i jadła kolację z prezydentem w Białym Domu. – Rozwałkowała następną grudę ciasta. – I ona przychodzi na kolację, a je nie mam nawet czasu sprawdzić, czy nie trzeba wyczyścić sreber. Twoja mama przewróciłaby się w grobie, niech spoczywa w pokoju, gdybym nie użyła dobrych sreber. – Otarła wierzchem dłoni czoło, zadzwoniły ciężkie bransolety na jej przegubach. – A on myśli, że niedzielna kolacja zrobi się sama. Iście po męsku.
Tucker spojrzał wilkiem na ziemniaka, którego właśnie obierał.
– Przecież ci pomagam, prawda? Parsknęła pogardliwie.
– Wielka mi pomoc. Za grubo obierasz ziemniaki i rozrzucasz łupiny na mojej czystej podłodze.
– Jezu Chryste!
Oczy Delii błysnęły gniewem. Tucker skulił się w sobie.
– Nie używaj imienia Pańskiego nadaremnie, nie w mojej kuchni w niedzielę.
– Zmyję podłogę, Della.
– Pewnie, że zmyjesz. Tylko nie waż się brać najlepszego ręcznika, jak ostatnim razem.
– Tak jest. – Czas wytoczyć największą armatę, uznał Tucker. Wstawił miskę z ziemniakami do zlewu i otoczył ramionami pokaźną talię Delii.
– Chciałem tylko zrobić coś miłego dla Caroline po tym, jak opatrzyła mi głowę.
Della chrząknęła znacząco.
– Widziałam ją i mogę sobie wyobrazić, co to jest, to coś miłego. Uśmiechnął się zanurzając twarz w jej czerwonych lokach.
– Nie mogę zaprzeczyć. Taka myśl zaświtała mi w głowie.
– Chyba w rozporku. – Ale usta jej drżały od hamowanego śmiechu. – Trochę za chuda jak na twój gust.
– Cóż, liczę na to, że się podtuczy na twoim wikcie. Wiesz, że nikt nie serwuje takich frykasów jak ty. Prawdę mówiąc, chciałem jej trochę zaimponować. Najpewniejszy sposób to kazać jej spróbować twojej marynowanej szynki.
Della parskała, prychała i rumieniła się z dumy.
– Myślę, że nie zaszkodzi nakarmić dziewuszyny przyzwoitą kolacją.
– Przyzwoitą?! – Uścisnął Delię. – Złotko, nie jadła lepszej w Białym Domu. Masz to jak w banku.
Della zachichotała i odepchnęła jego ręce.
– Dostanie figę z makiem, jeżeli nie skończę. Wrzuć ziemniaki do wrzątku i zmiataj stąd. Skończę prędzej, jeżeli nie będziesz mi pomagał.
– Sie robi! – Tucker wycisnął na jej policzku pocałunek. Wymruczała coś z zadowoleniem. Wychodząc parę minut później z kuchni, Tucker natknął się na Dwayne'a rozciągniętego na podłodze w salonie. Oglądał kolejny mecz baseballowy.