— Ona nigdy by mi nie odmówiła łyku wina, ale napiję się za ciebie i twoje czarne oczy.
Moreta, która zdążyła się już opanować, dostrzegła, jak dziewczyna się rumieni, zmieszana komplementami B’leriona. Widziała, jak na jej szczupłej szyi tętni z podniecenia żyłka, jak przyspieszył się jej oddech. Oklina mogła mieć nie więcej jak szesnaście Obrotów. Urodziła się w Warowni i pewnie wkrótce wydadzą ją za jakiegoś gospodarza albo mistrza rzemiosł na wschód albo na południa daleko od Ruathy, żeby wzmocnić więzy krwi. Zanim Przejście się skończy, Oklina będzie miała dzieci i dawno zapomni o tym Zgromadzeniu. A może będzie je lepiej pamiętała dzięki zalotom B’leriona? Moreta uśmiechnęła się, kiedy harfiarze zagrali powolną melodię do tańca, a B’lerion poprowadził zachwyconą dziewczynę na plac.
Ponieważ większość ludzi sądziła, że podołają sobie z tym tańcem, stoły opustoszały. Pani Oma, siedząc na ławie, przysłuchiwała się z powagą temu, co mówiła jakaś dostatnio ubrana dama. Kiedy obydwie pobłażliwie uśmiechnęły się, spoglądając w kierunku placu tanecznego, Moreta zauważyła Alessana, który statecznie prowadził w tańcu jakąś młodą dziewczynę. Córka tej pani, może kandydatka na drugą żonę Alessana? Dziewczyna, całkiem ładna, z wijącymi się, czarnymi włosami, wdzięczyła się z uśmiechem do Alessana. Takie niewiniątko nie miało szans, żeby mu się spodobać. Jako Lord Warowni mógł wybierać, kogo chciał, z każdej warowni czy cechu w całym kraju. Potem Moreta zauważyła S’perena, spiżowego jeźdźca z Weyr Fortu, który przyglądał się tańcom. Wydawało jej się, że S’peren miał być w Iście.
— Czy Zgromadzenie w Iście tak szybko się skończyło? — zapytała go zaskoczona.
— Rozczarowałem się nieco, zwłaszcza kiedy już zabrali to zwierzę. Żadnych wyścigów. A i ludzi znacznie mniej niż w Ruacie… — Wskazał głową w kierunku zatłoczonego placu do tańca. — I nastrój nie tak odświętny. W Igenie, Telgarze i Keroonie panuje jakaś choroba.
— Pomór wśród zwierząt? — Przypomniała sobie niespodziewany upadek tamtego biegusa.
— Nie, chorują ludzie. Powiadają, że to jakaś gorączka. Słyszałem, że był tam też Mistrz Capiam, chociaż go nie widziałem.
— Czy istańscy Przywódcy Weyru są zdrowi? — Z F’galem i Wimmią zaprzyjaźniła się podczas Obrotów, jakie spędziła w Weyrze Ista.
— Tak. I przesyłają ci serdeczne pozdrowienia. Nawiasem mówiąc, mam też dla ciebie pozdrowienia od Talpana, uzdrawiacza zwierząt. Podobno zna cię z warowni twojego ojca.
„Dziwne — pomyślała ruszając dalej Moreta, kiedy pożartowała już z innymi jeźdźcami Dalekich Rubieży. — Przez cale Obroty nawet o nim nie pomyślała, a teraz mam od niego pozdrowienia.”
Zaczęła się rozglądać, gdzie jest Alessan, żeby z nim zatańczyć. Był takim dobrym partnerem. Zobaczyła, że tańczy z jakąś dziewczyną o długich, czarnych włosach. Moreta w pierwszej chwili pomyślała, że to Oklina. Dziewczyna odwróciła się i okazało się, że to jakaś następna panna na wydaniu. Poczuła wielkie współczucie dla Alessana, kiedy przypomniała sobie, jak dwa Obroty temu ją samą oblegali spiżowi jeźdźcy, zanim Orlith wzniosła się do lotu godowego.
Moreta osuszyła puchar i udała się na poszukiwanie wina albo partnera. Bardzo chciała znowu zatańczyć, ale najpierw zatrzymała się przy antałku z winem. Niestety trunek ten pozostawiał w ustach kwaśny posmak: Tillek, a nie bogaty, dojrzały smak Bendenu. Omal go nie wypluła.
Tym razem tańczono szybką, dziką galopkę. Można było dobrze się zabawić patrząc na tańczących. Potem nadszedł czas na pieśni harfiarzy. Moreta oczekiwała, że pojawi się Tirone, jako że to on powinien prowadzić śpiewy na Zgromadzeniu w Ruacie, ale zamiast niego do przodu wystąpili młody Mistrz Harfiarz z Warowni Ruatha oraz jakiś starszy czeladnik.
