Выбрать главу

Ratoshigan i Sh’gall zaczęli w końcu doceniać powagę sytuacji.

— Jesteśmy w samym środku Przejścia! — powiedział Sh’gall.

— Dla tego wirusa nie ma to żadnego znaczenia — odrzekł Capiam.

— W twoim cechu macie wszystkie kroniki. Przejrzyj je! Wystarczy, żebyś porządnie poszukał.

„Czyżby Sh’gallowi nigdy nie zdarzyło się szukać czegoś i nie znaleźć?” — pomyślał Capiam z ironią. Któregoś dnia miał zamiar zanotować, w jak różny sposób mężczyźni i kobiety reagują na kataklizmy. Jeżeli sam ten kataklizm przetrzyma!

— Moi ludzie prowadzą gruntowne poszukiwania od momentu, kiedy zobaczyłem doniesienia o liczbie śmiertelnych przypadków w Warowni Morskiej w Igenie. A teraz oto co musisz zrobić, Lordzie Ratoshiganie.

— Co muszę zrobić? — Lord Warowni wyprostował się na całą swoją wysokość.

— Tak, Lordzie Ratoshiganie, co musisz zrobić. Przyszedłeś do mnie po diagnozę. Postawiłem diagnozę: to jest epidemia. W tych okolicznościach, jako Mistrz Uzdrowiciel Pernu, przejmuję władzę nad Warowniami, Cechami i Weyrami. — Rzucił okiem na Sh’galla, żeby upewnić się, że Przywódca Weyru również go słucha. — Rozkazuję wam niniejszym ogłosić za pomocą bębnów, że ta Warownia oraz gospodarstwo, w którym twoi trenerzy gościli po drodze z wybrzeża, objęte zostały kwarantanną. Nikomu nie wolno odwiedzać ani opuszczać Warowni. Zakazane są podróże i zgromadzenia.

— Ależ oni muszą zbierać owoce i…

— Wszystkim chorym, ludziom i zwierzętom, zorganizujesz opiekę. Mistrz Quitrin i ja omawialiśmy kurację empiryczną, ponieważ środki homeopatyczne okazały się nieskuteczne. Poinformuj swojego Zarządcę i swoje panie, żeby przygotowały Wielką Salę dla chorych…

— Moją Wielką Salę? — Ratoshigan osłupiał na ten pomysł.

— I opróżnij stajnie i obory, żeby zmniejszyć tłok w salach sypialnych.

— Wiedziałem, że poruszysz ten temat! — Ratoshigan aż zapluł się ze złości.

— Na własnej skórze przekonasz się, że dawne obiekcje uzdrowicieli były uzasadnione! — Capiam dał upust swoim długo tłumionym troskom i lękom i zakrzyczał protestującego Ratoshigana. — Odizolujesz chorych i będziesz o nich dbał, co należy do twoich obowiązków jako Lorda Warowni! Albo pod koniec tego Przejścia nie będziesz już miał nad kim panować!

Capiam mówił to z taką pasją, że Lord Ratoshigan nie otworzył już ust. Capiam odwrócił się do Sh’galla.

— Przywódco Weyru, przewieziesz mnie teraz do Warowni Fortu. Zgodnie z nakazem chwili muszę jak najprędzej wracać do mojej siedziby. A i ty ostrzeż swój Weyr.

Sh’gall zawahał się.

— Przywódco Weyru!

Sh’gall przełknął ślinę.

— Czy ty również dotykałeś tego zwierzęcia?

— Nie, nie dotykałem. Talpan mnie ostrzegł. — Kątem oka Capiam zauważył, jak Ratoshigan drgnął nagłe.

— Nie możesz stąd wyjechać, Mistrzu Capiamie — wykrzyknął Ratoshigan, rzucił się i przerażony złapał go za rękę. — Ja dotykałem tego zwierzęcia. Ja też mogę umrzeć.

— Możesz. Pojechałeś na Istańskie Zgromadzenie, żeby dźgać to zamknięte w klatce zwierzę i znęcać się nad nim, a ono za okrucieństwo odpłaciło się wam w tak niespodziewany sposób.

Sh’gall i Ratoshigan szeroko otwartymi oczami wpatrywali się w Mistrza Uzdrowiciela, który zawsze był taki spokojny i taktowny.

— Chodź, Sh’gallu, nie wolno nam tracić czasu. Trzeba będzie odizolować tych jeźdźców, którzy brali udział w Istańskim Zgromadzeniu, a zwłaszcza tych, którzy mogli znaleźć się w pobliżu tej bestii.

— Ale co ja mam robić, Mistrzu Capiamie, co mam robić?

— To, co ci kazałem. Za dwa albo trzy dni będziesz wiedział, czy zostałeś zarażony. Tak więc zalecałbym, żebyś jak najszybciej doprowadził swoją Warownię do porządku.

Capiam skinął na Sh’galla, żeby poprowadził ich na dziedziniec, gdzie czekał spiżowy smok. W ciemnościach przedświtu wielkie, jarzące się oczy Kaditha wskazywały obydwu mężczyznom drogę.

Sh’gall zatrzymał się nagle.

— Czy smoki też na to chorują?

— Talpan mówił, że nie. Wierz mi, Przywódco Weyru, że chyba tym najbardziej się martwił.

— Jesteś pewien?

