— On zna się tylko na zachodnich wyścigach — stwierdził Dag krytycznie.
— Jest ejdetykiem? Słyszałam o takich ludziach, ale nigdy nie zdarzyło mi się ich spotkać.
— Wystarczy podać mu imię jakiegoś zwierzęcia i już zaczyna. Problem w tym, że musi zawsze zacząć od początku.
— Czyż nie zaczął od dzisiejszej wygranej Kwiczka? Runel śpiewnym głosem wyliczał zwycięzców, ich ojców i matki.
— Ten ostatni wyścig to właśnie dla niego początek, pani Moreto.
— Czy ona zjawia się na wszystkich Zgromadzeniach?
— Kiedy tylko może. — Dag rzucił okiem na Alessana.
„Zdziwiłabym się, gdyby Lord Warowni wiedział choćby o połowie tych wyścigów, na które uczęszcza Runel — pomyślała Moreta.
— Do niczego się więcej nie nadaje — powiedział Alessan.
— Na śmierć mógłby zanudzić — mruknął Dag, oglądając się przez ramię na płac wyścigów. — Zaczyna się! — stwierdził z ulgą. — Wyścig! — zawołał głośno do Runela.
Towarzysze Runela zaczęli go szarpać za ręce.
— Wyścig, Runelu! Wyścig się zaczyna!
Runel wyszedł z deklamatorskiego transu i rozejrzał się dookoła ze zdumieniem.
— Wyścig się zaczyna, Runelu — powiedział gospodarz z Fortu uspokajająco i poprowadził ejdetyka w kierunku linii mety.
Kiedy oddalali się, Alessan odciągnął Moretę na stronę, a Dag popędził za Lordem Warowni.
— Czy taki człowiek nie przydałby się bardziej w Siedzibie Harfiarzy, niż w warowni?
— Mój ojciec miał na tyle rozumu, że do tego nie dopuścił.
— Dlaczego? Przy jego pamięci…
— Ponieważ jeden z jego przodków był tutaj harfiarzem i czasem zapamiętywał więcej niż należało. — Alessan złośliwie się uśmiechnął. — Wydaje mi się, że to mój dziadek dopilnował, żeby ukierunkować jego cechę na dziedzinę… powiedzmy… mniej dochodową. W Siedzibie Harfiarzy zawsze byli jacyś jego krewni, którzy pilnie badali pergaminy i zapamiętywali je, zanim atrament całkowicie wyblakł.
Znaleźli sobie miejsce przy mecie i przyglądali się zawziętej rywalizacji podczas szóstej gonitwy. Kiedy czekali na następny bieg, dochodziły do nich strzępy rozmów. Komentarze na temat nowego Lorda Warowni i obecnego Zgromadzenia przeważnie były bardzo pochlebne. Większość rozmów dotyczyła jednak pogody.
— Za ciepło jak na tę porę. Roztopimy się tego lata.
— Wolę taką pogodę zamiast deszczu i zawiei, ale nie jest to normalne. Przewraca porządek Obrotu do góry nogami.
— W tym ciepłe nad stadami kłębią się owady i gryzione przez nie zwierzęta zbijają się w kupę i nie chcą się ruszać. Bardzo cierpią.
— Przydałoby się trochę mrozu. Bez niego węże tunelowe rozmnażają się jak szalone.
— Nie mogę się zdecydować, czy już teraz ostrzyc owce, czy pozwolić im, żeby się grzały w zimowej szacie.
— Potrzeba też trochę śniegu, żeby wyginęło robactwo w ziemi, które niszczy nasze zasiewy.
— Powinieneś być wdzięczny, Alessanie, że nie narzekają na nic poza pogodą. Przecież żaden z gospodarzy nie spodziewa się po swoim Lordzie Warowni, żeby umiał zmieniać pogodę.
Końcowy bieg miał niespodziewany finisz. Dwa biegusy nos w nos przekroczyły linię mety. Kłótnia o to, które z tych zwierząt zwyciężyło, stała się tak gorąca, że Alessan wystąpił do przodu jako mediator, pociągając Moretę za sobą. Żeby rozwiązać sytuację, która mogła przybrać zły obrót, Alessan głośno oznajmił, że podwaja nagrodę, aby żaden z rywali, którzy dostarczyli tak pasjonującego przeżycia całemu Zgromadzeniu, nie poczuł się rozczarowany.
Była to bardzo trafna decyzja. Właściciele, jeźdźcy, trenerzy i widzowie rozeszli się w jak najlepszym nastroju.
— Jesteś rozsądnym i szczodrym człowiekiem, Alessanie.
— Dziękuję ci, pani Moreto. A, w samą porę — powiedział.
Moreta odwróciła się i zobaczyła, że jakiś trener podprowadza grubokościstego biegusa o długim grzbiecie, okrytego derką w kolorach Ruathy. — Pani, twój wierzchowiec.
