Moreta podeszła do rudej sukni i wzięła ją w palce, badając splot miękkiego materiału. Przyłożyła ją do siebie. Szerokość dobra, ale spódnica nie sięgała kostek. Rzuciła okiem na wspaniałą zieloną suknię. Jeżeli będzie tańczyć tak jak miała zamiar, żeby powetować sobie utraconą cześć wyścigów, bardzo się w niej spoci.
— Ta ruda będzie dobra. Jestem wdzięczna za jej pożyczenie. Uśmiechnęła się do kobiet, próbując zorientować się, której z nich to zawdzięcza, ale wszystkie miały opuszczone oczy. — Będzie wspaniała. Uśmiechnęła się znowu i weszła do łazienki, zaciągając za sobą zasłonę.
Leniuchowała w ciepłej, wonnej wodzie dłużej, niż zamierzała, rozluźniając mięśnie zesztywniałe po pasjonujących przeżyciach popołudnia. Kiedy w końcu wyszła z wody i wycierała do sucha włosy, usłyszała w pokoju jakiś hałas i zdała sobie sprawę, że ktoś na nią czeka.
— Pani Oma? — zawołała, lękając się odpowiedzi.
— Nie, to ja, Oklina — odparł przepraszająco jakiś młody głos. — Czy znalazłaś koszulkę?
— Mam ją już na sobie.
— Czy nie trzeba ci pomóc przy układaniu włosów?
— Są tak krótkie, że szybko wyschną.
— Ach tak.
Moreta uśmiechnęła się, słysząc smutek w jej głosie.
— Jestem samowystarczalna, pani Oklino — powiedziała, wciągając przez głowę rudą sukienkę — ale nie poradzę sobie z zapięciem na plecach — Odciągnęła zasłonkę i Oklina natychmiast do niej podbiegła.
Miedzy Oklina a jej bratem istniało wyraźne podobieństwo, ale dziewczyna nie była wcale podobna do pani Omy. Smagła cera, którą tak podziwiała u Alessana, nie dodawała dziewczynie urody, jednakże jej twarz była subtelna, a ruchy wdzięczne, co samo w sobie miało już urok. Moreta z zazdrością patrzyła, jak grube, czarne warkocze dziewczyny lśnią w jasno oświetlonym pokoju.
— Bardzo mi przykro, że to tylko ja, pani Moreto, ale już czas podawać pieczyste, a przy tylu gościach… — Oklina zaczęła zręcznie sznurować z tyłu stanik Morety.
— Gdybym dobrze patrzyła, gdzie idę…
— Och, Marl omal się pod ziemię zapadł ze wstydu, że oblał panią pomyjami, pani Moreto. Przyleciał tu pędem z twoją suknią, martwiąc się, że mogą zostać plamy. Musiałaś być wściekła, że zniszczono ci nową suknię, zanim zdążyłaś się pokazać czy zatańczyć w niej. — Z głosu Okliny przebijała groza, co było całkiem zrozumiałe, ponieważ sama nosiła sukienki po starszych siostrach.
— Jeszcze lepiej będzie mi się tańczyło w tym. — Moreta na próbę zakręciła rudą spódnicą.
— Alessan powiedział, że musimy cię skusić wystarczająco ładną sukienką, żebyś tylko została na tańce.
— Tak?
— Och! — Oklina natychmiast zdała sobie sprawę z tego, jaką popełniła niedyskrecję. Zamrugała powiekami, żeby pohamować napływające do oczu łzy. — On ani raz nie był na Zgromadzeniu, nie tańczył od czasu, kiedy umarła Suriana. Nawet gdy został Lordem Warowni. Powiedz mi, czy cieszył się, kiedy Kwiczek wygrał?
— Był zachwycony! — Moreta uśmiechnęła się widząc, jak Oklina uwielbia swojego brata. — Kwiczek zwyciężył o pięć długości.
— I naprawdę się uśmiechał? Dobrze się bawił? — Gdy Moreta przytaknęła, w jej w oczach zabłysły łzy. — Widziałam start i słyszałam wrzaski. Założę się, że najgłośniej krzyczał Alessan. A czy widziałaś potem Kwiczka? I spotkałaś Daga? Dag nigdy nie oddala się zbytnio od tego biegusa. Jest bardzo oddany Alessanowi i tak dużo wie o wyścigach, bo jeździł w młodości dla Lorda Leefa. Zawsze potrafi wskazać zwycięzców. Miał zaufanie do tej hodowli rozpłodowej Alessana, kiedy wszyscy inni uznali, że powinien zrezygnować z tego, zanim Lord Leef… — Oklina urwała. — Za dużo mówię.