Kiedy Moreta znowu popatrzyła w stronę stołu, zobaczyła Alessana, a po jego obu stronach parę ładnych dziewcząt, z których jedna była ruda. Nie było żadnych wątpliwości, że pani Oma na tym Zgromadzeniu nie zasypiała gruszek w popiele. Nie mając chęci wracać do stołu, Moreta znalazła sobie wolny stołek.
Spodobała jej się pierwsza piosenka, wzruszająca ballada, i wraz z innymi ludźmi podchwyciła refren. W połowie drugiego refrenu Moreta w myślach powiedziała do Orlith.
„Tobie ten śpiew też się podoba, prawda?” przesłała swojej królowej.
„Śpiewanie jest miłym zajęciem, które rozwesela i jednoczy wszystkich” — odpowiedziała smoczyca.
Moreta omal nie parsknęła śmiechem, ale przecież nawet Władczyni Weyru nie wypadało śmiać się w czasie poważnej pieśni.
Harfiarze zaintonowali cztery tradycyjne pieśni. Każdą z nich śpiewano z coraz większym zapałem, w miarę jak tancerze odzyskiwali oddech. Młody ruathański harfiarz, świetny tenor, zaśpiewał nieznaną piosenkę, którą jak im powiedział, odnalazł w starych kronikach. Była to chwytająca za serce melodia o zaskakującej rytmice. „Bardzo stara pieśń — stwierdziła Moreta — odpowiednia dla tenora.” Orlith też się podobała.
„Na ogół mamy zbieżne gusty” — powiedziała Moreta.
„Nie zawsze.”
„Co masz na myśli?”
Jednakże Orlith nie udzieliła jej odpowiedzi.
Potem harfiarze pytali słuchaczy o ich ulubione piosenki. Moreta miała ochotę poprosić o jedną z piosenek z równin swojego Keroonu, ale była to ponura melodia, nie pasująca do nastroju tego wieczoru. Talpan często ją nucił. Znowu dziwny zbieg okoliczności!
Po śpiewach na estradę wszedł Alessan, podziękował harfiarzom, chwalił ich grę i dziękował za przybycie. Prosił, by korzystali swobodnie z ruathańskiego wina, i grali tak długo, dopóki ostatni tancerz nie opuści placu do tańców. Wszyscy głośno klaskali, wiwatowali, okazując tym jak cenią Lorda Warowni, który nie poskąpił niczego na swoim pierwszym Zgromadzeniu. Wiwaty trwały dużo dłużej niż nakazywała zwykła uprzejmość i towarzyszyły Alessanowi w drodze powrotnej do stołu.
Harfiarze zaczęli następną rundę od tańca w kółeczku, który pozwolił Alessanowi zaprosić obydwie dziewczyny. B’lerion tańczył znowu z Oklina. Pani Oma wydawała się tego nie zauważać, tak skoncentrowana była na partnerkach Alessana.
Morecie zaschło w gardle od śpiewu i wiwatowania, wiec zdecydowała, że musi znaleźć więcej bendeńskiego białego wina. Kiedy szła do stołu, zatrzymywali ją gospodarze, pytając o Leri i Holth i wyrażając szczery żal, że ta Władczyni Weyru nie bierze udziału w Zgromadzeniu.
„Przekaż te pozdrowienia, Orlith. Ucieszą się, że nie zostały zapomniane.”
Po chwili Orlith odparła, że Holth jest całkiem zadowolona, że nie musi przez całą noc siedzieć na zimnej skale.
„Nie jest ci chyba zimno?” — zapytała niespokojnie Moreta.
„Wzgórza ogniowe utrzymują ciepło, a Nabeth i Tamianth ogrzewają mnie. Powinnaś coś zjeść. Zawsze mnie to powtarzasz.”
Ten ton Orlith rozbawił Moretę. Ponieważ od ostrego wina z Tilleku kręciło jej się odrobinę w głowie, a z głodu burczało w brzuchu, postanowiła poszukać sobie czegoś do jedzenia, zanim skończy się kołowy taniec. Nabrała pełen talerz pikantnego, pieczonego mięsiwa, bulw i innych smakołyków. Kiedy szukała bendeńskiego wina, kołowy taniec się skończył. Ledwie tylko Alessan podziękował dziewczętom, pani Oma już przedstawiała mu następną. Moreta zauważyła kierującego się w jej stronę Lorda Tolocampa i szybko skręciła w bok, jak gdyby go nie zauważywszy. Miał ponury wyraz twarzy, a ona nie miała ochoty wysłuchiwać na Zgromadzeniu jego wykładów. Przeciskając się przez moment zastanowiła się, czyby nie zatrzymać się przy stole harfiarzy, bo oni mają najlepsze wino, ale stwierdziła, że w towarzystwie harfiarzy Tolocamp tak samo będzie jej zagrażał. Poza tym, oni pewnie i tak mieli go po dziurki w nosie, ponieważ Siedziba Harfiarzy usytuowana była tak blisko Warowni Fort. Zamiast tego dała więc nura za podium harfiarzy i przystanęła na moment, żeby oczy przyzwyczaiły jej się do ciemności.