— Talpan był pewien. Nie zachorował na to żaden wher ani wher-stróż, chociaż wszystkie stykały się z tym wielkim kotem w Warowni Morskiej w Igenie lub w Stajniach Keroonu. Ciężko chorują biegusy, natomiast nie choruje bydło. Smok, który zabrał tego kota z Igenu do Keroonu, nie zachorował, a przenosił go ponad dziesięć dni temu.

Sh’gall wciąż miał jakieś wątpliwości, ale skinął ręką, żeby podeszli do Kaditha.

Spiżowy smok opuścił już łapę, żeby jego jeździec i uzdrowiciel mogli wsiąść. Jednym z przywilejów, jakie dał Capiamowi tylu mistrzowski, było właśnie jeżdżenie na smoku; przywilej ten sprawiał mu najwięcej radości, chociaż Capiam starał się go nie nadużywać. Z wdzięcznością usadowił się za Sh’gallem. Nie miał żadnych skrupułów, że wykorzystuje Sh’galla i Kaditha, żeby w tej krytycznej sytuacji przewieźli go do jego siedziby. Przywódca Weyru był młody i silny i miał szansę na przeżycie każdej zarazy, której nosicielem mógł być Capiam.

Capiam tak głęboko zamyślił się nad tym, czego musi dokonać w ciągu najbliższych kilku godzin, że nie potrafił cieszyć się startem smoka. Talpan obiecał zainicjować kwarantannę w Iście, ostrzec wschód i odizolować wszystkich, którzy mogli mieć kontakt z tamtym kotem. Będzie próbował wytropić wszystkie biegusy, które opuściły Stajnie Keroonu w ciągu ostatnich osiemnastu dni. Capiam ostrzeże zachód i przyspieszy przeszukiwanie kronik. Bębny Fortu rozgrzeją się jutro od tych wszystkich wiadomości, które musi wysłać. Na pierwszym miejscu znajdzie się Warownia Ruatha. Jeźdźcy smoków brali udział w Istańskim Zgromadzeniu, a potem polecieli jeszcze na kilka godzin do Ruathy, by potańczyć i napić się wina Gdyby tylko Capiam nie był się poddał zmęczeniu. Stracił cenny czas, a nieświadom zagrożenia ludzie roznosili chorobę coraz dalej.

Sh’gall uprzedził Capiama przyciszonym głosem i Uzdrowiciel mocno chwycił za rzemienie bojowe. Lecąc w przestworzach; zastanawiał się, czy to okropne zimno nie byłoby w stanie zabić zarazków choroby.

Wynurzyli się nagle nad wzgórzami ogniowymi Warowni Fortu i wylądowali na polu przed siedzibą. Sh’gall nie miał zamiaru przebywać w towarzystwie Mistrza Uzdrowiciela ani chwili dłużej, niż musiał. Zaczekał, aż Capiam zsiądzie, a potem poprosił go, aby powtórzył swoje zalecenia.

— Powiedz Bercharowi i Morecie, żeby sami próbowali leczyć objawy choroby. Jeżeli znajdę skuteczną kurację, natychmiast was zawiadomię. Ta zaraza ma okres inkubacji dwa do czterech dni. Są tacy, którzy ją przeżyli. Spróbuj ustalić, gdzie byli twoi jeźdźcy. — Pełna swoboda poruszania się działała na niekorzyść Weyrów. — Nie zbierajcie się…

— Jest Opad!

— Weyry mają swoje obowiązki wobec ludzi… ale spróbujcie ograniczyć kontakt z drużynami naziemnymi. — Capiam z wdzięcznością klepnął Kaditha po barku. Kadith zwrócił swoje jarzące się oczy na Mistrza Uzdrowiciela, potem przebiegł kilka kroków i wzbił się w powietrze.

Capiam przyglądał się im, aż zniknęli na tle jaśniejącego na wschodzie nieba. Polecieli w góry za Warownią Fortem. Uzdrowiciel ruszył łagodnie wznoszącym się zboczem w stronę swojej siedziby i łóżka, za którym bardzo tęsknił. Najpierw jednak musi tak ułożyć wiadomości, żeby bęben sygnalizacyjny zdołał ją przekazać do Ruathy.

W porannym powietrzu było nieco wilgoci, więc wyglądało na to, że później podniesie się mgła. Na głównym dziedzińcu Warowni Fortu nie zawieszono koszy z żarem, a przy wejściu do Siedziby Harfiarzy wisiał tylko jeden. Capiam był zaskoczony widząc, jak przez te dwa dni posunęły się prace nad przybudówką do Siedziby. Parskając podszedł do niego wher-stróż, rozpoznał go po zapachu i zagulgotał na powitanie. Capiam czule poklepał Rzepa po łbie i uśmiechnął się słysząc pełne szczęścia posapywanie. Whery — stróże miały wiele zalet, ale na skutek pewnego niefortunnego wydarzenia stały się tak szpetne, że wywoływały obrzydzenie u tych, którzy widzieli w nich nędzne kopie wspaniałych smoków. A przecież whery — stróże były lojalne, wierne jak smoki i można je było nauczyć rozpoznawać ludzi, którzy mieli prawo swobodnie wchodzić do Siedziby. Niektóre legendy mówiły, że whery — stróże wykorzystywano jako ostateczną obronę przed Nićmi, chociaż Capiam nie miał pojęcia, jak by to było możliwe, skoro te nocne stworzenia nie znosiły słońca.