Выбрать главу

Omal nie potknęła się o siodła, ułożone w stos za podium. Ustawiła jedno z nich i usiadła jak na fotelu, zachwycona, że udało jej się uciec od Tolocampa. Kiedy nadejdzie koniec Przejścia, człowiek ten stanie się powodem wielu zadrażnień. Sh’gall nie poradzi sobie z nim tak łatwo, jak radził sobie z Opadem.

„To dobrze, że jesz!” — powiedziała Orlith.

Moreta odgryzła olbrzymi kęs pieczeni. Mięso było kruche i soczyste.

„Cudowne!” — powiedziała swojej królowej.

Jadła z apetytem, oblizując palce, nie chcąc uronić ani kropelki sosu. Ktoś potykając się wszedł za estradę i Moreta, balansując talerzem i klnąc, że jej przerwano, usunęła się w głębszy cień. Czyżby to Tolocamp tu za nią trafił? A może to ktoś, kto miał naturalną potrzebę?

„Alessan” — powiedziała jej Orlith, co zaskoczyło Moretę, bo smoczyca nie zapamiętywała imion ludzi.

— Moreta? — powiedział niepewnie Alessan. — A, tutaj jesteś — dodał, kiedy zrobiła krok do przodu. — Tak mi się wydawało, że tu się schowasz, żeby uniknąć spotkania z Tolocampem. Przyniosłem mnóstwo jedzenia i picia. Czy nie przeszkadzam ci w twoim odosobnieniu?

Nie przeszkadzasz, jeżeli tylko przypadkiem przyniosłeś więcej tego bendeńskiego wina. Żebyś wiedział, że to tilleckie, które podajesz, nie jest złe…

— Ale zupełnie nie wytrzymuje porównania z bendeńskimi mam nadzieję, że nikomu o tej różnicy nie wspomniałaś.

— Co? Żeby je nam wypili? Pełne uznanie dla kucharza: ta pieczeń jest fantastyczna, a ja umieram z głodu. Siadaj tutaj. Pchnęła w jego kierunku siodło i opróżniwszy swoją czarkę z pośledniego wina, wyciągnęła ją do niego. — Mogę jeszcze dostać trochę wina z Bendenu?

— Mam tutaj pełny bukłak. — Alessan nalewał ostrożnie.

— Chyba musisz się nim dzielić ze swoimi partnerkami?

— Żebyś mi się nie ośmieliła… — Alessan udał, że chce jej odebrać puchar, niby to chcąc jej odebrać wino.

— No tak, rozumiem. Jako Lord Warowni robiłeś tylko to, co do ciebie należało.

— Spełniłem już swoje obowiązki jako Lord Warowni, a teraz zamierzam towarzyszyć tobie. Dopiero teraz będę się dobrze bawił na tym Zgromadzeniu.

— Gospodarzom rzadko to się zdarza.

— Moja matka, kobieta dobra i zacna…

— I świadoma obowiązków…

— … zaprezentowała mi wszystkie nadające się do zamęścia panny z zachodu i z każdą z nich sumiennie tańczyłem. Nie były bardzo rozmowne. A skoro już mowa o rozmawianiu, czy ten spiżowy jeździec, który adoruje Oklinę, to honorowy człowiek?

— B’lerion ma dobre serce i można z nim świetnie się bawić. Czy Oklina jest świadoma skłonności smoczych jeźdźców?

— Jak każda prawdziwa mieszkanka warowni. — Alessan chłodnym tonem skwitował kaprysy i słabostki smoczych jeźdźców.

— B’lerion ma dobre serce, a ja znam go od wielu Obrotów — wyjaśniła uspokajająco Moreta. Uwielbienie Okliny dla brata nie było bezpodstawne, skoro zadał on sobie trud, by porozmawiać z Władczynią Weyru o spiżowym jeźdźcu, który wyraźnie zalecał się do jego siostry. Jedli w milczeniu, bo Alessan był równie głodny jak Moreta. Nagle harfiarze rozpoczęli nową melodię. Tym razem był to skoczny taniec, w którym należało partnerkę podnieść, podrzucić i złapać w powietrzu. Zauważyła wyzwanie w błyszczących oczach Alessana: tylko ludzie młodzi i w bardzo dobrej formie mogli pokusić się o wykonywanie tego akrobatycznego tańca z podrzutami. Roześmiała się niskim, gardłowym śmiechem. Nie była żadnym nieśmiałym, niepewnym siebie podlotkiem, ani też stateczną panią na warowni, której żywotność i ciało wyczerpały ciągłe porody; była gotową do boju jeźdżczynią królowej i mogła prześcignąć w tańcu każdego mężczyznę — gospodarza, rzemieślnika, jeźdźca. Na dodatek Orlith zachęcała ją do tego.