— Czy tego właśnie oczekiwał twój ojciec po tej hodowli?
— Takie właśnie zwierzęta wyhodowałem dla niego — odparł Alessan z szerokim uśmiechem. Podsadził ją, zaczekał, aż przerzuci nogę przez kulę u siodła, a potem dosiadł swego biegusa.
— Chyba wolę twojego Kwiczka — powiedziała, kiedy zwierzę zakołysało się i ruszyło ponaglone przez Alessana.
— Przemawia przez ciebie entuzjastka wyścigów, a nie rozważny gospodarz.
Kiedy odjeżdżali przez rżysko, Alessan spojrzał w bok, zapewne znów starając się rozwikłać zagadkę pustych boksów.
— To niepodobne do Ratoshigana, żeby przepuścić taką okazję. — Powinien był przyjechać też Soover — znasz go z Południowego Bollu — przeszkodzić mógł mu tylko Opad, ogień lub mgła. Nie zdawałem sobie sprawy, że pogoda ma aż tak wielkie znaczenie.
— Jednakże nie brak ludzi na tym Zgromadzeniu — powiedziała Moreta.
Przy kramach wciąż było wielu kupujących, chociaż wyścigi przyciągnęły taki tłum.
Ludzie zaczęli już zajmować miejsca przy stołach wokół placu tanecznego. Aromat pieczystego niósł się kusząco z wiatrem, dominował zapach pikantnych intrusiów.
Alessan skierował swego wierzchowca na drogę. Moreta rzuciła okiem na wzgórza ogniowe, pokryte wygrzewającymi się na słońcu smokami. Zauważyła u boku Orlith jeszcze jedną królową. Sądząc po wielkości i kolorze, była to Tamianth z Dalekich Rubieży.
— Niektóre stworzenia lubią słońce i ciepło — powiedział Alessan. — Czy takie wygrzewanie się pomaga im znosić zimno „pomiędzy”?
Moreta mimowolnie zadygotała i Alessan objął ją mocniej.
— Kiedy się wyprawiamy na Nici, wdzięczna jestem za chłód przestworzy — odpowiedziała wymijająco, myśląc o Opadzie za dwa dni.
Alessan skierował zwierzę w górę nasypu, prowadzącego na frontowy dziedziniec; ciężkie kopyta biegusa głucho załomotały, uprzedzając zebranych tam gości. Moreta wesoło pomachała ręką Faldze, Władczyni Weyru Dalekich Rubieży.
— Czy twoja nowa suknia nie była gotowa, Moreto? — zapytała Falga podchodząc, żeby się z nimi przywitać.
— Nowa suknia? — szepnął zaskoczony Alessan.
— Pokażę się w niej na następnym Zgromadzeniu, Falgo odparła Moreta pogodnie. — To jest moja suknia na wyścigi.
— Ciągle myślisz tylko o tych wyścigach! — Falga uśmiechnęła się wyrozumiale i odwróciła się znów do gospodarzy, z którymi rozmawiała.
Nagle pojawił się Tolocamp. Choć uśmiechał się jowialnie, z dezaprobatą spoglądał na zakurzoną suknię Morety.
— Zsiądę sama, Lordzie Tolocampie — powiedziała, nie chcąc skorzystać z jego pomocy.
— Proszę tędy, pani Moreto — odezwała się pani Oma, przeciskając się przez ciżbę ludzi i biorąc ją pod swoją opiekę.
Moreta ruszyła za matką Alessana, wdzięczna jej, że może usunąć się z zasięgu krytycznego Lorda Tolocampa. Natychmiast jednak uświadomiła sobie, że pani Oma jest do niej równie nieprzychylnie ustosunkowana jak Lord Tolocamp, ponieważ Moreta pokrzyżowała jej plany na popołudnie. Kiedy szły przez wielką salę, wspaniale udekorowaną z okazji Zgromadzenia, a następnie w górę po schodach do prywatnych apartamentów Warowni, pani Oma milczeniem dawała odczuć Morecie swe niezadowolenie. W pokoju pani Omy przygotowano już różnorodne suknie, spódnice i tuniki, a z łazienki napływał wilgotny zapach pachnącej kąpieli i słychać było chichoty dziewcząt, które ją przygotowywały.
— Twoja suknia została oczyszczona, pani Moreto — powiedziała pani Oma, zamykając za Moretą drzwi. — Wątpię jednak, czy wyschnie na tańce. — Zmierzyła Moretę wzrokiem. — Jesteś szczuplejsza, niż myślałam. Może ta ruda… — Wskazała ręką szatę, ale natychmiast z dezaprobatą pokręciła głową. — Nie, ta zielona jest bardziej odpowiednia dla twojej rangi.