— Słuchałam cię z ciekawością. — Nie pierwszy raz Moreta stykała się z takim potokiem tłumionych uczuć. — Myślę, że Kwiczek wynagrodzi Alessanowi i Dagowi wysiłek, jaki w niego włożyli.
— Naprawdę tak myślisz?! — wykrzyknęła z zachwytem Oklina. — Słyszysz, właśnie zaczęli grać harfiarze.
— No to chodźmy tańczyć. Czas, żebyśmy się zaczęły bawić. Przez moment wyglądało na to, że Oklina nie jest pewna, czy nie zabronią jej się bawić. Młodsi członkowie rodzin w Warowniach często obarczani byli uciążliwymi obowiązkami, związanymi ze Zgromadzeniem, ale Moreta uparła się, że Oklina też musi potańczyć.
Korytarze i Wielka Sala były puste, ale kiedy pospiesznie przechodziły przez frontowy dziedziniec, jakiś sługa otwierał właśnie porozmieszczane tam koszyczki z żarami. Moreta przystanęła na nasypie i podniosła wzrok na wzgórza ogniowe. Orlith spała w świetle zachodzącego słońca, oczy miała zamknięte; prawdopodobnie zbudzi się dopiero wtedy, kiedy wieczorny wietrzyk ochłodzi powietrze. Pozostałe smoki przyglądały się temu, co działo się na dole, a ich tęczowe oczy lśniły.
— Och! — Oklina aż pisnęła z pełnym zachwytu lękiem. Jakie to groźne stworzenia. Czy bardzo się bałaś w dzień Naznaczenia?
— Bardzo. Złapano mnie, zawieziono do Isty, kazano się przebrać, a potem wepchnięto mnie na teren Wylęgarni zanim zorientowałam się, co się dzieje. Orlith — Moreta nie mogła powstrzymać radosnego uśmiechu — wybaczyła mi, że się spóźniłam.
Oklina marzyła o tym, żeby zostać jedną z kandydatek i Naznaczyć smoczą królową. Kiedyś Moreta miała niejasne poczucie winy, że los tak był dla niej łaskawy, iż mogła Naznaczyć Orlith, swoją przyjaciółkę, swoją pociechę, swoje życie.
— Gdyby brat nie został następcą mojego ojca, mógłby zostać smoczym jeźdźcem — zwierzyła się nagle szeptem Oklina Morecie.
— Naprawdę? — Moreta czuła się zaskoczona. Nie wiedziała o tym, że zwracano się do Warowni Ruatha o jednego z jej synów, nie słyszała nic o tym, odkąd przed dziesięcioma Obrotami dołączyła do Weyru.
— Dag mi powiedział. — Oklina energicznie pokiwała głową. To było dwanaście Obrotów temu. Dag mówił, że Lord Leef był wściekły, ponieważ Alessan miał zostać dziedzicem. Jednakże nikogo innego nie chciały zaakceptować.
— Smoki, które latają na Poszukiwania, zawsze wszystko lepiej wiedzą — powiedziała Moreta tajemniczym głosem. Tyle razy już powtarzała to ludziom. — W każdym Weyrze są smoki, które wyczuwają, z kim spośród młodzieży można się połączyć. Moreta jeszcze bardziej tajemniczo zniżyła głos. — Są ludzie, którzy dobrze znają smoki i jeźdźców, a nie Naznaczają, i są ludzie kompletnie obcy — jak ja sama — którzy Naznaczają. Smoki zawsze wiedzą lepiej.
— Smoki zawsze wiedzą… — szepnęła Oklina. Zerknęła spod oka na wzgórza ogniowe, jak gdyby obawiała się, że jeżeli smoki ją usłyszą, mogą się obrazić.
— Chodź, Oklino — powiedziała żywo Moreta. — Mam straszną ochotę na tańce.
Rozdział III
Moreta brała już udział w wielu Zgromadzeniach, ale to Ruathańskie Zgromadzenie o zmierzchu wydawało jej się zawsze kwintesencją tego, co w Zgromadzeniach najlepsze — zbiorowisko ludzi z weyrów, cechów i warowni, którzy zebrali się by jeść, pić, tańczyć i bawić się wspólnie w swoim towarzystwie. Żary w koszyczkach rzucały ze słupów plamy złocistego światła na zatłoczone stoły, na tancerzy, na grupki ludzi stojących tu i tam, na mężczyzn stłoczonych wokół beczek z winem. Między nimi przemykały figurki dzieci, to wpadając w plamy światła, to niknąc w cieniu. Chwilami ich śmiech i okrzyki przebijały się przez muzykę i tupot tancerzy. Zapach pieczonych mięs i ciepłego, wieczornego powietrza, kurzu, ostro pachnącego żaru oraz wina potęgował jeszcze niezwykły nastrój zabawy.