Zostawiła resztki jedzenia i wino, złapała Alessana za rękę i pociągnęła go za sobą na plac do tańców, gdzie jedną parę już spotkało niepowodzenie: runęli na ziemię, a reszta tancerzy dobrodusznie się z nich nabijała.

Władczyni Weyru i Lord Warowni byli jedyną parą, która ukończyła ten trudny taniec bez żadnego upadku. Ich zręczność nagrodziły wiwaty i oklaski. Usiłując złapać oddech i utrzymać równowagę po szaleńczych obrotach, Moreta zeszła z placu. Ktoś włożył jej puchar do ręki; od razu wiedziała, że to Benden. Wzniosła toast za Alessana, który stał obok niej, ciężko łapiąc powietrze, zarumieniony, zachwycony, że tak im dobrze poszło.

— Na Skorupy, mając odpowiedniego partnera, naprawdę mogłaś pokazać, na co cię stać — zawołała podchodząc do nich Falga. — Jesteś w wyjątkowo świetnej formie, Moreto. Alessanie, to najlepsze Zgromadzenie, na jakim byłam od całych Obrotów. Zaćmiłeś swego ojca, który od tej chwili przestaje być nieodżałowany. Wydawał dobre biesiady, ale nie mogą się one równać z dzisiejszą. S’ligar będzie żałował, że nie przyleciał ze mną.

Pozostali jeźdźcy smoków wznieśli swoje puchary na cześć Alessana.

— Do zobaczenia w Gromie — powiedziała Falga do Morety na pożegnanie. Harfiarze rozpoczynali właśnie spokojną, starą melodię.

— Czy możesz się jeszcze ruszać? — zapytał Alessan, pochylając się nad Moreta i szepcząc jej wprost do ucha.

— Oczywiście! — Moreta rzuciła okiem w tę stronę, gdzie patrzył Alessan, i zobaczyła, że pani Oma prowadzi jakąś dziewczynę przez parkiet.

— Już dosyć mi dzisiaj deptały po nogach! — Alessan mocno przytulił Moretę, położył prawą dłoń płasko na jej łopatkach, palce lewej splótł z jej palcami i poprowadził ją na środek placu.

Moreta chwiała się w rytm rozkołysanej melodii; sunąc w tym statecznym tańcu, przelotnie dostrzegła zasępioną panią Omę. Czuła, jak im obojgu walą serca z wysiłku po poprzednim tańcu, ale stopniowo ten łomot złagodniał, twarz jej ochłonęła, a mięśnie przestały drżeć. Uświadomiła sobie, że nie tańczyła tej melodii odkąd opuściła Keroon — od ostatniego Zgromadzenia, na którym była z Talpanem, tak wiele, wiele Obrotów temu.

— Myślisz o jakimś innym mężczyźnie? — szepnął Alessan z wargami tuż przy jej uchu.

— O chłopcu, którego znałam w Keroonie.

— Czule go wspominasz?

— Mieliśmy iść na naukę do tego samego mistrza uzdrowiciela. Czyżby to była nuta zazdrości w głosie Alessana? — On wyuczył się tego zawodu, a mnie zabrano do Isty, gdzie Naznaczyłam Orlith.

— A teraz uzdrawiasz smoki. — Na moment uścisk Alessana osłabł, ale zaraz objął ją jeszcze silniej. — Tańcz, Moreto z Keroonu. Wzeszły księżyce. Możemy tańczyć przez całą noc.

— Harfiarze mogą mieć jakieś inne plany.

— Na pewno nie, dopóki nie wyczerpią się moje zapasy bendeńskiego wina…

Tak więc Alessan pozostał u jej boku, troszczył się, by miała zawsze pełny puchar i nalegał, żeby zajadała malutkie, pikantne bułeczki, które podawano kurczącym się szeregom wesołych biesiadników. Nie odstępował jej też żadnym innym partnerom.

Wino zmogło harfiarzy tuż przed brzaskiem. Nawet Alessan, którego energia wydawała się niespożyta, zaczynał tracić już siły, kiedy Orlith ponownie wylądowała na placu do tańca.

— To była niezapomniana zabawa, Lordzie Alessanie — powiedziała Moreta oficjalnie.

— Twoja obecność uczyniła ją taką, Władczyni Weyru — odparł, podsadzając ją na przednią łapę Orlith. — Na Skorupy! Nie ześlizguj się, kobieto. Czy dolecisz do swojego weyru, nie zasypiając po drodze? — Powiedział to wesoło, ale w jego głosie zadźwięczała nuta niepokoju.